Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-05-23

Bosenogi

Sen o paluchu

Witam, mój wirtualny „tarakowy pamiętaczu” mych snów....
Dzisiejsze projekcie w nocnym kinie były bardzo wyraziste :) stąd konieczność uwiecznienia... Mianowicie:
Sen oczywiście opiewał w bujną fabułę, której nie pamiętam na jawie, lecz najważniejszy – czyli taki, który zrobił na mnie największe wrażenie był finał.
Wkładałam/myłam rękę prawą (nie pamiętam, aby była to też lewa) do szklanki i bardzo się kaleczyłam. przecinałam . W pewnym momencie zauważyłam, że obcięłam sobie środkowy palec, postawiłam go i utrzymywałam rękę tak aby nie odchylał się – z pełnym przekonaniem, że się zrośnie, przyrośnie... miał chwilowo bledszy kolor...
Ogólnie nie wiem czemu wciskałam te ręce do szklanki (jak byłam mała to gryzłam je, może tu jest jakiś mój symbol dodatkowo?) ale mimo świadomości, że się skaleczę jednak wciskałam je do środka – nie przejmowałam się ranami, przeprowadzała jakby oględziny – przesuwałam skórę, zaklejałam i dalej – podobne uczucie do tych szklanek które wiedziałam, że ugryzę... Hm...
Nie było zbyt wiele krwi, choć oczywiście widać było zranienia... Najważniejszy był ten ścięty paluch... Czułam wręcz fizycznie jego ciało...
Nie było lęku, strachu przed zranieniami, tylko jakby uwaga była skupiona na tym, żeby jak najmniej się skaleczyć – z tą świadomością, że na pewno do tego dojdzie... Szybko opatrzyć rany od czego jakby zależy, ile jeszcze razy włożę tę rękę tam :)
Po przebudzeniu pierwszą rzeczą, którą sprawdziłam to czy mam paluch – MAM :)
Dawno nie miałam potrzeby takiej konfrontacji snu z jawą :)
Myślę, że ma to związek z decyzją, którą podjęłam wczoraj i ujawnieniu pewnej „tajemnicy”...
A jeszcze jedna obserwacja – na dłoń patrzyłam od środka/ wnętrza oglądając paluch a inne rany „boczne” od strony wierzchniej... Hm...

Bosenogi

Komentarzy nie ma.