Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-02-18

Wojciech Jóźwiak

Sprawozdania z podróży po własnym umyśle

Przypadkiem, bawiąc nie w Tarace tylko na AstroAkademii, zacząłem czytać moje opowieści o kartach tarota, konkretnie o Siódemkach, a w nich przełożone przeze mnie cytaty z Aleistera Crowleya, „The Book of Thoth”.[1] I nagle zastanowiło mnie i stało się jasne, w jakim trybie Crowley opowiada – jaki to jest rodzaj literatury. Bo znamy na dobrą sprawę tylko dwa rodzaje literatury i dwa jej tryby, czyli dwa rodzaje związku słowa z rzeczywistością.

Pierwszy, to sprawozdanie z tego, co jest, czyli literatura faktu, a w nią wciągamy także teksty naukowe, naukowo-popularne, historyczne, polityczne, poradniki, instrukcje itd. W tym dziale literatury obowiązkiem autora jest pisać prawdę, czyli jak się rzeczy mają w realnym świecie. Odchyli się od faktów – zaraz znajdzie się krytyk, który mu to wytknie, jak Ebenezer Rojt.

Drugi, to fikcja. Tutaj programowo ma nie być odwzorowania faktów, prawdziwość ma być przenośna, jak prawdziwe oddanie szlacheckiego obyczaju w „Panu Tadeuszu” lub namiętności w „Annie Kareninie”[2].

Skoro tertium non datur, to z niektórymi pismami jest kłopot, a dobrym przykładem właśnie Crowley i jego „Księga Thotha” o tarocie. O czym on pisze? Wyraża się tak, jakby pisał o faktach. I tak, jakby, broń Bogowie, nie była to żadna fikcja!

Jako przykład, fragment o siódemkach, kartach numerycznych numer siedem:

Siódemka Pucharów jest zwana Zepsucie [ang. Debauch, także: rozwiązłość]. Jest to jedna z najgorszych idei, które ktoś mieć może; jej środkiem jest trucizna, jej celem szaleństwo. Oznacza ułudę [delusion] delirium tremens lub narkomanii; przedstawia pogrążanie się w bagnie fałszywej przyjemności. Jest coś nieomal samobójczego w tej karcie. Jest ona szczególnie niedobra [bad], ponieważ w ogóle nie ma nic, co by ją równoważyło – żadnej silnej planety, która by ją podtrzymała. Wenus idzie za Wenus, Ziemia zaś jest zbełtana w skorpionowe bagno.

Wygląda to jak relacja z faktów, tylko – jakich? Crowley pisze tak, jakby przedmiot swojej opowieści – widział, oglądał! Co ogląda? – kartę tarota? Ale tych treści, o których on pisze, na żadnej karcie nie ma narysowanych; co więcej, on najwyraźniej pisze o kartach własnego pomysłu, a dowód na to taki, że dla Siódemki Pucharów używa nazwy, którą sam wymyślił – przed nim nikt tej karty nie tytułował „Debauch”. Tymczasem Crowley wymienia ten tytuł tak, jakby był ogólnie znany i istniał od wieków.

To jest ślad i klucz: Crowley nie pisze ani o kartach, takich jakie były przed nim obiektywnie rysowane. Ani nie przekazuje jakiejś obiektywnie istniejącej tradycji na temat tych kart, ponieważ przed nim tej tradycji nie było, on jest jej twórcą. Z drugiej strony, nie tworzy fikcji, nie opowiada pewnych zajmujących dowolności. Mówi, jak jest. (Jak Max Kolonko.) Również unika stwarzać wrażenie, że to on jest twórcą tych znaczeń kart tarota, że on je wymyśla lub jakoś komponuje. Nie chce być twórcą-artystą i występuje jako odkrywca czegoś, co jest i bez niego. Ale to, z czego on sprawę zdaje, nie jest przecież obiektywną wymierną rzeczywistością. Nie jest powiedziane wcale, że jakiś nie-Crowley, kontemplując karty tarota, znajdzie w nich to samo, co Crowley – w uderzającym przeciwieństwie do sytuacji w obiektywnym świcie, gdzie dwaj różni podróżnicy, lądując np. na Przylądku Dobrej Nadziei, widzą na lądzie Górę Stołową. Bo i nikt prócz Crowleya tego samego co on, w kartach nie znalazł. Ja sam, chodząc po ich krajobrazie[3] śladem Crowleya widziałem jednak obrazy i sensy różniące się od tamtych jego.

Odpowiem tak: Crowley relacjonuje treści umysłu, swoją pojęciową wizję. To jest to tertium, które jednak istnieje. Trzeci rodzaj literatury: ani fakt, ani fikcja. Rządzą tutaj inne reguły niż w tamtych, ale podobnie jak w obu tamtych, jest tu skala i miara wielkości: nie każdy opowie tu coś tak samo dobrego, a w brednię obsunąć się chyba nawet łatwiej niż tamtych dwóch uznanych literaturach.

Prócz tego od dawna podejrzewam, że symboliczne systemy tarota, astrologii, Księgi Przemian, enneagramu, są czymś trzecim również w innym sensie: że nie należą do żadnego z dwóch uznanych obszarów prawdziwości: nie są czymś, co sprawdza się doświadczalnie, ani czymś, co sprawdza się logicznym dowodem. Nie należą ani do matematyki, ani do (najszerzej rozumianej) fizyki.


[1] Ponieważ spadkobiercy Crowleya nie mogą dojść do zgody co do praw do jego dorobku, Dariusz Misiuna uporczywie od dwudziestu lat nie może wydać „Księgi Thotha” w polskim przekładzie. Może dobrze? Przez to crowleiści muszą nauczyć się angielskiego i czytać tę studnię taroto-mądrości w oryginale, co lepiej, bo Crowleyowskie myślowe skróty, aluzje i logiczne przeskoki źle się tłumaczą.

[2] Ale i w najskrajniejszych fikcjach nie może być dowolności. Do Alicji w Krainie Czarów nie przemówi Bóg, w „Solaris” partnerka bohatera nie zostanie postrzelona – nie zastrzelona, bo z ran się regeneruje – przez terrorystę.

[3] Anglojęzyczny powiedziałby „cardscape”.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 2

1. Księga Thota • autor: (2015-02-19 10:45:10)

Wojtku, prawa do publikacji dzieł Crowley´a ma organizacja magiczna Ordo Templi Orientis. Od ładnych kilku lat działa ona w Polsce (https://www.facebook.com/OrdoTempliOrientisPolska). U nas ostatnimi czasy wydawaniem książek Crowley´a zajmuje się (związane z O.T.O.) Lashtal Press (http://www.lashtal-press.com/category/news/). W planach jest też wydanie Księgi Thota - jej tłumczeniem zajmuje się Krzysztof Azarewicz

[foto]2. Biblia Crowley'a • autor: Roman Kam (2015-02-27 05:15:50)

Z Twojego opisu wynika Wojtku, że dorobek Crowley´a da się wpisać w nurt natchnionych pism świętych. To jest ten trzeci rodzaj, który zmusza nas do wyboru, czy chcemy wierzyć, czy nie.