Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-01-31

Wojciech Wieconkowski

Społeczeństwo na haju
- Przebłysk króliczej nory lub tego dokąd prowadzi. Recenzja wystawy "High Society" w Londynie

Recenzja wystawy "High Society" w Londynie. Zob. np. www.culture24.org.uk/.../art312628


Po przejściu kilku kroków trafiam na początek wystawy o dwuznacznym tytule, przynajmniej w języku angielskim... high society to "wysokie społeczeństwo" lub "społeczeństwo na haju". Wystawa zaprezentowana w Wellcome Collection jest mieszanką eksponatów związanych z przyjmowaniem różnych psychoaktywnych substancji w różnych kulturach. Pojawiają się stare książki prawiące o dobroczynnych skutkach opium, fragmenty filmów wyświetlanych na małych ekranach ("Alicja w krainie czarów" z 1966, fragment wywiadu prowadzonego na osobie pod wpływem meskaliny itp.); obrazów, zarówno wizyjnych jak i propagandy antynarkotykowej, komentarzy oraz innych trudnych do skategoryzowania obiektów. Jak napisano we wprowadzeniu, jej celem jest przyjrzenie się historii niektórych spośród stosowanych drugs,[1] poczynając od ich roślinnych źródeł, poprzez zastosowanie lecznicze, po ich rozwój w syntetyczne związki chemiczne, współcześnie karmiące międzynarodowy rynek narkotykowy, którego roczna wartość wynosi wg danych Unii Europejskiej $320 miliardów rocznie. Ponadto celem tej wystawy jest przyjrzenie się stosowaniu narkotyków w różnych miejscach na świecie, czy to w celach rekreacyjnych, eksperymentalnych, religijnych, lub medycznych.

Pojawiają się pierwsze eksponaty: gablota pełna fajek z różnych kultur i czasów, a zaraz za nią zaczyna się historia brytyjskiego handlu opium. Anglicy, gdy srebro traciło swoją wartość rynkową, szukając nowego środka wymiany w handlu z Chinami, postawili na opium. W Chinach był to towar nielegalny, a jednak był to bardzo opłacalny środek wymiany. Wkrótce jednak po tym jak władze chińskie dowiedziały się o nielegalnym handlu i wyrzuciły angielski ładunek opium do morza, wybuchła pierwsza wojna opiumowa. Co ciekawe, opium jako produkt maku najprawdopodobniej ma swoje źródła w centralnej Europie, skąd w czasach starożytnych rozprzestrzeniło się w na rejon śródziemnomorski, a następnie na Bliski Wschód i dalej. Przez wieki był to najskuteczniejszy środek uśmierzający ból i stanowił zasadniczy składnik dla wielu leków.

...Cannabis, rdzenne dla centralnej Azji, liście koki używane w Ameryce Południowej - roślina o historii stosowania sięgającej ponad trzy tysiące lat wstecz. Kolejne odsłony: ayahuasca, halucynogenne proszki do wciągania virola, korzeń kava, tytoń, peyotl i inne. Poszukiwanie odmiennych stanów świadomości jest bez wątpienia głęboką ludzką potrzebą, na którą te przeróżne psychoaktywne rośliny są odpowiedzią. Z drugiej strony, w kulturze zachodniej stosunek do tych substancji popada z jednej skrajności w drugą, od euforii i zbiorowego odurzania się na masową skalę (np. Anglia w XVII w związku z tanią whisky), po społeczną, przede wszystkim rządową histerię mnożącą zakazy prowadzące np. do słynnej prohibicji na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych w Stanach. Podaję tu przykład alkoholu, który wydaje się być jednym z bardziej faworyzowanych narkotyków kultury Zachodu, ponadto jest on uważany za "nasz własny" z kulturowego punktu widzenia. Prohibicja była sceną, na której rozegrał się masowy sprzeciw społeczeństwa, a co poszło za tym największy rozkwit czarnego rynku i gangsterstwa, jakie widział świat. Jeśli bacznie się przyjrzeć obecnej skali czarnego rynku narkotykowego, to sytuacja jawi się podobnie. Wielka "wojna" z narkotykami w zasadzie nie przyniosła i nie przynosi żadnych rezultatów, przemyt ma się jak najlepiej, a jeśli ktoś chce narkotyki mieć, to łatwo swój cel osiąga. Niezależnie, sama wojna z narkotykami miała i ma nadal katastroficzne wręcz konsekwencje ekologiczno-kulturowe dla wielu rejonów świata, w tym dla krajów Ameryki Południowej z Kolumbią na czele. Amerykański rozmach w działaniach zapobiegających handlowi narkotykami doprowadził do chemicznych oprysków ogromnych połaci ziemi, gdzie podobno uprawiano kokę. Skutek był taki, że całe rejony zamieszkane przez różne społeczności metyskie i indiańskie zostały zatrute: rośliny ginęły, uprawy jadalne były zatrute, rzeki pustoszały z ryb i wszelkiego życia, brakowało wody pitnej. Amerykanie prowadzili swoje akcje przez wiele lat i na rozległych obszarach, a ich skutki są w wielu miejscach nadal odczuwalne. Być może XXI wiek okaże się czasem ponownego rozważenia problemu narkotyków i działań bardziej przemyślanych. Najbardziej widocznym skutkiem delegalizacji większości substancji psychoaktywnych w krajach Zachodu są przepełnione więzienia. (Wyjątkiem jest Holandia). Ponadto pozostawienie innych substancji szeroko dostępnymi (alkohol, tytoń) ujawnia dalece posuniętą niespójność. Jest ona tym bardziej rażąca, gdy spojrzeć na statystyki śmiertelności w związku z danym narkotykiem. Wynika z nich jawnie, że najbardziej zabójcze substancje są najszerzej dostępne i jak najbardziej legalne, a podatek z ich sprzedaży jest istotnym dochodem rządowych budżetów. Przypomina mi się tu film, który kiedyś oglądałem: "Thank you for smoking" - z jednej strony zabawny, choć tak naprawdę pokazuje skalę problemu.

Na wystawie pojawiają się również różne materiały z okresu lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku - narodzin kultury psychodelicznej. To właśnie ten okres był ostatecznym spustem wyzwalającym ponad trzydzieści lat rządowej histerii związanej z substancjami psychodelicznymi. Mówię ponad trzydzieści, gdyż moim zdaniem, ta histeria powoli przemija w świetle nowych odkryć, punktów odniesień i ogólnych zmian następujących w kulturze. Wystawa, na której miałem okazję być, również to potwierdza. W kolejnych ośrodkach badawczych podejmowane są badania nad substancjami psychodelicznymi z zamiarem z ich zastosowania w terapiach chorób psychicznych, w tym nałogów. Zjawisko, wcześniej nie mające szans powodzenia z powodu rządowych zakazów prowadzenia takich badań. Również antropologia i etnobotanika ma duży udział w naświetleniu tematu substancji halucynogennych oraz możliwości ich zastosowania. Ma to miejsce za sprawą stopniowego poznawania tradycyjnych sposobów użycia różnych roślin- nauczycieli, jak nazywane są przez rdzenne ludy Amazonii. Stopniowe pogłębianie zrozumienia, ich wierzeń i technologii pracy z odmiennymi stanami rzuca światło na wiele tajemnic związanych z fenomenem świadomości. Gerardo Reichel-Dolmatoff czy Benny Shanon, to przykłady naukowców, którzy rozbudowali swoje koncepcje w oparciu o wiedzę, której pierwotnym źródłem są szamani posługujący się roślinnymi enteogenami.

Kolejnym według mnie istotnym faktorem zmian jest rozprzestrzenianie się oficjalnej działalności kościołów posługujących się sakramentem w postaci roślin wizyjnych, jak Rodzimy Kościół Amerykański (Native American Church) używający peyotlu, i brazylijskie kościoły ayahuaskowe. Są to religie, które w coraz większej ilości krajów otrzymują prawne przyzwolenie na kultywowanie swoich ceremonii.

Wystawa Wellcome Collection jest kolejnym krokiem w stronę otwartego dialogu na temat, który nadal w wielu kręgach społecznych stanowi tabu. Jest to bardzo ważne ponieważ w ten sposób bardziej obiektywna informacja dotycząca narkotyków, przedstawiająca je w szerszym kontekście historyczno-kulturowym, dociera do ludzi, którzy prawdopodobnie nie byliby na tyle dociekliwi, by sami ten temat zgłębić. Obecnie w Wielkiej Brytanii dialog ten wyraźnie się rozwija, publikowane są kolejne wyniki badań (np. w testach porównawczych alkohol wypada jako bardziej wyniszczający niż heroina); temat legalizacji co jakiś czas powraca w wiadomościach, może nie jako projekt ustawy, ale jako temat omawiany wśród znaczących postaci na angielskiej scenie politycznej (np. prof. David Nutt - były doradca partii pracy do spraw narkotyków). Na początku kwietnia odbędzie się "Breaking Convention", międzynarodowa konferencja naukowa w całości poświęcona tematowi substancji psychodelicznych. W między czasie ważą się również dalsze losy kościoła Santo Daime (jeden z brazylijskich kościołów ayahuaskowych) na Wyspach Brytyjskich.

Mimo wielu pozytywnych sygnałów, nie należy się spodziewać kolejnej rewolucji. Bez wątpienia, współczesne rządy będą bardzo ostrożnie podchodzić do tematu. Ważne jest jednak, że zaczynają ponownie brać pod uwagę jakąkolwiek dyskusję i że zaczęły zauważać, iż problem wymaga podjęcia zupełnie innych kroków, niż dotychczas były stosowane. A ponadto, że poważne badania naukowe nad substancjami psychoaktywnymi stały się znów dostępne dla zachodniej nauki.

Czy wiadomości z Anglii znaczą cokolwiek dla sytuacji w Polsce? Biorąc pod uwagę liczbę Polaków krążących dziś między obu krajami - myślę, że tak. Ponadto, generalizując polską politykę, jako szukającą przykładu do naśladowania w USA oraz to, że w Europie, najbliższym politycznym sojusznikiem i odpowiednikiem Stanów jest bez wątpienia Wielka Brytania, prawdopodobne jest, iż to właśnie dalsze losy narkotyków w Anglii mogą zaważyć na polskiej polityce narkotykowej. Niezależnie, temat substancji psychoaktywnych wydaje się przeżywać swój renesans w wielu krajach, w tym również w Polsce. Po wielu latach nieśmiało i z dużym opóźnieniem pojawia się wreszcie literatura, nadal bardzo niekompletna, niemniej jest to dobry początek. W końcu nie chodzi o to, aby kogoś do czegoś przekonać, a tylko by stworzyć okoliczności, w których określona wiedza będzie dostępna dla ludzi na tyle otwartych, by jej poszukiwać. Polska, w moim odczuciu, ma na tym polu wiele do nadrobienia, gdyż o ile książki "new age'owe" zaczęły być wydawane z początkiem lat dziewięćdziesiątych, to dopiero teraz, po niemal dwudziestu latach, pojawia się po polsku literatura psychodeliczna (poza kilkoma pozycjami Grofa).

Moje odczucie co do wystawy jest pozytywne. To, co zobaczyłem w Wellcome Collection, nie powaliło mnie wprawdzie na kolana; niektóre eksponaty były interesujące, inne mniej, może brak mi wrażliwości. Całość wydawała mi się nawiązaniem do dwóch z czterech części książki Terrence'a McKenny pt. "Pokarm Bogów", mianowicie "Raj utracony"- w postaci przedstawienia w bardzo małym zakresie eksponatów związanych ze społeczeństwami do dziś posługującymi się enteogenami i fragmentu filmu obrazującego ceremonię ayahuaskową Indian Barasana z Amazonii kolumbijskiej. Drugą częścią byłoby "Piekło" - czyli wojny opiumowe, prohibicja, antynarkotykowe plakaty propagandowe, zdjęcia "crakhedów", czyli osób uzależnionych od kokainy i tym podobne. Dla McKenny jedynym sposobem na odzyskanie raju była głęboka zmiana świadomości w obrębie pewnej masy krytycznej. Katalizatorem tej zmiany miały być substancje psychodeliczne, nie uzależniające narkotyki, tylko halucynogeny, jak psylocybina, DMT, LSD, meskalina. Obecnie z prawnego punktu widzenia, doświadczenia psychodeliczne zachodzące za sprawą tych substancji są nadal nielegalne w "demokracjach" trąbiących o wolności, co więcej posługujących się tym hasłem, jako uzasadnieniem dla prowadzenia wojen. - Tam osobista wolność jednostki do doświadczania głębi ludzkiej psyche jest jej odebrana. "Psychodeliczne doświadczenie jest tak istotne dla zrozumienia twojego człowieczeństwa, jak uprawianie seksu, wychowywanie dziecka, branie na siebie odpowiedzialności, czy posiadanie nadziei i marzeń, a mimo to jest nielegalne. Mówi się nam... Jesteśmy infantylizowani, mówi się nam: Możesz się rozglądać w obrębie usankcjonowanego kojca zwykłego stanu świadomości i mamy tu jeszcze jakieś intoksykanty, jeśli chcesz się spaprać, mamy tu jakąś szkocką i tytoń, czerwone mięso, cukier i mały telewizor i tak dalej i tak dalej... ale te rozpuszczające granice halucynogeny, które dają ci poczucie jedności z twoimi współziomkami i naturą są jakoś zakazane. To jest skandal! Jest to znak kulturowej niedojrzałości, a fakt że to tolerujemy jest znakiem, że żyjemy w społeczeństwie tak samo stłamszonym jak jakiekolwiek społeczeństwo w przeszłości." (McKenna, tłumaczenie własne). Podejrzewam, że gdyby McKenna żył, uznałby, że dokonujące się dziś zmiany w stosunku do enteogenów zachodzą zdecydowanie zbyt powoli, w porównaniu do prędkości, z jaką globalna cywilizacja rujnuje kolejne ekosystemy Ziemi.

Absolutnie nie chcę umniejszać tej wystawy; dla mnie takie inicjatywy stanowią promyk nadziei, że może jeszcze za mojego życie zajdą gruntowne zmiany w społecznym podejściu do psychodelików. Im więcej takich iskier tym większa szansa na wzbudzenie płomienia zmian i zrozumienia. "High Society" jest ciekawą wystawą, a dla osób, które nie zajmują się na co dzień eksplorowaniem tematu substancji psychodelicznych, wnosi sporo wiedzy, dając jednocześnie możliwość poszerzenia osobistego zrozumienia problemu narkotyków we współczesnej kulturze. Ci, którzy tym tematem się zajmują, zapewne tak jak ja po prostu chętnie zobaczą, co taka wystawa reprezentuje, co mówi odbiorcy i w jaki sposób. Widać tam wyraźnie, że autorzy wystawy nie byli ignorantami w jej temacie i starali się pokazać szerokie spektrum, ponadto pojawiły się również instalacje, które w jakiś sposób usiłowały przybliżyć jak doświadczenie odmiennych stanów świadomości może wyglądać. (Coś w rodzaju okularów, które nakłada się kierowcom by oddać wizję osoby w upojeniu alkoholowym...) Natomiast zrozumienie, czym jest doświadczenie psychodeliczne, jest osiągalne tylko jedną drogą - drogą eksperymentu, własnego doświadczenia. Bo jak inaczej można przekazać istotę doświadczenia, którego esencją jest wykroczenie poza to co znane, co wyrażalne?


Wojciech Wieconkowski


przypisy

[1] W j. angielskim słowo drug odnosi się zarówno do narkotyków jak i lekarstw i ma znacznie szersze znaczenie niż po polsku "narkotyk" - w potocznym rozumieniu tego słowa.


Bibliografia:


Recenzja inspirowana wystawą High Society w Wellcome Collection, otwartą od 11 listopada 2010 do 27 lutego 2011, 183 Euston Road, NW1, London.


Terence McKenna, Eros and Eschaton, audycja z weekendowego spotkania, w Boulder, Colorado.

Wade Davis, One River. Science, adventure and the hallucinogens in the Amazon basin, Touchstone Books, London 1998.

Wojciech Wieconkowski

Komentarzy nie ma.