Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2009-08-27

Jerzy Pabian

Samotnik w świecie wielkich wojen - Hermann Hesse
(1877-1962) - fragment książki


Tam gdzie istnieje dzieło historyk nie może postąpić inaczej: łączy je
z życiem twórcy jako dwie niepodzielne połowy jednej, żywej całości


Hermann Hesse "Gra szklanych paciorków"

To co w szkołach nazywają "historią powszechną" i czego trzeba się
tam uczyć na pamięć dla zdobycia wykształcenia, razem ze wszystkimi
bohaterami, geniuszami, wielkimi czynami i uczuciami jest po prostu
oszustwem, wymyślonym przez belfrów dla celów kształcenia i po to,
aby dzieci w ciągu obowiązkowych lat szkolnych były jednak czymś zajęte.
Zawsze tak było i zawsze tak będzie, że czas i świat, pieniądze i potęga
należą do ludzi małych i płaskich, a do innych, do tych właściwych ludzi,
nic nie należy. Nic oprócz śmierci.


Hermann Hesse "Wilk stepowy"


Stereotypy postrzegamy zazwyczaj jako coś podejrzanego, a nawet godnego pogardy, gdyż widzimy w nich przejaw fałszywej świadomości. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że postrzegamy je bardzo stereotypowo. Co nie oznacza oczywiście, że sami ich nie rozpowszechniamy. Mniej lub bardziej świadomie, zarówno je powielamy jak i się im poddajemy. Skąd zresztą mielibyśmy mieć czas by dokładniej zastanowić się nad wszystkim tym, co "wiemy z pewnością", lub chociaż tak "mniej więcej", lub o czym po prostu "wypada coś wiedzieć"? Irytacja, jaką wzbudzają stereotypy wynika zresztą, jak się wydaje w dużym stopniu także z faktu, że rzeczywistość często potrafi całkiem nieoczekiwanie przyznać im rację, potwierdzić ich prawdziwość i wystrychnąć nas w ten sposób na dudka[1].

Większość biografii artystycznych koncentruje się na opisie zmagań jakie ich bohater - Artysta, Twórca prowadzić musiał z otoczeniem (rodziną, szkołą, Kościołem), z nawykami myślenia i z zasklepieniem intelektualnym i politycznym epoki w jakiej przyszło mu żyć.

Można też powiedzieć, że jednym z najbardziej żywych stereotypowych wyobrażeń jest artysta, pisarz, poeta, który poświęca całe swe życie w imię realizacji ideałów prawdy i piękna, który rzuca na szalę swą czystą osobowość przeciwko uprzedzeniom i drobnomieszczańskiemu zakłamaniu. To w istocie romantyczne przekonanie towarzyszy przynajmniej od dobrych dwustu lat życiu artystycznemu i wydaje się być właściwie kamieniem węgielnym nowoczesności, czyli epoki zachwytu nad kulturą, w którym zachwyt nad artystą wcale nie jest mniejszy niż zachwyt nad jego dziełem, ba, często właśnie artysta i jego wewnętrzne zmagania stają się przedmiotem o wiele głębszego zainteresowania.

hesse_01.jpg

Od śmierci autora Gry szklanych paciorków, książki, która przyniosła mu w 1946 roku Literacką Nagrodę Nobla minęło już prawie pięćdziesiąt lat, ale Hesse nie stał się, tak jak na przykład Rudolf Eucken (Nobel 1908), czy Gerhard Hauptmann (Nobel 1912) pisarzem znanym jedynie germanistom lub historykom literatury. Jest nadal masowo czytany i wydawany. Jego utwory przełożono już na ponad 70 języków świata, a ogólny nakład książek "samotnika", jak lubił o sobie mówić, dawno przekroczył 120 milionów egzemplarzy. Żaden inny niemieckojęzyczny pisarz XX wieku, nawet Tomasz Mann, nie był tak często drukowany[2].

Trudno ogarnąć twórczość Hessego. Wydane dotychczas Dzieła wszystkie liczą ponad 14 000 stron, a wydawnictwo Suhrkamp zapowiada w najbliższym czasie kilka nowych tomów korespondencji z ponad 50 000 (sic!) listami, z tego ponad 17 000 autorstwa pisarza[3]. Jeszcze trudniej przedstawić jego osobę, gdyż w odróżnieniu od "klasycznego kryminału", w którym o "zbrodni doskonałej" mówi się, gdy na miejscu zbrodni nie można odnaleźć żadnych śladów, to z Hermannem Hessem problem polega na ich nadmiarze. Na olbrzymiej liczbie tekstów, wtrąceń, komentarzy i listów, na tym, że autor wielokrotnie pisał o swoim życiu, zawsze coś zmieniając i oczywiście zawsze coś ukrywając[4].

Nie jest wcale łatwo go poznać, gdyż całe swe długie życie poświęcił na "zostawianiu śladów", na niejako "historyzowaniu" swej osoby, na budowaniu obrazu wędrowca, mitu samotnika i pielgrzyma. Pewne jest jednocześnie, że jedyną rzeczą, która go naprawdę interesowała była jego własna twórczość - poszukiwanie samego siebie. Dlatego zbierał i drobiazgowo dokumentował wszystko to, co napisał. A pisał przez prawie siedemdziesiąt lat i to prawie o wszystkim. Pisał poezje i opowiadania, recenzje i krytyki, nowele i powieści oraz korespondował latami z tysiącami ludzi: wydawcami, artystami, a wreszcie starał się zawsze odpowiadać na listy swych czytelników... Tak naprawdę, to marzył o tym, "aby doba miała sto godzin, i aby w jej czasie jak wieloręki Sziwa móc pisać bez wytchnienia, prowadzić jednocześnie dziesięć, a nawet dwanaście dzienników np. Dziennik Narodzin, Dojrzewania, Szkoły, Przyrody, Rodziców, Dziecka, Sztuki, Malarstwa, Filozofii Wschodu, itd., aż nawet po Dziennik Samobójcy"[5].

Jeden z bliskich przyjaciół młodego pisarza, Ludwig Finckh, pisał o nim, że "miał on wiele twarzy i jak często przychodziło mi to stwierdzać więcej niż jedną duszę. Miał dwa, trzy, sto oblicz i potrafił je błyskawicznie zmieniać"[6]. To stwierdzenie z pewnością bliskie jest prawdy, szczególnie, jeśli dodać, że zarówno Ludwig Finckh, jak i cytująca jego wypowiedź, Eike Middell wpadają nieświadomie w jedną z wielu niezliczonych pułapek, jakie zastawał na swych czytelników Hermann Hesse, który dokładnie tymi samymi słowami opisuje w Wilku stepowym Harry'ego Hallera.

"Określenie człowieka tak zróżnicowanego jak Harry naiwnym podziałem na wilka i człowieka jest beznadziejną, dziecinną próbą. Harry nie składa się z dwóch istot, lecz ze stu, z tysięcy. Jego życie balansuje, jak życie każdego człowieka, nie tylko między dwoma biegunami, ale między tysiącami, między niezliczonymi parami biegunów"[7].

Książki Hermanna Hessego to najczęściej przetworzone autobiograficzne relacje o rozterkach, bólu i samotności autora. Ich bohaterowie nie chcą, tak jak i on "łatwego życia, łatwej miłości i łatwej śmierci"[8], chociaż często przychodzi im "wieść żywot samobójcy"[9].

U Hessego jednostka zaczyna samodzielnie myśleć, poznaje świat i samą siebie nie poprzez neutralny ogląd, czy jakby chciał tego na przykład Platon przez zdziwienie, ale przez konflikt i ból. Dojrzałość i poznanie można zdobyć, jego zdaniem, jedynie poprzez przeżycie bólu, przez zetknięcie się z trudem istnienia.

Prawdziwe próby, poważne próby egzystencjalne nie mogą nie przynieść bólu a nawet rozpaczy, powie Hesse, akcentując wyraźnie tragizm "nie tyle losu ludzkiego jako przeznaczenia, ile kondycji człowieka poszukującego prawdy, dobra i szczęścia, a zarazem na tyle wrażliwego i mającego wyobraźnię, że nie oszukującego się"[10]. Jak pisze Hesse "[...] rozpacz jest rezultatem każdej poważnej próby zrozumienia i usprawiedliwienia życia ludzkiego. Rozpacz jest rezultatem każdej poważnej próby, by żyć cnotliwie, sprawiedliwie i rozumnie i spełniać wymogi życia. Ci, którzy nie znają rozpaczy są dziećmi, ci którzy przekroczyli jej granicę stają się >Przebudzonymi<"[11]. Ta wizja swej roli jako inspiratora "przebudzenia" artykułowana była przez pisarza wielokrotnie i wielokrotnie też powtarzał za Carlem Gustavem Jungiem, że "łatwiej przeniknąć wszechświat niż samego siebie". (Oczywiście już u Heraklita znajdziemy myśl, iż "Nawet gdybyś przewędrował wszystkie ścieżki, nie odkryjesz granic duszy - tak głęboki jest jej logos.)

W jednym z listów do czytelnika, który pytał o sens i cel zakończenia "Gry szklanych paciorków", to znaczy prawdopodobnej śmierci Józefa Knechta Hesse pisał: "Właściwie nie jest istotne czy jest Pan w stanie pojąć i zaaprobować swym rozsądkiem śmierć Knechta, gdyż owa śmierć już zaczęła na Pana oddziaływać. Pozostawiła ona mianowicie w Panu, tak zresztą jak i w Tito, swoje żądło nie dającego się już w żaden sposób wymazać ostrzeżenia. Wywołała, lub wzmocniła w Panu duchową tęsknotę i duchową świadomość, które będą już zawsze na Pana oddziaływać, także wtedy, gdy już dawno zapomni Pan o mojej książce, czy o swoim liście do mnie. Niech się Pan stara wsłuchiwać w ten głos, który teraz dociera już do Pana nie z książki, ale z Pana własnego wnętrza. I niech da się Pan mu prowadzić"[12].

Jeśli sztuka ma pomagać poznać własne "ja", a w to wierzył autor Demiana, to musi rozpoznać i wgłębić się w ból. Idąc dalej możemy doszukać się w twórczości Hessego estetycznej konstrukcji określanej mianem chrystologii sztuki: oto sztuka bierze na siebie cierpienie i grzechy tego świata. Sztuka (a razem z nią oczywiście Artysta) przejmuje niejako rolę Zbawiciela. Artysta staje się Zbawicielem, gdyż prawdziwa twórczość to powołanie, to misja nadawania światu sensu. Zdaniem Hessego, tak jak muzyk ma "zamienić chaos świata w sens muzyki"[13], tak poeta powinien zaprosić czytelnika do "magicznego teatru" dla wszystkich, ale nie dla każdego, aby mógł on poznać w nim tajniki "gry szklanych paciorków". Misją sztuki, jest wspomaganie rozwoju osobowości, rozwoju własnego ja. Sztuka ma pomóc wszystkim zagubionym i załamanym w tym, by uwierzyli, że najważniejsze jest jeszcze przed nimi, że tak naprawdę to życie zaczyna się dopiero wtedy, gdy wbrew wszystkim zaczynamy samodzielnie iść swoją drogą.

Nie jest to łatwe zadanie, tym bardziej, że Artysta bardziej niż inni kuszony jest przez nowe idee i atrakcje nowoczesności. Ale dlaczego miałoby mu być łatwo? Nie, nie powinno być łatwo i wcale nie trzeba przecież zabiegać o to, by być "nowoczesnym".

Poeta (Dichter) tym różni się od literata (Literat), że nie chce być modny, nie chce się za wszelką cenę podobać, że nie umizguje się do swych czytelników. "Poeta nie powinien kochać publiczności, ale ludzkość (nawet, jeśli ta w zdecydowanej większości nie czyta)"[14]. Oto wezwanie Hessego, który jednocześnie przekonany jest, iż "na co dzień najlepsi milczą"[15], że najgłośniejsi są właśnie ci, którzy nie mają w istocie nic do powiedzenia, bo wyćwiczyli się jedynie w bywaniu w towarzystwie, w chodzeniu "od jednego do drugiego, zatrzymywaniu się przy każdym na minutę, na chybił trafił, prawieniu kobietom grzeczności, zwracaniu uwagi równocześnie na filiżankę herbaty, dwie rozmowy i utwór fortepianowy, i potrafią zachować przy tym zainteresowaną i rozbawioną minę"[16]. Kołtuństwo aspirujące do "kulturalnego życia" i "elegancji" to stale powracający temat, przy którym pisarz nie odmawia sobie prawie nigdy prawa do sarkastycznych uwag: "Przymus prowadzenia rozmów o literaturze albo sztuce był dla mnie czymś strasznym. Widziałem, że na te tematy bardzo mało myślano, bardzo dużo łgano, a w każdym razie niezmiernie dużo gadano. Kłamałem więc także i ja, ale nie sprawiało mi to przyjemności i uważałem takie bezużyteczne przelewanie z pustego w próżne za rzecz nudną i upadlającą"[17].

W jednym z wczesnych opowiadań bohater, który i tym razem jest kolejnym alter ego pisarza, młodym mającym ambicje literackie chłopcem, autor dochodzi do "szczerego, pełnego autoironii wniosku", że: "wcale nie byłoby źle powstrzymać się od pisania i oszczędzić trochę papieru jeśli tylko odczuwa się, że nie ma się właściwie niczego ciekawego do powiedzenia", gdyż można nosić się wprawdzie z ambitnym zamiarem napisania czegoś w stylu Tako rzecze Zaratustra, ale "każda próba poważniejszego zajęcia się trochę bardziej wyrafinowanymi książkami, nie tylko pożera mnóstwo czasu i sił, ale kończy się również całkowitym zwątpieniem i upadkiem na duchu, jako że potwierdza się jeszcze raz, iż te wszystkie najciekawsze i najbardziej wysmakowane kwestie zostały już napisane przez kogoś innego"[18].

Twórczość Hermanna Hessego cechuje się zdumiewającą konsekwencją. Bohaterowie wszystkich jego utworów wydają się być bardzo podobni do autora, ciekawi świata, zachwycający się pięknem przyrody, ale czujni i pragnący zachować dystans wobec świata ludzi. Wobec bliźnich pozostają niezależni i jakby wycofani. Tak jak każdy pragną wprawdzie akceptacji i uznania, ale nie walczą zawzięcie o sukces, nie chcą nad nikim panować, nie chcą imponować i błyszczeć w "wielkim świecie".

Czy chodzi o Petera Camenzinda, czy o Josefa Knechta, czy też o któregoś innego, w ich działaniach prawie zawsze możemy dostrzec naturalny zachwyt nad życiem niezależnym od tzw. nowoczesności, nieufność wobec oficjalnych autorytetów i gotowość do wycofania się, do odejścia. Zdrowe, skromne życie gdzieś w głębi gór, gdzie godzinami można obserwować piękny taniec chmur, gdzie jest się w codziennym kontakcie z żywiołami ma w sobie coś na kształt sentymentalnej próby powtórzenia recepty na szczęście, propagowanej od dawna przez Jana Jakuba Rousseau, a jednocześnie budzi wątpliwość co do prawdziwości tych literackich postaci. Pierwsi krytycy Petera Camenzinda nie chcieli na przykład uznać, że oto bohater powieści, ten wykształcony światowiec, który odnosił sukcesy w Paryżu, Monachium, Zurychu i innych metropoliach Europy, który przez lata poruszał się z taką swobodą w całym "wielkim świecie" naprawdę mógłby odnaleźć zadowolenie i sens życia w prowadzeniu dla dwudziestu, czy trzydziestu górali, nie dającej absolutnie żadnego dochodu winiarni, a właściwie prymitywnej karczmy w jakiejś beznadziejnej, zapadłej, leżącej w wysokich Alpach, wiosce[19].

Także rezygnacja Josefa Knechta ze stanowiska magistra ludi może wydać się jakoś trudna do zaakceptowania, choć tutaj sprawa jest o tyle łatwiejsza, że sama baśniowość Kastalii jako "magicznej prowincji edukacyjnej" uwalnia niejako czytelnika od obowiązku zastanawiania się tak bacznie nad "rzeczywistością", czy "realnością postaci", skoro w Grze szklanych paciorków wszystko jest przecież jedynie magicznym symbolicznym znakiem.

Hesse przekonany jest, że każdy człowiek ma możliwość tak zewnętrznego jak i wewnętrznego rozwoju i że głównym problemem, przed którym każdy z nas staje i stanąć musi, jest zachowanie w procesie rozwoju osobowości równowagi. "Nowoczesność", którą Hesse określa jako okres "wkrótce po 1900 roku, jeszcze w dobie największego rozkwitu felietonu", kiedy zaczęła dominować "zrezygnowana postawa wobec żywotności okresów kultury"[20] zasypuje nas jednak tak olbrzymią ilością informacji i całkiem wobec naszego życia zewnętrznych obowiązków i zainteresowań, że dominować zaczyna postawa obsesyjnego poszukiwania nowości, przy jednoczesnym powszechnym "braku uporządkowania świata wewnętrznego". Tak oto narasta stale zagrożenie, że współczesny, kierowany chęcią dostosowania się do świata zewnętrznego, człowiek, zaczyna zaniedbywać swe życie wewnętrzne, że mniej lub bardziej świadomie rezygnuje ze swego prawdziwego "ja". W ten sposób otwiera się droga do "ucieczki od 'ja'", czyli "ucieczki od wolności". Coraz więcej ludzi zaczyna szukać swego miejsca w świecie poprzez neurotyczną identyfikację z "my", poprzez ucieczkę i wyparcie się niejako swego własnego niepowtarzalnego "ja". I oto ludzie zmieniają się w masy. Coraz mniej jest rozmowy, a coraz więcej komend.

Konflikty i wojny XX-go wieku to, zdaniem Hessego, tragiczny wyraz "niemożliwości zrozumienia drugiego człowieka", jako że "w zasadzie każdy człowiek na Ziemi może porozumieć się z drugim człowiekiem, ale można też twierdzić, iż w ogóle nie ma na całym świecie dwóch ludzi, pomiędzy którymi możliwe jest prawdziwe, pełne, intymne, porozumienie i przekaz - a przy tym pierwsze twierdzenie jest równie prawdziwe, jak drugie. Oto yin i yang, dzień i noc; oba mają rację, o nich obu należy w odpowiednim czasie przypominać"[21].

Pisarz starał się z zasady unikać rozważań "o ludziach", czy "ludzkości", gdyż przekonany był, że "zamiast abstrakcyjnej ludzkości warto poznawać i zgłębiać jednostki", ale i to, jak zauważał, nie daje takiej radości i jak "obserwacja chmur i fal" zbyt często bowiem obserwacja człowieka prowadzić może do odkrywania niestety "śliskiej galarety zakłamania". Jak opisał to autor Petera Camenzinda: "Ze zdumieniem spostrzegłem, że człowiek różni się od reszty przyrody przede wszystkim tą jakąś śliską galaretą zakłamania, która otacza go i chroni. Wkrótce zaobserwowałem u wszystkich moich znajomych to samo zjawisko - będące wynikiem okoliczności, że każdy zmuszony jest reprezentować jakąś osobowość, jakąś wyraźnie zarysowaną postać, gdy tymczasem nikt nie zna swej najgłębszej istoty. Z dziwnym uczuciem stwierdziłem to samo u siebie, wobec czego porzuciłem zamiar zgłębienia ludzi do dna. U większości z nich galareta była dużo ważniejsza. Znajdowałem ją nawet już u dzieci, które stale, świadomie lub podświadomie, wolą grać jakąś rolę niż objawiać się bezpośrednio i bez osłonek"[22].


Jerzy Pabian


Niniejszy fragment - początek - wzięty z książki "Samotnik w świecie wielkich wojen, Hermann Hesse (1877-1962)", wyd. Wydawnictwo ASKON, Warszawa 2009. W Tarace za uprzejmą zgodą Autora.



Przypisy

⇐ [1] Edward T. Hall, Poza kulturą, PWN, Warszawa, 1984

⇐ [2] Hubert Spiegel, Die Woge wollt, es wallt die Quelle, Frankfurter Allgemeine Zeitung 25.11.2005, s. L1 (Przy okazji warto dodać, że łączny nakład książek najpopularniejszego polskiego pisarza ubiegłego wieku, Stanisława Lema, ocenia się na 24 miliony egzemplarzy).

[3] Szacuje się, że H. Hesse napisał ponad 35 tys. listów do swoich czytelników, ale jedynie połowa się zachowała. Michael Limberg, Hermann Hesse. Leben, Werk, Wirkung, Suhrkamp BasisBiographie, Suhrkamp Verlag, Frankfurt am Main 2005, s. 8

⇐ [4] "[...] nie zapominamy również, iż spisywanie dziejów, choćby dokonywane jak najtrzeźwiej i z najlepszą wolą rzeczowości zawsze pozostaje literaturą, a trzecim jego wymiarem jest fikcja". H. Hesse, Gra szklanych paciorków, PIW, Warszawa 2004, s. 52

⇐ [5] H. Hesse, Tagebuch 1920/1921, w: H. Hesse, Eigensin, Bibliothek Suhrkamp, Frankfurt am Main 1970, s. 121

⇐ [6]L. Finckh, Himmel und Erde, Stuttgart 1961, s. 40; cyt. za E. Middell, Hermann Hesse. Die Bilderwelt seines Lebens, Recklam Biografien, Verlag Philipp Reclam jun. Leipzig 1981, s. 79

⇐ [7] H. Hesse, Wilk stepowy, przełożyła Grażyna Mycielska, posłowie Hubert Orłowski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1984, s. 44; H. Hesse, Der Steppenwolf, Aufbau Verlag, Berlin und Weimar 1981, s. 137 "[...]dass es nur eine Einbildung von Harry sei, wenn er glaubt, eine oder zwei Seelen zu haben, aus einer oder zwei Persönlichkeiten zu bestehen. Jeder Mensch besteht aus zehn, aus hundert, aus tausend Seelen....

[8] Tamże, s. 178

[9] Tamże, s. 27

[10] M. Jaworska, L. Witkowski, Przeżycie-Przebudzenie-Przemiana. Inicjacyjne dynamizmy egzystencjalne w prozie Hermanna Hessego, Bydgoszcz, Kraków, Szczecin 2007, s. 31.

[11] H. Hesse, Podróż na Wschód, przełożył Jerzy Prokopiuk, PIW, Warszawa 2004, s. 72

[12] H. Hesse, "Die neue Rundschau" zeszyt 10, 1948, s. 244-245; cyt. za: Hermann Hesse im Spiegel der zeitgenössischen Kritik, red. Adrian Hsia, Francke Verlag, Bern und München 1975, s. 440

[13] H. Hesse, Tagebuch 1920/1921..., s.123

[14] H. Hesse, Gruss aus Bern, [w:] H. Hesse, Eigensin..., s. 92

[15] Tamże.

[16] H. Hesse, Peter Camenzind, PIW, Warszawa 1994, s. 84

[17] Tamże

[18] H. Hesse, Karl Eugen Eiselein, [w:] H Hesse, Erzählungen, Aufbau Verlag, Berlin und Weimar 1979, s. 162

[19] Adrian Hsia, red. Hermann Hesse im Spiegel der zeitgenössischen Kritik, Francke Verlag, Bern und München 1975, s. 38. Stefan Zweig w recenzji z 1904 r. pisze o Camenzindzie z uznaniem, tak co do stylu, jak i do języka, porównuje z poetyką Gottfrieda Kellera, a nawet stwierdza, że autor "lekkim krokiem wchodzi w obszary pełnej miłości do świata, które Spinoza z trudem wykreśla nam jako czystą mądrość more geometrico", ale stwierdza również: "Nie jest to powieść we wszystkich obszarach dokończona. Hesse opowiada swą historię jak wziętą ze snu, a nie z prawdziwego życia". Eugen Reichel (także w 1904 r.) stwierdzał natomiast, że porównanie z Gottfriedem Kellerem jest złudne, jako że Keller umiał prowadzić opowieść ("fabulieren") podczas gdy "Hesse nie umie prowadzić narracji i skomponować opowieści. Jego sposób pisania polega na posługiwaniu się pewnego rodzaju aforyzmami i właściwie można byłoby w uprawniony sposób uznać całą tę książkę za jeden aforyzm, gdyby nie fakt, że aforyzm potrzebuje jakiejś puenty, a tej Peterowi Camenzindowi niestety brakuje"(s.47)

[20] H. Hesse, Gra szklanych paciorków, PIW, Warszawa 2004, s. 27

[21] Tamże, s. 351

[22] H. Hesse, Peter Camenzind,.... s. 110


Jerzy Pabian

Komentarzy nie ma.