Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2006-02-17

Arthurius

Rodzimowiercy nie-wirtualni
Wywiad przeprowadził: Wojciech Jóźwiak

Wywiad przeprowadził: Wojciech Jóźwiak


[pytanie, WJ] Arthurius, ja wciąż słabo rozróżniam te pogańsko-słowiańskie ugrupowania. Do tej pory układały mi się one w trzy wiązki: po pierwsze, "kościół" Emfazego Stefańskiego. Po drugie, jacyś wojowniczy, co wołają o "Szczerbcu", "Slawii" i "Aryi". I po trzecie "prusowie" czyli Ty i Akszugor. Jak się te trzy grupy mają do trzech zarejestrowanych wyznań, o których piszesz?

[odpowiedź, Arthurius] Przede wszystkim wprowadziłbym podział taki: rodzimowiercy jako grupa wyznaniowa a rodzimowiercy jako ludzie z określonymi poglądami na kulturę czy politykę. Tak jak w przypadku pluralizmu religijnych wyobrażeń, podobnie jest jeśli chodzi o przekonania polityczne, a są one pełnym spektrum postaw - od lewicowych, przez środek, po skrajnie prawicowe. Myślę, że ta rozciągłość spotykana jest w wielu środowiskach, nie tylko neopogańskich. Niestety, przez tych najgłośniejszych, bo medialnych i kontrowersyjnych poprzez głoszone hasła radykalizmu politycznego i nietolerancji, neopoganom czy rodzimowiercom szczególnie z kręgów słowiańskich, przypina się niesłuszną łatkę nacjonalizmu i neofaszyzmu. Nie można jednak, moim zdaniem, odpowiedzialności za poglądy polityczne jakiejś grupy "wyznawców" przerzucać na wszystkich. Bywa tak, że kwestie wyznaniowe są tylko przykrywką dla prezentowania agresywnych postaw politycznych czy społecznych i często z religią, a szczególnie z kultami sił natury nie mają wiele wspólnego. Zauważa się także pewne pomylenie pojęć zarówno wśród krytyków jak i członków niektórych ugrupowań, szczególnie jeśli chodzi o odróżnienie postawy zainteresowania i ochrony ginącej tradycji, lokalnego czy ogólnego patriotyzmu, od postaw tchnących nacjonalizmem i ksenofobią.

Rodzimy Kościół Polski to inne zagadnienie. Nie mogę tu wnikać w wewnętrzne sprawy tego wyznania, samo w sobie jest na pewno żywą legendą rodzimej wiary, ma swoją specyfikę i charakter, i również swoje problemy i zmiany. Niemniej, jest jednym z oficjalnych kościołów prezentujących pewną wizję słowiańskiej kultury duchowej i wpisuje się w życie religijne naszego kraju.

Poza zarejestrowanymi wyznaniami, poza kontrowersyjnymi grupami radykałów, jest jednak całe mnóstwo ludzi którzy bądź indywidualnie, bądź skupiwszy się w nieformalne grupy albo rejestrowane stowarzyszenia kulturalne, podążają ścieżkami rodzimej wiary.

Robią to na najróżniejsze sposoby:
- może to być animacja życia kulturalnego lokalnych społeczności, wplatanie w cykl dorocznych imprez pokazów i przedstawień o charakterze popularyzatorskim bądź nawet obrzędowym, a związanych czy inspirowanych kulturą ludową, słowiańską, celtycką, pruską czy nawet germańską (gocką, wikińską);
- może to być działalność rekonstrukcyjna, polegająca na odtwarzaniu i prezentacji dawnych rzemiosł, elementów życia codziennego, walk i pokazów o charakterze historycznym (np. Biskupin, Grzybowo, Wolin, Dymarki Świętokrzyskie i wiele innych);
- znaczne ożywienie sceny muzyki folkowej;
- włączanie się w życie swojego regionu poprzez organizowanie i udział w akcjach np. ekologicznych, twórczych (poezja, teatr, heppeningi) itd.
- wreszcie, działalność stricte religijna, polegająca na przygotowywaniu obrzędów, praktykach duchowych, magicznych czy szamanistycznych, rozpoznawaniu i opiece nad dawnymi i obecnymi miejscami kultowymi, grodziskami, kurhanami...
Odnoszę wrażenie, że takich niezrzeszonych lub działających nieformalnie jest zdecydowana większość a twierdzenie o wiodącej roli związków wyznaniowych okazuje się mitem. Pozostaje też mieć nadzieję, że ruch rodzimowierczy nadal pozostanie nurtem religijno-kulturowym odcinającym się od wszelkich postaw skrajnych.


Odnośnie Prusów. Rodzimowierstwo polskie to nie jest tylko słowiańskie dziedzictwo. Na terenie Polski odnajdywane są ślady pobytu wielu kultur. Wspomniałem wcześniej o Celtach, Gotach, notowane są grobowce Hunów czy Awarów. Północno wschodnia część naszego kraju to teren, który przez ponad tysiąc lat zamieszkiwany był przez ludność bałtyjskich plemion czyli Prusów. O ile Słowianie zjawili się na terenach obecnej Polski ok.IV-V w n.e, o tyle nieprzerwana obecność Prusów poświadczona jest od czasów kultury kurhanów zachodnio-bałtyjskich (połowa pierwszego tysiąclecia pne.). Pognębieni przez krzyżaków ( przy wydatnej pomocy książąt mazowieckich i pomorskich) wybijani, przesiedlani i dyskryminowani, rozpłynęli się wreszcie wśród osadnictwa słowiańsko-litewskiego. Przy tej okazji można wspomnieć, że jeszcze w XIII wieku istniały u Prusów elementy nawiązujące do szamanizmu a cała religia przesycona była zarówno animizmem jak i wątkami prototeistycznymi oraz częściowo politeistycznymi. Ostatni Prusowie pańszczyźniani mówili po prusku aż do wymarcia po wielkiej dżumie w początku XVIII w. Nawet w okresie wielkiej kolonizacji zachodniej XVIII wieku we wsiach pruskich kultura i tradycje miejscowe trwały zmieszane z kulturami kolonistów litewskich ( tzw. Litewników ) i polskich (Mazurów). Zakończeniem tej kultury było wyniszczenie i deportacja autochtonów ziemi pruskiej po 1945r.

Ta ziemia, jak inne zakątki niegdyś przedchrześcijańskiej Europy, ma swoich własnych bogów i boginie, swoje mity, swego ducha, który nadal jest odczuwalny pośród przepięknej przyrody i w krajobrazie, a także w wymowie nazw wiosek, miast, rzek i jezior, a nawet w nielicznych pozostałościach mazurskiego czy warmińskiego dialektu. Nie można nie pamiętać tutaj o Prusach napotykając co i rusz podczas wędrówek ich kurhany czy wspinając się na wieńczące brzegi jezior resztki grodzisk bałtyjskich. Trwają prace nad rekonstrukcją i wprowadzeniem w życie języka pruskiego w jego wersji zamlandzkiej. Znaleźli się ludzie, którzy w poszukiwaniu zakorzenienia i jedności z charakterem ziemi, na której mieszkają lub z której pochodzą, interesują się śladami przeszłości, historią i kulturą plemion bałtyjskich, a nawet, zauroczeni bogactwem i mocą przyrody, doświadczają kontaktu z sacrum nadając swojej rodzimej wierze charakter inspirowany wierzeniami pruskimi. Jest to również polskie rodzimowierstwo, tyle że w swojej lokalnej, pruskiej odmianie. Do pruskiej korzenności i wiary przyznaje się też pewna liczba rodzimowierców z terenów Litwy, a także są sygnały o zainteresowaniu tym tematem ludzi o pruskim pochodzeniu, potomków dawnych i współczesnych emigrantów.


[pytanie, WJ] Czy nie jest tak, że polscy neopoganie słowiańscy (albo słowiańsko-bałtyjscy) to jest zjawisko głównie wirtualne? To znaczy, że od czasu do czasu spotyka się parę osób, układają jakiś manifest, ktoś wyda ulotkę albo zakłada stronę w internecie - i na tym wirtualu się kończy? Czy idą za tym jakieś realne działania? Piszesz o cyklu 4 świąt dorocznych. Czy ktoś realnie te święta świętuje?

[odpowiedź, Arthurius] Wirtualne? Ależ skąd! Internet jest miejscem aktywności tylko pewnej grupy rodzimowierców. Sieć jest narzędziem, które dopiero od niedawna jest wykorzystywane do kontaktów na szerszą skalę. Rodzimowiercy działali przecież znacznie wcześniej środkami konwencjonalnymi. Te pozytywne, kulturotwórcze czy religijne działania jednak nie są nagłaśniane, z różnych względów, przede wszystkim jednak są prywatne, są wyrazem wewnętrznej wiary. Ale wystarczy wspomnieć o obchodach Dziadów na Górze Św. Anny i we Wrocławiu w ubiegłym roku (listopad 2005), zorganizowanych na szerszą skalę m.in. przez tamtejsze grupy związku Rodzima Wiara, o rozmaitych obchodach Święta Kupały czyli najkrótszej nocy - rodzimego święta związanego z ogniem, wodą i... miłością, akcjach anty-walentynkowych mających zwrócić uwagę na zaśmiecanie kultury zachodnimi komercyjnymi wynalazkami. Lokalnie są wygłaszane odczyty, prowadzone spotkania z dawnymi kulturami itp.

Poza tym przy okazji poprzedniego pytania mówiłem, że istnieje wiele lokalnych, często kilku- lub kilkunastoosobowych grup, które zbierają się a to towarzysko, a to właśnie w celu wspólnych obchodów świąt. Jest też pewna ilość osób praktykujących indywidualnie. Oprócz głównych punktów cyklu rocznego w zasadzie każde wydarzenie astronomiczno-przyrodnicze może mieć znaczenie i być jakoś zaznaczane czy podkreślane. Mam tu na myśli np. fazy księżyca, cykle wegetacyjne roślin, charakterystyczne zachowania zwierząt (np. święto niedźwiedzia 2 lutego, rykowiska czy wilcze gody ). Nie można zapominać o tzw. świętach i obrzędach rodzinnych, a więc obchodzone są swadzby (śluby, wesela ), a także narodziny, postrzyżyny, a w przyszłości może i obrzędy pogrzebowe.


[pytanie, WJ] Dodam jeszcze, że dla mnie neopoganie słowiańscy to jest jakiś "znikający punkt". O kościele Stefańskiego słyszę od lat; kiedyś byłem na jakimś spektaklu, czy wernisażu, gdzie pewien człowiek układał coś na podłodze, co miało jakoby związek z I-Cingiem, i to było zapowiadane, że to członek kościoła Stefańskiego i atmosfera wśród widzów była namaszczona. Ale to był jeden taki epizod bez związku. Kościół Stefańskiego wydaje mi się bytem istniejącym chyba tylko w rejestrach MSWiA. Kiedyś na moich warsztatach była pewna osiemnastolatka, która utrzymywała, że jest neopoganką, potem gdzieś znikła. Ostatniej jesieni na górze Luboń znalazłem rzeźby Światowidów, ale rychło okazało się, że ich autorzy są nie do znalezienia, utajniają się. Mam więc wrażenie, że ci neopoganie, to jakieś duchy, nie wiadomo kto, gdzie i czy istnieją.

[odpowiedź, Arthurius] Ja bym się tak nie dziwił. W naszym kraju nie ma sprzyjającej atmosfery dla manifestowania jakiejkolwiek odrębności, a religijna nie należy do wyjątków. Ponadto nie jest to sprawa, z którą moim zdaniem należy się afiszować. Przecież koncerty, przedstawienia, imprezy nie muszą być koniecznie sygnowane pod wezwaniem tego czy innego związku wyznaniowego, obojętnie czy to będzie prawosławny, czy ewangelicki, katolicki czy rodzimowierczy. Sprawa religii, wyznania jest sprawą ducha, indywidualnego podejścia do sacrum i do życia w ogóle. Nie ma co się zresztą łudzić, rodzima wiara jest mniejszością wyznaniową w swoim rodzimym kraju.

Jako że kult odnosi się przede wszystkim do przejawów bóstw w przyrodzie, święta rodzimowiercze odbywają się głównie w plenerze, czasem w stałych, czasem w różnych miejscach. To też wpływa na "nieuchwytność" zjawiska.

Co do RKP - nie jest bynajmniej bytem wirtualnym i nie figuruje li tylko w aktach MSWiA. Ma na terenie kraju kilka lokalnych filii tzw. świątyń, o różnym stopniu aktywności. Jesienią odbyły się zebrania, nawet walne, a na stronie internetowej RKP można obejrzeć zdjęcia z rozmaitych uroczystości.

Na codzień przecież też nie spotykamy się z działalnością mniejszych kościołów, trzeba wiedzieć gdzie ich szukać...

Neopogaństwo, także więc rodzimowierstwo jest kwestią indywidualnych poszukiwań. Możesz więc kogoś znać i wcale nie wiedzieć że jego poglądy i wiara są inspirowane wiarą przodków czy kulturą ludu który zamieszkiwał dany kawałek przestrzeni.

A z przyznawaniem się do wyznania takiego czy innego bywa różnie. Młodzi ludzie naczytają się stron internetowych albo popularnych przekładów książeczkowych i wydaje im się, że są tym, czy owym. Czasem rodzi się z tego autentyczna droga życiowa, bywa jednak, że to chwilowe zauroczenie.


[pytanie, WJ] Pomijając nieuchwytność i niejasność zjawiska pt. neopoganie słowiańscy, to mam też wrażenie, że cała wyobraźnia tego (tak to nazwijmy) ruchu obraca się wokół kilku ubogich w treść, że nie powiem: prymitywnych, motywów: Światowid z czterema twarzami. Bogowie znani tylko jako imiona: Świętowid, Perun. Święta, które albo pokrywają się z katolickimi, albo nie wiadomo, co znaczą. Ogólne odwoływanie się do świętości przyrody. Mam wrażenie, że te motywy nie są inspirujące, że to wszystko kręci się w ciasnym kółku. Czy neopoganizm musi być taki bezkrwisty?

[odpowiedź, Arthurius] O, tych motywów jest naprawdę sporo. Wyobraźnia ruchu, jak to nazwałeś, obraca się wokół aspektów przyrody, którym dawniej przypisywano pewne nazwy, działanie i atrybuty. To wszystko jest do prześledzenia zarówno w zapisach kronikarskich, ale także w potężnych zbiorach etnograficznych związanych z zanikającymi lub martwymi kulturami regionalnymi. Dzieła Moszyńskiego, Kolberga, Bartmińskiego i cała gromada wydawnictw naukowych może dowodzić jak wielkie mamy i niedoceniane bogactwo inspiracji. W pieśniach ludowych z różnych okresów, w mitach, bajkach, opowieściach możemy śledzić procesy kształtowania się wyobrażeń o światach bogów, o świecie ludzi i ich interakcjach z otoczeniem które próbowali ułaskawić. Oczywiście, nie każdemu chce się przez to przechodzić, nie każdy ma takie zainteresowania, ale i niegdyś wiedza szczegółowa charakteryzowała nielicznych, a pozostałym wystarczało tyle, ile sami zechcieli udźwignąć. Mimo, że w wielu wypadkach naukowcy poruszają się w świecie hipotez, a rodzimowiercy chcąc nie chcąc podążają ich tropem, lecz wystarcza to na tyle, aby wyrobić sobie zdanie na temat panujących dawniej wyobrażeń, zrozumieć podstawową symbolikę i schematy świąt i zaadoptować to do własnych potrzeb. Trzeba tu pamiętać, że rodzima wiara to nie jest "powrót" do wierzeń, czy odtwarzanie religii sprzed 1000 lat, to jest duchowa droga dla współczesnych mieszkańców XXI wiecznej Polski, a więc jest czymś żywym. Nie można przecież cofnąć się do mentalności człowieka średniowiecza i to wczesnego. To tylko wymiar zewnętrzny przybiera formę inspirowaną rodzimą kulturą. Dlaczego ? Bo zestaw symboli, działanie, mit, porusza się w znajomym świecie, to jest znane, to nasze archetypy, nasza kultura i ziemia...

Święta katolickie, czy raczej chrześcijańskie zaadoptowały pory, daty, pewne symbole pogańskich świąt dorocznych. Spod patyny narzuconych przez władców religii przebija to, co swojskie, co za płotem, na polu czy co dzieje się na niebie w określony czas. Wychodzisz z domu i bogowie są na wyciągnięcie ręki, ich fizyczny przejaw stale towarzyszy w realności dnia codziennego. Jeśli dodać jeszcze do tego przekonanie o współistnieniu, o integralności z wszechświatem, nie odrębności, nie stawianiu się ponad, ale w tym wszystkim, to nie ma żadnego kłopotu ze zrozumieniem co dane święto oznacza, na co zwraca uwagę i co można prawdziwie kontemplować i gromadzić w sobie. Jednocześnie pozwala siebie ustawić w innym kontekście.

Poczucie integralności z otoczeniem może wpłynąć na inne niż dotąd pojęcie szacunku i tolerancji dla życia. Bóg jest przyrodą, przyroda jest bogiem, jesteś w tym, a więc czcisz też swoje życie, jego niepowtarzalność, i dalej również życie człowieka obok ciebie.

Przyroda nie jest inspirująca ? Ha ! Stań kiedyś wobec nadciągającej burzy na wzgórzu, spójrz dokoła na falujące lasy i łany zbóż, na wyłaniające się zza horyzontu mury miasta, na odblask promieni słońca w jeziorze czy rzece, na potężniejące chmury, usłysz odległy łoskot gromu... A nad Tobą odwieczne niebo, masz ziemię pod stopami i... jesteś w tym, tak mały, a jednocześnie równie ważny co przelatujący myszołów, bo skoro powstałeś, MA to sens dla tego kawałka wszechświata w którym żyjesz. Och! Takich momentów jest wiele, nawet świt za oknami bloku nie jest nigdy taki sam, dobrze o tym wiem. Miasto jest też żywe, to mrowisko, z całym swoim rytuałem, może być męczące ale wystarczy trochę też poćwiczyć uważność, żeby dostrzec jak o skrawek dla siebie walczy drzewo, dostrzeżesz sokoła pustułkę na kościelnej wieży czy na krawędzi wieżowca, całe mnóstwo owadów i ludzi, którzy przecież różnią się między sobą, są i inne istoty, kuny, szczury, koty, to wymaga uwagi, trochę oderwania się od pogoni, zauważenia że nie jesteśmy sami w tym wszechświecie, w tej naszej całości. Jest też... inny świat, owa magiczna realność, również dostępna dla każdego, kto tego pragnie.

Przyroda jest inspiracją równie bogatą jak tajemnice kultury. Dzięki niej powstaje poezja, cała mistyka, dzięki niej można doszukiwać się odniesień do świata ludzkiego stada... Tutaj dopiero widać jak przyroda odbija się w nas samych. To również świat przyrody, ten postrzegany jako bezustanne falowanie i kłębienie się energii, sił, mocy inspiruje do tłumaczenia zjawisk tak do końca nie akceptowanych przez racjonalizm.

Śledzenie elementów dawnego i wplatanie ich we współczesny kontekst może być równie pasjonujące. Czy wiesz, ile motywów dawnych znaków solarnych jest jeszcze wykorzystywanych na co dzień w architekturze i sztuce? Ile schematów dawnego dualizmu egzystuje jeszcze w kulturze? Jakim magicznym myśleniem charakteryzuje się nasze życie? To schematy odwieczne, bliskie nam i żywe, czasem tak bliskie, że nie zdajemy sobie sprawy z ich obecności. Dopiero to, co niezrozumiałe, co zauważamy że przestaje pasować, ale zostawiamy z sentymentu, staje się tradycją i powoli umiera. Tak i spod obcych naszym duszom nawarstwień, które łuszczą się z czasem i odpadają, wciąż wygląda nasze osobiste, rodzime pogaństwo, nasza osobista rodzimość i wiara, wolność poszukiwania swojego kontaktu z sacrum i umiejscowienie siebie w nim. Nie nazwałbym tego bezkrwistością.


[pytanie, WJ] Czy zdarzało się, że bogowie słowiańscy komuś się objawili? Czy ktoś ich widział? (Jak widziano Matkę Boską lub kogoś do niej podobnego w Medjugoriu albo w Gietrzwałdzie, albo jak Jungowi objawił się Duch Filemon?)

[odpowiedź, Arthurius] Wiele miejsc obecnie uznawanych za święte, to dawne pogańskie miejsca mocy, sanktuaria bóstw naszych przodków. Przez wieki ich historie były wplatane w historie kościelne - po to, aby utrzymać wiernych przynajmniej poprzez ich przywiązanie do miejsca, a z czasem pierwotne znaczenie zamazywało się w pamięci trwając jedynie w okolicznych regionalnych mitach i przyśpiewkach. Być może komuś nadal się tam objawiają personalnie. Bogowie rodzimej wiary stale manifestują swoją obecność. Nie słyszałem o objawieniach antropomorficznych, ale boga można spotkać za każdym razem jak dotknie Cię wiatr, za każdym spojrzeniem na słońce, rozgwieżdżone niebo czy przelatującego łabędzia, kruka albo na szumiące drzewo, w szczególności dąb albo lipę. To zawsze jest bardzo osobiste odczucie i interpretacja, bo bywa, że spadający liść jest znakiem wróżebnym, a bywa, że po prostu oznacza jesień.


rozmawiali (w wirtualu):

Arthurius Wojciech Jóźwiak
arthurius@cso.net.pl taraka@taraka.pl


Zobacz też: Arthurius. Dobre bo... rodzime?




Arthurius

Komentarzy nie ma.