Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-12-17

Robert

Roślina prawdy
Autor opowiada o swoich doświadczeniach z ayahuaską, zarówno w mieście jak i w dżungli. Wywiad przeprowadził Wojciech Jóźwiak

Autor opowiada o swoich doświadczeniach z ayahuaską, zarówno w mieście jak i w dżungli. Wywiad przeprowadził Wojciech Jóźwiak


Przypadek czy coś więcej?

Co Cię skierowało do ayahuaski? Czy był to przypadek, czy logiczny kolejny krok na twojej drodze?

- Zacznę od tego, że pewne zdarzenia, a miały one miejsce na długo przed moim pierwszym spotkaniem z rośliną, spowodowały przekonanie i teraz już wiem, że nie ma dla mnie czegoś takiego jak przypadek. Wiem, że wybór ayahuaski był intuicyjnym krokiem na mojej ścieżce, który już wcześniej przeczuwałem. Pierwszy mój kontakt z energią tej rośliny był na długo wcześniej, gdy książki znanej podróżniczki otwierały mi się wielokrotnie na opisach jej sesji z Aya. Później roślina zaczęła wołać do mnie i towarzyszyć w snach pod postacią bogini w kwiecistej sukience, czy mojej dawno zmarłej babci, która mieszkała do śmierci sama w lesie. Pomimo pewnych trudności, w wyniku działań rodziny, w organizowaniu ceremonii w tipi i szałasów potu właśnie w tym lesie, cały czas nadal czuję jej bliskość, pełną akceptację działań i zrozumienie. Wcześniej nie miałem żadnych doświadczeń z roślinami zmieniającymi świadomość. Doznawałem podobnych stanów poprzez medytację oddechu, stymulację dźwiękami i obrazem, patrzenie w słońce, kręcenie się godzinami jak derwisz, niejedzenie oraz długi brak snu, tak około tygodnia i obserwowałem jak wpływa to na świadomość.

Decyzja o wzięciu udziału w ceremonii w Polsce, a było to ponad 3 lata temu, była głęboko przemyślana i byłem pewny, że chcę to zrobić. Na tej ceremonii przyjąłem ayahuaskę w trakcie nocnej ceremonii, a pejotl o świcie. Obie rośliny w dużych ilościach. Pejotl był w trzech postaciach: świeżych obranych kaktusów, herbatki oraz tej najmocniejszej - w proszku. Po ayahuasce odczucia były miłe, natomiast po pejotlu czułem, jak trzewia mi się wywracają i widzę swój żoładek. Od tej pierwszej ceremoni nie miałem już potrzeby brać więcej takich ilości. Może z jednym wyjątkiem - ceremonii w dżungli ekwadorskiej, kiedy to wziąłem poczwórną zalecaną dawkę. Według szamana, u którego się uczę uzdrawiania, babcia ayahuasca oczyszcza umysł, a dziadek pejotl - serce. Tamtego stanu iluminacji światła, radosnego umierania i zrywania tapet moich przyzwyczajeń nie zapomnę. Pamiętam pierwszy dotyk, kiedy otoczenie zaczęło jarzyć się intensywnością barw jakich nigdy wcześniej nie widziałem, pokazując swoją na codzień ukrytą matrycę rzeczywistości. Intensywność kolorów zależała od głębi mojego odczuwania. To była rzeczywistość, w którą mogłem wnikać na jakim poziomie chciałem. Powiem więcej, nie musiałem się tego uczyć, bo ja to wiedziałem. Przypomniałem sobie tylko, jak to się robi.


Roslina przemiany

Co ayahuasca zmieniła w Twoim życiu i w Tobie samym? Czy od spotkania z nią pod jakimś względem stałeś się innym człowiekiem?

- To nie roślina zmienia mnie, tylko ja sam zmieniam się w kontakcie z moją naturą oraz moim wyobrażeniem o sobie. Roślina jest narzędziem do dostrzeżenia tego, co jest we mnie najbardziej naturalne. Z jednej strony zmieniłem mniemanie o sobie, moją ocenę rodziny i otaczających mnie osób. Po tych spotkaniach bardziej jestem sobą i moje człowieczeństwo czuję na wielu płaszczyznach postrzegania wielowymiarowego. To ja decyduję, na której strunie zagrać, czy działam reaktywnie na to, co daje mi świat, czy aktywnie go kreuję wyrażając nim siebie. Zauważyłem, że oba kierunki działania energii łączy wspólne niegasnące uczucie miłości. Zobaczyłem, w jakiej iluzji różnych braków żyłem wcześniej, co było źródłem mojego cierpienia. Odczułem pełną obfitość wszystkiego. Roślina oczyszcza i uzdrawia poprzez odczucie pełnej akceptacji siebie takim jakim jestem oraz przyjęciem pełnej odpowiedzialności za dokonane wybory w życiu. Roślina pojawiła się wtedy, gdy miałem intencję rozpoznania i byłem na to gotowy. To ja sam uzdrawiam się poprzez roślinę, która jest mną, ponieważ wszystko jest połączone. Spotkanie z ayahuaską była odważnym krokiem wobec odpowiedzi, czym jest życie i śmierć i co jest poza nimi. Jedno spotkanie uleczyło najmocniej wpojony mi w dzieciństwie lęk przed śmiercią. Po tym spojrzeniu w źródło mojego istnienia wszystko już jest inne. Wyobraźnia wspomaga i roznieca siłę kreacji i tworzy nowe wszechświaty. Zacząłem uzdrawiać mój system przekonań poprzez przepuszczanie w sobie wszystkich emocji, które czuję, nie tamując ich przepływu. Poczułem uważność i bycie obecnym w obserwowaniu swoich emocji, nie tłumiąc ich i uważnie współgrając ze światem zewnętrznym poprzez moje wnętrze. Zobaczyłem moje schematy jako obraz klatki zbudowanej z przyzwyczajeń i lęków. Zauważyłem jak istotne jest to, komu i czemu daję swoją uwagę, czyli energię na co dzień. Zwróciłem uwagę przede wszystkim na to, jak i co jem. Mówię tu zarówno o myślach i emocjach jako pożywieniu. Zobaczyłem wiele moich nawyków i przyzwyczajeń, które nazywałem jako złe, i że tylko przez akceptację mogę je zmienić. Zauważyłem, jak ważna jest wdzięczność oraz wybaczanie sobie i innym. Przypomniałem sobie, że szczęście jest stanem ducha, który nie zależy od uwarunkowań oraz czynnników zewnętrznych. Roślina pokazała mi jak ważny jest impuls działania w zgodzie z intuicją, bez względu na to, co wydaje mi się, że myślą inni. Z rośliną wydaje się to wszystko być prostsze, ale zmiana zawsze pochodzi ode mnie.

Masaże ciała, które wykonuję, są bardziej intuicyjne i lepiej czuję oraz widzę punkty masowane, gdzie energia się zagęściła powodując gorszy przepływ w meridianach. Ostatnio mocno zacząłem pracować z głosem, który intuicyjnie czuję, jak tworzy więcej przestrzeni dla światła i poszerza świadomość.


Rola przewodnika

Ile w tym procesie przemiany było zasługi Twojego przewodnika lub przewodników?

- Przewodnikiem był doświadczony szaman, któremu podczas ceremonii ufałem, że wyprowadzi mnie z każdej sytuacji, w której się znajdę w niefizycznym świecie. W zasadzie szaman, czy mistrz ceremonii jest tylko po to, aby moje ego nabrało przekonania, że jest bezpieczne. Wydaje mi się, że po to tak naprawdę jest ceremonia, aby było płynniejsze połączenie świata materialnego z duchem, jako wszechogarniającej energii. Ciało wielokrotnie potrzebuje pomocy fizycznego uzdrawiania ziołami, kadzidłami czy olejkami. Wiem to po sobie, że umysł potrzebuje kojącego zmysły i emocje odgłosu łopotu piór czy dźwięków bębnów, grzechotek lub innych instrumentów. Ja zdecydowałem się już od ponad 3 lat pracować głównie z jednym szamanem, u którego jestem studentem, który jako jeden z niewielu mi znanych stosuje na ceremoniach dwie rośliny: ayahuaskę i pejotl. Obie działają w różny sposób i wielką sztuką uważności szamana jest połączyć ich działania z korzyścią dla osób w kręgu na tej samej ceremonii. Brałem udział w ceremoniach prowadzonych przez kilku taitów. Najwięcej przez dziewięciu w dżungli w Ekwadorze.

Na ten moment trudno mi zliczyć wszystkie ceremonie, w których brałem udział. Najbliższą liczbą chyba byłoby pomiędzy 40 a 50. Ilość jednak nie jest tu istotna. Mogłem sobie pozwolić na taką ilość z uwagi na to, że co dwa miesiące cyklicznie jestem współorganizatorem tych spotkań. Byłem też pół roku temu na piątej pielgrzymce Qauchi Raymi do naturalnie świętych miejsc w Ekwadorze i Peru, gdzie co 12 lat zjeżdżają się z całego świata szamani, bioenergoterapeuci i ludzie, którzy wspierają tradycje Indian Ameryki Płd, gdzie również miałem wiele ceremonii ayahuaski. Brałem udział zarówno w ceremoniach indywidualnych, kilkuosobowych; w mieście jak i poza oraz w kilka razy w dżungli na ponad setkę osób. Raz też na pustyni Nazca, gdzie całą noc manifestowało się nade mną UFO i miałem kontakt. Kilka razy robiłem sam dla siebie ceremonie. Lecz miejsce dla mnie obecnie nie ma znaczenia ani ilość osób. Wielkim świętem jest, gdy ceremonia jest w tipi z przewodnictwem ducha i przodków Indian. Dobry uważny szaman stanowi czysty kanał do przejawiania się Wielkiego Ducha w kręgu osób. Powtarzam jednak, że czuję, że te uwarunkowania są tylko ważne na poziomie mojego ego. To i tak ja sam siebie uzdrawiam poprzez roślinę. Ona mi tylko przypomina jak to się właściwie robi. Pomocni są wtedy również przewodnicy duchowi, którymi mogą być przodkowie, anioły czy zwierzęta totemiczne. Roślina umożliwia bezpośredni kontakt i rozmowę z nimi. Wszyscy wszak pochodzimy z kosmosu: zarówno minerały, rośliny, zwierzęta, ludzie oraz istoty niefizyczne.


Do czego to jest podobne?

Czy stan po ayahuasce przypomina któryś rodzaj bardziej znanych doświadczeń? Czy jest podobny np. do snu (śnienia), albo do upojenia alkoholowego?

- Stan, a raczej odczucia po ayahuasce za każdym razem są inne i ma sensu ich porównywać. Najbardziej bliskie określenie tego stanu to wewnętrzne obudzenie i iluminacja. Podobne to jest stanowi świadomego snu, lecz wychodzi poza jego ograniczenia. Za każdym razem jednak czuję, że bardziej się nie można obudzić. Lecz zauważam, że jednak można i później to obserwuję na nowo lecz już inaczej.

Zdarzało mi się czasami, że czułem, że nie oddycham i nie mam potrzeby oddechu i było mi z tym bezczasem dobrze. Uważna obserwacja nie daje możliwości do paniki czy stanów lękowych. Roślina nauczyła mnie oddechu z głębi swojej pustki, a było to jeszcze co ciekawe na ceremoni, na której nie brałem rośliny. Oddech ten polega na tym, że wyraźnie czuję jak biorę wdech z wewnątrz siebie i rozprzestrzeniam, a nie tak jak robi większość istot żywych, pobierając z zewnątrz powietrze. Ten rodzaj oddechu pomagał mi w czasie niejedzenia utrzymać energię czy ogrzewał w nocy podczas kilkudniowej medytacji poszukiwania wizji w górach w deszczu pod gołym niebem. Jeszcze innym razem miałem wrażenie wielolokacji, czyli że jestem w tym samym momencie w wielu miejscach na raz. Sama intencja zapalenia ziół czy kadzideł do uzdrawiania roztaczała wspaniały ich aromat w powietrzu. Czasami odczuwałem stan zbliżony do upojenia alkoholowego. W tym momencie jednak trudno mi porównywać, bo dawno nie piłem tak dużej ilości alkoholu żeby się upić. Chyba dobrze, że ayahuasca jest trudno dostępna w świecie zachodnim, jako roślina na rejestrze zakazanych, bo potrzebny jest szacunek i respekt wobec tej świętej rośliny. Szacunek, którego nie mają wobec tytoniu nałogowi palacze. Porównując jednak z moim doświadczeniem po 5 kropelkach LSD-25, to po tym syntetyku miałem wrażenie, że się całkowicie rozpadam i nie mam żadnej kontroli, podczas gdy ayahuaskę czuję i z nią rozmawiam. Doświadczenie to było pozbawione czucia we wszystkich chwilach jako jednej wiecznie trwającej chwili rozpadu i temu stanowi nie było końca. Ale, cóż mogłem zrobić odpuściłem i obserwowałem. Efekt terapeutyczny jednak został osiągnięty. Piękne umieranie. Miałem porównanie jak działa syntetyk z poziomu wcześniejszych prac z ayahuaską, pejotlem czy grzybami. Zadziałało piorunująco. Byłem plastikową nicością. Jednak jedno doświadczenie z LSD już mi wystarczy. Dziękuję, już mam porównanie, aby wiedzieć co czują osoby na kwasie i jak mogę im pomóc. Jak dla mnie za dużo sztucznej technologii. Brakowało mi tam naturalnego głębokiego odczucia wewnętrznego dotyku - tchnienia źródła jakie jest po ayahuasce.

Ja biorę ayahuasca po to, aby przypominać sobie i pracować ze swoją psychiką, oraz aby mając kontakt z przestrzenią niefizyczną pomagać i służyć innym, tym co są mniej doświadczeni z rośliną.


Wskazówki, przestrogi

Jakie miałbyś wskazówki lub przestrogi dla tych, którzy pierwszy raz wybierają się na seans ayahuaski, w mieście lub do selwy? Czego powinni unikać, a na co się otworzyć?

- Święte rośliny dawniej dawały szamanom uzdrowicielom wgląd, w jaki sposób uzdrawiać siebie, a dopiero później brały je osoby, które wyrażają taką potrzebę. Uzdrawianie takie było oczyszczaniem z przeszkód i zapór - wzorców myślowych, schematów zachowań itp. oddzielających od bezpośredniego kontaktu z - powiedzmy - połączoną ze wszystkim duszą. Teraz szamani dzielą się tym z nami, aby każdy mógł nauczyć się uzdrawiać sam siebie. Przy wyborze ważne jest jaką repuację ma szaman, czy jest znany i jak wielu ludziom pomógł osiągnąć to "niemożliwe". Święte rośliny dają wgląd we wnętrze duszy poprzez intencję. Zalecane jest, by medytować na kilka dni przed ceremonią oraz poczuć wybór odpowiedniej, ważnej dla siebie intencji, z jaką przystępujemy do ceremonii. Ayahuaska, zwana także przez Rdzennych Babcią Ayahuaską, uzdrawia umysł, oczyszcza i prowadzi do wewnętrznej wiedzy. Do ayahuaski najlepiej przygotować się stosując minimum trzydniowy post od jedzenia i seksu. Jeśli ktoś ma problem z całkowitym postem, to wskazane wtedy spożywanie wyłącznie warzyw, owoców, picie dużej ilości wody, soku z aloesu na czczo oraz kefiru (zsiadłe mleko), dużej ilości soków owocowych. Wskazane także w przeddzień lub rano w dniu ceremonii zastosować lewatywę. Wskazane jest także unikanie rozmów i dyskusji, które pobudzają "negatywne emocje" oraz oglądanie filmów i widowisk zawierających lub opisujących działania z użyciem przemocy. Życzeniem szamana-uzdrowiciela jest, by nie uczestniczyły w ceremonii osoby, które nie okazują szacunku świętym roślinom oraz samej tradycji ceremonii ze świętymi roślinami. Ceremonie nie służą do zabawy lecz do pracy nad sobą. Mogą służyć do uzdrawiania różnego rodzaju uzależnień.

Gdy staram się otworzyć i zaakceptować siebie jakim jestem, jestem obecny we wszystkim co się wydarza, bez względu na to jakie przybiera formy wizualne i co myślę o tym, to roślina zadziała. Od momentu decyzji uczestniczenia w ceremonii, już biorę w niej udział. Obserwuję, co się zmienia gdy myślę i przywołuję swoją intencję wieczorem przed snem. Ja więcej razy brałem wywar ayahuaski w mieście, niż poza. Miałem też kilka ceremonii w dżungli amazońskiej w mniejszych bądź większych grupach. Faktycznie ceremonie w dżungli były bardzo magiczne i wyjątkowe poprzez śpiewy icaros Indian. Tylko od mojego wewnętrznego nastawienia i otwarcia na nowe, nie zawsze miłe doznania, zależy jak przeżyję to spotkanie. Na obecną chwilę dla mnie miejsce nie odgrywa większej roli, gdyż cały proces dzieje się we mnie i w moim umyśle. Obecnie już nie mam potrzeby brać ayahuaskę na każdej ceremoni.


Bad trip

Czy przy ayahuasce zdarzają się "bad-tripy"? Jeśli tak, to czy można ich uniknąć?

- Wzięcie ayahuaski jest jak skok na głęboką wodę. Nigdy nie wiesz gdzie wylądujesz, dlatego niektórym kojarzy się to ze śmiercią. Branie jej, jeszcze dla zabawy bez intencji, która nas ma zmienić wewnętrznie, gdy nie umiesz "pływać", może się okazać bardzo trudnym doświadczeniem do przeżycia. Odczucie, że tracisz rozum, nie dla wszystkich jest od razu do zaakceptowania. W zasadzie nie ma znaczenia czy sią boisz czy nie. Nawet gdy czuję, że mnie nie ma - rozpadłem się. Gdybym odczuwał lęk, pewnie byłoby jeszcze trudniej. Pewnym wstępem do bad-tripa może być "obudzenie" w zupełnie nieznanej przestrzeni, która w dodatku cały czas się zmienia. Nie poznajesz swojego pokoju i nie ma tam twoich rzeczy - to może już spowodować u niektórych atak paniki. Wtedy dalsza reaktywność powoduje zapadanie się w piekło własnego strachliwego umysłu.

Trzeba po prostu tego spróbować, aby zobaczyć jak na Ciebie działa. Jak na razie nie słyszałem, żeby ktoś od tego umarł J, a od upojenia alkoholowego to były przypadki zgonów. Choć, w trakcie działania rośliny, możesz mieć wrażenie że właśnie umierasz lub umarłeś. Jednak nie polecam sprawdzania nowicjuszom jak działa yage (to inna nazwa Babci Aya) dla zabawy, bez intencji i bez ceremonii prowadzonej przez szamana. Ego nie ma wtedy jeszcze tej elastyczności i umiejętności "pełnej obecności" przy wychodzeniu z różnych stanów, które z pozoru wydają się trudne. Właśnie czasami ten pozór może być bardzo namacalny i bolesny. Na ceremonii doświadczony szaman wie w jakiej przestrzeni znajduje się każda osoba i jego rolą jest pomóc każdemu wyjść z tych doświadczeń bez uszczerbku na psychice.


Czy coś da się zaplanować?

Czy jest sens mieć jakieś oczekiwania lub plany wobec ayahuaski? Czy przy jej pomocy można sobie coś "załatwić"? Wykonać jakieś zaplanowane działanie, celową zmianę w sobie? (Np.: schudnę. Wyleczę się z choroby. Nauczę się angielskiego. itp.) Czy przeciwnie, przez ayahuaskę nie da się przenieść (na drugą stronę tego doświadczenia) własnych problemów?

- Wiara w intencję zadziałania ayahuaski jest podstawą procesu uzdrawiania. Wyobraźnia uruchamia i wzmacnia siły kreacji. Podczas kontaktu roślina pokazuje, że jednak wszystko zawsze zależy w moim życiu ode mnie. W moich rękach jest los, który zależy od elastyczności moich zwyczajów oraz charakteru. Przebiegłość i "załatwianie" sobie czegoś kosztem kogoś nie popłaca. Mechanizm ten jest prosty. Można się wtedy nieźle zapętlić w zabawę czarownika w labiryncie pożądania, swojej wyższości i panowania nad innymi. Jeżeli czuję intencję zmiany, konkretnego działania, czy uzdrowienia jakiejś choroby, złego nawyku czy dysfunkcji, to mogę w sobie zobaczyć jak na wyświetlonym filmie sytuacje, które nie pozwalają mi tego osiągnąć. Im mocniejsza jest intencja zmiany i działania, tym wyraźniej zobaczę czynniki i odczuję na własnej skórze te, które mnie od niej izolują w moim myśleniu. Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasuwa to podobieństwo do chrześcijańskiego sądu ostatecznego. Dokładnie tak, bo podczas spotkania z duszą poprzez ayahuaskę można "negocjować" własną karmę.

Rośliną można wspomóc naukę języków. W stanie transu bardzo często osoby mówią różnymi językami, czasami o nieznanym pochodzeniu. Później się okazuję, że były to dawno nie używane dialekty. Czasami śpiewają pieśni tak pewnie, że mam wrażenie jakby tym językiem posługiwały się powszechnie. Sam tego doświadczałem bardzo często, gdy wyraźnie czułem co śpiewam. Zaiste, trudno to opisać. To czy uda mi się przenieść te doświadczenia i rozpoznania własnych przywar, zależy tylko od tego czego chce moja dusza wobec mocy intencji zmiany moich przyzwyczajeń w tym życiu.


Z fizyka zrobić mistyka

Czy doświadczenia ze stanami ayahuaskowymi są szokiem dla wykształconego, "oświeconego" Europejczyka? Czy skłaniają do tego, żeby porzucić pewne myślowe nawyki i przyjąć inne, może przeciwne? Mówiąc w skrócie, czy ayahuasca z fizyka robi mistyka? Jak to było z Tobą?

- Umysł człowieka zachodniego nie jest w sposób naturalny tak elastyczny jak ludzi z buszu czy dżungli. Według mnie taki Europejczyk zaślepiony jest swoją wyższością i panowaniem nad naturą. On ma bardziej ograniczoną percepcję i bardziej przytępiony odbiór rzeczywistości takiej jaka jest, niż ubogi prostak z lasu. Ayahuasca tak jak iboga jest szokiem dla zachodniego umysłu i jest bardzo pomocna w pracy ze wszelkiego rodzaju uzależnieniami. I dobrze, bo zachodni umysł uwodzony jest na każdym kroku skutecznym marketingiem używek i jest to w końcu z korzyścią dla całej populacji, kiedy nasze umysły odpuszczają, stają się bardziej elastyczne na pewne nawyki myślowe. Ważne jest, aby być obecnym i uważnym w każdej chwili i nie postępować jak automat reagujący bezrefleksyjnie na bodźce, np.: ból, czy inną trudność. Takie cechy jak: elastyczność, otwartość na nowe oraz refleksyjność przywołują harmonię, która zawsze pochodzi z serca, co daje czysty umysł. Umysł szczęśliwy, który nie cierpi. Niewiele osób pamięta o tym, że utrzymywanie tej higieny jest ważniejsze od mycia rąk. Ayahuasca podczas ceremoni daje mi pełną obecność z czystym umysłem, bez pytań i oczekiwań. Stan ten pokazuje mi, że oświecony umysł to ten, który nic nie blokuje i nie zatrzymuje pod pewnymi warunkami. Jeżeli pojawiają się myśli to nie po to, aby stworzyć nowe schematy myślowe do działania, ale po to aby się świadomie uwolnić od przywiązania do nich.

Ayahuasca jest najprostszym środkiem, aby z fizyka zrobić mistyka. Wiem to po sobie, bo w momencie działania rośliny umysł dostaje zupełnie nową wcześniej nie odczuwaną świadomie porcję energii. Porównać to można do przejścia z zasilania układu nerwowego z powiedzmy 24V na prąd trójfazowy. Niektórzy czują to tak, że od razu chcieliby wyłączyć i pójść spać, bo dla nich jest to za dużo. Cóż, każdy jest w stanie dotknać tyle światła, na ile jest gotowy w danym momencie życia, aby się nie sparzyć i nie oślepnąć. Każdy ma swój indywidualny poziom bezpieczeństwa, czy próg bólu lub szaleństwa.

Co ciekawe, bo z poziomu moich doświadczeń z ayahuaską oraz innymi roślinami psychodelicznymi, to wszystkie ustalone jako uniwersalne bezwzględne prawa fizyczne przestają działać, łącznie z odczuciem grawitacji czy propagacji światła. No bo jak profesorowi fizyki dać do zrozumienia, że widziałem całą otaczającą rzeczywistość oraz moje ciało jako linie, struny i smugi światła. Widziałem i czułem, że jestem niepodzielony z jedną matrycą. Jestem zbudowany ze światła, które jest w ciągłym ruchu i w bezruchu zarazem, moją świadomością, wszystko w zależności od płaszczyzny obserwacji. Zwykle zdaję się poruszać w znanej mi rzeczywistości, lecz wtedy korzystam tylko z płaskiego postrzegania przefiltrowanego przez iluzję i niedokładność obserwacji pięcioma podstawowymi zmysłami. Mają one ograniczenia odbioru całości wielowymiarowego obrazu. Szamani ten brak zdolności zmiany swojego postrzegania nazywają "mają" czyli śnieniem snu planety jako oddziaływania świadomości zbiorowej na jednostkę.

Obraz rzeczywistości jaki powstaje podczas tego śnienia przez zogniskowanie na ekranie odbioru własnych lęków wobec nieskończonego ogromu wszechświata, ujęcie go w pewne ograniczające ramy i ustalone przez większość prawa fizyki, czy zasady statystycznej analizy. Spowodowało to przyjęcie, powielanie i narzucanie innym dla ich wygody, bo mądrzejsi od nas już to wcześniej zrobili, tych samych mechanizmów działania. Uwarunowało to pewną wygodę odczuwania bezrefleksyjności, która wynika ze strachu o przetrwanie wobec ogromu nieskończoności wszechświata. Dobrym przykładem tego jak poradziła sobie z tym ewolucja, to umieszczenie i ścisłe połaczenie w mózgu dwóch ośrodków: ośrodka wypierania nieprzyjemnych doznań oraz reakcji na bodźce śmiechem. Pierwszą reakcją na paradoks oraz lęk wobec nieznanego jest śmiech wypierający to doświadczenie, aby nie nastąpił biochemiczny proces powodujący dyskomfort i stres dla organizmu. Zatem zdrowiej jest reagować śmiechem a nie gniewem czy strachem, który oddziela od odczuwania istoty zjawiska obserwowanego. Naukowcy..., bo wszechświata nie da się zbadać, można go w jednej chwili bezczasu poczuć w świadomości jedności. Istotę świata jako całości, zarówno tego widzialnego jak i nie widzialnego mogę tylko poczuć z poziomu wewnętrznego obserwatora zjawiska.

W moim odczuciu, światło po prostu jest. Potencjalny ruch energii podczas obserwacji Słońca odbywa się w obie strony: od i do pozornego źródła emitującego światło. Przy czym każdy promień zdaje się wirować. Mam w oddziaływaniu materii ograniczenie prędkości propagacji światła oraz spektrum widzialnego w czasoprzestrzeni tylko dlatego, abym mógł posługiwać się tym ekranem w naszej wspólnej rzeczywistości. Takie mechanizmy percepcji wykształciła ewolucja gatunku, lecz nadal się rozwija. Jednak umysł na pewnym etapie swojego etycznego rozwoju częściej przyjmuje mechanizmy, wpaja innym, te które dają większą możliwość kontroli nieświadomej tego większości i wywiera przez to wpływ na grupy. Ogół wtedy też przyjmuje takie prawa, które dają możliwość dalszego rozwoju tej kontroli.

Fizycy jednym sprawnym cięciem wyrugowali eter, czyli inaczej wedyjską pranę, czy energię chi i "zubożyli" atom przyjmując "jedynie słuszny" model Bohra. Pozbawili się tym samym spoiwa, fraktalności i implozyjnego osadzania się ładunku w niepodzielonej "boskiej matrycy". Tym samym zmusili innych do postrzegania świata na koncepcyjne życzenie włodarzy tego świata. Niewłaściwie określone warunki eksperymentu z udziałem interferometru, dały wyniki ośmieszające zwolenników teorii eteru.

Nie znaczy to jednak, że eter zniknął. Mistyczne zjawiska, które widziałem i czułem potwierdzają dla mnie jego istnienie. Najbliższym określeniem tego ogromu pustki jest według mnie świadomy tego połączenia generator tzw. czarnych dziur.

Naukowcy jednak kreują mały wycinek rzeczywistości na płaskim ekranie postrzegania zjawisk, i tym wymyślonym prawom ma się podporządkować natura. Natura jednak nie znosi próżni, tym bardziej tej fizycznej. Ona jednak niczemu nie da się podporządkować, bo nie jest niczyją poddaną.

W ten sposób postrzegając rzeczywistość, to my stajemy się niewolnikami czyjegoś tworu umysłu, który poddaje nam koncepcję na życie. Po doświadczeniach z ayahuaską zacząłem tworzyć naturalną fizykę na swój własny użytek.


Wyzwalacz talentów

Czy znasz przypadki, kiedy ayahuasca wyzwoliła w kimś pewne nadzwyczajne umiejętności, ukryty talent (np. artystyczny) albo siddhi? Czy coś takiego wydarzyło się z Tobą?

- Każda ceremonia rodzi kolejnych "oświeconych". Nie ma zasady, bo ludzie reagują bardzo różnie. Niektórzy się śmieją sami z siebie, a inni są bardzo głęboko w procesie w bezruchu, a czasami w bezdechu. Raz się zdarzyło tak, że szaman zostawił przed ceremonią butelkę z ayahuaską przed właczonym telewizorem. Babcia Aya przez cały ten czas oglądała kreskówki dla dzieci i na ceremoni się nimi podzieliła ze wszystkimi. Prawie wszyscy mieli wesołe wizje i grali w jakichś filmach dla dzieci swoje role życiowe. Było wtedy dużo radości i niczym nie skrępowanej zabawy. Po ceremoni szaman ma zwyczaj i prosi, aby się dzielić spostrzeżeniami, kto co widział i poczuł, co go wyraźnie poruszyło do zmiany postrzegania swojej istoty. Ja widziałem w wizjach wiele wzorzystych obrazów o niespotykanej wcześniej intensywności barw, ale nie zdecydowałem się tego przenieść na papier, bo wiem jak to jest ulotne. Praktycznie od tego zaczyna się zwykle przygoda z ayahuaską, gdzie roślina zabiera na przejażdżkę odczuwania różnych barwych form. Pokazuje emocje i uczucia pod postacią tych wizji. Znam osoby które poszły w tym kierunku, gdzie od zera stali się artystami wyrazu swoich emocji w różnych formach ekspresji w obrazie czy muzyce. Wiele osób dostaje przepis na życie na dany moment, w którym się znaleźli. Ja jeszcze do pełnych zmian jakie dała mi podpowiedzi, jeszcze się nie zdecydowałem. Choć wiem, że mogę wiele rzeczy robić i poznałem swoje talenty. Na jednej z ceremoni miałem bardzo głęboki wgląd w świat dźwięków, więc wziąłem gitarę, popłynąłem na tych połączonych dźwiękach i mogłem zagrać każdą melodię. Miałem poszerzoną percepcję odbioru przed nadaniem. Czasami tak się zdarza, że odpowiedź przychodzi wcześniej niż zadane przeze mnie pytanie. Miałem tak wielokrotnie z moim szamanem. Podczas ceremoni przyszła do mnie myśl, że dla zdrowia całego organizmu bardzo ważna jest dla mnie emisja głosu i odczucie wibracji rezonatora w czaszce. Najpierw zacząłem intonować z szamanami a później śpiewać na ceremoniach. Od razu zauważyłem, że nigdy wcześniej głos mi tak nie wibrował głębią. Intuicja podpowiedziała mi wtedy, abym użył jako instrumenty również piór oraz naszyjników z koralików. Zobaczyłem, jak to wpływa na poszerzenie świadomości odczuwanej chwili. Po ceremoni wiele osób dzieli się ze mną wrażeniami, jak to uzdrawiająco podziałał na nich mój głos. Jest to bardzo miłe i uświadczające w dobrej decyzji kontynuowania i rozwijania tej umiejętności. Od tamtej chwili organizuję co jakiś czas warsztaty śpiewu intuicyjnego. Osoby, które już w nich uczestniczyły przyznały, że nie myślały wcześniej o możliwościach głosowych w ten sposób, że wewnętrzne światło można uwolnić również głosem z odczucia źródła. Jednym z ważnych elementów lepszego kontaktu z rośliną i uzdrawiania, a także artystycznej oprawy ceremoni są śpiewy icaros, które są pomocne, aby utrzymać obecność i świadomość w rzeczywistości, bez odlotów. Na początek jest to trudne, ale po pewnym czasie można zdyscyplinować ciało i umysł do świadomej pracy z rośliną. Jedna ze znajomych zaczęła projektować i sama szyć piękne stroje i robić eleganckie pokazy współczesnej kolekcji opartej na wzornictwie, gdzie wyraźnie zainspirowała się różnymi tradycjami Indian i Słowian. Mój bliski znajomy, który jest niewidomy, znacznie lepiej orientuje się w otoczeniu i wielokrotnie przeprowadził nas przez las w nocy. Niewiarygodne, prawda?


Poczucie misji

Czy ayahuasca powoduje (wyzwala) u ludzi poczucie misji? - Tak można interpretować np. biografię Michaela Harnera, który po seansie ayahuaski w Ekwadorze stał się "papieżem neoszamanizmu". Tu należy przypadek Raimundo Irineu, który pod wpływem wizji po ayahuasce założył nową religię - kościół Santo Daime.

- Może się tak stać, że roślina będzie wyzwalaczem z potencjału różnych talentów. Niektórzy mogą to postrzec jako poczucie pewnej misji do urzeczywistnienia. Misje, które słóżą nam wszystkim, są na pewno dobre. Niektórzy znajdują swoje zajęcie na całe życie jak Harner czy Raimundo, chcą zaistnieć, czy dać cząstkę siebie, czasami poczuć się ważnymi. To wszystko w zależności jakie cechy mają do przerobienia w swoim życiu. Cenię książki Harnera i wiedzę użytkową jaką w nich zawarł, lecz czy nazywanie go różnymi przydomkami czemuś więcej służy? Brałem udział w ceremoni Santo Daime z piękną oprawą artystyczną i pozostawiło to we mnie duże wrażenie na długo. Nie nazwałbym tego religią. Owszem jest to pewien piękny i głęboki rytuał duchowy, który łaczy ludzi na głębokim poziomie wspólnego odczuwania. Poziom współtworzenia miłości niespotykany w zwykłych kościołach. Santo Daime dało możliwość powołania instytucji kościoła i przekazywania rytuału roślin psychodelicznych tam gdzie są one zakazane.

Po ceremoniach zdarza się tak, że dotychczas osoby skryte i wycofane zaczynają przemawiać tonem guru. Docierają do dotychczas przez nich niestosowanych form retoryki i wykazują się elokwencją. Ważne jest wtedy, aby zachować uważność i umiar, aby nie stać się kaznodzieją, mówiącym co inni mają robić. Pewnie jest to forma odreagowania przez ego wcześniejszej nieśmiałości. Łatwo być Chrystusem mówiąc co inni mają zrobić w swoim życiu, niż wykonać chociaż jedną małą zmianę swoich złych nawyków, które powodują cierpienie. Jedyną misją nakładaną na nas przez naszą duszę, jest to, aby być szczęśliwym, przypomnieć sobie kim jestem i jaką rolę mam do spełnienia w tym życiu. W otwarciu wewnętrznych oczu pomaga naturalność rośliny. W niektórych przypadkach następuje znaczna poprawa fizycznego zdrowia, psychicznej kondycji, a także duchowa transformacja, które można postrzegać jak misję. Ceremonia, dla każdego z uczestników jest bardzo indywidualnym przeżyciem, całkowicie zgodnym z jego indywidualną osobowością i potrzebami. W trakcie ceremonii możliwe jest także uzyskanie odpowiedzi i rad Babci Ayahuaski (lub naszej Wyższej Jaźni) na ważne pytania, które dotyczą naszych sposobów działania w tym świecie. Niektórzy, od razu ochoczo dzielą się radami z innymi, trochę zapominając o tym że są to rady tylko dla nich. Cóż, podczas ceremonii czuwam, niosę pomoc i służę innym podając miski do wymiocin, czy oczyszczam i uzdrawiam piórami. Zawsze najwartościowsze dla mnie jest cicha służba dla innych, bo wiem że ego bywa bardzo zwodnicze w poczuciu swojej ważności i wyjątkowości.


Ceremonie

Seanse ayahuaski typowo nazywane są ceremoniami. Czy są to ceremonie podobne do religijnych? Czy w samym stanie ayahuaski jest coś, co domaga się niezwykłych - właśnie ceremonialnych - zachowań, rytuałów, jakichś "zaklęć, modlitw i procesji"?

- Seanse ayahuaski pokazują, że święte jest wszystko wokół przez odczucie jedności i harmonii wszechświata we mnie, oraz że uważne życie jest ceremonią, a każda chwila może być modlitwą. Kierunek odczuwania energii jaki obieram, zależy tylko ode mnie. Stosowanie konkretnych wyuczonych modlitw, tym bardziej zaklęć czy procesji nie jest konieczne, wszystko dzieje się intuicyjnie i zawsze we właściwym czasie. Gdy będziemy o tym pamiętać, zaufamy i otworzymy się w pełni na to, co płynie, żadne dodatkowe zabiegi, które powinny służyć tylko utrzymaniu uważności i obecności naszego wewnętrznego ego, nie będą wtedy potrzebne. To tylko ode mnie zależy, czy znajduję Boga w sobie i zwracam się do Wielkiego Ducha we mnie po przewodnictwo, czy szukam go na zewnątrz uświęcając szczególne miejsca jego przebywania, co zdaje się robić większość religii. Jeśli traktuję ceremonie i medycynę z należytym szacunkiem, gdy pielęgnuję z wdzięcznością i powagą tę starą, bo podobno mającą ponad 10-15 tysięcy lat a może i dłużej, świętą ceremonię, to mogę spodziewać się radykalnych zmian jakości mojego życia oraz uczuć, emocji i działań. Ten obrzęd nie ma nic wspólnego z religijnością ani prowadzącego ceremonię, ani uczestników ceremonii. Rytuały i wszystkie zachowania robi się inuicyjnie i z odczucia potrzeby serca. Rytuały, które sobie sami ustalamy, a nie zaburzają przestrzeni innych - mają tylko pomóc. Poczuć wewnętrzną siłę do zmian, bez zakładania z góry, jaki efekt chcemy osiągnąc, obecność aktywnego działania intencji, nie brania nic do siebie, również powstałych owoców, bo wszystko jest iluzją i trwa chwilę. Jeśli puścimy przyzwyczajenia, to i tak zmiany się dokonają. Jest kilka rytuałów, które najlepiej aby wykonywali wszyscy w kręgu, aby sharmonizować energię do pracy w Kręgu. Najważniejszy to rytuał rozpoczęcia jak i zamknięcia ceremoni: przywitania czterech kierunków-żywiołów i zwierząt totemicznych: powietrza, ognia, wody i ziemi oraz nieba. Każdy podczas swoich procesów przechodzi na różne sposoby inicjacje i wtedy już nie pamięta się lub nie są potrzebne jakieś określone rytuały. Na ceremonii pali się zioła: szałwię, cedr, kopal, palo santo oraz inne kadzidła, aby utrzymać połączenie z duchem. Okadza się dymem przedmioty oraz instrumenty muzyczne, które się przyniosło na ceremonię, lecz nie jest to konieczny rytuał.


Bezmiar...

Czy miałeś z ayahuaską jakieś szczególne przeżycia, którymi chciałbyś się podzielić?

- Opowiem o głębi obrazów i odczuć, które miałem pewnego razu na jednej z pierwszych ceremonii. Na sposób naturalny zobaczyłem przestrzeń, a raczej nie było to w sferze wizyjnej lecz odczuciem obrazu. Czułem w brzuchu intensywność tych zmieniających się na wewnętrznym ekranie barw. Przestrzeń ta krzyczała i jarzyła się, a ja miałem odczucie głębokiego spokoju. Czułem, jak każdy oddech mnie tworzy i stanowi o tym, że jestem. Zjednoczyłem się z oddechem i poczułem jak przestrzeń faluje wokół mnie coraz wolniej. Oddech mój zanikał i po pewnym czasie zorientowałem się, że po wydechu, fala wdechu już nie przypłynęła. Pojawiło się pytanie: Kim jestem? - Jestem tym co tworzę. Czuję puls ze środka mojej istoty. Wiem, że ten puls łączy wszystko w jedno niepodzielone odczucie. Ode mnie wszystko zależy. Jestem zarówno tworzywem i twórcą. Zaczynam wnikać głębiej w tę przestrzeń. Wiem, że zapadam się w obie strony jednocześnie, w skali makro i mikro. Wtedy zauważam, że mogę powiększać wycinek tej przestrzeni, kolejny raz i kolejny i znowu kolejny. Nie będę teraz sie silił na porównania co przedstawiała kolejno. Gdy otwierałem oczy widziałem jarzącą się strukturę przestrzeni i odczucie, że jestem tą poszerzoną przestrzenią. W tej przestrzeni unosiły się różnokolorowe jasne błyszczące rozbłyskujące punkty od których odchodziły świetliste "wąsy". Struktura ta oddychała i była utkana z przeróżnych figur, a gdy patrzyłem mając wrażenie widzenia od środka to jawiły się wirujące bryły. Zauważyłem, że nadal nie mam potrzeby oddechu. Potrzeba ta odpłynęła. Trwałem tak przez pewną chwilę delektując się nią do głębi. Nie czułem upływu tej chwili. Zatrzymała się we mnie całkiem. Ocknąłem się i powróciła świadomość ciała i zacząłem się wybudzać, chyba tak to mogę najlepiej określić. Zastanawiam się, z jakich powodów to opisuję, skoro nie uda mi się dokładnie opisać słowami tego bezmiaru spokoju. Chyba chciałem przypomnieć sobie to odczucie jeszcze raz przed samym sobą i poczuć ponownie to zjednoczenie ze wszystkim wokół. A impuls tworzenia wychodził z mojego wnętrza. Czułem w sobie dotyk każdego fragmentu tej kolorowej struktury. Wiem, że tylko dotknąłem bezmiaru pełnej rzeczywistości jaka Jest.


Ciąg dalszy w snach

Czy zdarza się, że wizje mają swój ciąg dalszy - na przykład w snach?

Odp: Tak, bardzo wiele pamiętam takich snów - wizyjnych i świadomych. Pierwsze moje spotkanie z szamanem było zaproszeniem na ceremonię podczas snu. Lecz ważność tego snu uświadomiłem sobie wtedy, kiedy już zacząłem współorganizować ceremonie. Teraz jestem pewny, że we śnie przeżywam rzeczywistość, która jest tylko pozbawiona udziału mojej fizycznej okrywy. Z uwagi na ważność wystąpienia takiego snu, ten sam sen może się śnić kilku osobom naraz jako ich indywidualne sny. Oczywiście jest to uwarunkowane otwartością, aby te osoby pamiętały, że się skomunikowały w tej samej rzeczywistości wspólnego śnienia.

Jednak to, że śniliśmy ten sam sen, nie znaczy że nie wyprzemy tego doświadczenia i zjawisko będzie zbieżne w świadomości dla wszystkich uczestników śnienia. Każdy sen jest po coś i dobrze jest dotrzeć do przyczyny, dlaczego się on nam jawi. Zauważyć po co się śnią różne sytuacje. Stan po ayahuasce jest podobny do świadomego snu.


Chemia

Chemiczną przyczyną stanów ayahuaskowych jest DMT. Czy chemiczna wiedza o tej substancji coś wnosi do rozumienia stanów ekstatycznych?

- Stwierdzono, że pewne porcje serotoniny i DMT (dimetylotryptoaminy) naturalnie produkuje nasz organizm i wydzielają się one podczas każdego snu z marzeniami, bądź w stanie śmierci klinicznej oraz na chwilę przed momentem fizycznej śmierci. Rick Strassman stwierdził w swoich badaniach, że przejście z naszej rzeczywistości do świata snu odbywa się z wydzieleniem minimalnej porcji enzymu DMT w szyszynce, która pozwala na poszerzony świadomie kontakt z połączonym umysłem.

Wydaje mi się, że ta nasza substancja umożliwia zmianę świadomości indywidualnej spiętej "spinaczem" ego i przejście do świadomości snu, gdzie bez rzeczywistej fizyczności świadomość funkcjonuje również spięta spinaczem ego. Wszystko w tym śnie jest na wyciągnięcie ręki, która jednak może zaboleć na sposób fizyczny. Mogę przecież odczuwać różne stany emocjonalne jak: ogromne pragnienie czy paniczny lęk.

Skoro ta sama substancja odgrywa rolę w zasypianiu jak również w przechodzeniu przez śmierć, może to oznaczać, że procesy te są podobne. Tylko dawki tej substancji są inne, i dlatego ze snu możemy się obudzić, a po śmierci wszystko zaczynamy od nowa. Obudzenie ze stanu śmierci już nie zależy od naszej świadomości fizycznej. Może to dlatego niektóre osoby boją się zasnąć, myśląc że mogą się już nie obudzić.

Ayahuaskę można stosować z chacruna oraz z szeregiem innych ziół. Ayahuasca działa mocniej i dłużej z oddzielnymi inhibitorami MaO zawartych w różnych dodatkowych roślinach.


Mikado (Robert)


Pytania i redakcja: Wojciech Jóźwiak

Robert

Komentarze: 3

1. Wpływ • autor: (2010-12-19 13:59:57)

No dobra, a co z wpływem ayahuaski na zdrowie? Przecież ta roślina zawiera inhibitory monoaminooksydazy, które mogą uszkadzać wątrobę i powodują (szczególnie w połączeniu z dimetylotryptaminą) silny wzrost ciśnienia. Nikt mi nie powie, że tak silnie działający środek jest zdrowy jak witamina C.

[foto]2. Ayahuasca na zdrowie! • autor: Wojciech Jóźwiak (2010-12-19 20:25:54)

Marysiu, ja słyszałem/czytałem, że mistrzowie ayahuaski z Amazonii wychodzą ze swoją sztuką do ludzi dopiero jak już mają za sobą dobrze powyżej stu "wzięć". Przy tym żyją długo i wyglądają młodo, zob. w artykule Marzeny Pillado W Peru, na pograniczu światów. Ale jak przypuszczam, żyją na jakiejś szczególnej diecie.

3. zdrowie • autor: (2010-12-21 10:19:19)

piłem Aję 3 razy i zawsze miałem odczucie, że uzdrawia na każdym poziomie: duchowym, psychicznym, fizycznym... ;-) pozdrawiam! Ananda