Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-12-22

Porcelanka

Ryba bez głowy w stawie, współpraca z rybami

Byłam przed domem rodziców byłego męża, tyłem i w pewnym oddaleniu od domu, w ogródku ogrodzonym niewysokim płotem, na chodniku betonowym, niedaleko furtki, która jest naprzeciwko domu. Po obu stronach chodnika były pośród zieleni trawnika dwa małe stawy z dużymi rybami.

    Najpierw znalazłam się w pobliżu tego stawu po prawej stronie. Przyglądałam się rybom w nim pływającym. Ta, na którą zwróciłam uwagę, była potężna, ponad metrowa, ciemna, o wydłużonym pokroju, jak szczupak, ale nie wiem, jaki to był gatunek. Była dłuższa niż szerokość stawu, więc zawracając, zginała się. Pływała częściowo po powierzchni. I gdy taki zwrot robiła w połowie stawu, to chlapało kroplami wody i bałam się, że te krople wody na mnie spadną, bo bałam się brzydkiego zapachu rybiego, więc odsuwałam się nieco. (Po obudzeniu się zdałam sobie sprawę, że ryba ta wyglądała na wypatroszoną i bez głowy. Przednia dolna część jej ciała była rozchylona, jak u rozciętej, wypatroszonej ryby. Ale we śnie nie wydawało mi się to dziwne).

    Potem stałam z powrotem na chodniku, a koło mnie były mąż coś do mnie mówił (w realu jest to mój – można powiedzieć – prześladowca). Podjechał jakiś samochód drogą od prawej strony.

    Następnie, w kolejnej „scenie” snu, tamtego samochodu już nie było, ex-męża też. Usiadłam na czymś naprzeciw zamkniętej furtki, podparłam głowę na dłoniach (a łokcie spoczywały na kolanach) i wypatrywałam przyjazdu samochodu, patrząc w prawo na drogę, która wiodła pod górę (jest to ulica od roku wybrukowana, ale przedtem była piaszczysta i we śnie też). Czułam się bardzo samotna.

    W następnej scenie unoszę się w powietrzu kilka metrów ponad tym stawem po lewej stronie, po czym spadam w dół ku dużym rybom, które ustawiają się w szyku - w kółku, wystawiając nad wodę głowy, na których mam wylądować nogami (jak w sztuczkach z delfinami). Trochę się obawiam lotu w dół, jednakże mam poczucie, wręcz całkowitą wewnętrzną pewność, że te ryby doskonale współpracują ze mną (mimo że nie było żadnej tresury ani prób) i że ta współpraca jest jakoś „odgórnie” ustalona. „Lądowanie” już mi się nie przyśniło. Te ryby miały głowy. Niektóre ryby były ciemne, inne jasne.

Porcelanka

Komentarzy nie ma.