Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-05-24

Nadia

Rodzina Żydów

Była letnia noc. Byłam nad jeziorem z koleżanką. Szłyśmy wzdłuż brzegu, a ponieważ chciałam już wracać, zaproponowałam skrót znajomą (z realu) ścieżką do głównej drogi. Szłam pierwsza i okazało się, że ścieżka jest teraz wąziutką szczeliną wśród zasp wyższych ode mnie. Czasem była zupełnie zasypana i rękoma rozgarniałam śnieg. Nie czułam zimna, choć byłam w letnich ubraniach. Nagle poślizgnęłam się i sunęłam na tyłku z coraz większą prędkością. Koleżanka znikła.
Zatrzymałam się w...oranżerii. Odpoczywała tam żydowska, bogata rodzina. Najważniejszy był stary Żyd, na którego mówili Hajmaś. Gdy pojawiłam się u nich, miał pretensje, że nie szanuję własności, bo ścieżka którą przyszłam (a raczej wjechałam), leży na terenie jego posiadłości. Powiedziałam, że zawsze nią chodzę, bo jest skrótem przez las i nie wiedziałam, że ktoś się tu wybudował. Cała ta rodzina i ich służba sprawiali wrażenie, jakby byli z innego czasu, byli też arystokratycznie zepsuci władzą i pieniędzmi. W jakiś sposób mnie zaciekawili, bo nigdy jeszcze nie widziałam takich „frików”.
Spytałam Hajmasia skąd się tutaj wzięli i co robią. Okazało się, że moja bezpośredniość jest niestosowna, a nawet bezczelna. Rodzina i służba wyrażali swoje oburzenie pełnymi pogardy minami, co mnie bardzo śmieszyło. Hajmaś powiedział, że tu po prostu są i że niedawno wybudował kościół dla mieszkańców wsi, że jak wyjdę z oranżerii, mogę sobie go obejrzeć. Ciekawiło mnie co zobaczę jak stąd wyjdę, więc się pożegnałam i poszłam.
Za chwilę usłyszałam, że woła mnie młoda kobieta z rodziny, mówi, że Hajmaś ma dla mnie prezent. Służący dał mi go. To była filiżanka ze spodkiem. Delikatna, stara, ręcznie malowana. Były na niej niebieskie czteropłatkowe kwiaty. Zauważyłam, że miała dużo rys i pęknięć, że była klejona. Poczułam, że dostałam coś wartościowego, a wartością były zwłaszcza te rysy i pęknięcia i wysiłek, dzięki któremu znów jest cała. Widziałam ją teraz napełnioną delikatną, zieloną herbatą, a potem zobaczyłam, że może służyć też do czegoś innego - jest czymś w rodzaju lampionu- mogę na spodku rozpalić małe ognisko i ochronić je filiżanką, która stała się teraz ażurowa i pięknie wygląda, gdy w środku jest ogień.
Jak już rozpracowałam filiżankę, rozejrzałam się wokół. Zobaczyłam ogromny, neogotycki kościół z czerwonej cegły, wybudowany w poprzek znanej mi piaszczystej drogi, która ze wsi prowadziła do lasu. Kościół grodził drogę do lasu. Pomyślałam sobie, że to trochę bez sensu, żeby Żyd budował katolicki kościół, że wieś jest mała i mieszkańcy nie potrzebują takiego molocha, że trochę szkoda, że grodzi drogę, ale to akurat żaden problem, bo jak będę chciała, to wejdę do lasu przy brzegu jeziora, że ludzie też się zorientują, że tak można zrobić. Mimo wszystko byłam pod wrażeniem.
Prostopadle do ścian kościoła, też z czerwonej cegły, były dobudowane szeregi manufaktur. Weszłam do jednej. Tam dziewczyny ubrane na biało-niebiesko w milczeniu kleiły porcelanę. Potłuczone talerze, wazony, filiżanki, ręcznie malowane niebieską farbką w scenki rodzajowe. Sklejały te scenki jak puzzle i to znaczyło, że przywracają do życia nie tylko naczynia, ale całe przedstawione na nich światy. Bardzo mi się to podobało, choć trochę zaniepokoiło mnie, że te dziewczyny były takie zimne, poważne i milczące, nie nawiązały ze mną żadnego kontaktu, choć ja entuzjastycznie wyrażałam się o ich pracy.
Pomyślałam sobie, że w rzeczywistości jestem teraz przecież w takiej sytuacji, że przydałaby mi się jakaś robota. Że też mogłabym kleić te naczynia. Postanowiłam wrócić do Hajmasia i złożyć mu taką propozycję. Zapukałam do oranżerii. Hajmasia tam nie było, ale służący przynieśli go zaraz razem z łóżkiem, na którym siedział. Był podłączony do jakiegoś medycznego osprzętu. W ustach miał rurkę. Nie wiedziałam, czy ona z niego odsysa, czy też wtłacza mu jedzenie. Nie zdziwiłam się, że on tak wygląda, bo wszyscy oni, nawet ci młodzi, wydawali mi się bardzo starzy i czułam że muszą jakość sztucznie wspomagać swoje życie. Zaczęłam mu mówić, że mogłabym sklejać u niego filiżanki - przekonywałam go, choć miałam wątpliwości, czy mi się to spodoba, bo nie mam przecież cierpliwości do takich manualnych, precyzyjnych prac. Potem rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, że rośliny w oranżerii wymagają pielęgnacji i powiedziałam, że tym też mogłabym się zająć. I też miałam wątpliwości, czy mam kwalifikacje, żeby formować rośliny i decydować o tym, jakie kształty będą przybierać w przyszłości. Podobały mi się oba zadania i fascynowało mnie to, że zajmowanie się filiżankami naprawia przeszłość, a roślinami wpływa na przyszłość. Miałam jednak wątpliwości, czy sobie z tymi zadaniami poradzę.
Hajmaś się ucieszył. Powiedział, że miał nadzieję, że wrócę. Że ma dla mnie zadanie, ale nie mógł mi go sam zaproponować. Ucieszyłam się i wyczułam, że on ma dla mnie coś lepszego i ciekawszego.

śniłam 22.05.2011

Nadia

Komentarze: 3

1. Filiżanka • autor: (2011-05-29 14:11:58)

Dziś dostałam filiżankę od Żyda:) Może niedokładnie tak, ale prawie. Ten sen o Żydach jest dla mnie wciąż zagadką. Postanowiłam, że żeby się jakoś do niego dobrać, zacznę od filiżanki. Chciałam po prostu kupić sobie najbardziej podobną do tej ze snu. Dziś wybrałam się na targ staroci. Na pierwszym straganie wypatrzyłam filiżankę dość podobną, ale nie chciałam kupować pierwszej, jaką zobaczyłam, więc szukałam dalej. Spotkałam znajomego, któremu wyjaśniłam po co i czego szukam. I szukaliśmy razem. Okazało się, że ta pierwsza, była najlepsza, więc po nią wróciłam. Miałam już płacić, kiedy znajomy powiedział, że przecież muszę ją dostać, więc zapłacił za nią i dał mi ją. Znajomy ma w nazwisku zdrobnione żydowskie imię, a filiżanka w niebieskie kwiaty (chyba ostu) pochodzi z Tillowitz (Tułowic) niemieckiej manufaktury, co skojarzyło mi się z imieniem Żyda (Hajmaś już we śnie skojarzyłam z niemieckim Heimat - Ojczyzna).
Zieloną herbatę już wypiłam. Zobaczymy co będzie dalej:)

2. filiżanka • autor: (2011-05-29 15:41:54)

Fajny ten twój sen. Ta filiżanka kojarzy mi się z kruchością, z czymś delikatnym, czym są emocje. Sama w tym śnie piszesz że sklejanie filiżanek to naprawianie przeszłości, więc ja bym skojarzyła to z emocjami. I jeszcze ten motyw, że świeci jak lampion to też mi się kojarzy z energią, ideą, wiarą...Ciekawe czy będziesz miała kontynuację tego snu, czy ci się przyśni to zadanie jakie ma dla ciebie ten Żyd, zaciekawił mnie ten sen....

3. Filiżanka-uczucia • autor: (2011-05-30 12:05:17)

Dziękuję, Viki.
Twój trop wydaje mi się dobry. Uwagi kogoś z zewnątrz, są zawsze bardzo cenne. Filiżanka była w tym śnie chyba najważniejsza. Gdy ją dostałam to zwolnił czas akcji, jakby ktoś w zwolnionym tempie odtwarzał film. Też dźwięki były wtedy zniekształcone. Ja myślałam, że we śnie o Żydach chodzi o mój niefrasobliwy dość stosunek do materii, że dostaję sygnały, że czas sprzyja żeby tym się w końcu zająć, ale widać, chodzi głównie o uczucia.
Jakiś czas temu rozpadł się mój związek. Obiecaliśmy sobie, że jak okoliczności będą bardziej sprzyjające, spróbujemy jeszcze raz. W rzeczywistości bardzo chcę, ale mam wątpliwości czy uda mi się zaakceptować rysy na tym, nieskazitelnym dotąd obrazku. A sen mówi, że te rysy właśnie będą wartością, one i wysiłek, żeby to posklejać. Że z filiżanki znów będzie się można napić i jeszcze ogień rozpalić.
Dobra wróżba! Dzięki za podpowiedź. Wydaje się oczywiste, ale sama bym na to nie wpadła Tak to już jest, że z dystansu lepiej widać.