Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-12-17

Anah

Sen nad ranem w dzień 44 urodzin

Drewniany pomost nad wodą. Na wodzie ni to łachy piasku, ni to małe wysepki porośnięte niezbyt bujną roślinnością. Woda jest żółto zielona migoce w promieniach słońca. Jest jasno. Moja siostra półleży na materacu blisko pomostu. Ja pływam trochę dalej, tracę ją z oczu. Zsuwam się ze swojego materaca do wody i pływam. Zsuwam się do wody ostrożnie, darzę ją szacunkiem. Troszeczkę martwię się, ze popłynęłam tak daleko i nie znajdę drogi powrotnej do siostry. Ale znajduję. Wdrapuję się na pomost i wchodzę do jakiś pomieszczeń będących pokojami, w których wypoczywają nieznani mi wczasowicze. Szybko przez nie przechodzę. Staram się być dyskretna. Nie chcę przeszkadzać. Potem siadam na drewnianej ławie pod zadaszeniem na pomoście (innym) nad wodą. Za ręce trzyma mnie dobrze znajoma pani profesor, kobieta w moim wieku, ma łzy w oczach. Żałuje, ze kończy się to, co się zaczęło i że sprawy poszły w takim a nie innym kierunku. Pytam czy postąpiłaby inaczej, mając na myśli jej brak wybaczenia mężowi zdrady. Byli wspaniałą parą. Dotąd oboje się kochają. Nie umie odpowiedzieć. Słowa więzną jej w gardle, ale czuję, że żałuje. Podchodzę do grupy koleżanek i kolegów ze szkoły, a właściwie ze wszystkich szkół, do których chodziłam . Oni także siedzą w cieniu, pod zadaszonym pomostem. Wśród nich jako jedynego pamiętam kolegę, z którym toczyłam dysputy przez całą szkołę średnią, skrycie się w nim kochając. Rozmawiamy. Mówię, że coś trzeba zrobić. Potrzeba jakiejś aktywności, ale nikt nie chce się ruszyć. Jest upał. Słońce bezlitosne. Idę sama. Najpierw wzdłuż brzegu jeziora, wijącej się szerokiej rzeki (???). Dochodzę do skraju lasu. Ten las nagle otacza mnie z lewej i prawej strony, a przede mną pusta bezkresna dal. Pomiędzy ścianami lasu znajduje się jar wypełniony suchym piaskiem, gdy spoglądam w dół czuję się jakbym znalazła się na pustyni . Z lasu wybiegają trzy baranki, malutkie. Ale nie są to jagnięta, lecz jakby miniatury baranów. Mają piękne, niezwykle zakręcone rogi. Jeden z nich rusza w moim kierunku i chce mnie pobóść. Dwa pozostałe stoją przy brzegu lasu jakby obserwowały sytuację. Boję się. Przeszywa mnie świadomość, że jeszcze nigdy nie ubódł mnie baran. Nie usiłuję uciekać, próbuję go odepchnąć. Niechcący spycham baranka w dół. Sama też tracę równowagę. I on i ja toczymy się po piasku, widzę prawie każde jego ziarenko, jak pod szkłem powiększającym. Spadamy daleko od siebie, ale martwię się o baranka, bo spadał jakoś dziwnie powyginany. Tak bardzo nie chcę, by coś mu się stało! Ruszam ku niemu, ale powstrzymuje mnie lęk, nieokreślony i całą uwagę skupiam na piasku szeleszczącym i suchym, cieplutkim.

Anah

Komentarzy nie ma.