Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

1999-11-08

Wojciech Jóźwiak

Sex & Drugs & Violence czyli lęk przed Oświeceniem
Narkomania, przemoc i nadużycia seksualne jako przejaw popędu ku transcendencji

Seks, narkotyki, przemoc. W psychologii zorientowanej na proces (POP) Arnolda Mindella występuje pojęcie progu, po angielsku egde, co właściwie nie oznacza progu, ale krawędź. Tyle że słowo "krawędź" po polsku brzmi nijako, zaś edge po angielsku brzmi dramatycznie, jako że jest to taka krawędź, za którą jest przepaść. Proponuję takie doświadczenie: wypisać sobie listę ludzkich zachowań, które w naszej kulturze nie są i nie mogą być zaakceptowane. Które dzieją się w ukryciu, które są odbierane jako grzeszne, wstydliwe, niebezpieczne, nie-do-wyobrażenia, które są - w końcu - przestępstwem. Zachowania, które znalazłyby się na takiej liście, będą miały jedną wspólną cechę: będą dotykać progów naszej kultury, czyli tych krawędzi, za którymi zionie przepaść. Każdy człowiek-jednostka ma swoje progi, poza którymi - dla niego osobiście - zaczyna się coś, o czym boi się nawet myśleć; coś, co budzi lęk albo wydaje się niemożliwe. Kultura w której żyjemy też ma swoje progi.

"Złe" zachowania z naszej listy dadzą się wpisać do jednej z trzech grup: przemoc, seks, narkotyki. Ale, zapytajmy, czy te "grzechy główne" nie są tylko maską, za którą kryje się coś zupełnie innego? Henryk Kliszko, którego sobie bardzo cenię [patrz: www.rodman.most.org.pl/kliszkoh.htm], od lat zafascynowany problemem inicjacji, doszedł do wniosku (a może gdzieś wyczytał, co w końcu nie jest ważne), że ludziom właściwy jest popęd (instynkt) inicjacyjny, silniejszy niż wychowanie i socjalizacja, silniejszy niż przyjęte w danej kulturze obyczaje. Instynkt ten odzywa się głównie u dorastających mężczyzn i przejawia się w upodobaniu do "mocnych wrażeń", do stawania w sytuacjach krańcowych, grożących śmiercią. Innym wyrazem tego popędu jest "młodzieńczy bunt", jeszcze innym: gotowość do łączenia się w "młodzieżowe bandy". Zbuntowani i zgrupowani w bandy, żądni mocnych wrażeń młodzieńcy są głównym rozsadnikiem przemocy. Ale za tym widocznym złem stoi coś innego, stoi gatunkowa mądrość, która w tym przypadku jest zapisanym w genach wezwaniem, aby poświęcić swoje życie. Poświęcić swoje życie dla wartości wyższych i w istocie społecznych. Ludzki gatunek ma zapisane w genach, że młodzi mężczyźni oddają swoje życie do dyspozycji grupy. Ich życie nie należy do nich samych - gotowi są zginąć w walce, chroniąc pozostałą część społeczności, która w zamian zachowa ich pamięć w bohaterskich pieśniach. Lekceważenie życia właściwe dla tej płci i wieku trzeba rozumieć szerzej, bo oznacza ono nie tylko heroiczną zgodę na śmierć w walce, i nie tylko prowokowanie niebezpieczeństwa podczas szybkiej jazdy samochodem, obrażania kibiców wrogiej drużyny lub wspinania się na Mont Blanc. Oznacza także jakże romantyczną postawę nie dbania o przyszłość, o zdrowie i o przyszłe dochody. Robert Bly nazwał to "przejściem przez popioły", od obyczaju który znany był dawnym Skandynawom, gdzie niektórzy młodzieńcy spędzali całe miesiące siedząc i śpiąc, na pozór ogarnięci demencją, w popiele wokół ogniska w plemiennym domu mężczyzn. (A potem wstawali z popiołu, aby zasłynąć jako wzięci wojownicy i przywódcy.) Totalitarne państwa skanalizowały, a właściwie zawłaszczyły sobie, ukradły ów inicjacyjny męski instynkt, budując na jego bazie instytucję przymusowej służby wojskowej. "Pójście w kamasze" stało się namiastką męskiej inicjacji. Dziś i to się kończy. Współczesna kultura nie jest w ogóle zainteresowana męskim popędem inicjacyjnym, nie widzi dla niego zastosowania - pozostaje więc spychanie go na margines i nieudolne tępienie, kiedy już jest za późno i instynkt przybrał postać jawnej zbrodni.

Seks. Oczywiście, obowiązujący obyczaj ma dosyć sposobów aby tę rzekę ująć w wybetonowane koryto. Zapytajmy jednak o rzeczy oczywiste. Jak to się dzieje, skąd to się bierze, że w tej części życia ludzie tak powszechnie co innego mówią, co innego robią? Trudno jest mi oceniać te zjawiska z punktu widzenia kobiet, za to jest dla mnie jasne, że mężczyźni znaczną cześć swojego życia spędzają w stanie niemożliwego do zaspokojenia erotycznego głodu i niespełnienia. Richard Dawkins tłumaczy to strategią genów: samiec, także ludzkiego gatunku, inwestując mało energii w produkcję plemników, jest zainteresowany (nie jako osobnik, ale jako paczka genów właśnie) w rozsiewaniu ich możliwie szeroko, a więc będzie dążył do zapłodnienia każdej napotkanej samicy, a przynajmniej do tego będzie go kierował zapisany w genach instynkt. Jeżeli jednak przyglądamy się psychologicznej stronie tego zjawiska, to takie genetyczne wyjaśnienie nic nie daje. Pytam bowiem o coś innego: o to, czym jest to coś, co każe mi wciąż z nową erotyczną nadzieją przyglądać się każdej nowo poznawanej, zwłaszcza młodej kobiecie, choć na rozum oczywistym jest, że to jest bez sensu i bezcelowe? Otóż za seksem i seksualnym nieustającym napięciem rzeczywiście stoi coś innego, podobnie jak za przemocą stoi popęd inicjacyjny. Tym czymś innym jest znowu zakodowane, w genach? - albo i gdzie indziej, przeczucie, że seks jest drogą do duchowego wyzwolenia, do osiągnięcia stanów mistycznych i sakralnych. W śledzeniu ruchów, wyglądu, głosu i sylwetki kolejnych kobiet przejawia się nieuświadamiana nadzieja, że to właśnie ona okaże się tą upragnioną mistrzynią, która wprowadzi mężczyznę na ścieżkę erotycznej jogi, a tędy - do wyższych stanów umysłu.

To co można powiedzieć o narkotykach, najlepiej wypowiedział Stanisław Grof:

Powinniśmy zdać sobie sprawę, że w naturze ludzkiej istnieje niezmiernie potężny popęd ku transcendencji. Potrzeba transcendentnego doświadczenia silniejsza jest od seksu. Jeżeli badasz historię, dowiesz się, że wszystkie kultury, oprócz naszej cywilizacji przemysłowej, honorowały te potrzebę. Znały rytuały i sposoby, dzięki którym ludzie mogli dostąpić transcendentnego doświadczenia w społecznie uznanych ramach, w obrębie rytuału, ceremonii i tak dalej. Psychedeliki [halucynogeny] posiadają tę zdolność. Niezwykły stan [świadomości] ma zdolność przenieść cię w miejsce transcendentalne. Mówiąc inaczej, motywacja do takich doświadczeń jest niezmiernie silna. I to właśnie manifestuje się na narkotykowej scenie. Dlatego jestem przekonany, że jedynym sposobem, jakim można realnie przeciwdziałać braniu dragów - mówię tu o heroinie i alkoholu, kokainie, amfetaminie i tak dalej - jest dostarczenie środków, które dałyby prawdziwe doświadczenie. Postrzegam narkomanię i alkoholizm jako z gruntu niefortunną i złudną próbę sięgnięcia po transcendencję. Narkomania bierze się z transcendentnych potrzeb, a jedynym sposobem, jaki można jej przeciwstawić, jest otwarcie kanałów na czyste duchowe doświadczenie. Lecz skoro istnieje w ludziach taki potężny transcendentalny pociąg, naiwne programy w rodzaju 'Wystarczy Powiedzieć Nie' [some kind of silly program like 'Just Say No'] są po prostu śmiechu warte. Jedyny sposób, w jaki można wpłynąć na masturbację, polega na tym, aby otworzyć drogę ku dojrzałej seksualności - ponieważ za jednym i drugim stoi ten sam potężny popęd. I podobnie, dlatego że za braniem narkotyków stoi popęd ku transcendencji, jedyny sposób, aby wpłynąć na narkomanię jest taki, by otworzyć drogę ku dojrzałej duchowości.

Stanisław Grof postawił już niemalże kropkę nad "i". Przemoc, seks, narkotyki. Te trzy złe żywioły współczesności okazują się w istocie wyciem ograniczanej, zapoznanej, zrepresjonowanej natury ludzkiej. W genach mamy zapisane inne życie niż to, którym żyjemy. A gdy postawić jeszcze krok dalej, poza próg, poza ową krawędź, która grozi upadkiem w przepaść, zobaczymy w tym wszystkim zupełnie jasny porządek. Przemoc jest tylko brzydką maską, za którą kryje się popęd inicjacji: zapisane w genach przesłanie, że życie mężczyzny jest ofiarą składaną wspólnocie. Seks - seksualne manie, obsesje i dewiacje, są maską dla innej zakodowanej w nas nadziei, że tędy wiedzie droga do doświadczeń mistycznych, do duchowego wyzwolenia. Zaś narkomania jest echem innego, wrodzonego potencjału, który w enteogennych roślinach każe nam szukać innego - prawdziwego - świata, bytu poza zjawiskami. W ostatecznym rachunku ów krawędziowy lęk przed narkotykami, seksem i przemocą, okazuje się lękiem przed oświeceniem, lękiem przed duchowym wyzwoleniem.

w Milanówku, 7/8 listopada 1999, podczas Nowiu około Ósmego Stopnia Skorpiona - punktu w zodiaku, który oznacza wydobywanie na jaw ukrytych i niewygodnych prawd.

Drukowane w miesięczniku "Wiedza Tajemna" nr 1/2000.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.