Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-12-27

Krzysztof Wirpsza

Skarb pod własnym progiem
Idea Pierwsza – czyli praca z Jedynką Enneagramową, Pierwszą Czakrą, trygramem ch`ien (Niebo), i tarotowymi symbolami I. Magik i XI. Moc

Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.

Paulo Coelho (ennea 1) – Być jak płynąca rzeka

Zastanawiamy się tu jak iść naprzód bez odpychania się.

Jak ruszyć bez aksjomatów, bez założeń wstępnych i twardych den, bez ustaleń jakie podjęli w naszym imieniu inni, bez, wreszcie, powtarzania po raz n-ty tego, co już n razy robiliśmy, i co, choć bez wątpienia słuszne, nie przyniosło i nie przyniesie (jak nieśmiało ośmielamy się przeczuwać) rezultatu? Jak iść tylko pod wpływem nagiego, pierwotnego impulsu Łagodnej Nowości? Żadnego tarcia, w ogóle bez sprzeciwiania się, zagryzania zębów, wbijania komuś sójki w bok, całej tej dziarskości, marszruty, szpicruty, kurtki moro, epitetu i kopnięcia w zad?

Płynąć do przodu – lekko i niezależnie, jak enneagramowa Siódemka

Czy w ogóle można? Płynąć naprzód znajdując się w tętniącej kreatywnością kwantowości, życiu takim jakie jest, dla nas, tutaj, w którym nie istnieją wytyczne – guru, prawa, krytyka, rózga, autorytet, religia, racja. Zamiast tego, jest pewnego rodzaju pogodna prostota i przyjazna racjonalność. Ba!

Odpowiemy prosto: odbić się owszem można, ale nie od krytyki, nie od kontrowersji, nie od zaprzeczenia sobie lub bliźniemu. Odbić się od twardego faktu, że wszystko jest okej. I w związku z tym, automatycznie – ja też jestem.

Jestem Okej. I Ty też.

Nie mam innego wyjścia niż być okej. I nie mam innego wyjścia niż robić swoje. Moje musi być dobre, zwyczajnie dlatego, że jest moje, nawet jeżeli na ten moment oznacza, na przykład, gapienie się na rzekę. Jest dobre, dlatego że do tego doszedłem, że do tego mnie doprowadziło życie, że to wszystko co mam. Z drugiej strony, mogę na raz zrobić tylko jedną rzecz. Jedna rzecz na raz. Prostota. Jeśli to jest okej, to potem te inne rzeczy jakoś naturalnie dołączą.

To jest początek. Jedynka. Jest okej być prostym. I jest okej pogodnie patrzeć na świat.

Od tego można zaczynać. Od tego można się odepchnąć. To jest grunt na którym można mocno stanąć, po to aby coś zbudować. I to jest właściwe rozumienie żywiołu Ziemi.

Pewna znana Jedynka enneagramowa, Paulo Coelho, którego się nie lubi w gronach inteligentnych, może i słusznie, ale który tym niemniej powiedział był w swoim życiu kilka mądrych rzeczy, pisał o odkryciu skarbu pod własnym progiem. Mamy tendencję wgapiać się w horyzont, daleeeko, ale życie toczy się tu, pod nosem, pod nogami. Kwantowość pola nieskończonych możliwości nie polega na tym, żeby coś DOSTAĆ!!!, żeby coś ZROBIĆ!!! żeby dokądś POGNAĆ!!!! żeby coś ZROZUMIEĆ !!!! lub kogoś PRZEKONAĆ!!!! Ona polega tylko na tym, żeby w pierwszej linii poczuć się okej.

To jest grunt. Trzeba stwierdzić okejowość siebie, stwierdzić ją w sobie namacalnie, bez tego żaden ruch i żadne decyzje w przyszłości nie przyniosą spełnienia. A i nawet te decyzje powinny służyć właśnie temu – w jaki sposób (jak najszybciej) poczuć się jeszcze bardziej okej.

Prawo Zupy:

Zupa (nawet ta kwantowa) jest przede wszystkim po to, aby żywić. W dalszej kolejności oczywiście też po to, aby tworzyć nowy, lepszy świat. Ale to w dalszej.

Gwałcenie, czyli atak

Co warta wrażliwość bez działania? I co warte działanie bez wrażliwości?

W ewolucji Żywiołu Ziemi, Pierwszej Czakry, idei Kreacji (chiński trygram ch`ien, Niebo) oraz tożsamej z nimi wszystkimi Jedynki enneagramowej mamy tę właśnie opozycję działanie / wrażliwość. I chodzi o to, aby kreowanie wydarzyło się z „czucia”, z „łagodności”, z „humoru” „przyzwolenia na świat taki jaki jest” a nie z osądu, nie z agresywnego impulsu. Chodzi o to, aby działając nie gwałcić.

Można by się tu przyjrzeć jak wygląda u każdego z nas to gwałcenie, ale jest to trudne, ponieważ każdy z nas inną rzecz nazwałby gwałtem. U jednego zmuszenie się, aby wstać pół godziny wcześniej i medytować jest już gwałtem, u innego będzie nim praca na etat, u jeszcze kogoś, wypity alkohol, lub dajmy na to, Gwiazdka spędzona wspólnie z mamą. Bardzo ważną kwestią podczas gwałcenia jest osąd. To jest sposób w jaki gwałcę siebie oraz bliźniego nieomal nagminnie. Gwałcę więc karzę. Gwałciciele w więzieniach podlegają najsurowszej karze, właśnie dlatego, że są osądzani przez wszystkich (ze sobą włącznie).

Bardzo ciekawym byłoby zobaczyć jak taki gniew nas blokuje, ile on razy właśnie sprawił że działanie spaliło na panewce, że popełniono błędy, że pojawiło się lenistwo, słabość. Ta słabość wywołała dalszy osąd, osąd wywołał dalszą karę, kara większą słabość – i spirala nakręca się. A co zawiniło? Oczywiście ukryte początkowe przekonanie pt. „Nie jestem OK”.

Nie jestem okej, Coś robię nie tak, Śmieją się ze mnie, Zbłądziłem, Wyruszę na pielgrzymkę, Wszystko jasne, Zadam sobie pokutę, i zrobię to od nowa, tym razem dobrze.

Tymczasem oczywiste jest przecież, że to nie lenistwo spowodowało błąd.

Dobre życie, bez agresji

Nie musisz być dobra.
Nie musisz iść na kolanach
sto mil przez pustynię, pokutując.
Wystarczy jeżeli pozwolisz
miękkiemu zwierzątku swego ciała
kochać, co kocha.

(...)

Mary Olivier, (ennea 1) Dzikie gęsi

Agresja jest cool mówimy, jest dobra męska, kobieca, na agresji ten świat stoi! Bez agresji nie ma kołaczy, zdrowe ego, zdrowa agresja, pójdę do psychoterapeuty żeby wydobył mi na wierzch agresję!

Jednak wydaje mi się, że nawet najbardziej obrotny człowiek, staje często przed dylematem. Czy moja „obrotność” daje mi satysfakcję na poziomie relacji? Czy będąc „obrotnym” nie zatracam własnej wrażliwości? Poczucia zabawy i magii? Bo i przecież, na co panu telefon, panie Anderson, skoro nie może pan mówić? (z Matriksa).

Każde działanie jest swoistym aktem autoagresji. Zaraz, czy naprawdę każde? A może właśnie istnienie spraw kwantowych, owa przedziwna wiara w darmową lekkość i magię, mogłyby sugerować, że nie? Gdy się rozejrzymy wśród działań codziennych, w niektórych z nich aż pleni się mozół i pech. Tymczasem w innych – nie. Duchowość, wybaczenie czy odpuszczenie wszystkie te terminy zdają się sugerować, że agresję z działania można (jakoś) usunąć. A wtedy i lenistwo przestanie być takim obciążonym winą grzechem. Zobaczymy, że to co określamy mianem lenistwa, często jest po prostu nie rozwiązanym aktem autoagresji. W tej sytuacji kopnięcie się w tyłek, nawet najbardziej świadome, nawet najbardziej uważne, nie będzie przecież żadnym lekarstwem. Będzie nim natomiast spokojne dostrzeżenie związku własnego lenistwa z wewnętrznym samosądem – ewentualnie współczująca pomoc w tym komuś kto takiej pomocy potrzebuje.

Każdy ma rację

Mam wrażenie, że to nie brak siły charakteru, ale właśnie ten subtelny osąd jest przede wszystkim odpowiedzialny za „błędy”, „lenistwo”, „pecha” i całą tę „potrzebę racjonalnego kopnięcia się w zad”. Wielka Idea Pojedyncza o której piszę jest tu zwróceniem uwagi na to, że każdy ma racje – po prostu dlatego, że każdy, głęboko w sobie, chce dobrze. Jest to ogólny kierunek, który wyprowadza z „błędu” i „pecha”.

To zdanie można oczywiście wykręcić, tak że zabrzmi jak nonsens. Czy morderca ma rację? Czy głupi ma rację? Czy kłamca, pyszałek, polityk-zombie – też ją mają? Jednak sens jaki mu nadaję jest inny niż to. Chodzi mi bardziej o pewne wrażenie, pewne dorozumienie, pewne nastawienie do życia wreszcie, jednak bez ścisłego trzymania się definicji.

Oczywiście, będą sytuacje, w których musimy decydować bez klucza. A jednak wyjście naprzeciw światu z takiego miejsca, z miejsca przyznania wszystkim (w tym sobie) wstępnej racji – jest pewnym ideałem, niezbędnym, wydaje mi się do przezwyciężenia życiowego impasu – jeżeli oczywiście taki impas stałby się czyimś udziałem.

Drzwi Pierwsze

Idea Pierwsza, z cyklu dwunastu idei-drzwi, które rozważmy w niniejszym cyklu, stanowi po prostu rdzenny, stosowany wszędzie od zarania sposób na osiągnięcie (toporne słowo, wiem) stanu kwantowej lekkości.

Robimy to po prostu tak:

Przypominamy sobie fakt, że wszystko jest swego rodzaju zabawą, raczej niż śmiertelnie poważną pielgrzymką.

I to wszystko. Z pewnością sami próbowaliście tego tysiące razy... Zresztą – jeśli próbowaliście, wiecie równie dobrze jak ja, że nazwanie tego „wszystkim” nie do końca odpowiada prawdzie. Bo tak naprawdę teraz zabawa dopiero się zaczyna.

Wisisz w złocistej mgiełce. Gdy już tam się znajdziesz, wszelkie „trzeba” i „powinienem” znikają, bo przestajesz widzieć i zaczynasz – czuć. Czujesz przez skórę – czujesz, że to nie ty prowadzisz, prowadzi coś wielkiego, coś co wchodzi w rękawy płaszcza, palce rękawiczek, włóczkową czapkę i szalik, a potem sunie Tobą powoli nad śniegiem, jak niewidzialna dłoń powodująca pacynką. To więcej niż relaks. Wchodzi w zimno w palcach, wnika w spierzchniętą od zawiei twarz, penetruje pod płaszczem, zgrzyta ruchem. Czujesz jak bulgocze jestestwem, dzikim winem obecności, wow Kreacji.

Na dany moment nic nie wiesz. Pozwalasz, aby To wiedziało za Ciebie.

Fajnie gdy cichnie w tym momencie potrzeba dalszego pisania. Wszystko już pozostaje doskonałe – takie właśnie. Jakbym rzeżuchą był co to zapuściła korzonek w mokrej wacie, i teraz mógł zielenić się na parapecie, wyciągając do słońca chude szyjki i ciesząc się. Dokąd miałbym pójść?

No i potem, gdy już to zobaczę – jest jeszcze część druga.

Co by mi na ten moment dało największą pogodę ducha? (Pierwsza myśl...?)

Zrrrrobię to!

Krzysztof Wirpsza

Komentarzy nie ma.