Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2004-02-02

Piotr Jaczewski

Rozpoznawanie ducha huny
Wywiad z Piotrem Jaczewskim 'Śpiącym Niedźwiedziem'

Wywiad z Piotrem Jaczewskim "Śpiącym Niedźwiedziem"

[Wojciech Jóźwiak] Na początek prezentacja: Gdzie mieszkasz?

[Piotr Jaczewski] Mieszkam w Warszawie, na Ursynowie.

[WJ] Ile masz lat?

[PJ] 26.

[WJ] Czym zajmujesz się "w cywilu"? - A może raczej "w realu"?

[PJ] Zawodowo pracowałem głównie jako informatyk, w tej dziedzinie studiuję. Obecnie wolny strzelec - taki gość, co siedzi i medytuje i pisze w internecie zamiast udawać, że pracuje od 8 do 16. Docelowo planuję realizować się w dziedzinach (para)psychologicznych. Na razie poza praktykami staram się żyć normalnie.

[WJ] Mam wrażenie, że znam cię od bardzo dawna, ale zdaje się pierwszy raz coś robiliśmy razem podczas zimowych warsztatów na Otrycie w 2000 roku, na Święto Niedźwiedzia? Czy tak było?

[PJ] Tak. Pierwszy raz spotkaliśmy się fizycznie na Otrycie. Przyznaje, że wcześniej słyszałem o tobie, obserwowałem twoje poczynania, pisanie, więc możliwe, że w wymiarze energii lub snów spotkaliśmy się i wcześniej.he, he... A troszkę poważniej i troszkę filozofując zdradzę, że czasami toważyszy mi dziwne poczucie, że urodziłem się kilkanaście lat za późno w stosunku do moich dawnych duchowych przyjaciół.

[WJ] Nie lubię mówić o czyimś wieku, porównywać ludzi starszy-młodszy, bo ostatecznie to rzecz przypadkowa, że jedni się rodzą w tym pokoleniu, a inni w następnym. Chodzi mi o coś innego: że mimo różnicy pokolenia, jaka jest między nami, bywało jednak tak, że to ty występowałeś jako nauczyciel, a ja jako twój uczeń. Na przykład w zeszłym roku, kiedy twój artykuł o pracy z wewnętrznym przewodnikiem zastosowałem jako instrukcję i jako lekturę wstępną na moich warsztatach w sierpniu 03. Może wiesz, skąd to się u ciebie bierze?

[PJ] Pewnie z dwóch powodów: Po pierwsze pisząc staram się wybierać tematy będące odpowiedziami na moje własne dylematy, na to czego sam nie mogłem odnaleźć. A po drugie staram się pisać w transie medytacyjnym, jako swoistego rodzaju przekaz i wskazówki dla siebie samego. Jeśli to tobie pomogło, to ja się z tego bardzo cieszę. Zwłaszcza, że ja też korzystam dla swoich potrzeb z twojego pisania i aktywności.

[WJ] Dużo piszesz - na temat huny, na temat pracy nad sobą. I to co piszesz, zawsze ma bardzo praktyczny charakter. Czy planujesz zebrać swoje artykuły w książkę-przewodnik?

[PJ] Tak. Już moje pierwsze artykuły zebrane w przewodnik, książkę o hunie czekają właśnie na wydanie w Studiu Astropsychologii w Białymstoku. Powinny ukazać się w tym roku pt "Huna - na tropie tajemnicy"

[WJ] Jak się zaczęła twoja fascynacja huną? Od książek, czy od spotkania mistrza?

[PJ] Zdecydowanie pierwsze były książki. Tak jak sobie teraz przypominam, to pierwszą styczność z tekstami hunopodobnymi miałem w wieku ok. 11 lat - były to materiały z kursu Doskonalenia Umysłu Lecha Stefańskiego. Później w liceum miałem okres czytania literatury ezoterycznej, aż na zakończenie szkoły stwierdziłem że trzeba wziąć się za praktykę. A dalej to jakoś samo wyszło... Były kursy Reiki, bioenergoterapia, nauka medytacji itd. Takim przełomowym punktem był kurs Serge'a, po którym po raz pierwszy zaczęło mi się to wszystko układać w sensowną spójną całość i pewnie dlatego podpisuję się pod tym systemem.

[WJ] ...Ale mam też wrażenie, że w tym co robisz i czym się interesujesz, wykraczasz poza hunę i to daleko. Znasz astrologię i mogę powiedzieć, że pod pewnymi względami wszedłeś w tę dziedzinę głębiej niż ja, ostatecznie praktyk z dwudziestoletnim doświadczeniem. Czy potrafiłbyś określić, na czym polega twoja Droga i co się na nią składa?

[PJ] Tak, wykraczam poza hunę, a traktuje ją jako pewnego rodzaju źródło języka i inspiracji, pozwalające opisać część mojego podejścia do świata, oraz rozwinąć kilka wewnętrznych umiejętności. Natomiast jeśli miałbym sam określać swoją osobistą ścieżkę i jej idee, to nazwałbym to "walką o przytomność" z wykorzystaniem wszelkich możliwych środków i metod - jestem bardzo eklektyczny, choć równocześnie staram się możliwie nie mieszać wszystkiego w głupi sposób. Pewną podstawą jaką przyjmuje w praktyce jest samoobserwacja i analiza z Przewodnikiem tego, co robię (lub co robią inni). Dodatkowo dochodzi do tego dość swobodna praca z wizją - przechodząca pomiędzy czystą medytacją z przepuszczaniem wszystkich wrażeń a aktywnym uczestniczeniem w nich - wędrówką szamańską. A astrologię i inne dziedziny ezoteryczne, psychologiczne i religijne traktuję jako dostarczycieli treści, symboli i archetypowych map po wewnętrznych krainach. Nijak nie zgodzę się z powiedzeniem, że wszedłem w astrologię głębiej niż ty - po prostu i lubię i ćwiczę intuicyjne interpretacje archetypowych symboli czy bezpośrednie wizyjne z nimi spotkania - to czasami może dawać pozory głębi, ale nie zastąpi długoletniej pracy nad badaniem, porównywaniem i interpretowaniem horoskopów.

[WJ] Jeszcze poproszę o ciąg dalszy autoprezentacji. Jaki jesteś znak zodiaku - tzn. gdzie masz Słońce? Księżyc? Ascendent?

[PJ] Znak słoneczny - Bliźnięta, Księżyc w Raku, ascendent w Skorpionie.

[WJ] I który typ enneagramu?

[PJ] Mediator-Dziewiątka. Chociaż czasem zastanawiam się, że mogę być Dawca-Dwójka. Podobno łatwo te dwa typy pomylić, a ja nie siedzę w tym systemie.

[WJ] Możesz być typem mieszanym, które - przekonany jestem - istnieją, chociaż teoria enneagramu temu zaprzecza. A wracając do twojej drogi...

Czy są jakieś praktyki, które wykonujesz codziennie lub w inny sposób regularnie?

[PJ]Tak. Jest to... śpiewanie mantr połączone z medytacją nad nimi (tak jak to opisywałem). Jakich mantr? To niech pozostanie moją tajemnicą.

[WJ] Wróćmy do huny. Jakich masz mistrzów w tej sztuce? A jeśli mistrz to zbyt górnolotne słowo, to kto w hunie wywarł na ciebie największy wpływ, komu najwięcej zawdzięczasz? Zarówno przez lektury, jak i przez osobisty kontakt?

[PJ] Jeśli chodzi o czystą hunę zdecydowanie Serge. Stylem myślenia, sposobem prowadzenia zajęć i właśnie samą filozofią. Chciałbym umieć poprowadzić zajęcia w ten sposób. Jeśli chodzi o w ogóle moje nastawienie do praktyk i filozofii duchowych - to lista zasłużonych (osób, które wpłynęły na mnie wiedząc o tym, lub nie) jest całkiem długa.

[WJ] A dlaczego właśnie huna? Przecież mamy w czym wybierać: zen, wadżrajana, joga, Indianie, sufizm, różokrzyżowcy, wicca, asatru, rodzima wiara słowiańska, Crowley, Gurdżijew, NLP, POP, magia sukcesu, a Ablito zapisał się nawet do wudu. Co ciebie przyciągnęło właśnie do huny?

[PJ] Częściowo już odpowiedziałem. Chyba szalę na korzyść huny przeważyła prostota, nastawienie na praktykę, bardzo pozytywne nastawienie do życia i ludzi oraz dodatkowo swoboda - bo huna tak, jak ją odbieram, jest raczej zbiorem wskazówek i technik jak pracować nad sobą, niż ściśle określoną strukturą. W inne systemy nie wszedłem nie dlatego, że nie interesowałem się nimi, ale raczej przez to, że dostrzegam nich wady i nie czuję, że poprzez nie mógłbym się zrealizować. Huna ma też swoje wady, ale po prostu wydaje mi się najsympatyczniejsza.he, he...

[WJ] W dzisiejszych czasach chyba wszyscy wiedzą, co to jest huna... Ale załóżmy, że to czyta ktoś, kto jeszcze nie wie. Jakbyś krótko zdefiniował hunę?

[PJ] Huna ("tajemnica") to polinezyjski system wiedzy tajemnej, zbiór idei tamtejszych szamanów. To, co istotne w hunie, da się ująć w stwierdzeniu, że nasze myśli, uczucia i odczucia wpływają na świat wokół nas. A całą resztę huny da się już wymyśleć na tej podstawie z życia i wewnętrznych obserwacji i analizowania. Oczywiście jest trochę gotowców - sugestii, zasad czy wskazówek, jakkolwiek by to zwać. Spora część takich idei była/jest skryta w wieloznacznościach języka hawajskiego. Część z nich wydedukował Max Freedom Long i to głównie on spopularyzował hunę na zachodzie, jako źródło metod tzw. skutecznej modlitwy, służącej osiąganiu materialnych rezultatów. Bo to działa i przyciąga ludzi zafascynowanych taką formą splatającą w jedno duchowość i magię. MFL odwalił kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o odzyskiwanie wiedzy z języka i popularyzację huny, ale przyznam szczerze - moim zdaniem przeniósł w swoje odkrycia całą masę europejskich przekonań, trochę ułatwiających zrozumienie dla osób z naszej kultury, a trochę zamazujących obraz tych nauk.

[WJ] Kilka razy wymieniłeś imię Serge. Masz na myśli - domyślam się - Serge Kahili Kinga? Opowiedz o nim.

[PJ] Tak, to o nim mówiłem. To Biały adoptowany przez Hawajczyków i bezpośrednio nauczany w rodzinnej tradycji, w dodatku aktywnie rozpowszechniający tę wiedzę. Barwna postać jeśli chodzi o życiorys, mówiąc w skrócie, droga jego wiodła od wstąpienia do marines do służby w Korpusie Pokoju w Afryce, od studiów archeologicznych poprzez nauki u plemiennych szamanów po doktorat z psychologii, od prywatnej praktyki psychologa po budowę organizacji rozpowszechniającej nauki huny. W tym, czego naucza, widać tę drogę i widać jego osobiste doświadczenie - po prostu potrafi to wszystko prosto i zrozumiale ująć. W jego ujęciu huna to szamanizm łowców przygód, system bazujący na duchowej komunikacji ze światem wewnętrznym i zewnętrznym, poświęcony uzdrawianiu, harmonizowaniu siebie i otoczenia, rozwijaniu ducha Aloha, czyli po prostu miłości do życia, życzliwości w podejściu do siebie i otoczenia. Ten Duch Aloha to taka wizytówka rdzennej huny, będąca jednocześnie źródłem mocy - na przykład zakłada się, że wszystko wewnątrz i na zewnątrz nas jest chętne i gotowe do współpracy, trzeba tylko rozwinąć umiejętności porozumiewania się. Chętnych do dowiedzenia się więcej zapraszam na stronę www.huna.cb.pl do działów "początki" i "artykuły", gdzie znajduje się cały cykl wykładów Serge'a na ten temat.

[WJ] Czy poznałeś go osobiście? Jaki on jest? Jakie zrobił na tobie wrażenie?

[PJ] Byłem na kilku warsztatach prowadzonych przez niego tutaj w Polsce. Trudno mówić o osobistym poznaniu, zamieniłem kilka słów pytając o interesujące mnie kwestie - odpowiedzi jakie uzyskałem były całkiem satysfakcjonujące. Serge wygląda na rasowego Irlandczyka, w dodatku sympatyczny, błyskotliwy i pewny siebie w tym, co mówi.

[WJ] A jeszcze wracając do pytania, czym jest huna. Co się z huną robi: "wyznaje się" ją? (Jak religię?) A może "ćwiczy"? (Jak jogę?) Może się do niej "należy"? (Jak do jakieś organizacji?) Może się ją "uprawia" jak sport? albo "stosuje" jak np. dietę? Jakbyś to określił?

[PJ] Oj, to trudne pytanie. Jest to swoista "praktyczna filozofia", którą po prostu stosuje się, przy czym zakresem tego stosowania mogą być pojedyncze problemy, a może być i całe życie. Są ćwiczenia, które pomagają dostrzec niektóre rzeczy, są takie, które rozwijają pewne umiejętności, są również działania będące metodami uzdrawiania lub samouzdrawiania. Część technik bazuje na wierze, czy wręcz na jej rozwijaniu - huna była kiedyś religią Hawajczyków, miała też wiele cech magii, uważa się ją za tamtejszy szamanizm - ale praktykowanie huny niekoniecznie oznacza przyjęcie panteonu hawajskiego. Form praktykowania huny jest wiele i raczej zachęca się do samodzielnej eksploracji i odkrywania metod pracy nad sobą czy z ludźmi lub ze światem. W myśl hasła "skuteczność jest miarą prawdy" - jeśli coś działa i przynosi Ci skutki, to jest to huna.

[WJ] Wyobraź sobie, że masz przed sobą kogoś zupełnie początkującego, kto przeczytał parę książek i artykułów o hunie i czuje, że to jest jego droga. Co byś mu radził? - Co ów początkujący ma zrobić, według ciebie?

[PJ] Zacząć od przetrawienia tego, co przeczytał, przełożyć to na swój język i doświadczenia, ustalić swoje cele (co chce się osiągnąć dzięki hunie), a później ćwicząc, albo po prostu stosując swoje wnioski, sprawdzać, czy to działa. No i pamiętać, żeby nie traktować wiedzy książkowej lub doświadczenia innych jako dogmatu, a raczej widzieć w tym wskazówki warte zastanowienia; i podobnie traktować własne przeżycia i wnioski z praktyk i ćwiczeń. Jeśli do wiedzy książkowej, a nawet do własnych przeżyć związanych z tą wiedzą, podejdziemy z dystansem, szybciej zauważymy rzeczy istotne - te, które działają i nam osobiście pomagają.

[WJ] Czy "bycie-w" hunie wymaga uroczystego przyjęcia do pewnej organizacji lub grupy? Czy wymaga akceptacji przez przywódcę lub mistrza, guru? Czy trzeba się jakoś przypodobać kolegom "współ-hunowcom"? Czy jest praktykowany jakiś rodzaj rites-de-passage, rytuałów przejścia, tak jak chrzest w chrześcijaństwie albo Przyjęcie Schronienia w buddyzmie? Czy w ogóle jest jakiś formalny moment przyłączenia się do huny - czy też niczego takiego nie ma?

[PJ] Myślę, że jest to po prostu moment stwierdzenia, że to działa i że chce się korzystać z tego dalej, badać ten temat i stosować w praktyce. W starożytnych Hawajach wyglądałoby to pewnie inaczej, byłoby to coś w rodzaju pozwolenia na praktykę otrzymanego od nauczyciela albo rytualnego przekazania mocy lub atrybutów, którymi nauczyciel się posługiwał np. przy uzdrawianiu.

[WJ] Czy w Polsce są ludzie, mogący kogoś innego (powiedzmy, tego początkującego) wprowadzić w hunę? Przekazać mu jej metody? Czy są u nas nauczyciele huny? Czy organizuje się jakieś kursy lub warsztaty?

[PJ] Tak, są ludzie prowadzący kursy i warsztaty, jest kilka takich osób, nawet sam prowadziłem i zamierzam to robić w przyszłości. Są również organizowane przyjazdy zachodnich nauczycieli, raz, dwa razy w roku ktoś się trafia, z tego co kojarzę jedynie Martyn Carruthers, ten od Soulworku, regularnie bywał w Polsce (nie wiem jak teraz)...

[WJ] (Słyszałem niedawno, że Martyn Carruthers na stałe mieszka w Polsce.)

[PJ] ...Środowisko "hunowe" w Polsce jest dość rozproszone, raczej tworzące niewielkie grupki wsparcia czy samopomocy wokół osób aktywnych, niż jakieś duże organizacje.

[WJ] Istnieje organizacja Aloha International kierowana przez Kinga. Czy ta organizacja jakoś ogarnia hunę jako ruch w świecie?

[PJ] Raczej nie. Jest kilka organizacji zachodnich rozpowszechniających hunę, jeśli dobrze kojarzę np. Ma-uri Institute, prowadzi zajęcia z huny. Są i chyba dwie organizacje longowskie, ba, nawet wyrosły po Longu "Kościół Huny". W mojej opinii huna sprzyja indywidualnemu zajmowaniu się sobą i dbaniu o bliższe i dalsze otoczenie, choć oczywiście są ludzie, którzy czują się na siłach działać dopiero będąc w jakimś zrzeszeniu lub organizacji.

[WJ] Czy huna należy do New-Age'u?

[PJ] Zadałeś strasznie rozmyte pytanie. Jeśli mówiąc o New Age'u mamy na myśli nasilenie ruchów i idei duchowych, ekologicznych itp, to pewnie tak. Jeśli mówimy o oczekiwaniu na Nową Erę lub o widzeniu w obecnej sytuacji na świecie czegoś szczególnego, to raczej nie. Po prostu huna jest zbyt praktyczna: jeśli chcemy nowego, to po prostu to zbudujmy, zamiast rozważać spiskowe teorie dziejów.

[WJ] Faktycznie, moje pytanie było rozmyte, bo i sam New Age jest czymś rozmytym. Tak, chodziło mi o to, czy "huniści" oczekują na jakieś wielkie przemiany w świecie, na powstanie nowego, uduchowionego człowieka, powszechnego pokoju, światowej miłości czy czegoś takiego? Czy w kręgach hunowych jest coś z takich millenarystycznych nastrojów?

[PJ] Nie sądzę. Mit osobistej przemiany i działania dla pokoju oczywiście funkcjonuje - to są bardzo silne wizje, dające wiele wewnętrznej siły. Ale jeśli patrzymy na to jako na milenarystyczne przekonania, to po prostu nie ten kalendarz; millenium to problem naszej cywilizacji, a nie tradycji Hawajów.

[WJ] Czy są jakieś praktyki obowiązkowe w hunie? To znaczy jakieś ćwiczenia, działania, może modlitwy, które należy robić, bo mają podstawowe znaczenie? Pytam o to dlatego, że powiedziałeś już, że do huny nie trzeba się specjalnie zapisywać - ale chyba w jej ramach coś trzeba ROBIĆ?

[PJ] Dlaczego trzeba? Można, i owszem, ale nie trzeba.he, he... To zależy od tego, co chcesz uzyskać i w jakiej wizji świata chcesz się poruszać. Jeśli twoim celem jest zostanie szamanem lubiącym przygody, czyli chcesz się nauczyć uzdrawiania, harmonizowania siebie i świata, to owszem, praktyka - medytacja, praca z energią, lub duchowe wędrówki - są pewną koniecznością, choć i tak nie do końca, bo równie dobrze można dojść do tego samego, nie poruszając się celowo w odmiennych stanach świadomości, ale rozwijając po prostu wiarę w siebie, zaufanie do własnych sił oraz tkwiące w nas zdolności samouzdrawiania lub prawdopodobieństwo zaistnienia pozytywnych zdarzeń. Po prostu chodzi o zgromadzenie wystarczającej ilości energii (many), byśmy mogli bardziej skutecznie działać. A na to jest wiele sposobów, na przykład twoje warsztaty.he, he...

[WJ] Wracając do Serge'a Kinga, bo on wydaje mi się tu najbardziej prominentną postacią: czy jest w Polsce - a także u naszych sąsiadów w Europie - krąg jego uczniów, zwolenników? I czy on otacza się swoimi "gruppies"?

[PJ] Oj, przyznam że u nas to widziałem jednego gruppie jeżdżącego z Serge'm - to była jego żona. W rdzennym środowisku Serge'a nie widziałem, więc trudno powiedzieć, co on na Hawajach wyczyniahe, he....

[WJ] Zgodzisz się (pewnie) ze mną, że każdy ruch społeczny, a nawet każda subkultura, ma swojego ducha. Jakbyś określił ducha huny?

[PJ] Tak jak na to patrzę, to trudno ująć hunę w kategoriach ruchu społecznego, podobnie jakby chcieć nazwać "subkulturą" osoby zainteresowane psychologią! Duchem huny jest aloha, radosne dzielenie się energią życia. Ale śmiałbym twierdzić, że tutaj nie dorośliśmy jeszcze do tego, tak że w duch huny w Polsce to byłoby kala - przywracanie światła, wydobywanie go z głębin.(;-))

[WJ] Przyjrzyjmy się szczególnie wyrazistym subkulturom. Punki - a może 'punkowie'? - to istoty uraniczne, czyli noszą się i zachowują, jakby wszyscy mieli Urana na ascendencie: nerwowi, sztuczni, dziwacznie upozowani, drażnią, szokują. Dawni hippisi byli pod wpływem Neptuna: powiewni, powłóczyści, wyluzowani, jakby pływali lub unosili się w powietrzu. Harleyowcy: żeby ich opisać, trzeba sięgnąć do enneagramu: to jeden w drugiego same Ósemki enneagramowe czyli Szefowie-Twardziele. Więc jakbyś miłośników huny opisał w terminach astrologicznych lub enneagramowych? Kogo ta "nauka" przyciąga, jaki typ człowieka? I odwrotnie, jaki typ najchętniej wyraża się przez hunę?

[PJ] Myślę, że w kategoriach astrologicznych wizja huny - to byłby układ Neptun-Jowisz: z jednej strony duchowa wizja i kontakt z niefizyczną stroną bytu, czyli Neptun, z drugiej strony Jowisz, jako wyższe ja albo dawca sukcesu, a za nim wizja spokojnego rozwoju. A cała reszta to już bardziej kwestia osobistych zabarwień i preferencji. Jeśli się nad tym zastanowić, to bez wyraźnego powodu i na dłużej huna przyciąga głównie dwa typy ludzi: tych zainteresowanych praktyczną duchowością i bezpieczną magią, czyli tych, którzy szukają duchowości nie zmuszającej do wyrzeczeń, oraz tych, co po prostu chcą ułatwiać sobie życie. Czyli byłyby to w kategoriach enneagramu typy numer 4 i 7, Tragiczny Romantyk i Epikurejczyk. No i trzecia kategoria, ci którzy chcą uzdrawiać, a huna przyciągnęła ich ze względu na spodziewane efekty - wśród nich chyba najwięcej jest Dawców. No i są po prostu ludzie w trakcie choroby lub ciężkiej sytuacji, szukający uzdrowienia, czy ci, którzy w jakiś sposób doświadczyli na sobie działania tych technik i chcą wiedzieć więcej.

[WJ] Mnie się raczej wydaje, że huna jest głównie dla Dawców i dla Epikurejczyków. Czytając S. K. Kinga wręcz widzę przed sobą agitującego mnie Epikurejczyka-Siódemkę: świat nie ma przed tobą ograniczeń, za chwilę czeka cię ekscytująca przygoda, wszystko jest arcywspaniałe. Ach i och. A z drugiej strony zauważyłem u "hunistów" tę charakterystyczną dla Dwójek-Dawców gotowość do pomagania i do tworzenia kręgów i sieci: razem, wespół, ja ci coś ułatwię, a ty mnie. Duch Tragicznego Romantyka zupełni mi tu nie pasuje: nie widzę, żeby huniści np. spierali się z Bogiem, wahali się nad ostatecznymi decyzjami, medytowali o śmierci albo traktowali swoje życie jako odwleczone samobójstwo. To wydaje mi się całkiem nie w stylu huny!

[PJ] Nie twierdzę, że huna to filozofia Tragicznych Romantyków (Czwórek enneagramowych), a tylko, że ich pociąga. Być może widzą w niej możliwość wytchnienia od własnej batalii, a być może szukają bezpiecznego wejścia w "energię trikstera" pomagającą im dalej walczyć.

Co do enneagramowej epikurejskości huny, takiej, jaką przekazuje Serge... Hm, trochę w tym jest prawdy, przynajmniej w połowie: co do tej części stawiającej na optymizm, to się zgodzę, ale jest i druga strona stawiająca na realizm i skuteczność w działaniu.

Oj Wojtku, coś mi się widzi, że postrzegasz hunę jako strasznie matrix'owy system. Tymczasem to po prostu "zestaw narzędzi" - i w którą stronę będziesz chciał się udać, tam z huną lub bez niej możesz iść. To, co jest matriksowe, to co najwyżej nagminne operowanie mitami Hawajów ("utraconego raju"), cudownych mocy kahunów ("Stary Mędrzec"), czy jakieś sztuczne próby dowartościowania huny np. pseudo-unaukowienie, czy pseudo-uduchowienie. Przy czym to nie jest raczej kwestia samej huny, lecz osób, które pod szyldem huny sprzedają swoje jazdy - a te niestety zdarzają się chyba wszędzie, gdzie można spotkać się z własnym wnętrzem. Choć z drugiej strony przyznaję, że praktykowanie huny jest sprawą indywidualną i każdy, kto jej naucza, ma własne "koniki" wynikające z własnych doświadczeń i filozofii życiowej, albo z tematyki zajęć.

[WJ] Czy nie wydaje ci się, że huna szczególnie spodobała się Niemcom? Że oni do niej lgną i że huna jakoś dobrze wyraża niemieckiego ducha?

[PJ] Nie, nie sądzę. Po prostu Niemcy jako kraj się starzeją, a dodatkowo ich sytuacja ekonomiczna robi się niepewna, a to wzbudza zainteresowanie duchowością oraz metodami uzdrawiania lub magii sukcesu. (Zresztą tak samo jak skrajnymi ruchami społecznymi.) Skojarz to z tym, że Niemcy na emeryturze często podróżują po świecie, a Hawaje są znaną atrakcją turystyczną, i to daje pewne powody do przypuszczeń, dlaczego europejskie centrum "Aloha International" jest w Niemczech. Także, z naszej polskiej perspektywy, może istnieć podobieństwo obrazów Niemca, jako pewnego siebie, bogatego i jednocześnie perfekcjonisty - i wyobrażenia kahuny w biznesie, o ile hunę zrównać z magią sukcesu.

[WJ] Jak podoba ci się taki pogląd, że huna - nie mówię o praktykach rdzennych Hawajczyków, tylko o tym, co poszło w świat - jest w istocie MAGIĄ SUKCESU? Że jest to sztuka przygotowywania sobie powodzenia w życiu?

[PJ] Magia sukcesu to dobre zastosowanie tej wiedzy we współczesnym świecie, przynajmniej tej aktywnej, męskiej części mocy. Ale jest i druga strona huny, ta żeńska, bardziej związana ze sposobem przeżywania świata oraz inspirowaniem siebie i otocznia do podejmowania własnych wysiłków. (Ta odmiana również jest nauczana, tylko mniej o niej słychać). Jeśli się nad tym zastanowisz w kategoriach szamanizmu, to magia sukcesu, udanych polowań, pomyślnych zbiorów, występuje w prawie każdej kulturze. A ta część huny, która jest uniwersalna w tym względzie, jest taką dlatego, że np. stara się odpowiedzieć na pytanie na pytanie JAK to załatwiać z górą, z siłą wyższą czy ze światem, zamiast zajmować się kwestią religijną: z KIM to załatwiać.he, he...

Tak na marginesie: ta część huny związana z magią sukcesu została szybko wchłonięta przez inne nurty. Np. z tego, co mi wiadomo, Silva korzystał z wiedzy M.F. Longa, a jedna z dość popularnych technik NLP - praca z linią czasu - jest prawie żywcem zerżnięta z Hawajów. Tak samo hunę w kawałkach spotyka się na kursach tzw. prosperity.

[WJ] ...A nawiązania do dawnej kultury Hawajów są w istocie drugorzędne?

[PJ] Nie żyjemy na Hawajach. Muszą być drugorzędne, inaczej korzystanie z tego byłoby raczej karykaturalne. Ale dość łatwo jest przetłumaczyć (z hawajskiego na nasze) rzeczy takie, jak nastawienie, niektóre przekonania, podejście do różnych spraw lub po prostu techniki koncentracji, medytacji czy pracy z wizjami. Choć przyznaję, zainteresowanie się kulturową częścią huny pozwala głębiej spojrzeć i zrozumieć całą hunę, oraz do pewnego stopnia wewnętrznie nawiązać kontakt z linią przekazu i dalej uczyć się intuicyjnie, czy też jak to robił Long - szukać wskazówek poprzez odszyfrowywanie tajemnego kodu języka hawajskiego.

[WJ] Ciekawi mnie fakt, że jakoś nie słychać, żeby huny nauczali sami - rdzenni - Hawajczycy? Mnie, mało wtajemniczonemu, z huną kojarzą się głównie dwa nazwiska, zresztą obu tych ludzi już wymieniłeś: Max Freedom Long i Serge Kahili King. Dlaczego nie ma hawajskich nauczycieli?

[PJ] Są hawajscy nauczyciele huny. Z tym, że raczej nie ruszają się z Hawajów, trudniej do nich dotrzeć i przez to mało o nich słychać. Huna w swojej części szamańskiej, stawiającej na niezależność, długo była wiedzą zakazaną, prześladowaną, oczernianą (podobnie jak wudu na Haiti) i chyba ten nawyk nie wychylania się tamtejszym szamanom pozostał. To takie moje prywatne zdanie. Choć wystarczy odrobina inwencji i nawet w internecie można ich namierzyć: widać, że są i że nauczają.

[WJ] Wracam do pytania, które zadawałem, a ty uporczywie nie chcesz odpowiedzieć. Co się ROBI w hunie? Na czym polegają jej praktyki? Tylko nie mów, że każdy robi to, co chce, według własnego uznania. Musi być jakiś elementarz działań, coś, co znają i co robią wszyscy, o których się mówi, że stosują hunę? (Bo czymś się musi huna różnić od czegokolwiek innego, prawda?)

[PJ] Nie, nie musi się wcale różnić. Ludzie w większości przypadków są w miarę podobnie zbudowani - esencja tego co działa i im pomaga również musi być podobna. Są pewne standardowe idee, działania w hunie. Pomijając idee Aloha, główny nacisk kładzie się na kontakt z Wyższym Ja oraz wzmacnianie zasobów energii - na jedno wychodzi, szczerze mówiąc. Tylko to można robić na wiele sposobów. Np. kontakt z Wyższym Ja, można rozwijać przechodząc od technik wróżenia, poprzez wędrówkę szamańską czy praktykowanie medytacji otwartej a na właśnie na wzmacnianiu energii kończąc.

[WJ] Wspomniałeś, że w hunie wchodzi się w stany zmienionej świadomości. Na czym to polega?

[PJ] Po prostu przenosisz uwagę na świat energii, na wewnętrzną wizję lub wkraczasz w stan jedności z czymś - to są trzy różne od zwykłego "światy", a raczej punkty widzenia. Opiera się to na zdolności skupiania uwagi i wbrew pozorom jest całkiem proste. Występuje to w niektórych technikach niejako w sposób ukryty (np. otaczanie się światłem dla ochrony - to wywołuje przejście w wymiar energii, czy "uzdrawianie symboliczne" - na poziom wizji). Można również wykorzystywać te punkty widzenia bezpośrednio - np. obserwując i zmieniając aurę, albo wchodząc w wędrówkę szamańską.

[WJ] Czy do tego są konieczne pewne specjalne, rzadkie umiejętności? - Takie jak np. uzdolnienia muzyczne lub matematyczne?

[PJ] Żeby to działało, nie trzeba specjalnych umiejętności. Choć jak wszędzie do osiągnięcia mistrzostwa w tych działaniach, talent przydaje się.

[WJ] Hunę (często) utożsamia się z szamanizmem, bywa określana jako "hawajski szamanizm" - sam użyłeś tego określenia. King zatytułował nawet swoją książkę: "Szaman miejski". (Nawiasem mówiąc, angielskie słowo urban użyte w jej tytule - "Urban Shaman" - znaczy trochę co innego, niż nasze "miejski".) No więc mnie się wydaje, że stawianie znaku równości między huną a szamanizmem jest mocno na wyrost. Bo w hunie nie widzę tego, co jest istotą szamanizmu, czyli techniki wchodzenia w trans, czyli przechodzenia na drugą stronę, w zaświaty, najogólniej mówiąc. Brakuje mi też drugiej cechy szamanizmu: tego, że praktyki szamańskie i osoba szamana były otoczone lękiem, bojaźnią, to była osoba trochę święta, trochę przeklęta. A w hunie wszystko jest takie... wesolutkie i beztroskie. Sam sukces, żadnych przykrości. Więc jak się ma huna do szamanizmu, według ciebie?

[PJ] Wojtku, wydaje mi się, że wciąż sugerujesz się wizją Longowską lub wizją huny jako magii sukcesu.

[WJ] Cały czas mi chodzi o uchwycenie i o nazwanie ducha huny. Dlatego staram się ją porównać z rzeczami, których ducha czuję lepiej.

[PJ] Ja sam preferuję właśnie szamańską wizję huny - widzenie w niej drogi szamańskiej - z naciskiem na zdobywanie wiedzy, mocy i rozwój zdolności za pośrednictwem pracy w OSŚ. Serge naucza np. o podróżach do trzech światów jako metodach uzdrawiania i o specjalnych miejscach, z których się korzysta w wizjach. Ba, dość duży nacisk kładzie na rozwijanie świadomej komunikacji z przyrodą, zarówno w celu pobierania nauk, gromadzenia mocy, jak i nakłaniania duchów do współpracy. Tylko to wszystko jest podawane w sensie możliwości i ma czemuś służyć np. rozwijaniu życzliwego podejścia do świata. Natomiast nie jest koniecznością, wprost przeciwnie, z samych siedmiu zasad huny nauczanych przez Serge'a płynie wniosek, że to samo można robić na wiele sposobów.

Co do "świętości" i "przekleństwa" bycia szamanem, to wydaje mi się, że to jest dość subiektywna definicja. Choć i pod nią huna podpada, gdyż długo, chyba nawet do dziś, tamtejsi szamani byli utożsamiani z czarownikami używającymi "modlitwy śmierci". Ponoć do dziś słowo kahuna jest używane jako określenie złego czarownika, nie wiadomo tylko, ile w tym propagandy z czasów ewangelizacji, a ile pozostałości po jakiś wewnętrznych sporach.

[WJ] Wracam do kwestii, w której uporczywie nie chcesz powiedzieć nic konkretnego: Co się szczególnego ROBI w hunie?

Powiedz, nawet gdybyś czuł, że to duże uproszczenie. Ja podam swoje przykłady: w zen się siedzi w lotosie i skupia na pustce. W wadżrajanie wizualizuje się bóstwa (czyli buddów jak kto woli) i odmawia mantry. W szamanizmie (tym syberyjskim) się "kamła" czyli wchodzi w stany wizyjne przy bębnie. W chrześcijaństwie się modli. W islamie też, tylko pięć razy dziennie. W jodze przyjmuje się pewne dziwaczne pozycje ciała. W tai-czi wykonuje się ruchy w powietrzu w zwolnionym tempie. W wudu przywołuje się bóstwa, żeby w nas wstępowały. Co się robi w hunie?

Jeszcze jedna uwaga. Ja w tym wywiadzie przyjmuję rolę rzecznika czytelnika, więc programowo się niczego nie domyślam, jestem programowo niewtajemniczony, laik. Co się robi w hunie?

[PJ] Wiesz, gdybym szedł śladami MFL odpowiedź byłaby prosta: "oddycha się głęboko i posyła energię Wyższemu Ja" - i tworzy to formę skutecznej modlitwy w której prosi się o inspirację lub o urzeczywistnienie dla nas pewnej formy przyszłości. Natomiast u Serge'a, oprócz działań w duchu Aloha, faktycznie wyróżnikiem huny jest zajmowanie się kreacją marzeń. Nawet możnaby powiedzieć, że specjalnością huny, ogólnie, są cuda w naszym życiu - to, co gdzie indziej traktuje się jako specjalne siddhi czy łaskę, tutaj jest uważane za normalność, a wręcz się uważa, że pomyślność, zdrowie i szczęście to naturalny stan człowieka. Tylko w tym podejściu do huny nie ma określonego działania, owszem jest rytuał Haipule, on i inne działania mogą przyjmować różne formy, w zależności od twojego zrozumienia huny i siebie: mogą to być działania od masażu zaczynając, poprzez afirmacje, błogosławienie czy modlitwę i medytację oraz jogę, a na wizualizacji bóstw i rozmowach z nimi lub poddawaniu się im skończywszy, a może to być... spotkanie się ze znajomymi w barze czy pójście do kina.

[WJ] Użyłeś paru fachowych terminów hunicznych. Co to jest "mana"?

[PJ] To duchowa siła lub raczej moc. Można ją określić jako iloczyn zaufania (wiary, pewności siebie) i bioenergii (twojej zdolności jej wytwarzania, zapasów energetycznych, oraz jej przepływu między tobą a otoczeniem). Tu duch Aloha znajduje bezpośredni wyraz: im bardziej kochasz to, co robisz, jak robisz to, do czego dążysz - co oznacza, że jesteś z tym szczęśliwy - tym masz więcej many, by to urzeczywistnić.

[WJ] Co to jest "kala"?

[PJ] To jedna z zasad huny, tłumaczy się ją jako hasła: nie ma granic, sami stwarzamy granice własnego doświadczania. Jest to również wewnętrzne światło, światło występujące jako cecha Wyższego Ja w medytacji. Nazywa się też w ten sposób proces uwalniania napięcia: fizycznego poprzez relaks, emocjonalnego poprzez wybaczanie, mentalnego poprzez likwidację konfliktów przekonań i duchowego poprzez błogosławienie i kierowanie uwagi ku obecnej chwili.

[WJ] Co to jest "wyższe ja"?

[PJ] To nasza jaźń, duchowy aspekt, tworzący dla nas naszą rzeczywistość. Wewnętrzne wyższe ja możemy doświadczyć jako pewien stan poszerzonej świadomości, ale równie dobrze można powiedzieć, że wyższe ja manifestuje się dla nas jako nasze życie, jest przepływem energii w nas, czy pojawia się jako mądrość postaci w naszych snach lub wizjach.

[WJ] Co to jest Ma-Uri? (- Np. w nazwie instytutu.)

[PJ] "Ma-Uri" i "Lomi Lomi Nui" to mniej więcej synonimy (mauri jest maoryskie, lomilomi hawajskie) - to są zbliżone do siebie formy masażu, splatające w jedno oddziaływanie dotykiem i duchowe, oparte na filozofii huny.

[WJ] Jak byś radził Czytelnikom wizualizować Wyższe Ja? Czy masz na to swoje "patenty"?

[PJ] Tak: Jeden z najlepszych patentów to wizja i odczucie jasnego światła przed twarzą, odczuwalnego w całym ciele, naturalnie łącząc to wyobrażenie z oddechem i odczuwając "światło" w całym ciele, Ta wizualizacja jest oparta na pewnej naturalności doświadczeń i sama potrafi się rozwinąć w niezwykłe duchowe przeżycie. W tym kontekście, żeby komunikować się wystarczy zwrócić się do tego światła. Jeśli trudno ci jest zwracać się do światła jako takiego - możesz sobie wyobrazić, że w środku stoi lub siedzi jakaś postać.

Drugie takie moje ulubione wyobrażenie to Wyższe Ja jako aura, otaczająca ciebie, tworząca coś w rodzaju dużej, parometrowej, mlecznej świetlistej mgły.

[WJ] Long zalecał wyobrażać sobie Niższe Ja jako kogoś w rodzaju wiernego sługi, gotowego na każde skinienie. Czy tego wyobrażenia, wg ciebie, warto się trzymać? A może próbować podejść Niższe Ja inaczej?

[PJ] Myślę, że najlepsze podejście do wewnętrznych postaci, to traktowanie ich jako przyjaciół. I tak choć teoretycznie NJa - ciało - przypomina komputer programowany naszymi wyobrażeniami i intencjami, to jeśli pozwolisz sobie na uznanie w nim specjalnego rodzaju inteligencji-mądrości, to czynisz tym samym ciało źródłem mocy i uznajesz w nim przejaw WJa.

[WJ] Czy należy trzymać się jednego ustalonego wyobrażenia Niższego Ja (i Wyższego też), czy może należałoby zróżnicować te wizualizacje i na różne okazje, np. kiedy chcesz osiągnąć cele w różnych dziedzinach, pracować z różnymi formami Niższego Ja? (Oraz Wyższego?) - Na przykład w biznesie z jedną formą, a w nauce języka z drugą? Coś takiego, jak w wadżrajanie, gdzie medytacyjne bóstwa występują w różnych formach?

[PJ] Jeśli pracujesz z trzema ja na poziomie wizualizacji, wszystkie niejako oddzielając od wewnętrznego obserwatora to trzeba pamiętać, że jest to praca symboliczna. To, co robisz wizualizując, jest symbolicznym ukierunkowaniem wewnętrznych procesów.

Jak w każdej wizualizacji lub wizji, Wyższe Ja jest czymś, co ją animuje, porusza, "nasyca znaczeniem"; Średnie Ja wyznacza jej kierunek intencją oraz uwagą, a Niższe Ja buduje jej strukturę, obleka w formę na podstawie pamięci i innych wzorów, które przechowuje.

Kiedy pracujesz z modelem trzech ja, personifikując wszystkie trzy w wizji, to raczej pozostań przy tym modelu i nie wprowadzaj na siłę podziałów, natomiast z powodzeniem możesz pracując pojedynczo (z każdym Ja) prosić je o wyłonienie z siebie aspektu odpowiadającego tematowi pracy. Czyli np. pracować z aspektami twórczej energii (czyli Wyższego Ja) w danej dziedzinie, po prostu je personifikując - w ten sposób pracujesz z duchem sukcesu lub np. duchem angielskiego, np. starając się z nimi zaprzyjaźnić lub skłonić je, by w określony sposób zachowywały się w twoim życiu. Odwrotna metoda, to nakłonienie Niższego Ja, by odszukało w sobie, w pamięci, taki aspekt osobowości, który ma zdolności językowe i przekonać go, by był odważniejszy w wyrażaniu siebie oraz umówienie się na sygnał, który to pozwoli uruchomić. A metoda pośrednia, to wyłonienie takiej formy osobowości z Średniego Ja w postaci roli "Ja Angielskojęzycznego", następnie nakazanie jej przemyśliwania aktualnych problemów związanych z nauką i poproszenie jej o nauczenie cię wchodzenia w tę rolę.

[WJ] Czy Przewodnik, o którym pisałeś w swoim artykule dla "Taraki", jest tym samym, co Wyższe Ja, czy to jednak coś innego?

[PJ] W zasadzie to samo. Choć osobiście, kiedy mówię "Wyższe Ja", to mam na myśli pewien aspekt wewnętrzny, stan świadomości, proces wewnątrz nas, natomiast o Przewodniku staram się myśleć jak o aspekcie zewnętrznym. Może inaczej: w pewien sposób Przewodnik, to ta energia, te aspekty naszego Wyższego Ja, które są odrzucane przez to, z czym aktualnie się identyfikujemy: a tym bywa osobowość, ciało, a nawet nasz odbiór teraźniejszości.

[WJ] A czy Wyższe Ja (i Niższe też) może się przyśnić? To znaczy, w jakim stopniu postaci Przewodników, Mistrzów, Opiekunów lub Przyjaciół pojawiające się w snach, pokrywają się Wyższym lub Niższym Ja huny?

[PJ] Tak, WJa i NJa mogą się przyśnić.

O tym częściowo opowiadałem już, mówiąc o wizjach. W zasadzie w każdym śnie obecne są wzory, informacje pochodzące od Wyższego i Niższego Ja, czyli impulsy duchowe i cielesne, jeśli chcemy wprowadzać taki podział, spersonifikowane lub nie.

Ale z punktu widzenia praktyki w świecie symbolicznym, w tym wymiarze doświadczania jaki oferują nam sny, jest pewien paradoks: postaci tam spotykane są dokładnie tym, czym je określasz, jak je odbierasz, lub jak później interpretujesz. Innymi słowy pomimo, że TUTAJ śpisz i są w tym momencie obecne twoje jaźnie, generując sen, to TAM może dojść do ich spotkania jako trzech osobnych postaci. Możesz przeżyć całkowite spotkanie z Wyższym Ja, np. jako Starcem, Mędrcem, który wskaże ci drogę, albo Królem lub Żebrakiem, który wzbudzi twoje emocje. Niższe Ja często występuje w postaci gnomów, karłów, elfów, albo często w naszej kulturze wskakuje w rolę Cienia-Sprzymierzeńca. Średnie ja: to są zazwyczaj postaci w średnim wieku, ale o podkreślonej roli społecznej, to co gdzie indziej traktuje się jako obrazy persony.

Innymi słowy, różne ja, pomimo że są jednością, mają moc wcielania się w twoje sny, a my ich nie rozpoznajemy w sennym zamroczeniu(. To nie jest w stylu naszego zwykłego myślenia o snach, ale z punktu widzenia "sennego ja" - to jest właśnie to.

[WJ] A teraz, Piotrze, skup się. Mam pewien pogląd co do obrazu człowieka w hunie (i w ogóle, nie tylko w hunie), i ten pogląd może okazać się heretycki albo po prostu błędny. Wydaje mi się mianowicie, że określenia "wyższe" i "niższe" w stosunku do Wyższego Ja i Niższego Ja - tak jak przedstawia te "byty" huna - są mylące i kierują nasze myślenie na fałszywe tory. Przynajmniej mogą to robić. Bo jak się mówi o "Niższym" i "Wyższym" Ja i o "Ja Średnim" w środku, to właśnie wynika z tych słów, że moje zwykłe, zwyczajnie świadome i mówiące ja, czyli ja taki, jakiego siebie znam, jest POŚREDNIKIEM, MEDIATOREM pomiędzy tamtymi dwoma skrajnymi ja. Tymczasem tak po prostu nie jest! Zwyczajne Ja nie jest pośrednikiem, choćby dlatego, że może wywierać wpływ (co wcale nie jest łatwe i wymaga specjalnego szkolenia, którego dostarcza właśnie huna) na Niższe Ja, ale z Wyższym Ja w kontakcie nie jest!

Ja bym to widział i nazwał inaczej. Zwykła, "mówiąca" świadomość, to jeden skrajny biegun "ludzkiego bytu", a drugim biegunem jest to, co Ian Wilson (i pewnie nie tylko on) nazwał "Superself", Nadjaźń - czyli twój osobisty bóg-cudotwórca, a zarazem twój osobisty Przewodnik lub Wewnętrzny Mistrz. Zarazem ta istota jest, w jakimś stopniu, twórcą twojego losu. Można też ją uważać za osobistego geniusza lub dajmoniona. Ten drugi biegun, twój Duchowy Bliźniak (też tak go można nazwać) jest jednak od ciebie oddzielony, mianowicie barierą nieświadomości. Nieświadoma część ciebie leży gdzieś pomiędzy Ja Zwykłym a Nadjaźnią. Na tę nieświadomą część ciebie - która może być identyczna z Niższym Ja huny - działać można tylko magicznie. Tak by to wyglądało.

Główna różnica jest taka, że w hunie mówi się "niższy-średni-wyższy", przez co powstaje złudzenie, że Ja Zwykłe jest pośrednikiem. W tym obrazie, który naszkicowałem, są dwa punkty skrajne, odpowiadające Średniemu Ja i Wyższemu Ja w hunie, a pośrednikiem między nimi jest Niższe Ja. Co o tym sądzisz?

[PJ] Tak, nazewnictwo Niższy-Średni-Wyższy jest mylące, za chwilę do tych związków pomiędzy nimi wrócę.

Zajmijmy się tą biegunowością, o której piszesz. Ten pogląd się zgadza z praktyką, ale tylko właśnie z perspektywy identyfikowania się ze swoją osobowością. Jest to doświadczenie zwykłego ja, psychologicznego "ego" patrzącego na zewnątrz, do świata i w ten sposób też odbierającego światy i doświadczenia wewnętrzne.

Inaczej natomiast jest, kiedy zwracasz uwagę - w medytacji czy w jakimś innym działaniu - do wewnątrz, niejako oddzielając się od tego "zwykłego ja". Z tej perspektywy, wewnątrz odkrywasz, że to, co było za barierą nieświadomości i co przemawia do ciebie poprzez wydarzenia w świecie lub wciela się w senne postaci, oraz to, co było (jest) źródłem i procesem, polem kierowania uwagi - "esencjonalną świadomością istnienia" - to jest jedno i to samo.

To raczej trójkąt lub koło między trzema Ja, a nie odcinek z biegunami Średnie Ja - Wyższe Ja. Metafora jest odpowiednia, bo oprócz zwrócenia umysłu na samego siebie takim drugim punktem przejścia między różnymi wizjami świata (zwykły podzielony - a połączony w jedno), jest wejście w ciało i osadzenie się w świadomości sensorycznej, ale w praktyce to na jedno wychodzi.

Może to przełożę na szamańskie doświadczenie "warsztatowe", będzie Ci łatwiej zrozumieć: wspominałeś gdzieś w swoich tekstach o doświadczeniu widzenia świata na powierzchni, z perspektywy zakopywania się - to było właśnie to odwrócenie się do wewnątrz: widziałeś to, co było na powierzchni. Mogłeś, bo chwilowo BYŁEŚ TYM, ale jedyna forma, w jakiej mogło to odebrać czy wspominać "zwykłe ja" ze swoimi zwykłymi wzorami postrzegania, to było doświadczenie widzenia: "Stąd widzę tamto".

Teraz wróćmy do trzech ja. Taki pionowy rozdźwięk pomiędzy nimi, to jest uwarunkowanie po części zachodniej kultury (vide: rozdźwięk niebo, ziemia), po części zwykłego sposobu postrzegania opartego na liniowym poczuciu czasu, gdyż to nasze "zwykłe ja", tak jak je odczuwamy, bierze się głównie z liniowego szeregowania wspomnień - jest to swego rodzaju nawyk we współpracy Średniego Ja z Niższym Ja. Tymczasem trzy ja są funkcjami naszego bytu; można też powiedzieć, że współistnieją razem, np. kiedy sobie coś przypominasz, jakąś scenkę z życia: to Średnie Ja (TY w ogólności) kieruje uwagą, NJa (ciało) reagując na uwagę dostarcza wspomnień odtwarzając fizjologicznie tamten stan, a Wyższe Ja jest obecne na wiele sposobów: jako źródło wspomnienia (były twórca zdarzeń), jako sam proces wspominania (jako źródło zdolności, życie ciała i jego zdolność do funkcjonowania) i jako obserwator (który to obserwuje w tle na niewerbalnym poziomie), oraz jako pewna zmiana twojej rzeczywistości, która właśnie następuje. To nie jest pełny obraz, ale oddaje ideę - jeden proces widziany przez pryzmat trzech funkcji. W tym układzie komunikacja między jaźniami zachodzi cały czas.

[WJ] Oj, chyba dojrzeliśmy do wyższego kursu fenomenologii doświadczenia medytacyjnego! Ale miłośnicy huny to zatwardziali praktycy i jeszcze gotowi nas zlinczować za nasze przeintelektualizowanie. Proponuję wrócić za jakis czas do tego tematu, ale już w perspektywie szerszej niż tylko poczciwa huna. I jeszcze jedno pytanie na koniec: czy są w hunie jakieś szczególne działania integrujące grupę? Bo to chyba nie jest coś tylko dla samotnych poszukiwaczy?

[PJ] Nie, huna nie jest wyłącznie dla samotników, ale jak wszędzie: grupę integruje wspólne działanie w jednym celu. Z sympatyczniejszych procesów, które można w tym celu wymyśleć: najlepsze wydają się być wzajemne uściski na "misia" oraz szczere prawienie sobie komplementów, co można przełożyć na świat wewnętrzny: wyobrażając sobie tworzenie kręgu, w którym wszyscy trzymają się za ręce, z rejonu serca wysyłać miłą, ciepłą, serdeczną energię.

26 stycznia - 2 lutego 2004

 

Piotr Jaczewski

Komentarzy nie ma.