Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-07-31

KK

Robaki, jedzenie, mieszkanie,szkoła

Byłam w domu rodzinnym (od kilku lat tam nie mieszkam). Miałam jechać do aktualnej pracy. Robiłam coś na schodach i w tym momencie podjechał na podwórze tramwaj, którym miałam jechać (jeżdżę do pracy pociągiem). Nie mogłam do niego wsiąść, bo miałam jeszcze zabrać z kuchni kanapkę zrobioną przez moją mamę .Drzwi tramwaju się otworzyły i natychmiast zamknęły i odjechał. Kanapka była przecięta na pół (bułka), na dwie części.Wzięłam kanapkę, obydwie części, ale tylko jedną bułkę, chociaż było ich tam więcej, popatrzyłam na zegarek i okazało się, że jest 7.45, czyli czas na właściwy tramwaj którym jeżdżę, ten poprzedni był z wcześniejszej godziny.
W następnej scenie byłam w jakimś pomieszczeniu.W płóciennym worku przy ścianie wisiała mąka (było jej niewiele jak na pojemność worka), którą kiedyś niby tam zostawiłam. Zaczęłam się martwić, że pewnie są w niej robaki. Po worku chodziło jakieś białe robactwo. Odwróciłam go żeby zobaczyć tył worka i okazało się, że robaki zjadły materiał, a w środku jest pełno kokonów. Były wyjątkowo duże i wyglądały jak ugotowany bób. Nie chciałam już takiej zarobaczonej mąki, ale mój kolega z aktualnej pracy i jednocześnie szef zaczął tą mąkę przesiewać. W tym samym czasie jadł kanapkę - taką jak zrobiła moja mama, ale w całości, nie przeciętą na pół.
Byłam w jakieś kamienicy, coś w rodzaju powojennej kamienicy z przymusowymi lokatorami na kwaterunku. Do ubikacji były ciągłe kolejki.Ja się tam wprowadziłam z jakimiś osobami. Mężczyzna, z którymi się wprowadziłam zaczął szukać udogodnień i innych ubikacji, żeby można było sensownie mieszkać. Przeszukiwałam szafki po poprzednich lokatorach, wyglądało to na szpital albo sierociniec - w szafkach pełno było pieluch, waty, naczyń i środków opatrunkowych. Wiedziałam, że mieszkanie jest moją własnością, ale wiedziałam też, że mam drugie (to, w którym w rzeczywistości mieszkam),
W następnej scenie z mieszkania uciekł mi pies, ale zamiast uciec na dół, uciekł do góry. Złapałam go bez trudu.
Znów byłam w szkole. Coś gdzieś robiłam i spóźniłam się na lekcję, więc weszłam po cichu i usiadałam na pierwszym wolnym miejscu. Nauczycielem był otyły mężczyzna w starszym wieku, to była lekcja polskiego i właśnie kogoś odpytywał. Postawił mu 4, chociaż moim zdaniem odpytywany na to nie zasługiwał. Po lekcji ktoś podszedł do mnie i kazał mi się przesiąść bo to jego miejsce. Przesiadłam się na swoje miejsce i okazało się, że siedzę obok mojego kuzyna(rzeczywiście przesiedzieliśmy w jednej ławce prawie całą podstawówkę, z tym, że wtedy siedzieliśmy w środku rzędu).
W pewnym momencie snu szłam boso i poczułam, że mam coś na stopie. Kiedy to zdjęłam okazało się, że to czekolada.

Sen z dzisiaj,31 lipca 2011

KK

Komentarzy nie ma.