Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-11-21

Wojciech Puchalski

Rozwijająca się całość z jej bezpieczeństwem
Tezy coraz mniej heretyckie i pełne nadziei

Włodzimierz Zylbertal w swym artykule (Taraka, 18 listopada 2017) zebrał i wyartykułował pewne myśli, które w naszej w pewnym stopniu dekadencko postrzeganej rzeczywistości – jak sam zauważa – krążą nie tylko wokół jego głowy. Pewnie wielu z nas się zgodzi, że podobne, co najmniej niektóre z tych myśli są również naszymi własnymi. Czując się wezwanym do tablicy przez ich autora, jako kontynuację innych naszych dyskusji, opisuję tu własne refleksje na temat tych myśli i niektórych komentarzy pod nimi. Miał to być krótki komentarz pod artykułem, ale na dobrym substracie wyjściowym urósł jak ciasto na drożdżach...

To bardzo ryzykowny temat: przepowiadanie odleglejszej przyszłości. Z punktu widzenia biologa (od systemów złożonych), z pewnością jest to jakaś ewolucja. Ale tutaj liniowe zmiany dające się prognozować przez ekstrapolację widocznych trendów (charakterystyczne dla powolnej ewolucji w systemach w miarę stabilnych) nie mają zastosowania do sytuacji, kiedy to „znany nam świat… rozpada się właściwie z dnia na dzień”, co wynika z „bardzo głębokiego kryzysu”. W takiej sytuacji powinniśmy raczej oczekiwać nagłego skoku ewolucyjnego, jakie w historii życia na Ziemi następowały zwykle po katastrofach, połączonych z „wielkim wymieraniem”. Tyle tylko, że kierunku dalszego rozwoju ewolucyjnego (którego efekty już znamy) w żadnym z tych okresów nie dało się wyprowadzić ze znajomości stanu wyjściowego sprzed katastrofy. Opierając się tu o teorię chaosu, mamy coś, co się określa jako wyłonienie się nowej jakości. Lub też - wg Nassima Taleba - przylatuje wtedy czarny łabędź.

W tym przypadku jednak „wielkiego wymierania” nie musimy traktować dosłownie, w sensie fizycznym. Mamy tu kryzys świadomości, duchowości, systemów wartości - kiedy to dotychczasowe paradygmaty przestały lub szybko przestają mieć znaczenie. Jakieś nowe wartości muszą tę pustkę wypełnić - i tak jak w ewolucji biologicznej, nie możemy przewidzieć, co to naprawdę będzie. Nowa świadomość często powstaje prawie natychmiast po jakimś doniosłym (lub traumatycznym) zdarzeniu. Charles Eisenstein zwraca uwagę, że w aktualnej „przestrzeni międzyopowieści” stare narracje (stories) straciły aktualność, nowych jeszcze nie wymyślono. Ale powinniśmy zwrócić tu uwagę na kilka przesłanek, które być może okażą się kluczowe dla wyłonienia się tej nowej jakości:

- Nie możemy opierać się wyłącznie na filozofii i nauce naszego euro-amerykańskego obszaru kulturowego. Decydującymi okażą się kultury Wschodu, które już nie będą chciały ani musiały nam się podporządkowywać i przyjmować naszych wartości; dobrze, jeżeli dopuszczą jakiekolwiek prawo głosu dla nas. Mocną pozycję mają tam opinie, że naszą kulturę należy odrzucić (zachowując pewne osiągnięcia technologiczne), ponieważ doprowadziła do wielkich szkód w skali globalnej, a dla tamtejszych społeczeństw w szczególności. Dlatego, chociażby aby być wysłuchanymi, powinniśmy w większym stopniu odnosić się do dorobku innych kultur. Bryan van Norden wręcz upomina nas, że „Western philosophy is racist”.

- Nie wiem, czy przyszłe społeczeństwo będzie tak bardzo tęskniło za jakimś wspólnym systemem stabilizacji świadomości zbiorowej, do tego nadanym z jakiejkolwiek „góry”. „System... bezpieczeństwa zbiorowego” kojarzy mi się raczej z historycznymi paktami militarnymi, z których i tak niewiele pożytecznego wyszło, a których w przyszłości nawet może nie mieć kto z kim zawierać. Być może okaże się, że stabilizacja (bardziej elastyczność niż oporność) świadomości będzie następowała – tak, jak osiąganie stabilności złożonego i sprawnego ekosystemu – poprzez wolną grę różnorodności biotycznej, oby tylko bardziej na zasadzie współdziałania i wzajemnej kompensacji idei, niż ich konkurencyjnego wykluczania. Tym bardziej, że nie wiem, kto i z kim miałby zawierać konsensus społeczny, a też trudno mi wyobrazić sobie podstawy długotrwałej dyskusji w warunkach lawinowo rozpadającego się świata takiego, jakim go znaliśmy do tej pory.

- Symbole miały wielką wartość syntetyczną w zaawansowanych kulturach starożytnych (i późniejszych też), które nie miały innych możliwości budowania i analizy modeli złożonych, wieloparametrycznych systemów. Współcześnie, wraz z rozwojem technik informatycznych, z kwantowymi w bliskiej już perspektywie, nie musimy uciekać się zawsze do apriorycznego syntetyzowania złożonych idei w postaci symbolu. Ale być może symbole pozostaną cennym narzędziem pracy różnych „futuroszamanów”, czy jak też inaczej będzie się wtedy nazywać reprezentantów ważnego społecznie i szanowanego zawodu. Tak jak teraz: specjalistyczne narzędzia obsługują profesjonaliści.

- W Tarace Paweł Droździak pisze 2 sierpnia 2017: „filozofia [tzw. „dobrej zmiany”] ma problem z niekontrolowaną przez człowieka puszczą, ponieważ taki obszar pozbawiony jest narzuconego przez ludzi usymbolizowania. Jeśli puszcza coś symbolizuje, to właśnie „puszczenie” - brak symboli...”. Podoba mi się; z symbolami też nie można przesadzać, zwłaszcza gdy próbujemy w antropocenie zintegrować układy przyrodnicze i społeczne w jeden system. Biosemiotycy jednak zauważają, że przyroda ma swoją własną symbolikę, na którą też reagujemy jako organizm żywy, choć rozumem nie ogarniamy.

- Prawie na pewno nastąpi dalszy wzrost złożoności planetarnego systemu i jego percepcji, z dominacją informacji (jakości) nad kwantyfikowalną materią i energią. To może oznaczać też stopniowy zanik systemów monetarnych. Również zanik podziału na rządzących i rządzonych - blockchain jest już narzędziem nie tylko dla obiegu kryptowalut, ale przede wszystkim dla budowania konsensusu i współodpowiedzialności społecznej. Istnienie tak tyranów, jak „mędrców do rządzenia” (klasycznych partii też) jest już niemożliwe w tym systemie. Widzimy też w modelu efekty wdrożenia różnych wariantów rozwiązań, teraz i w przyszłości. Praktyczne przykłady już istnieją na poziomie organizacji miast.

- Nie mamy pojęcia, czy i w jakim momencie nastąpi przekroczenie progu wywołującego lawinowe przemiany jakościowe. Tu ekologia zna pojęcie „cyngli” (triggers), które w pewnym momencie diametralnie zmieniają funkcjonowanie populacji. To może być liczba lub zagęszczenie osobników (jak u szarańczy – zmiana w formę wędrowną, eksperyment Goodwina z termitami, co to od pewnej liczby osobników z drążenia chaotycznych korytarzy przechodzą w budowanie regularnej termitiery, czy popularna opowieść o „setnej małpie”). Nie wiemy, czy np. wzrost intensywności pola elektromagnetycznego w pewnym zakresie (sieć 5G? albo może jakaś nieprzewidziana fala promieniowania kosmicznego? niemierzalnej ciemnej energii?) nie spowoduje - poprzez rezonans/indukcję - nagłej przemiany i masowego przeobrażania świadomości ludzkiej larwy w nieznaną nam dotąd świadomość ludzkiego motyla (tu uwaga: zwykle pomiędzy mamy względnie krótkie stadium poczwarki, z definicji biernej, apatycznej, nie reagującej na bodźce – nie protestującej np. przeciwko niedobrej zmianie, na którą wcześniej larwa z pewnością by zareagowała)...

- Integracja złożoności: nauki z duchowością, „rozumu” z „czuciem”, mojego ja z otoczeniem… konwergencja tego, co się rozdzieliło i jakiś czas ewoluowało i dorastało odrębnie, by znów się spotkać. Tu też spójrzmy na historię: od wspólnoty klanowej, plemiennej, narodowej, ogólnoludzkiej, do współczesnego uznawania również praw zwierząt, a nawet całych ekosystemów (rzeka jako osoba prawna). Zmiana paradygmatu percepcji dominujących relacji w systemie - od konkurencji do współdziałania - to samo widzimy w ekologii, socjologii, ekonomii… Wychowanie do współdziałania możemy oprzeć na tych dziedzinach, z ekologią (ale jako nauką, a nie tym czymś, czym jest w potocznym rozumieniu w Polsce) jako dyscypliną wiodącą, z której wyprowadzamy następne.

To „doniosłe zdarzenie” inicjujące skok w świadomości nie musi być tragiczne ani traumatyczne. Dwa przykłady z własnych obserwacji historycznych z bliskiego podwórka.

1. Pierwszy przyjazd Karola Wojtyły jako papieża do Polski. Ludzie masowo jeżdżą pociągami na kolejne miejsca zgromadzeń. Ja akurat w tym czasie też, w innych celach po Polsce. W zatłoczonych pociągach wszędzie powszechne przejawy życzliwości, serdeczności dla obcych ludzi, dzielenie się miejscem, niezależnie od ich celów podróży: chyba nigdy wcześniej ani później zbiorowość w tym kraju nie objawiła się jako tak zintegrowane i współdziałające społeczeństwo. Wprawdzie na krótko, ale gdyby co...? Nie trauma, ale poczucie dumy, własnej wartości budowanej tu w cieniu człowieka, przez wielu uważanego za wielki autorytet...

2. Berlin i Drezno, okres kilku tygodni do upadku muru berlińskiego. Jestem tam i codziennie rozmawiam ze współpracownikami; z perspektywy czasu żałuję, że nie robiłem notatek: niesamowite zmiany, wręcz z dnia na dzień, w postrzeganiu rzeczywistości, relacji społecznych, organizacji pracy naukowej, i inne... Poczucie własnego, istotnego uczestnictwa w historii zmieniającego się świata...

W tym kontekście dialog z naturą jest jak najbardziej możliwy. Dialog odbywa się zawsze na zasadach partnerstwa i zrozumienia, a nie z pozycji siły z którejkolwiek ze stron (choć doświadczenie siły może być czynnikiem ten dialog inicjującym). Jest coraz więcej literatury, również popularnej, ułatwiającej zrozumienie (i odczucie też) działania przyrody. Przyroda nas zrozumie - jesteśmy tylko jednym z jej ekspansywnych gatunków, może trochę sprytniejszym od innych w niektórych dziedzinach - i coś z tym zrobi. No to sami zróbmy coś, zanim się na nas mocno wkurzy. W kręgach ekologicznych już zaczynają przeważać głosy o potrzebie powstrzymania fear porn – pornografii strachu, czyli paraliżującego nasze potencjalne pozytywne działania straszenia nieobliczalnymi konsekwencjami mających rzekomo nastąpić wyjątkowych katastrof przyrodniczych. Większe były u nas np. w czasie tzw. małej epoki lodowcowej, polecam np. wycieczkę do Torunia i spojrzenie na Bramę Mostową ze znakami wielkich wód.

Antropocen jawi się jako szansa, a nie zagrożenie tak wielkie, że pomysły na działania zamienia w apatię: cytowany i omawiany tu Hamilton w mojej opinii nie jest najlepszym źródłem wiedzy i refleksji na temat nowej epoki w ewolucji planety. Przypomina mi on pewnych ezoteryków, kiedyś wieszczących koniec ludzkości w 2012 roku, poza tymi, którzy znajdą się wtedy na jakiejś jednej górce... W tym kręgu na początek polecałbym autorów jak np. David Grinspoon, Christian Schwägerl, Gaia Vince… tak, niosący nadzieję, a jednocześnie ustawiający drogowskazy… które kojarzą mi się z tym na piękną błękitną ścianę lodowca w Andach, gdzie indziej topniejącego na miękkiej ścieżce, tworząc szare błoto: „droga trudna, ale nie niemożliwa”...


Wojciech Puchalski

Komentarze: 11

[foto]1. Jestem pod wrażeniem • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-11-26 10:06:00)

Panie Wojciechu, znalazłem Pana artykuł (który zaznaczyłem w Czytelni Taraki: W sprawie nie tylko wody) i jestem pod wrażeniem. Myślę, ze jest Pan jednym z nielicznych, którzy wiedzą, co u nas (i gdzie indziej) dzieje się ze środowiskiem. Tekst pisany w 2013, czyli za głębokiego PO, a przecież dwa lata później doszedł do władzy dużo gorszy beton (od zabetonowywania wszystkiego). Ciekawa byłaby aktualizacja tamtego tematu.

[foto]2. Filozoficzny rasizm • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-11-26 10:20:07)

"Nie możemy opierać się wyłącznie na filozofii i nauce naszego euro-amerykańskego obszaru kulturowego. Decydującymi okażą się kultury Wschodu, które ... dobrze, jeżeli dopuszczą jakiekolwiek prawo głosu dla nas. Mocną pozycję mają tam opinie, że naszą kulturę należy odrzucić... „Western philosophy is racist”."
Jeśli "wschodziarze" odrzucą nasz dorobek i każą nam Maul halten, to czy to nie będzie filozoficzny rasizm?

Poza tym teza, że Azja jest jakoś "lepsza" od nas, jest trudna do obrony.  Przecież to dla nich, Azjatów (Chińczyków) dożyna się ostatnie żyjące nosorożce, ponieważ oni wierzą, że od ich rogów dostają wzwodu. To samo jest z suhakami. Ciekawa byłaby lista zwierząt, od których Chińczycy dostają wzwodu. Rzeź rekinów albo salangan też ma przyczynę nie w Europie ani w Ameryce. Chiński popyt jest przyczyną wymierania morświna kalifornijskiego, zw. vaquita. (30 sztuk zostało?) Plus gotowania psów żywcem, plus ich mania pożerania wszystkiego "co się rusza". Na to narzucona propagandowa zasłona w postaci hodowania pand. Niedźwiadki rozkoszne, tylko co z tego.

[foto]3. Antropocen jako szansa • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-11-26 10:22:49)

"Antropocen jawi się jako szansa".
Będę wdzięczny (naprawdę - nie ironizuję!) za rozwinięcie tej tezy.

4. szansa, jak nigdy dotąd... • autor: (2017-11-26 20:26:29)

Może kiedyś więcej napiszę (bo to duuużo...), ale wymienieni tu przeze mnie autorzy tak właśnie to widzą. Najbardziej "filozoficzny" i budujący najszerszą perspektywę z nich, David Grinspoon, w książce "Earth in Human Hands" (2016) po powszechnie wyróżnianych w historii Ziemi 4 wielkich eonach (1. hadeański - proto-Ziemia jako planeta ognia, bez życia; 2. archeański - tworzenie skał skorupy Ziemi i początki prymitywnego życia; 3. proterozoiczny - od eksplozji ciągle w większości jednokomórkowych organizmów fotosyntetycznych, zmieniających atmosferę na tlenową, z zupełnie nową jakością życia; 4. fanerozoiczny - od eksplozji kambryjskiej, gdy organizmy żywe szybko stały się duże, o złożonej budowie i funkcjach) mówi o eonie (a nie - jak większość innych autorów - jakiejś geologicznie krótkiej epoce lub okresie) antropocenu, albo sapiezoicznym, w którym to procesy umysłowe, czy świadomościowe, stają się ważną i stabilną częścią zrównoważonego funkcjonowania systemu planety. Oczywiście Grinspoon nie jest Panglossem i dostrzega, że przejście to nie jest całkowicie płynne i bezbolesne, ale jak to zawsze pomiędzy eonami było, różnego rodzaju katastrofy (które okazywały się wstępem do rozwoju nowej jakości życia) są możliwe. Co istotne, podkreśla to, że w antropoceńskiej Terra sapiens, mądry rozwój wewnętrzny człowieka i rozwój systemu planety stają się jednym i tym samym. Naszym zadaniem (wręcz obowiązkiem) jest przebudowanie naszego świata (w domyśle: na bardzo różniący się od obecnego; pomiędzy eonami większość gatunków ginęła) i równocześnie nas samych. W nowym eonie świat nie może pozostać taki sam, jak w poprzednim, ale będzie biologicznie bogatszy. Grinspoon wręcz twierdzi, że musimy stworzyć Terra sapiens.

5. szansa, jak nigdy dotąd... 2 • autor: (2017-11-26 20:34:31)

Natomiast wiem (nie tylko ja), że horrory zawsze dobrze się sprzedawały, i to jest podstawą powodzenia autorów uprawiających apokaliptyczny fear porn. Przykład z Taraki: Temperatura..., 2 listopada 2017: „temperatura wzrośnie o 10 stopni”... Dlaczego nie 20? Albo nie 100? Tak, lat temu 10, gdy mało jeszcze wiedzieliśmy o różnego rodzaju sprzężeniach zwrotnych i mechanizmach kompensacyjnych systemu planety i biosfery, modele były kiepskie, a do tego istniało polityczne zapotrzebowanie i związane z nim granty, takie publikacje były dość częste. Mimo tego wielu naukowców potrafiło zachować rozsądek: np. już w 2009 r. Komitet Nauk Geologicznych PAN (a więc gremium wybitnych ekspertów, a nie jakiś jeden autor wieszczący swoje przekonania) przedstawił swoje stanowisko .

Zauważa Pan, że taka kompensacja sprawnie działa w przypadku osobnika człowieka w saunie. Ziemia podobne mechanizmy regulacyjne ma rozwinięte dużo lepiej, a to temat na książkę. Nie oznacza to, że lekceważę problem nadmiernej eksploatacji paliw kopalnych i innych zniszczeń antropogenicznych; wręcz przeciwnie! Ale to, co podkreśla wielu współczesnych autorów, przez budowanie przerażenia nie da się uzyskać efektu pozytywnego działania (również lokalnego, nie tylko globalnego) i koniecznej przebudowy świadomości (poprzez to działanie), które będzie postępowało w zróżnicowanym tempie, ale dajmy szansę ludziom! - i Ziemi i jej przyrodzie w ten właśnie sposób.

6. filozoficzny pragmatyzm • autor: (2017-11-26 20:51:35)

Nie twierdzę, że Azja jest "lepsza"; jest większa ludnościowo, ekspansywna i już w "korporacji Ziemia" stopniowo przejmuje "pakiet kontrolny", niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Jednym z wariantów przyszłości może być filozoficzny rasizm, tym razem w ich wykonaniu. Znam dobrze Indie i Birmę, wiem, w jakim duchu uczą się przyszłe elity polityczne i kulturalne na ich uczelniach. W dodatku akurat w tych krajach władzę przejęła ich odmiana pisu, w niektórych aspektach dużo gorsza od naszej. Natomiast - odwołując się do naszego podwórka - jedną z przyczyn aktualnej sytuacji jest to, że poprzednie elity zaniedbały dialog z tymi, często uważanymi za "ciemny lud", którzy myślą innymi kategoriami i może też dostają wzwodu od czegoś, czego nawet nie wiemy (ironizuję tu, oczywiście). To ten "ciemny lud" inną opcję sobie "kupił". Dlatego też wskazuję, aby nie popełniać tego samego błędu, tym razem w dużo większej skali i o znacznie groźniejszych dla nas konsekwencjach.
Filozofie i nauki Wschodu (różne bardzo!) mają też wiele pozytywnych wartości (ale też takie, z którymi się nie zgodzę), najczęściej nie tylko nieznanych u nas, ale też niezrozumiałych i zupełnie odmiennych percepcyjnie i metodologicznie. Oczywiście i tam są też liczne patologie, dla nas bardziej odrażające od naszych, bo wywodzące się z odmiennej mentalności, przez co nie do usprawiedliwienia. Szczególnie dużo tamtejszych patologii powstało w zwarciu słabnącego poczucia ich tradycyjnych wartości z przyniesionym z Europy konsumpcjonizmem i materializmem; inny konflikt dotyczy nadrzędności praw społeczności (tam) albo jednostki (u nas). Nie można też generalizować, że wszyscy wierzą w moc rogu nosorożca: nawet tam jest to margines, tyle, że jakiś 1% tam to jest dużo więcej niż 1% u nas...

7. woda, wrażenia i nie tylko • autor: (2017-11-26 21:10:09)

Dziękuję za uznanie, też myślę o aktualizacji, nie tylko tamtego jednostkowego tematu w innych warunkach, których trendy rozwojowe już wtedy zauważałem i przed nimi ostrzegałem. Wtedy wskazywałem na jeden z ważniejszych problemów: brak dialogu "wiedzących lepiej" władz, ekspertów i organizacji pozarządowych ze społecznościami lokalnymi i odpowiedniej edukacji uczestniczącej (s.71-79). No i mamy efekty: większość społeczeństwa jest jeszcze mniej zainteresowana zrównoważoną gospodarką wodną, niż losami sądownictwa czy Puszczy Białowieskiej.

[foto]8. Lem wcześniej • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-11-27 18:15:49)

Lem wcześniej już wynalazł Terrę sapiens -- w "Opowieści drugiego odmrożeńca"  w Cyberiadzie i nazwał ją Mądro ("mądre jądro" -- Ziemi). Wydaje mi się, że czytelnicy Lema, jeszcze z lat 1970 jeśli nie wcześniejszego, zostali przez niego dość uodpornieni na takie epickie wizje przyszłości, jak te Grinspoona. (Przeczytałem jego 1 artykuł dotąd, i kontynuuję.)

[foto]9. Zapraszam na Uniwersytet... • autor: Jarosław Bzoma (2017-12-03 12:41:07)

Zapraszam na Uniwersytet Jagielloński.
https://www.youtube.com/watch?v=V6f4A32Y6qI

10. czy świat daje się zredukować.... • autor: (2017-12-03 19:44:16)

@ JB: Profesor Weiner, autor tego wykładu, chyba nie będzie zadowolony z promocji jego treści przez portal taki jak Taraka. To przykład skrajnie redukcjonistycznego (nie potępiam: też potrzebnego, jak zwykle szczegółowego i rzetelnego w swoim zakresie, ale nie jedynego) spojrzenia na to, czym jest antropocen. A ja sam w ekologii przyznaję się do swoich korzeni w umiarkowanie holistycznej szkole warszawskiej, która od zawsze była w opozycji do redukcjonistycznej szkoły krakowskiej. Dlatego też tu poleciłem autorów, którzy może niekiedy nie są równie drobiazgowi w szczegółach, ale próbują dostrzegać szersze horyzonty i nowe jakości wraz z rozszerzającą się perspektywą...

[foto]11. Cenny wykład i polecam • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-12-03 22:36:05)

- ten wykład, który wyżej zgłosił Jarosław: „Antropocen - początek czy schyłek epoki?” -- mówi prof. January Weiner, rok temu. Jego oceny są ostrożne, ale fakty dobrze dobrane i warto je zapamiętać. Np. ten, że ludzkość "pozyskuje", czyli zabija i zjada 60 miliardów kur rocznie.