Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-11-16

Ansuzuruz

Sen o kursie szamańskim Wojtka Jóźwiaka

[ Z 15 na 16 maja 2007 ] Sen jest utrzymany w klimacie ciemnym – nocnym. Uczestnicy są niematerialni jak cienie, mają swoje pseudonimy, a ich wypowiedzi pobłyskują literami. Czyli senne odzwierciedlenie kursu internetowego. Pierwszy wykład Wojtka i pierwsze zadanie do wykonania. Wszyscy bawimy się przy tym w najlepsze, jednak Wojtek tonuje nastrój zabawy, twierdząc, iż wywołujemy pewne ukryte siły. Czy też bardziej precyzyjnie - zwracamy na siebie uwagę owych sił. Nie mogę sobie przypomnieć, co dokładnie było przedmiotem tych ćwiczeń, zwłaszcza że sceneria snu była bardzo mroczna – niby gigantyczna jaskinia, rozświetlana tylko od czasu do czasu ognikami naszych wypowiedzi i przeczuciem wielkiej tajemnicy. Po wykonaniu pierwszego zadania rezygnuje jeden z aktywniejszych uczestników kursu. Jego pseudo to chyba „Swick” czy coś podobnego. Ostrzega resztę kursantów, że wywołujemy siły, nad którymi nie zapanujemy – on wpadł w rozstrój nerwowy i będzie hospitalizowany. Reszta uczestników ignoruje jego ostrzeżenia. Drugie zadanie jest połączone z niespodzianką, jaką przygotował dla nas Wojtek. Sen staje się bardziej wyraźny. Płoną małe ogniska, uczestnicy są zebrani wokół nich, ale wciąż są jak zjawy. Wojtek mówi, że będziemy zwracać w sposób zdyscyplinowany uwagę większych sił, a w nagrodę uczestnik kursu, na którego w oczywisty sposób zostanie zwrócona uwaga owych sił-duchów, otrzyma pierwszą inicjację z rąk zaprzyjaźnionego szamana-czarownika. Klimat staje się łudząco podobny do klimatu z pierwszych książek C. Castanedy. Wokoło ciemność, płoną małe, dające zaskakująco niewiele światła ogniska, coś na granicy percepcji gęstnieje, pojawiają się tajemnicze dźwięki.

Czuję duże podekscytowanie, zbliżam się do ogniska i w sposób bezmyślny, jakbym znajdował się na jakimś pikniku, podnoszę stertę kijów z prawej strony ognia. Po obu stronach jest ułożonych kilka kupek takich patyków, jednak każda z tych kupek jest z patyków z innego drzewa. Te, które podnoszę, są długie, bardzo lekkie i niezwykle twarde. Mówię w kierunku Wojtka: „Podoba mi się to drzewo, czy to dąb?” W tym samym momencie Wojtek podskakuje do mnie i zduszonym głosem każe mi odłożyć kije na miejsce. Zdaje się, że naruszyłem jakąś dokładnie przemyślaną ceremonię-rytuał. Czuję lęk i zdezorientowanie.

– Nie mamy teraz wyboru – mówi Wojtek – zwróciłeś na siebie pełną uwagę duchów. Zostaniesz poddany inicjacji. Otwarte zostanie twoje gardło.

Podchodzi szaman-czarownik. Jest ubrany w rytualny pełen zwierzęcych ozdób strój. Jednak nie jest to Indianin, mam wrażenie, że jest to szaman syberyjski. Ma ciemną, pobrużdżoną twarz starego człowieka, a w ręku trzyma duży nóż.

– Tym nożem dokonam cięcia na twoim gardle. Nie bój się, nóż jest czysty. – Śmieje się bezgłośnie.

Zaczynam czuć przerażenie, zwłaszcza, że dźwięki wokoło stają się coraz głośniejsze, mam wrażenie, że ciemność napiera na mnie z dużą siłą. Zastanawiam się, czy Swick nie miał racji, wycofując się z kursu. Jednak coś mnie ciągnie na spotkanie tajemnicy, jakaś przeogromna siła mojej ukrytej natury. Syberyjski szaman otwiera mi przemocą usta i wsadza mi dłoń do gardła. Krztuszę się i mimowolnie wyrywa się ze mnie zduszony, ale przenikliwy jęk. Szaman zatyka mi usta i z napięciem każe być cicho. Jego dłoń, którą wciąż trzyma w moim gardle, jest gorąca, jakby płonęła żywym ogniem, a palce są przesiąknięte intensywnym, aromatycznym dymem. Szepcze coś cicho, siły wokół wzbierają – moje napięcie rośnie. Wiem, że za chwilę dokona rytualnego cięcia mojego gardła. W momencie największego napięcia budzę się. Postanawiam zapisać ten sen.

Ansuzuruz

Komentarze: 1

1. Na to wychodzi,... • autor: Agata (2019-11-17 23:45:55)

Na to wychodzi, że już nawet pod latarnią nie można stanąć ale też pod drzewem.