Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-05-22

Katarzyna Urbanowicz

Sen o drzwiach bez klucza

Śnił mi się mój, nie istniejący już dom dzieciństwa (najczęściej w snach ze zmarłą mamą śni mi się ten dom-rudera), tylko jakiś przemieniony w lepszym stanie. Czuję, że przed chwilą przyjechałyśmy z mamą i obchodzę całe mieszkanie. Do domu prowadzą trzy pary drzwi i widzę, że te przeszklone, na piętrze są otwarte i brak do nich klucza. Idę do mamy z tym problemem, mówię, że nie możemy tego tak zostawić, bo ktoś z zewnątrz się jeszcze dostanie do środka. Mama odpowiada mi coś w tym sensie, że nie wiadomo, czy w ogóle te drzwi można zamknąć. Na to ja tłumaczę jej, że w drzwiach jest zamek, a w zamku dziura na klucz, więc kiedyś musiał być więc na pewno można te drzwi zamknąć. Mama wydaje mi się nie przekonana. Nagle słyszę klakson samochodu spod domu. Mama zamiast zbliżyć się do okna, odsuwa się dalej i nie reaguje, więc ja otwieram te drzwi i wychodzę na balkon. Widzę, że alejką jedzie samochód i skądś wiem, że to syn. Już wyłączył klakson. Macham do niego i sądzę, że mnie zauważył, bo zatrzymuje się w bramie. Z samochodu wybiega jakaś kobieta w jasnej sukience i znika na ulicy. Idziemy z synem po trawniku i rozmawiamy, potem siadamy na jakiejś ławeczce przy siatce, na granicy z sąsiednią posesją. Nie mam pojęcia, o czym rozmawialiśmy, widać było to nieważne. Nagle pod naszymi nogami pojawia się jakiś kot, potem małe pieski, wreszcie jakiś szczur i łasica czy kuna. Patrzę na siatkę i widzę, że zwierzęta te przedostały się przez sporą dziurę w płocie. Najpierw usiłuję je wygonić, potem orientuję się, że wszystkie są na smyczy. Po drugiej stronie płotu stoi sympatyczny, młody mężczyzna o ładnej twarzy, ale nie odzywa się. Syn staje zasłaniając sobą dziurę w płocie i oświadcza stanowczo, że nie pozwoli nikomu wejść.
Na to ów sympatyczny, młody mężczyzna wyjmuje pistolet i komuś grozi. Wiem, że broń jest atrapą (jej zarys widzę tak jak widzi się przy prześwietlaniu bagażu przedmioty, t.j. kontur), więc nie za bardzo się przejmuję. Kiedy jednak przyglądam się temu, co dzieje się za płotem, widzę, że ów mężczyzna kogoś dusi sznurem zadzierzgniętym na szyi tamtej osoby. Osoba duszonego jest dość nieokreślona, nie wiem czy mężczyzna, czy kobieta, taki bezkształtny cień. Czuję, że to duszenie, w przeciwieństwie do grożenia bronią jest prawdziwe, ale odchodzę od tej dziury zmierzając w stronę domu. W przekonaniu, że syn idzie za mną, tłumaczę mu, że nie mogę nic zrobić, bo nie mam broni, a nawet gdybym miała, to nie umiem się nią posłużyć, że nie krzyczę bo i tak nikt na moje wołanie nie zjawi się, więc nic nie mogę zrobić. Czuję jednak silne wyrzuty sumienia. Obracam się do syna, żeby dowiedzieć się jak przyjął moje tłumaczenia i widzę, że obok mnie idzie nie syn I, a syn II. Wówczas przeszywa mnie nagła myśl, że może tym duszonym jest syn I (samobójstwo chciał popełnić syn II) i z przerażenia budzę się.
Sen z 27/28 marca 1910

Katarzyna Urbanowicz

Komentarzy nie ma.