Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2002-06-11

Wojciech Jóźwiak

Strukturalistyczny Zbawiciel
O książce 'Kozioł ofiarny' René Girarda

o książce "Kozioł ofiarny" René Girarda, o Żydach i mitologii, o bolszewikach, sporcie, chrześcijaństwie i buddyzmie


Z piętnastoletnim opóźnieniem (w stosunku do wydania polskiego przekładu - 1987; względem oryginału francuskiego równo 20 lat, co jest bez znaczenia, skoro francuski pozostaje dla mnie szczelnie zamkniętą skrzynką) przeczytałem książkę "Kozioł ofiarny" René Girarda. O czym jest ta książka? (Wciągająca i hipnotyzująca, chociaż pisana słowotokiem i wciąż od nowa niby "Bolero" Ravela wracająca do opowiedzianych już, wciąż tych samych wątków...) Girard rozszyfrowuje główny (wg. niego), a właściwie jedyny mechanizm stwarzający mitologię i sacrum. Tym mechanizmem jest poświęcenie kozła ofiarnego. Schemat polega na tym, że w odpowiedzi na kryzys, pewna społeczność, w której to się dzieje, wyszukuje osobnika lub osobników, których uznaje za "winnych", po czym ich zbiorowo morduje, a następnie sakralizuje, tzn. zaczyna uważać za istoty nadprzyrodzone, obdarzone wielką mocą, za bohaterów itd. Girard nazywa to zjawisko "schematem prześladowczym". Dokładniej, składa się na niego:

Kiedy bada się zachowane przekazy, historyczne lub mitologiczne takich przypadków, stwierdza się, że:

Pod tym kątem Girard rozważa długą listę przypadków:

Wszystkie te przypadki sprowadzają się do "cyklu prześladowczego":

Czytelnik po kilkudziesięciu stronach zaczyna się orientować, do którego "tekstu" autor zmierza: do Ewangelii i jej opowieści o Męce Jezusa. I rzeczywiście, w połowie książki kończy się analiza mitów, zaczyna się rozważanie opowieści o Męce i wątków jej towarzyszących (zamordowanie Jana Chrzciciela przez Heroda, zaparcie się Piotra, wypędzenie demonów z opętanego w Gerazie - tych demonów, które miały na imię Legion i uszły w świnie; oraz wypowiedzi Jezusa o naturze demonów).

Coś z tego rozumiem, a czegoś nie rozumiem.

Schemat prześladowczy, który Girard odnajduje w starych mitach, jest dokładnie, ze szczegółami zgodny z historią Jezusa; więcej: ma się wrażenie czytając, że autor celowo dokonał takiego właśnie wyboru mitów, żeby dało się z nich wypreparować scenariusz Pasji. Mity które wybrał Girard są "prefiguracjami" Męki. Bo popatrzmy, w planie realno-historycznym, lub też z punktu widzenia żydowskiego:

I to samo w planie teologicznym, lub z punktu widzenia chrześcijańskiego:

Tak mniej więcej to rozumiem, i jak dotąd wszystko w analizach Girarda mi pasuje. Nie nadążam za jego rozumowaniem od momentu, kiedy oświadcza, że opowieść o Jezusie nie jest mitem, lecz "anty-mitem", czyli przekazem, który demaskuje, "dekomponuje" i unieważnia wszystkie mity, czyniąc to przez to, że ukazuje ich prześladowczą strukturę. Więc musi różnić się od wszystkich (...innych...) mitów. Różni się szczegółem, który jednak - według Girarda - jest zasadniczy. Tym, że Jezus jako ofiara od początku do końca przedstawiany jest jako ofiara niewinna, a jego sędziowie i kaci jako ci, co się mylą. Nie ma tu charakterystycznej dla cyklu kozła ofiarnego przemiany autentycznego zbrodniarza w potężne bóstwo. Przedstawiany jest też jawnie jako ofiara, jako ów "kozioł ofiarny", a słowami ewangelii - jako "baranek Boży". Ewangelia więc niczego nie zakrywa, jak czynią typowe opowieści prześladowcze, przeciwnie, cały swój prześladowczy schemat czyni jawnym. Przez ujawnienie kłamstwa (a kłamstwo jest rzeczą diabelską) schematu prześladowczego Ewangelia czyni pustymi (bezsensownymi) wszelkie ofiary kozłów ofiarnych, zarówno te przeszłe (zatem pozbawia prawa do czci te bóstwa, które z kozłów ofiarnych w imaginacji swych wyznawców powstały; według maksymalistycznego poglądu Girarda są to wszystkie bóstwa, poza oczywiście Bogiem chrześcijańskim), jak i te przyszłe - przez co pozwala demaskować jako pospolite zbrodnie wszystkie późniejsze próby posługiwania się mechanizmem kozła ofiarnego.

Pytanie jednak się pojawia: czy rzeczywiście?

Można mieć kolejne zastrzeżenia do rozumowania autora, a więc: czy rzeczywiście Jezus był niewinny? Był niewinny, ale jednocześnie wziął udział w prześladowczym spektaklu, godząc się na swoją Mękę (to w planie historycznym), oraz wziął na siebie winy całego świata, zarówno te dokonane, jak i przyszłe (w planie teologicznym). Był więc niewinny, ale aktem swojej woli stał się - jak gdyby - winnym. Czy różnica między winą a wzięciem na siebie winy jest aż tak fundamentalna?

Czy Ewangelia jest jedyną opowieścią (mito-podobną? mającą pozory mitu?), w której schemat prześladowczy, schemat kozła ofiarnego zostaje nazwany po imieniu? Girard stanowczo twierdzi, że tak właśnie jest:
"Mamy dwa rodzaje tekstów odnoszących się do 'kozła ofiarnego'. Wszystkie mówią o ofiarach, lecz nie wszystkie stwierdzają, że ofiara jest 'kozłem ofiarnym'. Można tu wymienić utwór Guillaume'a de Machaut oraz wszystkie teksty mitologiczne. Pozostałe zaś same mówią, że ofiara jest kozłem ofiarnym. [Tymi pozostałymi] tekstami są Ewangelie."
- Odpowiem: Nie wiem. Być może tak jest, jak twierdzi Girard, za mało znam mitologie świta, aby to stwierdzić. Girard pisze o tym równie jak poprzednio stanowczo:
"Mity milczą na temat kozła ofiarnego. [Tzn. nie ujawniają schematu prześladowczego. - WJ.] (..) Dla kozła ofiarnego (...) nie ma absolutnie miejsca w mitach Gdyby znalazło się choć jedno, całkowicie nie miałbym racji, 'moja teoria' obróciłaby się wniwecz." I dalej pisze, że mity są sterowane przez mechanizm, efekt kozła ofiarnego, którego sobie nie uświadamiają. Nową jakość przynoszą dopiero Ewangelie.

Girard pisze też o zastrzeżeniach podobnych do mojej tutaj wyrażonej nieufności:
"Zdaniem moich krytyków (...) redukując wszystko do jednego tematu stwarzam nowy typ redukcjonizmu." - Tak, właśnie takie wrażenie czyni Girard w swojej książce: autora przejętego jedną ideą, który robi wszystko, aby do tego stopnia w wyolbrzymiony sposób skupić uwagę czytelnika na swoim temacie, aby ten nie zechciał dostrzec nic poza nim. To jest ta hipnotyzująca siła książki Girarda. I dalej: "[Twierdzą oni, że] podobnie jak wielu moich poprzedników wybrałem sobie jakąś jedną dziedzinę i ze szkodą dla innych [tematów] rozdmuchuję ją do niesłychanych rozmiarów." Rzeczywiście, książka sprawia takie wrażenie.

Czy wszystkie mity da się tak lub inaczej sprowadzić do niejawnego schematu prześladowczego? Jak powiedziałem, nie czuję się kompetentny, by to stwierdzić, ale wydaje mi się to wysoce mało prawdopodobne. Czy Odin (mitologiczny ojciec Baldra), który samoofiarował się, wieszając się na Jesionie Świata na dziewięć dni i nocy w poszukiwaniu mądrości, był ofiarą zbiorowego mordu? Gdzie jest ta "społeczność", która go mimetycznie powiesiła jako domniemanego zbrodniarza-chaotystę? Czy Godzamba walczący z napastnikiem w ciemnościach lasu wyrwaną z korzeniami sosną jest ofiarą czy może wykonawcą girardowskiego "założycielskiego mordu" na zakamuflowanym koźle ofiarnym?

A może pierwsze wrażenie nas jednak nie myli i obie te mityczne opowieści, jak i wiele innych, po prostu nie mają nic wspólnego ze schematem kozła ofiarnego? Nie potrafię sobie wyobrazić pojęciowych zabiegów, które by tak "wywróciły kota ogonem", aby z tych opowieści zrobić historie "kozłoofiarne". Najwidoczniej nie cała mitologia i nie wszystkie objawienia sacrum wywodzą się z pramordu.

Girard wybiera ze światowej mitologii te opowieści, które przypominają co do swej struktury opowieść chrześcijańską - opowieści "pre-chrześcijańskie" lub też "niby-chrześcijańskie". Tymczasem chrześcijaństwo nie jest jedyną religią, i nie jest wcale tak, że jest jedno chrześcijaństwo i wokół ocean błędów i prymitywu, a w najlepszym razie jego ułomnych (jak mit o Nanauatzinie lub o Baldrze), nieudanych zapowiedzi.

Nie wszystkie religię są ofiarnicze, nie wszystkie są "kozłoofiarne". Nie mówię o judaizmie, w którym od wątków "kozłowych" się roi (Kain, Abraham, Mojżesz, Jonasz), ale czy w pobliskim islamie jest coś podobnego? Może gdzieś na obrzeżach, ale w centrum islamskiej teologii raczej nie. W islamie nie ma ofiarniczego rytuału podobnego do chrześcijańskiej mszy. Bóg-Allah jest i nie potrzebuje żadnego zasilania ofiarami (nawet boskimi), przeciwnie, to Jego nieustająca nieskończona i jedyna aktywność podtrzymuje ten świat w jego istnieniu. ((Pytanie: skąd się biorą samoofiarowania terrorystów-samobójców, albo fatwa na Rushdim? Skąd ta prześladowcza energia?))

Jest jeszcze buddyzm - i niech ktoś znajdzie w nim motywy ofiary, a tym bardziej kozła ofiarnego! Jestem więc przekonany, że Girard nie przedstawia całej religijnej rzeczywistości człowieka, lecz tylko jej połowę, a może jedną trzecią, albo jeszcze mniej - jej część ofiarniczą. I tu jego analizy są fascynującą trafne. Lecz są również przestrzenie duchowych dróg i doświadczeń, równyeż tych ubranych w mit, gdzie trafiają one w próżnię. Nie przypadkiem też takie właśnie wybrałem tamte dwa przykłady: z Odinem i Godzambą. Bo one nie prefigurują chrześcijaństwa, ale, jeśli coś, to drogę, podejście i ducha buddyjskiego.

Dodatki, które wychodzą poza książkę Girarda:

A. Bolszewicy i naziści

Obie szaleńcze utopie minionego wieku, bolszewicka i nazistowska, budowane były się na schemacie kozła ofiarnego, na typowaniu ofiar i wspólnocie w zbiorowej zbrodni. Kozioł ofiarny nazistów nie był tak doskonały, jak ten komunistów, bo kto to jest "Żyd", można było w miarę "obiektywnie" zdefiniować. Tymczasem kozioł ofiarny komunistów był na tyle nieuchwytny, że mógł nim być bez wyjątku każdy. (W roku 1956 "kozłem" okazał się pośmiertnie sam Stalin, twórca tego systemu, a system mimo to trwał.) Naziści budowali społeczność czystych, z której wygnano wszystkie kozły. Bolszewicy budowali społeczność samych nieczystych, z których kolejne kozły, na mocy niepojętych wyroków, szły na odstrzał. Do czystej społeczności nazistów nie było już powrotu z wygnania i odrzucenia - kto okazał się "Żydem", musiał umrzeć. Do nieczystej społeczności komunistów wracało się: kto nie umarł w łagrze, ten - zwykle pełen poczucia winy, wstydu, napiętnowania, troszeczkę bardziej tylko nieczysty od innych - jednak wracał. W Polsce ostatni "rytualny mord kozłów", wprawdzie w łagodnej postaci zbiorowego potępienia, po którym przyszło wygnanie, mieliśmy w 1968. Późniejsze prześladowania polityczne miały już techniczny charakter, chociaż za Gierka i Jaruzelskiego nieśmiało próbowano kolektywnych "sądów czarownic", to jednak nic z nich nie wyszło. (Politycznymi wcieleniami kozła ofiarnego Girard w swej książce się nie zajmuje, nie licząc poukrywanych aluzji.)

B. Sport

Analizy Girarda dostarczają znakomitego narzędzia do zrozumienia sportu. Zawody sportowe dość dokładnie realizują schemat prześladowczo-ofiarniczy. Na początku jest (jeśli użyć terminu Girarda) stan kryzysu, czyli "po mojemu" stan chaotyczny - stan "odróżnicowany", który poznajemy po tym, że nie wiadomo, kto z zawodników lub drużyn jest lepszy, kto gorszy. Na starcie drużyny są jak ci mityczni bracia-bliźniacy, którzy żeby się z tego nieznośnego stanu wydostać, muszą ze sobą walczyć. Nie naprawdę na śmierć i życie, ale język komentarzy sportowych opiera się na porównaniach do walki na śmierć. Zawody wyzwalają masę kolektywnych emocji wśród kibiców, kibicowanie jest mimetycznym procesem, w którym jednostki rozpuszczają się w tłumie i zbiorowo uczestniczą w kolektywnym "sądzie bożym", któremu poddają się zawodnicy. Zawodnikom przypisuje się różne nadludzkie cechy, oczekuje się od nich "boskiej" gwałtowności (mistrzom boksu wypada, ażeby brali udział w bójkach i gwałcili dziewczęta), a po przegranej potępia jak przestępców. Zawody są przeżywane tak, jakby od ich wyniku zależał los "Polski", "Kamerunu" itd., a więc podczas zawodów w wyobraźni kibiców nad całą społecznością, do której należą, wisi groźba zagłady. Itd. Itd. (Pisane podczas mistrzostw świata w piłce nożnej, kiedy każdy rozsądny widzi, że coś tu jest nie tak. Girard mimetyzm uważa za coś diabolicznego, za miejsce objawiania się diabła, i nie sposób się z tą opinią nie zgodzić.)

C. Umarłe gwiazdy

"Wybrańcy bogów umierają młodo". Istnieje i wciąż odradza się kult "gwiazd" - artystów i innych postaci masowej wyobraźni, którzy dlatego są czczeni i obrastają legendą (Girard powiedziałby: są sakralizowani), ponieważ umarli młodo, gwałtowną, niespodziewaną, przedwczesną śmiercią. Jest ich wielu: Marilyn Monroe, Jim Morrison, Presley, Lennon, lady Diana, u nas Cybulski, Stachura, Wojaczek, Anna Jantar. Młoda i gwałtowna śmierć przerywająca życie "gwiazdy" u szczytu sławy, mimetycznie przeżywana przez masy, ma coś z kozła ofiarnego, chociaż ten schemat jest tu niepełny, bo realnie owe gwiazdy nie kończyły życia w linczu z rąk swych wielbicieli. (Chociaż - Lennon?)

D. Opowieść założycielska (mit?) buddyzmu

Powiedziałem, że w opowieści o Buddzie Gautamie-Śakjamunim i jego Oświeceniu nie ma nic ze schematu prześladowczego:

E. Złudzenie doniosłości motywu kozła ofiarnego

Nadzwyczajna doniosłość "sprawy kozła ofiarnego", tak jak chce Girard, nie obejmuje wcale całości duchowych dróg, jakie wynaleziono, jakimi ludzie chodzą/chodzili. Doniosłość ta zjawia się jako złudzenie - tylko wtedy, gdy pominiemy wszystko, co nie jest chrześcijaństwem ani go nie przypomina. Być może istnieje drugi nurt duchowego życia i mitycznych opowieści, który zaczyna się od szamanizmu i osiąga dojrzałość w buddyzmie, i który ze schematem linczu na koźle ofiarnym nie ma nic wspólnego.

F. Strukturalistyczny Zbawiciel

Czytając Girarda ma się wrażenie, że Zbawiciel po to przyszedł, aby wreszcie uwolnić francuskich strukturalistów od ich męczenia się z mitami.

Wojciech Jóźwiak



René Girard. Kozioł ofiarny. Wyd. Łódzkie, Łódź 1987


O książce René Girarda pt. 'Kozioł ofiarny' pisano:



Potém gdy odprawi oczyszczenie świątnicy
i namiotu zgromadzenia i ołtarza,
ofiarować będzie kozła żywego.
A włożywszy Aaron obie ręce swe na głowę
kozła żywego, wyznawać będzie nad nim
wszystkie nieprawości synów Izraelskich,
i wszystkie przestępstwa ich
ze wszystkiemi grzechami ich,
a włoży je na głowę kozła onego,
i wypuści go przez człowieka na to obranego na puszczą.
A tak poniesie on kozieł na sobie
wszystkie nieprawości ich do ziemi pustéj;
i wypuści kozła onego na puszczą.

Ks. III Mojżeszowa (Kapłańska), 16.20-22



Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 6

1. Trafiony zatopiony • autor: (2013-08-09 09:11:59)

Szkoda, że nie znałam Twojego tekstu wcześniej. Gdybym miała sporządzić listę ksiąg, które na mnie wpłynęły, to Girard znalazłby się w pierwszej dziesiątce może nawet.
Puenta znakomita :) Nie mogę się uwolnić od uśmiechu. Poddaję się. Cdn.

2. ofiara w buddyzmie • autor: (2014-04-30 09:37:49)

odpowiedź niestety jest zbyt długa, by zmieściła się w okienku komentarza:

http://www.taraka.pl/ofiara_w_buddyzmie

[foto]3. Katastrofa smoleńska • autor: Arkadiusz (2017-08-10 08:05:03)

Mam takie luźne skojarzenia: było szykanowanie Prezydenta LK (choć każdy prezydent przed nim i po nim jest ofiarą ataków przeciwników), była ofiara, są pomniki, jest mini religia smoleńska, dziś 88. miesięcznica. Wydaje mi się, że ofiara pary prezydenckiej jest jakimś źródłem mocy dla pisowców.

[foto]4. Ależ oczywiście! -- religia żałoby • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-08-10 08:42:47)

"Religia smoleńska" jest tym, co Canetti nazywa religią żałoby i jako najbardziej udany lub typowy przykład podaje szyitów, wiecznie opłakujących i do krwi się kaleczących ku pamięci podle zamordowanego przez sunnitów kalifa Husajna. Podobieństwa smolenizmu do szyizmu są doprawdy zdumiewające. Także to, że obie ofiary były właściwie daremne (inaczej niż tryumfalna ofiara Jezusa), a w obu martyrologiach po "wielkim piątku" nie następowała żadna "wielkanoc". Święta szyickie były (są) tylko pogłębieniem żałoby, rozpaczy, poczucia krzywdy i ogólnego zdołowania. U szyitów przechodzące w autoagresję, u smolenistów jeszcze nie, ale nie wiadomo.
Smolenizm ma pewien wymiar, którego (chyba) nie ma u szyitów: pragnienie zemsty. Na własnych polskich "zdrajcach-mordercach", ale przede wszystkim na Rosji. Właściwym uwolnieniem, wytryskiem tej religii powinna być karna ekspedycja przez Smoleńsk na Moskwę.

[foto]5. Ale może jest wiara , że "wielkanoc" nadejdzie? • autor: Arkadiusz (2017-08-10 09:33:02)

Jak brat ofiary "zbawi" Polskę to ofiara nie stanie się daremna. Jej znaczenie będzie tym większe im bardziej zostaniemy zbawieni przez Jarosława.

[foto]6. No właśnie • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-08-10 10:58:52)

-- to zbawienie musiałby wyglądać tak jak wyżej napisałem.