Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2005-04-03

Wojciech Jóźwiak

Ezoteryka i polityka
Przegląd prasy • Przegląd literacki, czyli homo i lewo • Śmierć 2 kwietnia

31 marca - 3 kwietnia 2005

Przegląd prasy • Przegląd literacki, czyli homo i lewo • Śmierć 2 kwietnia • Ezoteryka i polityka



66. (Przegląd prasy)
"Forum" z 29 marca (2005). Stephen Kotkin, którego artykuł o Ukrainie w jakimś amerykańskim lewicującym tygodniku przedrukowuje "Forum", wplata w tekst takie oto beknięcie w stylu polish jokes:

W 1918 r. Lwiw stał się Lwowem, trzecim co do wielkości miastem w odrodzonym państwie polskim, o którym John Maynard Keynes wyraził się: "Byt ekonomicznie niemożliwy, a jego jedyną gałęzią gospodarki jest szczucie na Żydów".

Oto jak się tworzy i podtrzymuje brzuchy Radziwiłłów (zobacz "Sprawy" nr 2) - czyli kłamstwa i oszczerstwa, których żadna siła potem nie sprostuje, które zapadają w mózgi zarówno idiotów jak i polityków. Kotkin łże, a Amerykanie leżąc z dala od nas, uwierzą, że Polacy podbili Lwów w 1918 roku i dopiero wtedy nadali mu swoją nazwę; a przy okazji puszcza w obieg tamtą ohydę Keynesa. Podziwiać pisarskie mistrzostwo, potrafiące w tak małej liczbie słów zawrzeć tyle jadu i smrodu. Co do Keynesa, to kiedyś o jego koledze Le Corbusierze czytałem u kogoś, że powinno być specjalne piekło dla tych, którzy zepsuli dwudziesty wiek i na dnie tego piekła powinien siedzieć Corbusier, wynalazca blokowisk. Dodam: razem z nim Keynes, guru upaństwowionego złodziejstwa, psujca ekonomii, robiciel wody z mózgów.

W "Gazecie Wyborczej" z 2 kwietnia wreszcie słowa mądre i warte zapamiętania:

Narzekanie wielu intelektualistów na kryzys lewicy doprowadziło ich do wniosku, że Polska ogromnie potrzebuje lewicy "cywilizowanej" w stylu brytyjskiej Labour Party. To nieprawda, Polska wcale nie potrzebuje lewicy. Nie tylko "cywilizowanej", ale - w ogóle - żadnej. Lewica miała w Polsce i na świecie kilkadziesiąt lat na to, by pokazać, jakie są skutki jej rządów. Wiele forsowanych przez nią pomysłów było programowym czynieniem szkody. (...) Lewica w Polsce - oprócz negatywnego wpływu na gospodarkę - ma także destrukcyjny wpływ na tradycyjny system wartości społecznych. Bo jeśli ktoś nie posiada kwalifikacji do rządzenia, nie powinien brać się za kierowanie państwem. Tylko ludzie uczciwi, reprezentujący interes państwa, mogą zmienić fatalny stan, w jakim znalazła się Polska. Im szybciej więc ideologia lewicowa zniknie ze sceny politycznej, tym szybciej padną przeszkody hamujące rozwój kraju.

Ale zaraz okazuje się, że ten akapit został zacytowany, i to tylko po to, żeby dwaj autorzy felietonu rzucili się na niego i gorliwie go zanegowali - jakbym widział ich plujących na ten kawałek papieru i biorących go z fleka. Bo oczywiście w myśl satelitów Adama Michnika lewica w Polsce być musi, musi, musi, choćby nie wiem jaką byłą, to musi, musi... Lewicę własną piersią osłonim, bardziej niż niepodległości bronić jej będziem.

Dla porządku: tamtą cytowaną opinię ogłosił Andrzej Sadowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha, w dzienniku "Fakt", 29 marca.

W "Przekroju" 31 marca Piotr Najsztub rozmawia z prof. Jackiem Hołówką, socjologiem, o kryzysie władzy i zaufania do niej w Polsce. Wiele cennych opinii. Najbardziej ucieszyła mnie taka:

A na co dzień [Polacy] źle się w swoim życiu czują. I jest z nimi tak jak z dziećmi, które się źle czują w szkole. Co robią takie dzieci? Wandalizują. Robią graffiti na ścianie, tną ławki, niszczą ubikacje, wpadają w rodzaj chorobliwego poszukiwania zachowań szkodliwych. Rozglądają się i nie wiedzą, co mają zrobić, ale najmniejszy bodziec skłania je do wandalizowania. Nie robią rzeczy przerażających, nie łamią prawa, ale schowają ścierkę czy kredę przed lekcją, narobią hałasu, spóźnią się na zajęcia sabotują swoje otoczenie. To jest w tej chwili główny problem społeczny. Ujawnia się też w polityce. Politycy sabotują, od jakiegoś czasu cała klasa polityczna strajkuje. Nigdy strajku nie ogłosiła, natomiast nie robi nic społecznie użytecznego.

A potem mamy takie oto zdania profesora, i te zdania wszystko, co wcześniej słusznego powiedział, obracają wniwecz:

(...) trzeba na nowo skonstruować państwo opiekuńcze(...) [Potrzebny jest ktoś taki jak] Bismarck (...) Ktoś, kto skonstruuje system kapitalizmu państwowego, a jednocześnie rozwiąże problem bezrobocia, rozpadających się kolei (...) i zmniejszy różnice pomiędzy najwyższymi a najniższymi zarobkami.

Czyli kolejny biegły intelektualista, który jest póty bystry, póki nie pokaże mu się czerwona podszewka. Opiekuńcze się marzy, etatyzm, socjalizm.

67. (Przegląd literacki, czyli homo i lewo)
I dobry fragment z powieści "Lubiewo" Michała Witkowskiego, który wyjaśnia, dlaczego lewica dobrała sobie sojuszników z homoseksualistów:

Wśród heteryków (...) nie ma miejsca na ironię, na grę, na cudzysłów, stylizację (...). To największa różnica między nimi a nami. Są poważni i siedzą po uszy w twardej rzeczywistości codziennej, a my ich z przymrużeniem oka łechtamy naszymi manierami. Ale oni są tak poważni, że to łechtanie (pod bródką) tylko ich wkurwia, nie przechodzą na naszą stronę, wybuchają, bo wszystko traktują jako atak na ich heteryczny, poważny świat. Siedzą po uszy w swoich rolach społecznych, a my do nich z naszymi transgresjami, metamorfozami i przebierankami. My wszystko relatywizujemy. Oni nazywają się Sławek, Arek, Bogdan, a my im z naszymi pseudonimami. Siedzą po uszy w swoim regionie, symbolizowanym wiernością browarowi i drużynie, a my do nich z naszymi podróżami i niewiernością. Noszą się zawsze tak samo, a my do nich z farbą do włosów. Zero postmodern, zero relatywizmu, zero poczucia względności wszystkiego i umowności wartości (...)

Właśnie ten relatywizm, ta względność i relatywizowanie wszystkiego łączy homo i lewo. Kiedy wspólne zamieszkanie dwóch facetów-seksoholików można już zgodnie z ustawą nazwać "małżeństwem", to jaka jest przeszkoda, żeby papierek nazwać "pieniądzem", to, co twoje, nazwać "naszym czyli państwowym", uzależnianie "pomocą", bandytów "patriotami" itp. itd.

68. (Śmierć, 2 kwietnia)
O 22-giej telewizja nadała wiadomość, że umarł papież Jan Paweł II.

69. (3 kwietnia: Ezoteryka i polityka)
Właściwie dlaczego ja tak ciągle o tej polityce, liberalizmie, państwie, podatkach, lewicy i prawicy itd., a także o czyichś na ten temat głupotach, kłamstwach i manipulacjach? Dlaczego sobie z tym nie dam spokoju i nie zajmę się tym, czego, jak sądzę, spodziewają się czytelnicy ezoteryczno-astrologicznej witryny? Nawet mam przebłyski, czy pisząc tamte rzeczy, nie zrażam do siebie i do "Taraki" jakiejś frakcji czytelników? Otóż jednak te dwa zakresy łączą się ze sobą. Cała ezoteryka, astrologia i szamanizm mają dla mnie taki sens, że są rozwojem, samo-rozwojem, że polegają na pracy nad sobą. To się łatwo mówi i pisze, kiedy już ktoś załapał, o co w tym chodzi. Jednak warto sobie uświadamiać dla porównania i dla kontrastu, jak widzą świat ci, którzy tego sobie nie uświadamiają, albo jak widziałeś/aś świat, zanim na to wpadłeś/aś. Na co? - No, na to, że przez powtarzanie, przez kultywowanie pewnych działań, masz możność i szansę zmienić siebie, zmienić swój umysł w pożądanym kierunku. Przestać być kimś sterowanym z zewnątrz, zyskać wolność, jaką właśnie daje praca ze sobą. Bo kiedy się w tym jest, to to nie wydaje się wcale czymś takim nadzwyczajnym. Właściwie jest to naturalne dojrzewanie, zyskiwanie pewnej wyższej dorosłości. Wtedy warto sobie uświadomić, jak wielu ludzi nigdy do tego momentu nie dochodzi, albo przynajmniej nic nie wskazuje na to, że dochodzą. Tacy wciąż czekają, aż ktoś do nich przyjdzie, podejdzie i coś im da, a co? - nawet sami nie wiedzą. To wyczekiwanie rzutują na ideologie, na jakieś mass-prądy, na religię, na to, że Małysz wygra albo jakaś partia. Albo, że ktoś ich pokocha. (Być kochanym to ważne, ale wszystkiego nie załatwia.) Tu jest przejście do polityki: bo jest tak, że nie każda sytuacja społeczna, w której jesteś zanurzony, równie dobrze sprzyja rozwojowi duchowemu, pracy nad sobą. Są takie, które zupełnie nie sprzyjają. To jest łatwo przeliczalne na wolność. Im więcej wolności, tym bardziej sprzyjająca sytuacja. Wiele z tego, co można uzyskać przez medytacje, palenie kadzideł, wizualizacje, bębnienie czy inne praktyki, daje się równie dobrze osiągnąć przez poprawę (naprawę) stosunków z ludźmi, nie tylko z tymi, z którymi jesteśmy w bezpośredniej styczności, z którymi mamy realnie do czynienia, ale także z tymi dalekimi i nieznanymi, którzy dokładają się do wspólnej aury, w której pozostajesz zanurzony. Im zdrowsze - moralnie, psychicznie - społeczeństwo, tym bardziej skuteczna jest w nim praca nad sobą, nad własnym duchowym rozwojem. Dobrą atmosferę do pracy nad rozwojem wytwarzają ludzie wolni i odpowiedzialni; im więcej jest pokrętnych niewolników, tym gorzej. Teraz nie jest już tak prosto, że jeden jest wolnym człowiekiem, a drugi niewolnikiem; teraz jest tak, że ktoś ma w sobie udział jednego i drugiego, powiedzmy, 45% wolnego i 55% raba. Największą istniejącą obecnie machiną zginającą ludzi w niewolników jest państwo, i to nie jakieś państwo abstrakcyjne, tylko TO. Znowu wolność i odpowiedzialność można praktykować tylko coś posiadając, bieda wolności nie sprzyja. Dlatego od rozwoju duchowego, poprzez wolność i własność, jest przejście do kapitalizmu i rynku. Tak to widzę: na dłuższą metę nie da się pogodzić wzlotów na szczególnym odcinku z godzeniem się na niewolę poza tym. No więc rozwój duchowy to jest jedna strona kartki, a sprawy polityczne - druga strona, nie oddzielisz.



c.d.n. za tydzień

WJ. - taraka@taraka.pl

Milanówek, 3 kwietnia 2005




Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.