Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-07-11

Nadia

Żrąca woda

Jestem z M. na wakacjach. Nasz namiot rozbity jest przy brzegu rzeki, wśród wielu innych. Idziemy na spacer, przekraczamy drogę, a mi się przypomina, że coś zostawiłam w namiocie i wracam. Zauważam, że przód namiotu jest w wodzie, wpadł do rzeki. Jestem zdziwiona i zdenerwowana, że ludzie siedzący obok nie zareagowali, gdy pod naszą nieobecność namiot wpadał do wody. Wchodzę zła do wody, by wyciągnąć namiot, ale od ziemi odrywają się kolejne śledzie i reszta namiotu też się zanurza, coś go wciąga. Przez chwilę szarpię się z tą niewidzialną siłą, ale jest znacznie większa, muszę zrezygnować. Wychodzę na ląd, patrzę na rzekę i widzę, że gwałtownie wzbiera. Ostrzegam ludzi. W popłochu zbierają swoje rzeczy i uciekają.

Z wodą dzieje się coś niedobrego, zaczyna dziwnie syczeć. Biegnę po M., bo wśród ludzi coraz większy chaos i panika. Wszyscy uciekają w stronę drogi, która prowadzi pod górę. My też tam biegniemy. Na szczycie góry jest most. Zatrzymuję się na chwilę i spoglądam na rzekę. Jest czarna, pływają w niej małe kraby, a gdy coś się do niej wrzuci, to natychmiast się z sykiem rozpuszcza. Biegniemy dalej. Naszym celem jest parking. Tam mamy samochód, będziemy mogli uciec - myślę. Zaczyna padać deszcz. Jest słony i szczypie po nim skóra. Na szczęście parking już niedaleko. Wszyscy tam biegną do samochodów. Niestety, na skutek żrącego deszczu samochody zmieniły się w proch. Nie ma żadnego.

Jestem teraz sama, w pustym, wypalonym szarym krajobrazie. Szukam M., którego zgubiłam podczas tej ucieczki przed wodą. Trafiam do pizzerii. Tam jest M. Przedstawia mi kobietę. - Znalazłem swoją siostrę - mówi. Zapraszają mnie do środka. W tym katastroficznym krajobrazie stworzyli miejsce, gdzie da się przeżyć. Dają mi schronienie.

sen z lutego 2003

Nadia

Komentarzy nie ma.