Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2003-07-26

Wojciech Jóźwiak

Stepowi szamani i ich skalne rysunki
Książka: Andrzej Rozwadowski, 'Indoirańczycy - sztuka i mitologia. Petroglify Azji Środkowej'

O czym jest ta książka? Przez z górą tysiąclecie - od około 2000 r pne do 800 r pne - wielkie obszary stepów, pustyń, gór i dolin rzecznych Azji Środkowej zamieszkiwały ludy tak nazwanej przez archeologów kultury andronowskiej. Zachowała się ich własna nazwa: Arja, Arjowie. Mówili językami z grupy indoirańskiej, stopniowo różnicującej się na języki irańskie i indyjskie. Poszczególne plemiona kolonizowały też sąsiednie tereny: północną Mezopotamię (Mitanni), Wyżynę Irańską (Medowie, Persowie), wreszcie równiny w północnych Indiach. Byli w większości koczownikami: paśli bydło i owce, jeździli konno, walczyli z rydwanów, od pewnego czasu oswoili też dwugarbnego wielbłąda. Ci, którzy osiedlili się poza swoją pierwotną ojczyzną przekazali późniejszym epokom swoją poezję: hymny zwane Rygweda i staroperskie pieśni zw. Gathy. Ich późniejsi potomkowie stworzyli wielkie religie: hinduizm, buddyzm, zaratusztrianizm. Zachowała się pamięć o ich kapłanach, składających ofiary ze zwierząt, jak aśvamedha, ofiara z konia, i pijących jako sakrament sok zwany soma (indyjski wariant tego słowa) lub haoma (w wersji irańskiej), który dawał im nadludzkie zdolności i przenosił w świat bogów.

Prócz archaicznych hymnów zachował się jeszcze jeden ślad po tych ludach: są to petroglify, rysunki wyżłobione ostrymi narzędziami na skałach na wielkim obszarze od północnych Indii aż po Jenisej. Książka Rozwadowskiego zawiera ponad setkę ich zdjęć i odrysów; na pozór są to chaotyczne, w najlepszym razie niezrozumiałe gryzmoły. (Zobacz tu.) I o tym jest ta książka: jej treścią jest odczytywanie, rozszyfrowywanie znaczeń ukrytych w tych prahistorycznych zabytkach. Kluczem do petroglifów jest szamanizm. Pokazują one - oczywiście w sposób zrozumiały tylko wtajemniczonym - różne odmiany szamańskich praktyk, przede wszystkim transformację szamana w istotę nie z tego świata, jego lot ku wyższym poziomom rzeczywistości, przejście przez linię graniczną dzieląca śmiertelników od bogów. Zagadkowe istoty, które do tej pory interpretowano jako solarne bóstwa - z nierealistycznie wielkimi głowami zaopatrzonymi w promienie, kręgi i układy kropek, Autor proponuje postrzegać jako szamanów w transie, a ich dziwne głowy jako symboliczne przedstawienie ich mocy. Kolejnym wątkiem są bliskie spotkania szamana ze zwierzęciem, przede wszystkim z koniem i bykiem, kiedy zacierają się granice między człowiekiem, zwierzęciem i bóstwem. Twórcy petroglifów wpisywali swoje obrazy w naturalną, zastaną powierzchnię skał, wykorzystując rysy i szczeliny w skale jako element znaczący swych rysunków - wyobrażają one mianowicie progi i przemiany, jakich szaman doświadcza w swoich podróżach. Wśród reprodukowanych i omawianych obrazów są kapitalne przedstawienia szamańskiego świata, z niebem-drzewem, strefą pośrednią, która dziwnie przypomina znak Wodnika (dwie faliste linie) i światem podziemnym.

I kilka spraw, które zostały napisane jakby specjalnie gwoli zaspokojenia ciekawości czytelników "Taraki": Andrzej Rozwadowski rozważa i porównuje obie konkurencyjne koncepcje pochodzenia ludów mówiących językami indoeuropejskimi (których andronowscy Arjowie byli wschodnią gałęzią): tę, która praojczyznę Indoeuropejczyków lokuje na stepach czarnomorskich a ich samych wiąże z kulturami narzędzi z brązu, stepowego pasterstwa i konia - czytelnicy "Taraki" znają ją z opracowania Aleksandra Stołbowa; jest to tak zwana w skrócie koncepcja "pasikoników"; oraz drugą, tzw. "mrówek" autorstwa Colina Renfrew'a, który Indoeropejczyków wyprowadza z Anatolii i którzy wg niego są pierwotną falą neolitycznej kolonizacji rolniczej. (Zob. np. tu lub tu.) Rozwadowski ostatecznie popiera koncepcję "pasikoników" i odrzuca jako mało wiarygodne pomysły Renfrew'a.

Rozwadowski podejmuje także stary (już od 18 wieku!) spór wśród orientalistów odnośnie tego, czym - jaką rośliną - była słynna soma/haoma Arjów, napój który zawierał moc bogów. Bo że był to jakiś enteogen, halucynogen, to od dawna jest to oczywiste. Autor dopuszcza możliwość, że na wyobrażenie somy złożył się muchomor Amanita muscaria, rosnący w Europie i na Syberii, a w ojczyźnie Arjów tylko w wysokich górach. Jednak zwykle surowiec na somę był dużo łatwiej dostępny, rósł bowiem tam gdzie rośnie do dzisiaj, w tych samych dolinach, gdzie poznański archeolog znajdywał badane przez siebie petroglify. Ta roślina to ruta stepowa, Peganum harmala, zawierająca jako substancję czynną harmalinę (i inne alkaloidy). Peganum wywiera podobny wpływ na umysł jak amazońska Banisteriopsis caapi, główny składnik ayahuaski. Na środkowoazjatyckich stepach przez półtora tysiąclecia kwitła prawdziwa kultura harmalinowa! A obrazy, wyobrażenie i idee, które powstały w ludzkich umysłach pod jej wpływem, działały nadal, kształtując późniejsze przebogate cywilizacje Indii i Iranu.

Będąc wyczulony na symbolikę i obraz drzewa rosnącego i w górę i w dół - w rodzaju tego, które wyrwał Godzamba - ucieszyłem się znajdując w tej książce wzmiankę także o tym motywie.

Wojciech Jóźwiak
Milanówek, 26 lipca 2003



Książka omawiana:
Andrzej Rozwadowski, Indoirańczycy - sztuka i mitologia. Petroglify Azji Środkowej. Wyd. Naukowe Uniw. im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, 2003.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 4

[foto]1. Bardzo dobra recenzja... • autor: Michał Mazur (2013-04-11 15:53:07)

Bardzo dobra recenzja - zachęca do przeczytania książki, którą też bym polecił każdemu zainteresowanemu tematyką. Wspaniale się ją czyta - autor zaskakuje swoją wiedzą, intuicją i wyczuciem tematu - nawet zważywszy, że jest specjalistą (doktorem).

[foto]2. Po 10 latach • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-04-11 19:43:42)

Michale, aż się zdziwiłem, że ktoś komentuje ten tekst - po równo 10 latach! książka oczywiście wciąż i nieustannie warta jest czytana, ba, studiowania, bo to jest jedno z najwnikliwszych po polsku źródeł i inspiracji na temat szamanizmu. I to nie tego dalekiego amerykańskiego, tylko bliskiego, blisko-azjatyckiego, stepowego.

Główne zastrzeżenie jak mam do jej treści, to sprawa etnicznej lub językowej przynależności ludzi Środkowej Azji w tamtej przedpiśmiennej i przedpaństwowej epoce. Czy faktycznie, jak chciał Autor, byli to Arjowie-Indoeuropejczycy, późniejsi zdobywcy Iranu i Indii?
Czas i rozwój nauki nieubłaganie pracuje na korzyść koncepcji MRÓWEK REINFREWA, a neguje lub osłabia konkurencyjną koncepcję PASIKONIKÓW CHADWICKA. Po tym 10 latach, kiedy wiele różnego czytałem, to, że autorzy tamtych naskalnych szamańskich rysunków byli Indoeuropejczykami, a ściślej: że mówili językami z grupy indoirańskiej, wydaje mi się daleko nieprawdopodobne!
A jeśli nawet, to byli jakąś boczną gałęzią tej rodziny, jak byli nią Scytowie. Generalnie: Historia ludów IE, w swoim głównym nurcie NIE była związana ze stepem i stepowym koczownictwem. Oraz: (B) Tryumfy i podboje ludów Stepu są nowym wynalazkiem: dopiero od 370 r. naszej ery, od najazdu Hunów.

[foto]3. No tak, identyfikacja... • autor: Michał Mazur (2013-04-12 10:47:59)

No tak, identyfikacja ludów stepowych może być trudna - i kto wie, może i twórcy tych petroglifów mogli się wywodzić z jakiejś bocznej gałęzi IE. Na mnie natomiast zrobiło największe wrażenie to, że przez większą część swego istnienia prawdopodobnie potrafili żyć w zgodzie z ludami Azji Centralnej Nie tylko wątki szamanistyczne w ich kulturze mogły być efektem wzajemnych (prawdopodobnie częściej pokojowych) kontaktów, ale i wiele szkieletów wskazuje, iż część z nich miała pochodzenie mieszane. Podobnie zresztą jak i późniejsi Scytowie czy Sarmaci. I co ciekawe, było to częstsze u "elit" - albo przynajmniej tych, którzy byli pochowani w bogatszy sposób

[foto]4. Kazachstańskie petroglify • autor: Wojciech Jóźwiak (2018-08-13 12:03:12)

Kazachstańskie petroglify wróciły -- jako temat do myślenia, gdyż jeden z dawnych Autorów Taraki, którego niedawno znów spotkałem, był w Kazachstanie, zwiedzał te same petroglify, co Rozwadowski.
Przy okazji o sporze o pochodzenie języka praindoeuropejskiego (PIE) i ludności, która nim mówiła. Jednak po 15 latach od komentowanego artykułu, obserwuję, że zwolennicy Mrówek (hipotezy anatolijskiej) są w odwrocie, a zwolennicy Pasikoników (hipotezy kurgańskiej, tj. stepowej) są coraz bardziej pewni swojego.