Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-08-25

Wojciech Jóźwiak

Silna duchowość?

Zapadło mi w pamięć jedno zdanie-pytanie z wpisu Arkadiusza pod „Długim trwaniem”, zdanie to brzmi:

Czy można zbudować silną duchowość obok KK?

Na razie pomińmy tamto nawiązanie do KK i pytanie będzie brzmiało:

Czy można zbudować silną duchowość?

Chodzi, jak wynika z tamtego wpisu i całej dyskusji, o teraz, o nasz obecny czas i miejsce, czyli Polskę z okolicą.

...Ale mnie najbardziej zastanowił przymiotnik „silna”. Kiedy duchowość jest silna? Czym zmierzyć jej siłę? Czy ta siła polega na liczbie? Czy pewne rodzaje duchowości są silne, kiedy duże liczby ludzi biorą udział w ceremoniach? (Np. w mszach, w medytacjach lub spotkaniach w kręgu?) Żeby do pewnych działań ściągnąć duża liczbę ludzi, potrzebna jest organizacja. Czy zatem siła duchowości polega na sile organizacji? A więc na tym, czy istnieją dobrze zorganizowane, sprężyście działające stowarzyszenia od duchowości, a także podobnie sprężyste i sprawnie zarządzane kościoły, klasztory lub sangi? Być może, ale łatwo na to wpaść, że ta sprawna organizacja, podobnie jak idąca z niej masowość udziału, jest czymś wtórnym. Bo na początku nie było żadnych sprężystych zarządzanych organizacji. Na początku były rzeczy małe i mało widoczne. Syn pewnego plemiennego naczelnika uciekł z domu i zaszył się na odludziu, gdzie uporczywie siedział pod drzewem. (To o Buddzie Śakjamunim.) Pewien podróżnik z dalekiego zachodu przybył do Chin, ale tylko po to, żeby znaleźć sobie jaskinię, gdzie latami siedział odwrócony twarzą do ściany. (To o założycielu chińskiej linii dhyany czyli czan lub zen – Bodhidharmie.) Pewien syn kupca zbuntował się przeciw ojcu i demonstracyjnie rozebrał się ze wszystkich ubrań i innego dobytku, oddał to ojcu i poszedł odbudowywać zrujnowaną świątynkę. (O św. Franciszku z Asyżu.) Uczony teolog wk...ył się na papieskich agentów, sprzedających odpusty... (o Martinie Lutrze). Pewien mało znany, bo wcześnie wysłany na emeryturę z powodu słabego zdrowia, profesor „od starożytnych Greków” włóczył się po szwajcarskich i włoskich górach i miastach, spisując strzępy myśli, małymi kawałkami, bo na więcej nie pozwalały mu ataki bólu głowy (o Fryderyku Nietzschem.) Cierpiący na depresję 29-letni student filozofii obudził się w nocy z pytaniem: czym jest „ja”? – i poczuł, że jego „ja” rozpuszcza się i następny dzień zaczął już pełen szczęścia i bez „ja”... (To o Eckharcie Tolle.) Kiedy się o tym myśli, widać, że rzecz nie w liczbach i nie w organizacjach.

Czy można zbudować silną duchowość? Kto „może”? Kto miałby być podmiotem tamtego „można”? W duchowości, jak zobaczyliśmy, wszystko zależy od źródeł, a tymi źródłami są doświadczenia i przeżycia poszczególnych ludzi. Przeważnie bardzo osobiste przeżycia. Oczywiście tym nie można sterować i żaden funkcjonariusz najsprawniejszej organizacji nie wykreuje tych źródeł. W tamtym słówku „można” jest domysł, że powinno zebrać się jakieś zgromadzenie, jakaś rada i postanowić: oto tak-a-tak zbudujemy duchowość i koniecznie silną. Nie twierdzę, że takie akcje z konieczności się nie udają. Czasem udają się. Ale w tym „można” zawiera się czekanie na czyjąś inicjatywę i to wyłonioną przez jakąś już na starcie silną organizację. (Zapewne dlatego Arkadiusz skojarzył to wyobrażenie z kościołem.) Jeśli ktoś ma siłę sprawczą w pewnej organizacji, to jasne, to wezwanie „można zbudować” może wziąć do siebie i wtedy pomyśli: „O kurde. Mam moc sprawczą zebrać moich ludzi i na ich czele zbudować duchowość. To ja idę i działam!” Przeważnie jednak my, którzy to czytamy, nie mamy takiej mocy. Co możemy zrobić, to na bardzo prywatnym pólku: zrobić coś ze sobą, ze swoimi najbliższymi, z jakąś grupą przyjaciół, z czytelnikami bloga lub forum. A właściwie to możemy zrobić tylko ze sobą, np. żeby usiąść i spróbować zobaczyć, jednym rzutem wewn. oka, wszystkie 7 czakramów. Albo skupić oddech w krtani. Albo... Wiele jest takich małych ćwiczeń.

Tu ktoś może skontrować, przypominając wcześniejsze pytanie Arkadiusza z tamtego komentarza: „czemu nie jesteśmy solidarni?, … skąd ten niski kapitał społeczny? Czemu ... nie odczuwam powszechnej miłości między bliźnimi? Czemu nasza międzyludzka społeczna sieć wydaje mi się słaba?” No tak, tamte małe prywatne praktyki duchowe to do siebie mają, że właśnie są prywatne. Prócz nich potrzebujemy praktyk bardziej społecznościowych, jak np. te, które czasami zdarza mi się robić na warsztatach.

Możemy czekać na te praktyki, tzn. czekać, aż ktoś poczuje w sobie moc i zacznie organizować super-warsztaty i mega-zgromadzenia. Albo że przyjedzie jakiś guru z zagranicy i nas skrzyknie i przemieni. Można czekać i na jednego i na drugiego. Prócz tego jest coś, co możemy zrobić sami oprócz tamtego czekania. Co? – Możemy naprawdę czujnie, wnikliwie i bezwzględnie przyjrzeć się sobie. Sobie jako sobie i sobie jako ludziom zanurzonym w pewnej społecznej, politycznej i cywilizacyjnej sytuacji. Zadać sobie pytania: dlaczego? Co mnie i tobie przeszkadza w posiadaniu tamtego społecznego kapitału? Co mnie i ciebie powstrzymuje przed ryzykiem zrobienia czegoś nie całkiem dla siebie?

Zauważę jeszcze, że w tle tych paru zdań, które tam napisał Arkadiusz, jest podobne nastawienie, jak u Huntingtona (że podstawą cywilizacji, w tym jej technicznego urządzenia, jest religia – A. pisze: duchowość) lub wcześniej u Braudela: że podstawą długo trwających cywilizacji są „struktury”, w tym ustalone sposoby myślenia, często uświęcane w postaci religii, a może, po naszemu, duchowości. (Ale między religiami a duchowym osobistym doświadczeniem często jest przepaść – to inna sprawa.)

Tu przerwę.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 1

[foto]1. moc vs. siła • autor: Arkadiusz (2016-08-26 08:53:18)

Chciałbym coś sprecyzować w sformułowaniu "silna duchowość". Bo do duchowości lepiej pasuje słowo "moc" a nie "siła". David R. Hawkins napisał książkę "Siła czy moc", w której wykalibrował i opisał poziomy świadomości. Użył liczb, czyli właściwie faktycznie zmierzył duchowość. Poziomy poniżej 200 to poziomy siły, poziomy powyżej 200 to poziomy mocy. Moc jest duchowa, siła - nie. Moc to zwycięstwo wewnętrzne, to znalezienie własnej osobistej łączności z wysokimi poziomami świadomości. Hawkins udowadnia, że owoce działań ludzkich czy społecznych oparte na sile (np. pożądanie, gniew, duma) są nietrwałe, bo zawsze tworzą kontr-siłę, natomiast owoce działalności opartej na mocy (m.in. ochota, akceptacja, rozum, miłość, radość) są trwałe. Kolektywna świadomość danego społeczeństwa, w zależności od tego czy jest oparta na sile czy mocy, tworzy lepszą lub gorszą strukturę, prawo, państwo. Wszystko co oparte na strachu obniża świadomość i daje gorsze owoce, natomiast to co oparte na miłości - daje trwalsze skuteczniejsze owoce. Chyba każdy widzi na przykładzie 11 września 2001 jak strach wpływa na organizację społeczeństw zachodnich.

Podobne rzeczy opisał Stephen Covey w książce "7 nawyków skutecznego działania". Pogrupował on nawyki na 2 części. Pierwsza to zwycięstwo wewnętrzne - proaktywność, działanie ze świadomością celu, pierwszeństwo tego co najważniejsze, czyli zgodność własnych przekonań i działań. Druga część to zwycięstwo publiczne, czyli umiejętność współdziałania z innymi ludźmi, wśród nich są takie nawyki jak myślenie w kategorii wygrana-wygrana, synergia, najpierw staranie się zrozumienia innych a potem bycia samym zrozumianym. Zawsze trzeba zaczynać od zwycięstwa wewnętrznego. Myślę, że każdy z nas jest w stanie wymienić wiele nazwisk osób publicznych, zwłaszcza polityków, którzy pominęli ten pierwszy etap, a chcą kierować, pouczać, leczyć, decydować.

W Polsce dominatorem w sferze duchowości, moralności, etyki jest KK. Jednym z głównych zadań KK jest walka z grzechem, najczęściej z cudzym. Jest to złamanie pierwszego nawyku - proaktywności. Nie jest to może wina samych świętych ksiąg, ale masowego charakteru religii, jak wiemy idee są szczytne, ludzie je "zabrudzają" swoimi słabościami i praktyka społeczna daleko odchodzi od pierwotnej idei. Zamiast miłości do siebie i bliźniego mamy walkę ze słabościami.

Na temat głównego wątku czyli silnej duchowości wypowiem się, jak odniosę sukces wewnętrzny ;-) Niemniej przeczuwam, że jestem raczej przedmiotem niż podmiotem działania świadomości.