Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-02-08

Wojciech Jóźwiak

Samorodni szamani

Bardzo ciekawy jest artykuł Nesa Havasona Schizofreniczny szaman, dezintegracja osobowości (w Tarace). Pisze on tam o pojawianiu się samorodnych szamanów, a raczej samorodnych, spontanicznych procesów dziejących się u niektórych ludzi, które dawniej prowadziłyby by ich na ścieżkę szamańską, a dzisiaj są diagnozowane jako psychoza i leczone, czyli naprawdę: tłumione. Ludzie obdarzeni „szamańskim przeznaczeniem” są brutalnie kastrowani ze swoich możliwości. Sprawa ta budzi kilka pytań.

1) „Tradycja szamańska została niemal doszczętnie wytępiona w kulturze Zachodu”, pisze Nes Havason. Ale czy winna temu jest religia chrześcijańska, a później światopogląd naukowy i posłuszna mu psychiatria? Są przesłanki, że proces „tępienia szamanów” – „szamanocydu”, shamanocide – zaczął się i zaszedł dużo wcześniej, już w fazie przejścia na rolnictwo. Kultury szamańskie przeważnie nie są rolnicze, albo – jak u Huiczolów lub Mandżurów – rolnictwo jest tam odbierane jako kulturowa nowość, pamięta się, że przodkowie żyli inaczej, uprawę roli przynieśli obcy, a prawdziwe życie nie polega na czekaniu, aż zasiane wzejdzie itd. Pytanie brzmi: co takiego jest i było w rolnictwie, że skutkowało zanikiem szamanizmu? Co jest takiego w szamanizmie, że „nie żeni się” z rolnictwem?

Dawni rolnicy mieli swoją magię, ale ona nie była szamańska. Przez brak, ubóstwo lub marginalność szamanizmu w kulturach rolniczych także u nas, wśród Słowian i innych Europejczyków-rolników szamanizm nie stał mocno również zanim przyszli chrześcijanie.

2) Czy faktycznie jest tak, że ludzie o nie-zwykłych dyspozycjach psychicznych – uzdolnieni wizyjnie, ekstrasensywnie i trans-realnie – „teraz mają źle” (bo są psychiatrycznie prostowani), a dawniej „mieli dobrze” (bo rozwijali się i kształcili na szamanów, mieli przygotowaną szamańską ścieżkę czy karierę)?

Na to pytanie nie odpowiemy przez spekulacje – tu konieczne są badania etnologów. Potrzebna jest znajomość faktów: tego, jak psycho-odmieńcy byli faktycznie traktowani w pierwotnych kulturach. Czy raczej awansowali na mistrzów-szamanów, czy służyli za plemiennych klaunów, czy staczali się do wioskowych głupków? Wiedząc, jak dwuznaczna zawsze była pozycja „odmiennych” – po łacinie varius, skąd wariat – można się spodziewać, że nie zawsze awansowali i zyskiwali autorytet. Pierwotnych kultur opisano kilkaset, warto by dowiedzieć się, jak faktycznie z tym było. Potrzebna jest znajomość etnopsychiatrii – pisałem już o tym kiedyś w tym blogu.

3) Czy rzeczywiście osoby diagnozowane przez lekarzy jako psychotycy, są powołane zostać (w sprzyjających warunkach) szamanami? Czy mają ów „szamański potencjał”, który czeka na rozwinięcie? Chciałoby się, żeby tak było, ale realia podpowiadają, że jest inaczej: przeważnie osoby, które przechodzą „psychotyczną inicjację” przylgiwają do światopoglądu religijno-chrześcijańskiego i w takim religijnych kodzie ujmują swoje doświadczenia: objawia im się Bóg lub sami tym bogiem są, napastują ich szatani, czują swoją misję jako zbawiciele. Zapewne jest tak, że pojęcia i wyobrażenia wdrukowane w dzieciństwie wyświetlają im się ze wzmożona siłą, podczas gdy egzotyczny szamanizm do nich nie dociera. Czasem to psychotyczne chrześcijaństwo ma domieszkę okultystyczną.

Zapewne więc nie jest tak prosto, że każdy psychotyk (lub ich większość) będąc w fazie deizntegracji tylko czeka by zostać uczniem szamana – raczej dotyczy to bardzo nielicznych.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 2

[foto]1. Szamanizm, religia, schizo. • autor: Wojciech Jóźwiak (2011-02-10 09:21:03)

Nes, oczywiście się zgadzam, że szamanizm zanika w kulturach rolniczych, ponieważ w nich rozwija się zinstytucjonalizowana religia. Tylko nadal pozostaje nieodpowiedziane pytanie, dlaczego tak się dzieje? Co jest takiego w agrarnych religiach, że wypierają szamanizm i nie pozwalają szamanom rozwijać swoich talentów, a w końcu robią z nich opętanych i chorych? Mam wrażenie że tego uporczywie nie wiemy. Odpowiedzi na to pytanie raczej nie dostaniemy przez zgadywanie. To jest zadanie na poważne badania „terenowe”. Możliwe, ze ten problem już ktoś kiedyś postawił i odpowiedzi są, tylko nie czytałem książek odpowiednich autorów. Dalej, wydaje mi się, że dobrym miejscem do badań i porównań byłaby Północna Ameryka z Meksykiem, gdzie była cała gama kultur, od typowo szamańskich Eskimosów-Inuitów, przez „demokratyczny szamanizm” Indian Prerii, magiczne stowarzyszenia Tlingitów, Kwakiutlów i innych „Wybrzeżan”, agraryzm rolników i pół-rolników Południa Stanów, aż do masowych krwawych religijnych szaleństw Azteków.

Drugie pytanie, na które odpowiedzieć mogą tylko solidne badania: Jaką treść – faktycznie – mają dzisiejsze fantazje schizofreników? Obaj piszemy o maniach religijnych („obowiązkowo” schizofrenicy czytają Biblię!), ale to pytanie wymaga również „terenowych” badań.

[foto]2. Kaftany i pigułki • autor: Nes W. Kruk (2011-02-08 18:04:45)

co takiego jest i było w rolnictwie, że skutkowało zanikiem szamanizmu? Co jest takiego w szamanizmie, że „nie żeni się” z rolnictwem?

Może to, że kulturze agrarnej (zazwyczaj?) towarzyszy zinstytucjonalizowana religia? Kultem obdarza się bóstwo lub bogów, a duchy stają się jego/ich posłańcami, albo przeciwnikami (czyli ci "nasi" szatani, diabły). Rolę szamana przejmuje kapłan, który jest ściśle związany z konkretnym bóstwem i działa w jego interesie. Szaman jest pośrednikiem CAŁEJ społeczności duchów i działa w interesie zarówno ludzi jak i duchów. Czasem zdarza mu się walczyć, np z duchem choroby lub z jakimś wrednym bytem, który opęta człowieka, ale walka ta odbywa się według konkretnych zasad gry. Częściej mamy do czynienia z typem trickstera niż stricte złym szatanem. Poza tym kultura agrarna już z samej zasady staje w opozycji do natury. Owszem, rolnik musi znać naturalne rytmy (pory roku, okresy suszy i deszczu, wylewania rzek), ale przestrzeń pod orkę wydziera naturze karczując lasy, zmieniając bieg rzek, itp. Społeczność, w której funkcjonuje szamanizm w swojej pierwotnej formie jest częścią natury. Od niej zależy przetrwanie ludzi, więc równowaga między światem ludzi i duchów natury jest bardzo ważna. Kultura agrarna (państwo) dba tylko o swój własny interes. Nie jestem historykiem, ale podejrzewam, że proces przejścia od szamanizmu do kapłaństwa odbywał się stopniowo wraz ze wzrostem znaczenia konkretnych duchów-demonów, które zdobywały rangę bogów. Przykład Jahwe, który zrobił karierę zaczynając jako demon pustynny a kończąc jako stwórca wszystkiego. Zresztą inne miasta-państwa też miały swoich stwórców wszystkiego i ojców narodu.

Dawni rolnicy mieli swoją magię, ale ona nie była szamańska. Przez brak, ubóstwo lub marginalność szamanizmu w kulturach rolniczych także u nas, wśród Słowian i innych Europejczyków-rolników szamanizm nie stał mocno również zanim przyszli chrześcijanie.

U nas mamy do czynienia raczej z czarowstwem, które ma znamiona szamanizmu. Dla mnie to tylko terminologia która nie ma większego znaczenia w praktyce magicznej choć ktoś z podejściem naukowym pewnie znalazłby też i różnice. Nie wiadomo jak wyglądała inicjacja wiedźm. Dzisiejsze czarowstwo to twór na równi z neoszamanizmem. Jednak sądzę, że rdzeń był taki sam - uzdrawianie, życie na granicy świata duchów i ludzi.

przeważnie osoby, które przechodzą „psychotyczną inicjację” przylgiwają do światopoglądu religijno-chrześcijańskiego i w takim religijnych kodzie ujmują swoje doświadczenia: objawia im się Bóg lub sami tym bogiem są, napastują ich szatani, czują swoją misję jako zbawiciele.

Zwyczajnie brakuje im mapy, którą posiadają kultury pierwotne. Poza tym dochodzi do specyficznego konfliktu - magia przez KRK uznawana jest za zło. Koniec kropka. Chrześcijaństwo i prawo starego testamentu wszelką magię uważa za pochodzącą od złych duchów (w przeciwieństwie do szamanizmu) i karze śmiercią. W biblii stoi jasno - wszystkich wróżbitów, magów, rozmawiających ze zmarłymi trzeba zabić. Wynika z tego, że te praktyki były obecne jeszcze wśród Izraelitów, a kapłaństwo je tępiło. Jedynie słuszną magią była ta, która pochodziła od bóstwa, któremu służył kapłan.

Zapewne jest tak, że pojęcia i wyobrażenia wdrukowane w dzieciństwie wyświetlają im się ze wzmożona siłą, podczas gdy egzotyczny szamanizm do nich nie dociera.

A jedyne co dociera to paradygmat psychiatryczny i/lub chrześcijański. Proszę sobie wyobrazić, przez co przechodzi człowiek słyszący głosy, który wierzy, że głosy te oznaczają, że jest chory psychicznie, albo że pochodzą od szatana. Taki ktoś z góry skazany jest na porażkę. Do tego dochodzi silny konflikt wewnętrzny który może doprowadzić nawet do samobójstwa. Nie mówiąc już o wizjach.

Czasem to psychotyczne chrześcijaństwo ma domieszkę okultystyczną.

Katolicyzm w ogóle to ciekawy mix, jeśli chodzi o magię. Bardzo wiele rytuałów jest magiczny. Ostatnio u znajomego czytałem karteczkę, którą rozdaje ksiądz przy kolędzie. Na rewersie zapisane było regularne zaklęcie magiczne, tyle że w terminologii chrześcijańskiej. Szeptunki na kresach wschodnich stosują zaklęcia w których odnoszą się do świętych, ale z powodzeniem moglibyśmy zmienić imiona na jakieś niechrześcijańskie. Rytuały katolickie są magiczne, ale za magiczne ich się nie uważa, bo pochodzą od "stwórcy". Tym czasem każdy, kto zajmuje się magią, bez trudu odnajdzie techniki magiczne w praktykach KRK, że wspomnę tu eucharystię, mszę, egzorcyzm, chrzest, czy ostatnie namaszczenie. Tego jest naprawdę mnóstwo. Czy to nie dziwne, że religia zwalczajaca magię sama magią się posługuje?

Zapewne więc nie jest tak prosto, że każdy psychotyk (lub ich większość) będąc w fazie deizntegracji tylko czeka by zostać uczniem szamana – raczej dotyczy to bardzo nielicznych.

Też mi się tak wydaje, co zresztą podkreślałem, ale brakuje nam dowodów na to. Z tej prostej przyczyny, że wszystkich, którzy mają wizje, słyszą głosy, rozmawiają z duchami, są wrzucani do jednego worka. Sama klasyfikacja schizofrenii budzi wiele zastrzeżeń. Generalnie lecząc schizofrenię nie bada się etiologii tylko leczy objawy. Efekt jest podobny jak w przypadku leczenia sezonowego przeziębienia za pomocą "lekarstw" dostępnych bez recepty albo łupieżu za pomocą szamponów "usuwających widoczne objawy łupieżu". Jak w tym wszystkim wyłuskać osoby, które mogą pełnić funkcję uzdrowiciela? Przecież ktoś, kto sam przeszedł "na drugą stronę" uważany jest z góry za osobę niegodną zaufania (Kępiński, Jung). Trzeba by zrewidować od podstaw teorię choroby psychicznej i sposobów jej leczenia, na co się nie zanosi. Ze świecą szukać psychiatry, który zechciałby współpracować z szamanem. Wierzę, że taki rewolucjonista spotkałby się z murem sprzeciwu, co jest typowe w środowisku akademickim.

Problemem jest też to, że ktoś, kto chce zachować status społeczny niechętnie będzie się przyznawał do stanów psychotycznych. Nie ważne, że nauczy się je kontrolować, co jest elementem szkolenia szamańskiego.
Można by tu postawić na powrót pytanie: czy w naszym społeczeństwie są szamani?Czy są potrzebni, skoro mamy psychologów, polityków i kapłanów? Ale pewnie pytanie rozbije się o definicję. Więc czym jest szamanizm?