Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-01-10

Ela Bazgier

O Ramonie jeszcze

Smutna historia Ramona, który się urwał z łańcucha, trwa dalej. Przebywał cztery dni w klinice w Warszawie i wyszedł z diagnozą, że niby jest zdrowy, ale zmiany w układzie nerwowym są raczej nie do cofnięcia. I że w ogóle jest stary i schorowany.

Teraz jest w Podkowie Leśnej u Ani i Darka, którzy go przygarnęli, ale pies wymaga większej opieki niż oni mogą mu zaoferować. Chodzi ogłupiały, krąży wokół domu, namiętnie węszy, potyka się i przewraca w śniegu. Śpi w garażu, ale nie wiadomo, czy na posłaniu, które mu tam zrobiliśmy, czy na kamiennej podłodze. Być może na koc nie umie trafić.

Kto weźmie takiego psa? Chyba jest na przegranej pozycji. Przydałby się dom opieki dla starych psów. Albo chociaż kawałek ciepłego koca na ciepłej podłodze.

Wczoraj, gdy odbierałam Ramonka z kliniki, na stole w gabinecie zauważyłam różowy kocyk w małe pieski i na nim książeczkę zdrowia psa. Obok w sali operacyjnej był york pod narkozą. Kocyk pewnie czekał na niego. A może to był poród i kocyk był dla szczeniaków? Spytałam lekarkę, a ta uśmiechnęła się „Tak, będą dziewczynki”.

Tymczasem Ramon w klinice dostał sraczki, bo prawdopodobnie pierwszy raz w swoim długim życiu przyjął jakieś lekarstwa. Być może było ich trochę za dużo, organizm zgłupiał. Może pierwszy raz jadł także normalną, pożywną karmę, a nie resztki albo spleśniały chleb. Wśród psów, jak i wśród ludzi są równi i równiejsi...

15 tysięcy lat temu udomowiliśmy psy i jesteśmy za nie odpowiedzialni. Ci, którzy traktują te odpowiedzialność poważnie, często nazywa się oszołomami, psimi mamami. Przypomniał mi się utopijny świat wykreowany przez Camerona w Avatarze: współodczuwania z żywymi czującymi wrażliwymi istotami, inteligentnymi, choć inaczej niż my. Tam na pewno znalazłoby się miejsce dla starego Ramona albo zadano by mu cios szybko, w samo serce, by niepotrzebnie nie cierpiał.

Ela Bazgier

Komentarzy nie ma.