Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2006-04-12

Igor D. Górewicz

Rodzima Wiara w Indiach
Raport zastępcy naczelnika

W tym roku - 2006 - przypada jubileusz dziesięciolecia działalności Rodzimej Wiary jako zarejestrowanego i legalnie funkcjonującego związku wyznaniowego (wcześniej ZRW). Przez te wszystkie lata "pokolenia" aktywnych rodzimowierców działały - co czynią i nadal - dla rozpowszechnienia Rodzimej Tradycji i religii na terenie całego kraju. Jednocześnie bezustannie obecni byliśmy na forum międzynarodowym, zarówno na płaszczyźnie współpracy słowiańskiej jak i szerzej, łączącej podobne nam ruchy i organizacje w bardzo wielu krajach Europy. Główną platformą jest tu Światowy Kongres Religii Etnicznych (znany pod skrótami: angielskim WCER i litewskim PERK), powstały w Wilnie w 1998 roku, przy udziale Rodzimej Wiary jako członka założyciela. Przedstawiciele RW brali udział we wszystkich z corocznych Konferencji odbywających się pod tym szyldem. Wyjątkiem był tylko rok 2004 i zjazd w Atenach, w którym żaden z nas nie mógł uczestniczyć.

Choć zazwyczaj konferencje odbywały się w okresie letnim, to tegoroczna przypadła na luty. Nietypowa pora w pełni pasuje do nietypowego miejsca spotkania. Tym razem WCER zawędrował do Indii! Jak to się stało? Otóż przewodniczący WCER Jonas Trinkunas - Krive (najwyższy "kapłan") litewskiej Romuvy - złożył wizytę na I Międzynarodowej Konferencji Starszyzny Prastarych Tradycji i Kultur (First International Conference of Elders of Ancient Traditions and Cultures), która odbyła się w lutym 2003 roku w Bombaju, zorganizowaną przez Światową Radę Starszyzny Prastarych Tradycji i Kultur (World Council of Elders of Ancient Traditions and Cultures [WCEAT]), będącą forum powołanym przez International Center for Cultural Studies (ICCS) z siedzibą w USA. Konferencja z założenia miała skupiać przedstawicieli, starszyznę wciąż żywych rodzimych tradycji z różnych stron świata. Kolejnym przejawem współpracy Litwinów z Romuvy z Radą Starszyzny była konferencja pt. "Indo-Romuva Cultural Conference", która miała miejsce w październiku 2003 w Atlantic City w USA. Przygotowana ona została już przy udziale WCER.

Ten przydługi wstęp miał pokrótce pokazać drogę, która zaprowadziła Rodzimą Wiarę na subkontynent indyjski. Władze WCER zdecydowały bowiem, że zjazd roku 2006 odbędzie się w Indiach, podczas połączonych konferencji Rady Starszyzny i WCER pod wspólnym tytułem "Duchowość poza religią" (Spirituality Beyond Religion). Konferencja ta więc odbyła się w dniach 5-10 lutego w Dźajpur, stolicy stanu Radźastan w północno-zachodnich Indiach. Delegacja RW nie była liczna, bowiem na podróż zdecydowały się zaledwie dwie osoby - Naczelnik dr Staszko Potrzebowski i zastępca naczelnika, czyli niżej podpisany. Poza reprezentowaniem RW i Polski, stanowiliśmy w sposób oczywisty część reprezentacji WCER i to zarówno pod względem formalnym, jak faktycznym, powodowanym faktem znacznego zbliżenia poszczególnych organizacji i osób aktywnych w forum europejskim. Nie wszystkie bowiem kraje reprezentowane w WCER mogły wysłać swoich delegatów, toteż obowiązek przedstawiania interesów tej organizacji spoczywał - poza nami - na obecnych reprezentantach litewskiej Romuvy z Jonasem Trinkunasem i jego żoną Iniją na czele, łotewskiego Dievturi, Koenraada Logghe z belgijsko-flamandzkiej Werkgroep Traditie kultywującej Asatru, duńskiego Asatrofaellesskabet oraz przedstawicielach bretońskiej tradycji druidycznej.

Podstawowa część konferencji zorganizowana była na zasadzie serii wykładów wygłaszanych przez poszczególnych uczestników w jednej z trzech sekcji. Poza tym, każdego ranka we wspaniałej scenerii uniwersytetu odbywały się prezentacje obrzędów ku czci Słońca celebrowane przez przedstawicieli poszczególnych Tradycji z całego świata. Tak dane nam było porównać ceremonie np. Majów, którą prowadził sędziwy wódz z tą odprawioną przez Hindusów, "druidów" galijskich, czy członków zamkniętych społeczności plemiennych Himalajów. Niezwykle malowniczo zaprezentowała się Litewska Romuva ze swoim "Rytuałem Ognia", przepełnionym archaicznymi pieśniami i tańcem. Dało to zupełnie unikatową możliwość poczynienia spostrzeżeń odnośnie różnic pomiędzy obrzędami, które skrótowo nazwiemy europejskimi, a pozostałymi. Różnica polega na tym, że te pierwsze zostały zrekonstruowane na podstawie źródeł historycznych, etnograficznych i archeologicznych oraz z użyciem warsztatu tzw. "religioznawstwa porównawczego", te drugie zaś są stałą częścią poszczególnych kultur etnicznych i nigdy nie zaprzestano ich odprawiania, trwają więc nieprzerwanie od tysięcy lat. Wniosek jest jeden: my, czyli tzw. "neopoganie" europejscy nie mamy się czego wstydzić, bowiem obrzędy przez nas zrekonstruowane nawet w porównaniu z "odwiecznymi" najczęściej nie noszą w sobie śladu sztuczności, czy wydumania. Jest to najlepsza lekcja dla tych, którzy twierdzą, iż dawnych obrzędów nie da się skutecznie zrekonstruować, a próby takie są skazane wyłącznie na zabawę wyrwanymi z kontekstu motywami mitologicznymi. Widać jednak, że archetypy tkwią głęboko w Człowieku i przy odpowiednim ukierunkowaniu umysłu i podświadomości można osiągnąć efekt myślenia archaicznego, dzięki któremu udaje się zrekonstruować obrzędy, które swoją strukturą wewnętrzną są zupełnie poprawne. Podobnie pod względem formalnym, chociaż tutaj mniej jest istotne, czy poszczególne gesty i słowa idealnie oddają te sprzed wieków. Tutaj istotniejsze od "dowodów naukowych" jest raczej efektywność rytuału w wydobywaniu z uczestników odpowiednich emocji, energii i myśli. Trzeba tutaj poczynić jedne zastrzeżenie. Otóż pod względem spójności wewnętrznej obrzędów - tak zresztą jak w warstwie ideowej - różnica nie jest czytelna na linii "neopoganie" - religie etniczne trwające nieprzerwanie, ale na linii religie etniczne jako takie (zarówno te trwające odwiecznie, jak te restaurowane) a ruchy synkretyczne z rodzaju New Age. Te ostatnie bowiem, faktycznie bawiące się odseparowanymi motywami mitologicznymi różnych społeczności tworzą obrzędy pozbawione tej nieuchwytnej autentyczności. Im więc wyższy poziom dowolności tym sztuczniejszy obrzęd. To było bardzo czytelne i podkreślało tylko jeszcze bardziej "przypadkową" obecność na opisywanym zgromadzeniu osób nie związanych z konkretną tradycją etniczną.

Wieczorami zaś w tym samym miejscu delegaci konferencji raczeni byli bogatymi programami artystycznymi, składającymi się z muzyki, tańców, przedstawień mitologicznych z różnych regionów Indii.

Cała konferencja była niezwykle ważnym wydarzeniem dla Indyjskich Hindusów i towarzyszyła jej niezwykła uwaga mediów, które codziennie szeroko relacjonowały jej przebieg oraz przedstawiały wielu milionom odbiorców poszczególnych delegatów i Tradycje. Związane jest to z sytuacją religijną w Indiach, gdzie coraz bardziej narastającym problemem stały się częste konwersje, czyli przyjmowanie przez Hindusów chrześcijaństwa i islamu. Zaktywizowały się więc liczne organizacje Hinduskie, których charakter w polskiej nomenklaturze nazwalibyśmy "narodowo-neopogańskimi". Indie hinduistyczne są bowiem krajem, w którym zachował się tradycyjny system wartości, który przed chrystianizacją charakteryzował ludy Europy, w tym Słowian, a który stawia znak równości pomiędzy przynależnością etniczną, religią i prawem. Tak więc organizacje hinduskie takie jak RSS starając się przeciwdziałać zrywaniu z Tradycją Przodków przypominają wczesnośredniowieczne "partie pogańskie" Europy występujące przeciwko chrystianizacji. Tym więc chętniej media przedstawiały osoby i organizacje przybyłe z różnych zakątków świata, by wesprzeć wysiłek zachowania Rodzimej Tradycji, a szczególnie atrakcyjni byliśmy my - Europejczycy - którzy prezentują nasze własne Tradycje i religie etniczne, chociaż na co dzień to właśnie z mieszkańcami naszego kontynentu kojarzy się religijna akcja kolonizacyjna chrześcijaństwa prowadzona w Indiach. Zapytany przez jedną z telewizji o to co myślę o konwersjach, odpowiedziałem, że my Słowianie przegraliśmy naszą wojnę 1000 lat temu, mam więc nadzieję, że Hindusi dzisiaj swoją wojnę wygrają, co uczynią także i dla nas.

Zainteresowanie mediów odzwierciedlała także masowa skala odwiedzających momenty kulminacyjne konferencji, jak ceremonia otwarcia, czy zamknięcia. Podczas tej ostatniej, na sali wypełnionej ponad 1000 osób, dane mi było wygłoszenie "Przesłania do dzieci Matki Ziemi". Wyróżnienie to spotkało mnie ze strony organizatorów konferencji, jako przedstawiciela Rodzimej Wiary. Jako taki, mówiłem o potrzebie zachowania łączności z własną ziemią, etniczną tradycją i religią w świecie postępującej uniformizacji umysłowej i religijnej, bądź areligijnej.

Podczas tej ceremonii ulokowany zostałem w centralnej części sceny tuż obok niezwykle nobliwych gości, politycznych i duchowych przywódców Hinduizmu. Nie tylko bowiem obecność wielu mediów przypominała nam o wadze wydarzeń, ale także regularne odwiedziny przedstawicieli władz politycznych i duchowych społeczności indyjskiej. Poza najwyższymi przedstawicielami wielomilionowych organizacji społecznych i wspólnot religijnych, spotykaliśmy burmistrzów milionowych miast, ministrów a nawet premierów rządów stanowych, którzy przybywali z wizytą na konferencję oraz liczne przyjęcia z naszym udziałem. To niezwykłe traktowanie i atencja uświadomiła nam, jakże dalece różni się to od anty-etnicznej i anty-tradycyjnej propagandy przedstawianej w Polsce, a mówiącej o tym, że religie etniczne to sprawa przeszłości, błędów i grzechów dzikusów, a dziś to niepoważna zabawa. Uświadomiliśmy sobie bowiem, że ten chrystiano-centryczny ogląd świata jest daleki od prawdy, że nie mamy się czego wstydzić, gdy mówimy o potrzebie powrotu do naszej własnej religii, że istnieją państwa które nigdy tej więzi nie zerwały, a bywają to państwa olbrzymie, miliardowe, będące mocarstwami nuklearnymi i kroczące ku potędze gospodarczej. Nie można więc dać sobie wmówić, że wyznawanie Rodzimej Wiary jest prymitywne, zacofane, śmieszne a wręcz niedorzeczne. Indie temu przeczą, tak samo jak wiele innych państw, żeby wymienić tu chociażby Japonię.

Tutaj w Indiach doświadczaliśmy więc czegoś, czego odmawia się nam w naszym własnym kraju - powagi, szacunku i traktowania jako poważną opcję światopoglądowo-religijną. Przejawem tego była chociażby akcja odwiedzin szkół, kiedy to delegaci w grupach 2-3 osobowych, z zachowaniem różnorodności zawiezieni zostali do setek szkół na spotkanie z dziećmi i młodzieżą. Podczas tych spotkań zaprezentować mieliśmy nasze kraje i etniczne tradycje. My więc wraz z Naczelnikiem Staszkiem Potrzebowskim mieliśmy honor zaprezentowania Polski i naszej Rodzimej Wiary. Entuzjazm młodzieży objawił się kiedy przyszło do pytań, którymi zostałem wręcz zasypany. Dotyczyły one wielu aspektów od naszych słowiańskich Bogów, przez tradycyjne święta, tradycyjny strój (odziany byłem w giezło), politykę, znanych Polaków, po florę, faunę, potrawy i szczegóły geograficzne wraz z temperaturą.

Wracając do samej konferencji - z pięciu dni obrad, jeden, środkowy poświęcony był w całości przedstawicielom WCER, którzy w trzech zespołach tematycznych przedstawiali swoje referaty. Dr Potrzebowski wygłosił tego dnia referat pod tytułem "Znaczenie Hymnu 129 X mandali Rigwedy dla odrodzenia Rodzimej Wiary w Polsce". Hymn ten opowiada o początku wszechświata i pojawieniu się Bogów, ukazując typowy indoeuropejski sposób myślenia pozbawionego ślepego dogmatyzmu, tak odmienny od postawy obrońców jedynych prawd religii objawionych. Mówi on bowiem, że tego co było na początku być może nie znają nawet sami Bogowie. W szerszym ujęciu referat ten zwrócił uwagę na fakt wielopłaszczyznowej tożsamości Rodzimej Wiary, która przedstawia swoje źródła w postaci coraz to szerszych kół koncentrycznych spuścizny Polski-Sławii-Arii. Ta ostatnia płaszczyzna, będąc wspólną wszystkim ludom indoeuropejskim, jest jednocześnie niezwykle bogata filozoficznie i etycznie, bowiem sposób myślenia i wiedzę naszych przodków przekazuje nam w postaci Wed, z których my słowiańscy rodzimowiercy mamy nieskończenie wiele do zaczerpnięcia.

W imieniu Rodzimej Wiary dane było także wystąpić i mnie, kiedy to przedstawiłem wykład pt. "Piekło czy Raj" przedstawiający osobiste rozwinięcie problematyki śmierci i eschatologii współczesnego rodzimowiercy w zestawieniu z analizą ideową chrześcijańskiej koncepcji piekła i raju. Nie wchodząc w szczegóły przedstawionych poglądów, należy powiedzieć, że wystąpienie to spotkało się z bardzo żywym odbiorem ze strony przedstawicieli innych tradycji etnicznych. Wielu spośród nich uznało, że istnieje bardzo wiele momentów wspólnych pomiędzy istotą przedstawionej koncepcji a wiedzą niesioną przez ich tradycje. Szczególne zainteresowanie wykazali Hindusi, którzy wskazali na podobieństwo pomiędzy jednym z kluczowych momentów całej koncepcji a wiedzą zawartą w Bhagawadghita, czyli "Pieśni Najwyższego" będącej jednym z najważniejszych powedyjskich tekstów hinduizmu. Oba opisywane artykuły znalazły się w wydanych materiałach pokonferencyjnych.

Po zakończeniu konferencji udaliśmy się w podróż po najświętszych miejscach hinduizmu, czyli pogaństwa indyjskich Ariów, północnych Indii. W świętych miejscach nad Gangesem - Waranasi, Haridwar i Riszikesz, w którym u stóp Himalajów dane mi było odbyć rytualną kąpiel w czystym, chłodnym i bystrym nurcie świętej rzeki - mogliśmy obserwować lokalne odmiany cowieczornych obrzędów ku czci Matki Gangi (tak nazywają Ganges), które odprawiane są tutaj od tysięcy lat, a których częścią kulminacyjną, poza ofiarowaniem, jest rytualne zjednoczenie elementu wody z elementem ognia. W tym miejscu trzeba powiedzieć, że brak wydumanej celebry i naturalność tych obrzędów biła swą autentycznością i archaicznością, budząc u nas - wyznawców pradawnych wiar - uczucie swojskości i pewnego zjednoczenia z nieco zapomnianym choć znacznie starszym i potężniejszym starszym bratem. Zawiezieni zostaliśmy także do bardzo odludnego na co dzień, ale bardzo świętego miejsca, w którym odbywało się święto plemienne na które w ciągu 3 dni przybyło niemal 1 mln. hindusów, w połowie liczbę tą stanowili tzw. "ludzie lasu", czyli mieszkający w oddaleniu od cywilizacji, w osadach leśnych i wioskach ludzie, którzy w sposób nieprzerwany zanurzeni są w archaicznej kulturze i religii. Tam odbywał się też olbrzymi wiec poświęcony obronie rodzimej kultury, który zaszczycili swą obecnością najwięksi i uważaniu za najmądrzejszych spośród tzw. "świętych ludzi", czyli inaczej przywódcy duchowi. Siedzieli oni na olbrzymiej scenie, na którą zaproszeni zostaliśmy także my, jako przedstawiciele Dawnych Tradycji i Religii Etnicznych. Poczytaliśmy to za olbrzymie wyróżnienie, gdy przed tysiącami ludzi wywoływani byliśmy kraj po kraju. Gdy przyszła kolej na Polskę, niespodziewanie usłyszałem poza nazwą kraju także swoje nazwisko. To kazało mi powstać i zdecydowałem się wykrzyknąć zawołanie, które jest hasłem przewodnim tego rodzaju zgromadzeń i organizacji: "Dźej Śri Ram", co - żeby nie wchodzić w szczegóły - oznacza w wolnym tłumaczeniu "Starzy Bogowie Zwyciężą"! Odpowiedź przerosła moje oczekiwania, bowiem okazała się wybuchem niezwykłego entuzjazmu i krzyku tysięcy ludzi. Reakcją ze strony świętych mężów, którzy byli na scenie było skłonienie głowy i udekorowanie nas wszystkich specjalnymi szarfami, które u spotykanych później ludzi budziły szacunek. Po raz kolejny przekonaliśmy, że wyłącznie polska perspektywa oglądu świata jest zdecydowanie zbyt wąska, bowiem to co u nas przedstawiane jest jako "dziwactwo" gdzie indziej budzi uznanie i szacunek.

Nie ma tutaj miejsca na wyjaśnianie związków jakie łączą naszą Rodzimą Wiarę i nasz etnos z częścią ludności i Tradycją hinduizmu - to dla przypomnienia uczynimy kiedy indziej - dość jednak powiedzieć, że miejsce w którym konferencja miała miejsce szczególnie te związki oddaje. Stan Radźastan położony w północno-zachodnich Indiach był terenem objętym kolonizacją Ariów, którzy wieki później stawili opór islamowi i zatrzymali tutaj jego pochód przez Indie. Warstwy wyższe Radźastanu są potomkami Radźputanów, czyli jednej z kast Kszatrijów - wojowników i królów - i przechowują swoje wojownicze tradycje oraz zachowują swoje pochodzenie. Tutaj też najwięcej można spotkać ludzi, bardzo podobnych do nas i najbardziej oddanych tradycyjnemu społeczeństwu.

Podróż do Indii była dla nas - polskich, słowiańskich rodzimowierców - niezwykle pouczająca. Towarzyszyło nam nieodłączne wrażenie powrotu do kolebki, a wiedzy i obserwacji, które dane nam było posiąść i poczynić nie bylibyśmy w stanie znaleźć nigdzie indziej. To tutaj zrozumiałem wiele spośród naszych rytuałów i zwyczajów, to tutaj stały się jaśniejsze i pełniejsze nasze mity, to tutaj odczytałem znaczenie naszej wiedzy ludowej. Niemal na samym początku tej wizyty przyszła mi do głowy myśl, że to Bogowie wysłali nas tam w delegację, byśmy zrozumieli to wszystko i zobaczyli jak wygląda nieskrępowana, nieprzerwana, żywa i naturalna religia i tradycja. O tym jednak czego dokładnie uczą nas Indie szeroko poinformuję kiedy indziej.

Sława

Igor D. Górewicz
gorewicz@wp.pl




Igor D. Górewicz

Komentarzy nie ma.