Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-10-07

Wojciech Jóźwiak

Sardynia z różowego granitu

Ostatni tydzień września (2017) spędziliśmy, ja i Elżbieta, na Sardynii. Tu jeszcze było lato, ale już bardzo łagodne, najwyżej 24 stopnie, wcale nie 40, jak bywało tego lata w Włoszech. Lecąc tam, o tej wyspie niewiele wiedziałem. Zaskoczył mnie jej materiał czyli geologiczny budulec: okazała się być z różowego granitu. Na wybrzeżu sterczały takie właśnie różowawe (albo rudawe) skałki, pomiędzy nim ciągnęły się zachęcające plażki. Kilometr od naszego lokum płynęła rzeczka, za chwilę wpadająca do morza, i jej brzegi też były z tego granitu. Kojarzyło się to z jakąś Afryką... Brakowało tylko krokodyli, żeby się na tych skałkach grzały...


Sardynia 2017


Granit wydaje się nam czymś solidnym, twardzielem, opoką – ale ten sardyński taki nie jest. Jest spękany na drobne płytki i (jakby) cegły, co dobrze widać na kolejnym zdjęciu znad tamtej rzeczki:


Sardynia 2017


Na pewno nie dałoby się z niego odkuć obelisków. Daleko mu do calizny naszego dolnośląskiego ze Strzelina, albo fantazyjnych granitów, które widywałem w Skandynawii. Przypuszczam, że jest skutkiem doświadczeń, które przeżyła wyspa. Sardynia – razem z siostrzaną Korsyką i kilkoma innymi fragmentami, została 30 milionów lat temu oderwana przez siły wnętrza Ziemi od lądu Iberii (z grubsza, od obecnego wybrzeża Katalonii) i powleczona daleko na wschód. Następnie te same siły oderwały od niej spory kęs, który przesunęły dalej i dokleiły do czubka włoskiego buta: dziś jest to Kalabria. Próbowały też pozostałą wyspę rozpołowić rowem tektonicznym – dobrze widocznym na mapach, u jego południowego ujścia leży stolica Cagliari – ale się nie dała. Mam taką wizję, że to wielkie rozciąganie podziałało na granitowy placek (do którego można porównać wyspę) tak, jakby to była talia kart. Które, gdy je rozwlekać, przesuwają się względem siebie i przez to mogą nakryć większą powierzchnię.

Ten efekt widać tam, gdzie szosy wcięto w skałę. Np. tu, koło miasteczka Cugnana, na północnym wschodzie wyspy. (Zresztą, poza północny wschód, okolice Olbii, nie ruszyliśmy się, poza jednym wypadem na wewnętrzną wyżynę. Sardynia, gdy się już na niej znajdziesz, okazuje się ogromna. Tydzień to śmiesznie mało. Żeby jako tako ją poznać, trzeba by rok wygospodarować.) Wracając do zdjęcia, widać na nim, jak masa granitu podzieliła się na mniej więcej półmetrowej grubości tafle („karty”), które przesuwały się, właśnie jak karty w rozciąganej talii.


Sardynia 2017


Pomiędzy „kartami” robiły się szczeliny, które niekiedy wypełniały kryształy kwarcu. Ta skałka jest nad morzem, 200 metrów od naszego hotelu w Porto San Paolo:


Sardynia 2017


W jednej z takich szczelin znalazłem kwarcową geodę z wielkimi kryształami zarastającymi próżnię w skale:


Sardynia 2017


Gdy mówimy o takich okazach: wszystkie bedekery po Sardynii, a także nasza pani pilotka z biura podróży, ostrzegały, żeby broń boże nie próbować wywieźć z wyspy kamieni ani nawet piasku, bo jeśli nas z tym złapią na bramce na lotnisku, to zostanie to uznane za kradzież, która grozi jakimiś gigantycznymi grzywnami, tysiące euro. Jednak przy wyjeździe nie zauważyłem, żeby ktoś kogoś sprawdzał ani pytał czy przemyca kamienie, ani same kamienie okazały wcale nie jakieś super: ot, pokruszone kawałki tego samego różowawego, czasem poszarzałego granitu.

Ten popękany i szczelinowany granit okazał się mieć wpływ na tutejszy krajobraz. W największym skrócie: prawie nie ma tutaj procesów stokowych. Czyli czego? Proces stokowy to coś dla Polaka najzupełniej oczywiste. Nasze góry, wzniesienia, pagóry są poddawane procesom stokowym i przez nie uformowane. W naszym wilgotnym klimacie i z naszymi skałami, zwłaszcza karpackim fliszem, nasycającym się wodą, lub z polodowcowymi morenami – stoki wzgórz płyną. Powoli spływają. Zachowują się jak półpłynna, plastyczna, miękka i podatna masa. Skały wietrzeją i zwietrzelina dołącza do tej wolno-płynnej masy. Oczywiście, dzieje się to przez stu- i tysiąclecia. Skutek jest taki, że nasze góry mają gładkie, równe i obłe stoki, pokryte miękkim gruntem, które można orać, uprawiać. Procesy stokowe przestają działać – u nas – w wyjątkowych przypadkach: w najwyższych górach, jak w Tatrach, gdzie powolne spływanie masy zwietrzeliny zostaje zastąpione osypującymi się piargami. Po drugie tam, gdzie pozostały gołoborza z dużo chłodniejszego klimatu lodowcowego: w Łysych Górach albo na Rozsypańcu. Po trzecie tam, gdzie pracuje kras: typowy wapienny, np. w Jurze, albo piaskowcowy, którego przykładem Szczeliniec koło Kłodzka. Kras polega na tym, że woda łatwo przecieka w głąb skał i nie bierze udziału w transporcie zwietrzeliny. Wtedy deszcze wprawdzie padają, ale woda „omija” górotwór, który zachowuje się tak, jakby była pustynia. Z ziemi wtedy wystaje goła skała, tworzą się pionowe urwiska, teren najeża się skałkami. Stoki pokryte są głazami. W Polsce jest to rzadkość, osobliwość, kilka rezerwatów. Sardynia jest taka prawie cała!

Tutejszy kras na szczelinowanych granitach podejrzewam o jeszcze jedną właściwość: że zwietrzelina z tych granitów jest kwaśna. Kwaśne gleby są mało żyzne, a gdy procesy stokowe są rzadkością, to mało jest miejsc, które nadają się pod rolniczą uprawę. Kamieni ani tym bardziej skalnej szczotki nikt orać nie będzie. Faktycznie, pól uprawnych na Sardynii prawie nie widać. Inaczej niż w Italii półwyspowej, która leży na żyznym podłożu wulkanicznym, wapiennym i fliszowym. To by też wyjaśniało, że w przeszłości Sardyńczycy mało „parali się” typowym rolnictwem i żyli z wypasu zwierząt. Pasterstwo jednak, jak zwykle, niszczyło pierwotny las. Zamiast lasów rośnie teraz makia czyli busz, złożony z wysokich krzewów, które chociaż zapewne są fascynująco różnorodne dla botaników, to dla oka turysty przedstawiają się podobnie, monotonnie i nudno.

Podobno w wysokich górach w środku wyspy zachowały się pierwotne lasy z dębu omszonego, ale tam nie dotarłem.

W ogóle na Sardynii niewiele widać wysokich drzew. Grube sosny – pinie i alepskie – są niskie. Są miejsca pokryte „kultywowaną sawanną”, gdzie w pewnych odstępach rosną dęby korkowe, a teren pomiędzy nimi służy za pastwiska. (W wrześniu łyse i wyjedzone do ostatniej słomki.) Tutaj w końcu nauczyłem się rozpoznawać dęby korkowe: oto małe dąbki wyrastają koło pnia starego drzewa z grubym korkiem na pniu:


Sardynia 2017


Po co korek dębom? Chroni przez pożarem. Zdarzają się sadzone lasy piniowe. Są malownicze, ponieważ korony drzew zlewają się w jedną kanopę, dach właściwie, pod którym ciemno, a z daleka formacja ta wygląda jak poduszka mchu:


Sardynia 2017


Wyższe drzewa są przeważnie eukaliptusami. Sprowadzonymi z Australii. Ale tych najbardziej aromatycznych nie znalazłem.

Wracając do skał, to właśnie z powodu krasowego wietrzenia i braku procesów stokowych, wzgórza Sardynii są najeżone. To miejsce, koło Laconii, wygląda jeszcze dość łagodnie (makię tu też dobrze widać)...


Sardynia 2017


...Ale niedaleko są miejsca, gdzie skałki szaleją:


Sardynia 2017


(To zdjęcie z autobusu, dlatego.) I te wzgórza nie są wcale wysokie, mają po 300, 400 metrów nad poziom morza. A skała, jak się rzekło, rozbrykana jak u nas dopiero w Tatrach.

Bycie zrobioną z granitowego kratonu przynosi Sardynii jedną korzyść: inaczej niż Italia kontynentalna, półwyspowa, jest wolna od trzęsień ziemi. Całkiem. Tutaj nie ma tej plagi tak samo jak u nas. A przecież Włochy, te „butowe”, trzęsą się i to z tragicznymi skutkami, prawie każdego roku.

Z tutejszym granitem dzieje się jeszcze coś, i bardzo dziwnego. Granitowe głazy, zwłaszcza na wierzchołkach wzgórz i na przymorskich cyplach robią się puste w środku. Robią się w nich jamy, a czasem taka jama podgryza, podcina skałkę, z której przez to wywieszają się jakieś głowy, nosy, nogi, mosty... Dzieje się to w różnych skalach wielkości. Mniejsze głazy z dziurami ludzi przywlekają i dekorują nimi bramy i ogródki. Wielkie skały na wzgórzach, tak uformowane, mają swoje nazwy: przyrównuje się je do smoków, niedźwiedzi, jakichś monstrualnych postaci. Tutaj mała próbka: skała przy wejściu do portu w Santa Teresa Gallura:


Sardynia 2017


Żeby takie formy się robiły, musi istnieć proces, który utwardza samą powierzchnię granitowych brył, ale nie chroni, lub przeciwnie, zmiękcza ich wnętrze. Jednak nie znalazłem żadnej informacji o tym.

Wewnątrz wyspy góry podnoszą się i prócz granitu widać wkładki wapienne. Takim oto krajobrazem biegnie dwupasmowa i bezkolizyjna szosa z Olbii przez Nuoro na drugą stronę wyspy:


Sardynia 2017


Na południe od Olbii z morza wznosi się – na 600 metrów! – samotna skała-wyspa. Wapienny masyw. (Wcale nie granitowy.) Nie wiem, jakie tektoniczne szaleństwo tę skałę wydźwignęło! Jak Giewont nad Zakopanem, tak ta góro-wyspa, imieniem Tavolara, góruje nad Porto San Paolo. Wychodząc z hotelu na plażę mieliśmy ją jak na wyciągnięcie ręki, jak Giewont z Krupówek:


Sardynia 2017


A tu pod trochę innym kątem, z różowo-granitowego przylądka widziana:


Sardynia 2017


Tutaj z boku, od południa – i widać, że nie jest to stożek, jakby się wydawało z San Paolo, tylko długi i wąski grzbiet, niby ostrze kamiennego noża przyłożone do brzegu Sardynii:


Sardynia 2017


Ta piękna plaża z widokami jest w sąsiednim (do San Paolo) miasteczku San Teodoro.

I jeszcze jedno zdjęcie Tavolary, z Porto San Paolo, w bukiecie z papirusów:


Sardynia 2017


Trzeciego dnia Tavolara powitała nas takim widokiem:


Sardynia 2017


Nad morzem nie było czego szukać, więc tamtego dnia pojechaliśmy w góry do środka wyspy do Mamoiady, do tamtejszego Muzeum Masek. O tamtejszych mamutonach i isoadorach napisałem w osobnym odcinku.

Na północ od Olbii (i od San Paolo) jest nad morzem Porto Cervo. Jest to super-wczasowisko, snobistyczne i wypasione. Zaczęto je budować około pół wieku temu, ale – to trzeba bardzo przyznać – konsekwentnie. Żadnych blokasów. Żadnych drapaczy. Zero klocków. Totalne precz z Le Corbusierem! Miejsko-wczasowa tkanka przyziemna, domy jedno-dwupiętrowe, kolory ochry, ściany jakby lepione z gliny, bardzo wypracowany, wystudiowany, precyzyjny wręcz prymityw! Dachy kryte falistą dachówką, jak na wyspie od stuleci. Styl śródziemnomorskiego archaiku. Oświecony ludowy konserwatyzm. Styl portoczerwiański promieniuje na całą Sardynię. Przynajmniej w tej części wyspy, którą objechałem, nie widać wcale klockowatych hoteliszczy. A mogłyby być! Nadzór architektoniczny nie pozwolił tamtejszym Gołębiowskim za..rać krajobrazu biedamoderną i las-wegasem. I tu dochodzimy do ciekawego momentu. Sardynia zaskakuje porządkiem, czystością, zadbaniem, elegancją. Wręcz... może nie niemieckim, ale co najmniej austriackim ordnungiem. Ktoś w internecie narzekał na tutejsze drogi. Gdyby tylko takie były u nas! Taki gładki utrzymany asfalt, i na którym nie robią się kałuże. Pozazdrościć. A że kręte? W górach o inne trudno. Czuje się tu też jakąś serdeczność, która łączy mieszkańców z ich ziemią i osiedlami. A tak wygląda Porto Cervo:


Sardynia 2017


Na tym zdjęciu jest wiele treści. Domy są kolorze tamtejszej natury: naśladują różowy granit i jego ochrową zwietrzelinę, są jak ojczysta gleba. Krzewów, taj makii, którą widać przy wybrzeżu, na pewno nie sadzono! Bo te drzewka są jawnie starsze niż zabudowa. Więc z jaką troską chroniono te rośliny i jak starannie architekci wmontowali je w swoje plany. Ktoś powinien przymusowo wozić tutaj polskich deweloperów i powiatowych architektów, żeby bałwany oświecały się, widząc jak wyższa cywilizacja dba o przyrodę. (Przyrodę ile skromniejszą od naszej; nasze drzewa to rozbuchana potęga w porównaniu z tutejszym biednym buszem.)

Widzimy dalej starannie urządzony dostęp do wybrzeża, raczej nabrzeża, bo tamtą zatoczkę przebudowano na podręczny port dla łodzi. Ale żadnych szlabanów, żadnych „wstępów wzbronionych”, każdy może spacerować, nie tylko milionerzy. Most przez zatoczkę, widać go bokiem, zrobiono z krętych pni, pewnie wydłubanych w jakiejś wiosce. Nawet trochę przypróchniałych. W dali widać najeżoną sierrę wzgórz.

A tu główny deptak w Porto Cervo. Wygląda jak rybacka wioska, ale w jego podziemiu, na niższym pietrze są wypasione sklepy firm z górnej półki. Zbytek i umiar jakoś zostały tu pogodzone.


Sardynia 2017


Na dom po lewej zwróciłem szczególną uwagę. Wart jej. Można tak budować. Zapomnieć Le Corbusiera.


Sardynia 2017


Porto Cervo (cervo znaczy jeleń) objechaliśmy uliczną kolejką do zwiedzania. Na jednym ze wzgórz-półwyspów (to miejsce swoją kapryśną linią brzegową przypomina norweskie fiordy...) przewodnik oznajmił, że oto jesteśmy przed bramą willi Silvio Berlusconiego, tej, gdzie odbywały się tamte obrzydliwe bunga-bunga. Wszyscy rzucili się fotografować:


Sardynia 2017


Willa pozostała niewidoczna z ulicy, ale brama, trzeba przyznać, zrobiona w najlepszym guście!

Cervo Cervem, ale i nasze Porto San Paolo, chociaż skromne i nieokrzyczane, było w dobrym stylu. Oto widok naszego hoteliku, od strony morza i plaży:


Sardynia 2017


Tutaj ten sam budynek od lądu, wejście od ulicy. W oknie na pietrze suszą się nasze ręczniki. Po lewej zwieszają się gałęzie dębu ostrolistnego Quercus ilex:


Sardynia 2017


Na północnym skraju wyspy wybrzeże jeszcze bardziej się rozpada na półwyspy i wysepki. Z placu widokowego urządzonego na wzgórzu, gdzie kiedyś była bateria dział, widać w dole portowe miasto Palau, a za cieśniną, którą co pół godziny kursują promy, wyspę Maddalena. Ogromny kawał świata widać! Chmury w dali wiszą już nad Korsyką. Gdyby się dobrze wpatrzeć, zobaczyłoby się wielkie góry tamtej wyspy, o kilometr wyższe niż te sardyńskie.


Sardynia 2017


W Palau dawali dobre lody i pizzę. A tu widok w drugą stronę z tamtego placu na szczycie wzgórza:


Sardynia 2017


Popłynęliśmy w końcu na sąsiednią Korsykę, czyli do Francji:


Sardynia 2017


Południowy cypel Korsyki zaskakuje całkiem innym krajobrazem niż Sardynia zostawiona za cieśniną: nie ma tamtego szczotkowatego granitu, jest płaska, biała, poziomo uwarstwiona równina wapienia, obrywająca się do morza pionowym klifem. (Ale to tylko lokalna osobliwość. Większa część Korsyki jest tak samo granitowa.) Na tym klifie jest miasto Bonifaccio, którego stare mury obronne już oberwały się do morza, a reszta miasta czeka – ze stoickim spokojem – na ten sam niechybny los. Niektóre domy stoją na przewieszonych skałach!


Sardynia 2017


Port w Bonifaccio jest w wąskiej wcinającej się zatoce, która pewnie w niedalekiej geologicznej przeszłości była głębokim jarem rzeki, wciętym w wapieniu, jak nasza dolina Prądnika. W wapiennych klifach są wielkie jaskinie, do których wpływa się stateczkami – byliśmy. W samym miasteczku najciekawszy okazał się cmentarz. Jak z ilustracji jakiejś mistycznej baśni:


Sardynia 2017


Przedostatniego dnia nad „naszym” Porto San Paolo leciały z północy kluczem kormorany:


Sardynia 2017


Nazajutrz polecieliśmy my.


Sardynia 2017


W powrotnej drodze nad Europą było bezchmurnie. Tatry w dole było widać.


Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 9

[foto]1. Wspaniałe! • autor: Maria Piasecka (2017-10-07 09:38:02)

Piękna relacja, z zapartym tchem czytałam o skałach, no i to, co oko wyłapało aparatem urzekające i kuszące! Dzięki, Wojtku.

[foto]2. Dzięki, Mario • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-10-07 14:14:06)

...Za Docenienie. :)
Sardynia faktycznie wciąga. Widzieliśmy może 10%. Chciałoby się tam wrócić.

[foto]3. Czy to Włochy • autor: Przemysław Kapałka (2017-10-08 13:42:51)

Czy to Włochy, czy raczej osobny byt?

[foto]4. Chyba osobny... • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-10-08 16:20:28)

Za mało znam Włochy, żeby twierdzić lub nie twierdzić. Byłem tam teraz (w całym państwie włoskim) ledwo trzeci raz w życiu. Geologicznie: nie Włochy. Kulturowo? Mają osobną historię, ale każdy region Włoch ma osobną. Mają swój język, nawet kilka, ale każdy region ma swój, Sycylia ma swój, Turyn ma swój, Wenecja ma swój, a nawet kilka. Włochy to jednak wielka różnorodność, może największa w Europie. Więc w tych Włoszech w szerokim sensie Sardynia się na pewno mieści. Prócz tego państwo pod królem Wiktorem Emmanuelem II które zjednoczyło Włochy nazywało się "Królestwo Sardynii", więc Sardynia w pewnym momencie działała jako super-Włochy.

5. Niesamowita Wyspa! • autor: (2017-10-09 20:19:23)

Na Sardynii byłem jakoś w 2003 roku i wiem jedno, z pewnością chciałbym tam kiedyś powrócić! Byłem własnym samochodem, a więc udało mi się zjeździć wiekszą część wyspy.Mierząca ponad 300 km długości wyspa kryje w sobie wiele atrakcji, wiele osobliwości przyrodniczych i kulturowych. 3/4 wybrzeża Sardynii jest nie skażona kurortami, dlatego bez trudu można tam znaleźć dzikie plaże na których można sie rozbić namiotem. Duże wrażenie sprawiło na mnie Costa Verde, fragment wybrzeża z najwyższymi wydmami w europie, piasek i pustynna roślinność, klimat jak z westernu! Ogromne wrażenie robią jedne z najdzikszych gór w europie, jazda samochodem, po krętych serpentynach, gdzie po drogach biegają dzikie konie i zdziczałe sardyńskie świnie, wśród wysokich szczytów (dochodzą do 2000 m.n.p), lasy dębów kasztanowych, po drodze wyludnione wsie i opuszczone kopalnie, niepowtarzalny absolutnie klimat. Sardynia to też niepowtarzalne plażę, z jedną z najczystszych wód w całym basenie morza śródziemnego, morskimi grotami i innymi cudami. To także prawdziwa gratka dla miłośników kultur megalitycznych. Na całej wyspie znajduje się około 7 tys.nuraghów, kamiennych cylindrycznych wież sprzed 4 tysięcy lat. Większość z tych megalitycznych budowli jest dostępnych na wyciagnięcie ręki, nie ma barierek ani ogrodzeń, można w ciszy i zadumie kontemplować ich piękno. Sardynia mnie osobiście powaliła na kolana

6. Sardynia a Włochy • autor: (2017-10-09 20:33:35)

Sardynia to administracyjnie Włochy, choć sami sarydyńczycy uważają się za odrębny naród. Język wyspiarzy różni się od włoskiego. Sardyńczycy podobnie jak Korsykanie, Katalończycy czy Baskowie są ludami staroeuropejskimi. Podobnie jak na sąsiedniej Korsyce panują tutaj nastroje separatystyczne, część wyspiarzy chce autonomii i oddzielenia się od kontynetalnych Włoch. Nie sięgają po tak drastyczne środki jak Korsykanie, ale niechęć tą da się zauważyć (do Włochów) podróżując zwłaszcza po górzystym interiorze.

7. Sardyńczycy • autor: (2017-10-14 13:56:32)

Sardyńczycy należą do ludności praeuropejskiej i wykazują podobieństwo do ludzi z Bośni i Finlandii, tam gdzie przetrwały ostatki ludzi, zanim indoeuropejczycy ze stepów Eurazji najechali kontynent:
http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/pol.pie.htm

Sardinians, while being part of the European gene pool, are outliers in the European genetic landscape,[97][98] in part because of particular phenomena that are often found in isolated populations, such as the founder effect and the genetic drift. The data seem to suggest that the current population is derived in large part from the Stone age settlers,[57] with some other minor contributions in the Chalcolithic and the early Bronze age; the contribution, in terms of gene flow, of the historical colonizers appears in fact to be very scarce.[99][100]


8. Ciąg dalszy Sardyńczycy • autor: (2017-10-14 14:03:40)

Recent comparisons between the Sardinians’ genome and that of some individuals from the Neolithic and the early Chalcolithic, who lived in the Alpine (Oetzi), German, and Hungarian regions, showed considerable similarities between the two populations, while at the same time consistent differences between the prehistoric samples and the present inhabitants of the same geographical areas were noted.[101] From this it can be deduced that, while central and northern Europe have undergone significant demographic changes due to post-Neolithic migrations, presumably from the eastern periphery of Europe (Pontic-Caspian steppe) and possibly from Scandinavia,[102] Southern Europe and Sardinia in particular were affected less; Sardinians appear to be the population that has best preserved the Neolithic legacy of Western Europe.[4][5][6]

9. Świetna relacja • autor: Jarosław Koziński (2018-06-03 09:29:44)

Świetna relacja, gratuluję. Ja wybieram się w swoją pierwszą zagraniczną podróż jesienią, rozważam czy do tego Rzymu (który mnie fascynuje od zawsze: jak mała wioska podbiła poło,wę zamieszkanego świata) udać się samolotem, czy autokarem. Nos mi podpowiada, że najlepiej samolotem. Zwrócił moją uwagę pański tekst o górach, mianowicie, że się rozpływają nasze polskie góry i pagórki. Ja mieszkam w Kraju Lessów, gdzie pełno jest wąwozów, i gdzie niedaleko miejsca mojego zamieszkania znajduje się nieczynna cegielnia, będąca żywym muzeum geologicznym. Pozdrawiam serdecznie !