Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-11-18

Jacek Sieradzan

Psychologia, wychowanie a obłęd
Od schizofrenii kultury zachodniej do doświadczenia inicjacyjnego

Tekst opublikowany w periodyku "Albo-albo", 2008, nr 2, 31-46. Wydawnictwo Eneteia. Dostępny w witrynie Autora jako tekst w pdf.

Żyjąc w czasach, kiedy wychowanie do nienawiści, nietolerancja, nacjonalizm i ksenofobia są w niektórych środowiskach uznane za normę, warto przypomnieć, co pisali na ten temat tacy klasycy psychiatrii, jak Thomas Szasz, Ronald David Laing czy Wilhelm Reich. Za normalne uchodzi obecnie wykorzystywanie dzieci w walce zbrojnej między plemionami w Afryce i narodami w Azji. W Arabii Saudyjskiej i innych krajach muzułmańskich dzieci wychowuje się do nienawiści wobec Żydów: "Żydzi to małpy i świnie", mówi kilkuletnia dziewczynka muzułmańska; pytana, skąd o tym wie, odpowiada: "Tak mówi Bóg".[1] Radykalni protestanci wychowują do nienawiści żołnierzy "Armii Boga" (jej nazwa nie przez przypadek nawiązuje do muzułmańskiej organizacji Hezbollah, której żołnierze dokonują samobójczych zamachów). Film "Jesus Camp" pokazuje indoktrynację na obozie wyznaniowym dla dzieci protestanckich "Kids on Fire", mającym na celu tworzenie chrześcijańskiej wersji Hezbollahu.[2]

Tomasz Olchanowski, powołując się m.in. na Nietzschego, Freuda, de Mello i Lainga (2008, s. 313-341), podkreśla ścisłe związki chrześcijaństwa, uwarunkowania ideologicznego i wychowania do szaleństwa. W czerwcu 2008 roku premier Kanady Stephen Harper przeprosił tubylczą ludność Kanady za politykę przymusowej chrystianizacji około 150 000 ich dzieci, prowadzoną w latach 1870- 1970 na równi przez katolików i protestantów pod hasłem "zabić Indianina w dziecku". Przez sto lat tubylcze dzieci były poniżane, bite, gwałcone i zmuszane do wyrzeczenia się swoich korzeni i przyjęcia obcej im religii i tradycji kulturowej. Tytułem rekompensaty za doznane upokorzenia rząd wypłacił im w 2006 roku prawie dwa miliardy dolarów odszkodowania.[3]

W ostatnich latach pojawiła się duża liczba prac omawiających szaleństwo tego czy innego aspektu życia człowieka. Pogląd o schizofrenicznym charakterze kultury (zwłaszcza zachodniej) ma wielu zwolenników wśród psychologów, psychiatrów, filozofów, artystów i badaczy kultury. Można go znaleźć w pismach i wypowiedziach wielu tak różnych autorów, jak Z. Freud, E. Fromm, R. May, G. Deleuze, F. Guattari, R. Jaccard, L. de Heusch, A. Lowen, A. Appadurai i P. Virilio. Przyczyny tego stanu rzeczy upatrywano w przejściu od kultury ustnej do pisanej (J.C. Carothers i M. McLuhan), w zniszczeniu całościowej wizji świata (A.C. Leszczyński), w braku umiejętności przystosowania człowieka do świata natury (L. Bellak), w mordzie założycielskim jako fundamencie ludzkiej cywilizacji (R. Girard), w narcyzmie człowieka (Ch. Lasch), w oderwaniu umysłu od uczucia, a duszy od ciała (J. Grotowski), bądź w mistycznej negacji pojęcia czasu i życiu w Wiecznym Teraz (F. Jameson). Antypsychiatrzy poszukiwali źródeł schizofrenii społeczeństwa w rodzinie. Według Szasza (1974, s. 3-4) od ponad 350 lat, czyli od połowy XVII wieku, kiedy to skończyła się Epoka Wiary, żyjemy w Epoce Szaleństwa. Heretyka Epoki Wiary zastąpił szaleniec Epoki Szaleństwa.

Christian Delacampagne wywodził schizofreniczny charakter kultury ze złego wychowania w rodzinie:

Jakże cała rodzina miałaby się nie stać schizofreniczną, kiedy całe społeczeństwo jest takie? Nie idzie wręcz już o obwinianie rodzin zbyt autorytarnych czy - przeciwnie - ustępliwych, jak czyni to psychiatria tradycyjna. Aktualnym problemem bowiem każdej rodziny w naszym społeczeństwie jest fakt, że rodzice są zarazem zbyt autorytatywni i zbyt ulegli, że ukrywają władzę pod maską uległości, uległość pod maską czułości, którą z kolei maskują władzę... Posługując się łagodnością, usiłują otrzymać to, czego nie pozwala otrzymać przemoc; lecz łagodność ta kryje w głębi największą przemoc; widać to doskonale, gdy dzieci "nie chodzą już na pasku" (Delacampagne, 1981, s. 300).

Antypsychiatrzy, tacy jak Thomas Szasz (1974, s. 58; 1981a), Ronald D. Laing czy Aaron Esterson, a wcześniej artyści, tacy jak Antonin Artaud, uważali chorobę psychiczną za mit albo etykietę, gdyż nie wiąże się ona z żadną znaną fizyczną ułomnością ciała czy chorobą jakiegokolwiek narządu (Laing, 1996, s. 111-112; Laing, Esterson, 1995, s. 9, 15). Według Coopera (1981, s. 270):

Szaleństwo nie jest "w" osobie, lecz we wzajemnie powiązanym układzie osób (dotyczy to głównie rodziny), z którego pacjent przyjęty do szpitala psychiatrycznego został z góry wyłączony poprzez jedno pojęciowe cięcie. Mówiąc inaczej, szaleństwo nie jest "w" osobie, lecz w układzie relacji, w którym zetykietowany "pacjent" uczestniczy; schizofrenia, jeśli pojęcie to ma w ogóle sens, jest mniej lub bardziej charakterystycznym sposobem zaburzonego zachowania grupowego. Schizofrenicy nie istnieją.

Laing apeluje o zastąpienie poniżającego i degradującego ceremoniału, jakim są badania psychiatryczne, rytuałem inicjacji, w którym zewnętrzny, ziemski czas ulega zatrzymaniu i następuje przejście od egoistycznego "ja" do pełni Jaźni. Może to nastąpić w toku wewnętrznej podróży, którą nazywa doświadczeniem transcendentalnym i uznaje za pierwotne źródło wszystkich religii (Laing, 1996, s. 139).

Według Szasza (1974, s. 23), z domniemanymi chorobami psychicznymi nie należy walczyć, zaś rzekomych chorych nie należy egzorcyzmować ani leczyć poprzez terapię. Zamiast diagnozować nieistniejące choroby psychiczne, należy rozpoznać i starać się zaradzić problemom biologicznym, ekonomicznym, politycznym albo socjopsychologicznym, bo to one wpędzają ludzi w kłopoty. Doświadczeniu transcendentalnemu Laing przeciwstawia doświadczenie egoiczne, będące "stanem snu, śmierci, społecznie akceptowanego obłędu, łonem, dla którego trzeba stać się martwym" (Laing, 1996, s. 140). To widzenie świata przez pryzmat własnego "ja" jest uważane przez społeczny consensus za coś naturalnego i normalnego, jednak z punktu widzenia mistyków (tu Laing wspomina o Heraklicie, Lao-tsy i buddystach), nastawionych na bezpośrednie doświadczanie rzeczywistości - chodzi o ujrzenie rzeczy takich, jakimi są w swej istocie, bo patrzenie na świat jako odbicie własnego ego wypacza go, jest to iluzja, maja.

Termin "schizofrenia" (gr. schizophrenia), oznaczający "rozdarte (schizo) serce (phren)", albo "rozdarty umysł", został wprowadzony w 1911 roku przez słynnego szwajcarskiego psychiatrę Eugena Bleulera (1857-1939) na oznaczenie psychoz, których podstawową cechą był rozpad osobowości (łac. dissociatio). Mając na względzie etymologiczne znaczenie tego terminu, Laing domaga się, aby podróż schizofreniczną uznać za swego rodzaju ryt przejścia, element nieświadomego treningu szamańskiego, jaki niegdyś - w kulturach przedpiśmiennych, łowiecko-zbierackich - stanowił część uznawanego przez ogół procesu adaptacji do ówczesnych warunków życia i związanego z nimi obrazu świata. To, że dzisiaj tak nie jest, nie znaczy, że intuicje te są nieaktualne albo błędne.

Niektórzy ludzie w efekcie działania pamięci genetycznej albo reinkarnacyjnej, jakkolwiek to nazwiemy, nagle oto zaczynają doświadczać niezwykłych niecodziennych, odmiennych przeżyć i stanów świadomości, nad którymi nie są w stanie zapanować, i nikt nie jest w stanie im pomóc. Cywilizacja współczesna uważa ich za obłąkanych i izoluje w szpitalach dla umysłowo chorych. W dawnych, tzw. prymitywnych kulturach, kierowano ich do szamana, pod kierunkiem którego mogli kształtować i doskonalić swoje odmienne widzenie świata. Potem sami stawali się szamanami, pełnoprawnymi członkami społeczności, którzy nie tylko nie oczekują od innych pomocy, ale sami tą pomocą służą, ponieważ nabyli umiejętności świadomego wchodzenia w odmienne stany świadomości, dzięki czemu potrafią leczyć, tropić zwierzynę, odnajdywać zaginione przedmioty i wykonywać inne czynności, od spełnienia których zależał byt plemienia czy wspólnoty.

O słuszności wniosków Lainga na temat konieczności inicjacji może świadczyć przypadek Jamesa Halla (1997), białego Amerykanina i katolika, który porzucił dobrze zapowiadającą się karierę dziennikarza i pisarza, aby po czterech latach nauki i przejściu cyklu inicjacji (kuftwasa) zostać plemiennym uzdrowicielem (sangoma) w afrykańskim Suazi. Umiejętności, jakie zyskał Hall - wejścia w stan ekstatyczno-transowy, leczenia i odnajdywania ukrytych przedmiotów - na pewno nie spowodowały wzrostu jego statusu ani w oczach Amerykanów, ani nawet mieszkańców Suazi; niektórzy z tych ostatnich bowiem nie wierzyli, że biały człowiek jest w stanie przejść inicjacje. Jego przykład pokazuje, że także człowiek Zachodu z problemami psychicznymi może stać się kwalifikowanym szamanem. Przypadek Halla pozwala obalić powszechnie akceptowaną tezę I. M. Lewisa (1971), głoszącą, że ekstatykami zostają przede wszystkim kobiety z niższych grup społecznych, które dzięki nabyciu umiejętności wchodzenia w stan ekstatyczno-transowy zyskują większy prestiż otoczenia i podnoszą swój status.

Jak to się stało - pyta Laing - że żyjemy w świecie, w którym na ogół nie korzysta się z tego typu umiejętności? I odpowiada: cywilizacja techniczna i konsumpcyjna zniszczyła wiarę człowieka w istnienie niematerialnych bytów, którym przypisywano dokonywanie niezrozumiałych przez intelekt czynności. A nauka współczesna "wykazała", że byty pozamaterialne nie istnieją.

Począwszy od czasów Oświecenia, a zwłaszcza od rewolucji przemysłowej przełomu XVIII i XIX wieku, świat był systematycznie "odczarowywany". Obecnie kosmos nie jest już boski, lecz składa się wyłącznie z materii, tej zaś nie przenika już absolut (Duch, pneuma itp.), lecz pusta przestrzeń. Ta z kolei nie jest ani trochę święta. Jest tylko zbiorem cząstek elementarnych. To wszystko sprawiło, że człowiek poczuł się wyobcowany.

Nie każdy badacz jednak uważa, że wszystkie zjawiska umysłu są przekładalne na procesy chemiczne zachodzące w mózgu. Michael Harner (1990, s. 21), szaman i szamanolog w jednej osobie, uważa świat duchów, który postrzega w wizjach za sprawą praktyk szamańskich, za równie rzeczywisty, co świat percepcji zmysłowej. Jego zdaniem jest to niezwyczajna (nonordinary) rzeczywistość, "ukryty świat", w którym szaman doświadcza wszystkiego tak, jakby było snem. Niektórzy szamani, np. członkowie amazońskiego plemienia Hiwaro, odrzucają realność świata zmysłowego, widząc w nim wypaczenie transcendentalnej rzeczywistości (Ripinsky-Naxon, 1989, s. 222).

Ludzie żyją w świecie, którego nie rozumieją i którego wskutek tego się boją, a - co gorsza - swoją błędną wizję świata przekazują następnym pokoleniom. Według Lainga:

Stan wyobcowania, snu, nieświadomości, szaleństwa jest normalnym stanem człowieka. Społeczeństwo wysoko ceni normalnego człowieka. Kształci dzieci, by zatraciły swą prawdziwą naturę i poczytalność, i w taki sposób stały się normalne (Laing, 1996, s. 29).

Normalność oznacza tutaj upodobnienie do innych poprzez włączenie w obręb grupy społecznej. Człowiek związany ścisłymi więzami społecznymi z grupą nie pyta o tożsamość, gdyż etymologicznie słowo "tożsamy" oznacza "identyczny" (od łac. idem), "taki sam" jak inne składniki grupy. Tożsamość (ang. identity) jest zatem zawsze określana przez przynależność do jakiejś grupy. Jest to suma wyobrażeń i idei (ang. ideas), jakie ludzie mają na temat jednostki, oraz jakie jednostka ma na temat samej siebie (Barney, 2008, s. 167-168).

Szkoła nie toleruje odmienności. Szkoły założone w oparciu o programy rozwoju indywidualności dzieci stosownie do posiadanych przez nie odmiennych predyspozycji, co ma miejsce w ośrodkach działających na bazie programów opracowanych przez Rudolfa Steinera, Jiddu Krishnamurtiego czy psychologów transpersonalnych, są nieliczne.

W świecie zachodnim, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie z tego powodu dochodzi do ostrych spięć i konfliktów, istnieją dwa zwalczające się obozy: zwolenników konfesyjnego widzenia świata (różne Kościoły i sekty chrześcijańskie, głównie protestanckie), oraz wyznawców materialistycznego widzenia świata, zdominowanego przez darwinistów. Na przykład w kwestii powstania życia na Ziemi zwolennicy Inteligentnego Projektu (wedle którego człowiek został stworzony przez Boga około 10 000 lat temu i wraz z dinozaurami mieszkał w swego rodzaju rajskim Parku Jurajskim), spierają się z darwinistami, zwolennikami doboru naturalnego i pochodzenia człowieka od wyższych naczelnych. Są jeszcze dwie inne koncepcje: idea propagowana przez Ericha von Dänikena, głosząca, że ewolucję przyspieszyli członkowie pozaziemskich cywilizacji, oraz propagowana przez M. A. Cremo (2004) dewolucja człowieka, zwana "kreacjonizmem Kriszny", która ewolucję z niższych do wyższych form materii zastępuje teozoficzną inwolucją, polegającą na schodzeniu i ucieleśnianiu się ducha z poziomu czystej, boskiej, kosmicznej świadomości.

W szkołach na całym świecie dominują dwa pierwsze paradygmaty: konfesyjny i darwinowski. Pierwszy może być chrześcijański, muzułmański, buddyjski czy jakikolwiek inny. Dobrą ilustracją konfliktu między nimi był panel dyskusyjny na temat umysłu, jaki odbył się 12 maja 2008 roku w Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku. Doszło podczas niego do polaryzacji stanowisk między Robertem Poczobutem, neurofilozofem umysłu, oraz Tadeuszem Uchtą, wieloletnim uczniem duńskiego nauczyciela buddyzmu tybetańskiego Olego Nydahla. Poczobutt zarzucił Uchcie, że to, co on mówi o medytacji, jest tylko rodzajem wiary i nie ma nic wspólnego z poznaniem empirycznym, choć starał się przedstawić medytację jako źródło takiej właśnie, empirycznej wiedzy. Uchto akcentował niepewny charakter wiedzy naukowej, podkreślał, że poglądy naukowców pozostają w sprzeczności i często ulegają zmianie. Publiczność, składająca się z pracowników i studentów uniwersytetu, sprzyjała Poczobuttowi, którego tezy zostały przedstawione z wymaganą na uczelni precyzją. Gdyby jednak dyskusja ta odbyła się na terenie ośrodka medytacyjnego - sympatia słuchaczy byłaby po stronie Uchty. A po czyjej stronie stanęliby słuchacze, gdyby odbyła się ona na neutralnym gruncie: np. w domu kultury, parku czy nad rzeką?

Najważniejsze jednak umknęło uwadze zebranej na spotkaniu widowni, to mianowicie, że choć obaj dyskutanci przedstawiali swoją wiedzę jako empiryczną, to jednak ich wiedza empiryczna nie jest. Poczobutt powoływał się na prowadzone przez innych badania naukowe. Sam jednak nie posiada możliwości ani kompetencji, aby sprawdzić ich słuszność, choć wierzy w ich naukowość. Uchto odwoływał się zaś do przejętych od innych buddystów opisów doświadczeń wyższych stanów wglądu, których sam prawdopodobnie nie doświadczył, ale też wierzy, że - przy zachowaniu procedury opisanej w tekstach medytacyjnych - można je sprawdzić w laboratorium umysłu. A nawet gdyby to nie było możliwe, dla słuchaczy nie miałoby to żadnego znaczenia, gdyż wiedza pochodząca z medytacji nie ma charakteru intersubiektywnego. Obaj mogą uważać się za empiryków, ale dla ich słuchaczy są tylko dwoma panami, prezentującymi osobliwe rzeczy, sprawdzenie których jest niepotrzebną stratą czasu. A bez tego są one tylko wiarą. I nauka, i religia są rodzajem wiary, czy nam się to podoba, czy nie.

Można powiedzieć, że to, jak rzeczy naprawdę się mają, zajmuje niewielu. Człowieka interesuje przede wszystkim jego prawda. Jest zwolennikiem jakiejś jej wersji, tej akurat, która mu się z jakichś względów podoba. Zdaniem Lainga, bierze się to z niewłaściwego wychowania. W szkołach nie uczy się samodzielnego myślenia, bo nikt nie jest tym zainteresowany: ani sami nauczyciele, ze strachu przed utratą posady, ani też ogłupiałe i zastraszone dzieci, od których żąda się posłusznego podporządkowywania się regułom ustalonym przez dorosłych.

To samo można powiedzieć o systemie akademickim. Na studia przychodzą uczniowie już ukształtowani przez zły system szkolnictwa podstawowego i średniego. Większość z nich bezmyślnie wykuwa na pamięć zadany materiał i recytuje jak wiersz albo patriotyczną przyśpiewkę. Często nie potrafią nawet streścić przeczytanej lektury, nie mówiąc o samodzielnym kojarzeniu informacji z różnych lektur i wyciąganiu z nich wniosków. Przypominają osoby cierpiące na schizofrenię, które swoją wizję świata prezentują w postaci wartkiej, spójnej i pozornie logicznej wypowiedzi, ale gdy tylko ją się przerwie, wskazując na występujące w niej sprzeczności, tracą wątek, nie są w stanie do niego powrócić i nie podejmują dyskusji, gdyż nie są do niej zdolne.

Jeszcze w XVIII wieku Philippe Pinel (1745-1826), ojciec psychiatrii, pisał: "Ileż analogii pomiędzy sztuką kierowania obłąkanymi a wychowywaniem młodzieży!" (cyt. za: Foucault, 1987, s. 466).

Laing nie miał wątpliwości, że jest to rezultat procesu socjalizacji i indoktrynacji, która zaczyna się od początku życia:

Od chwili narodzin, od momentu, gdy noworodek z ery kamiennej skonfrontuje się ze swą żyjącą w XX wieku matką, wydany jest on na działanie sił przemocy, zwanych miłością - tak jak poddani im byli jego ojciec i matka, a wcześniej ich rodzice i rodzice ich rodziców. Siły te zajmują się głównie niszczeniem prawie do cna potencjalności dziecka. Przedsięwzięcie to jest w pełni udane. Nim nowy człowiek osiągnie wiek piętnastu lat, jest już istotą całkowicie do nas podobną. Jest na wpół oszalałym stworzeniem, nawykłym już niemal do życia w obłąkanym świecie. W naszej epoce to normalność. (...) Skutecznie niszczymy samych siebie, posługując się przemocą, której nakładamy maskę miłości (Laing, 1996, s. 60).

Szczególnie wyraźne jest to w chrześcijaństwie, religii, która nakazuje kochać innych. Ta niszcząca idea powstała pod wpływem iluzji, jakoby miłość można było nakazać! Miłość, która była czymś spontanicznym i rzeczywistym dla pierwszych chrześcijan, a dla Greków, Rzymian, Żydów i niektórych chrześcijan była (boskim) szaleństwem (Sieradzan, 2005, s. 253-254, 302-304; Ruggiero, 2007), stała się martwą literą Biblii i traktatów teologicznych. Połączenie dogmatycznych nakazów, niedopuszczających sprzeciwu ani dialogu, i stłumionej seksualności (o której pisał Reich - zob. dalej) stworzyły mieszankę wybuchową prowadzącą w prostej linii do nienawiści. To tłumaczy walki religijne w łonie chrześcijaństwa pomiędzy zwolennikami różnych dogmatów oraz odmiennego rozumienia tych samych dogmatów (łacinnicy contra Grecy), polemiki chrześcijan z gnostykami i manichejczykami, a także wojny religijne z muzułmanami i katarami, a od XVI wieku polemiki, a potem wojny katolików i protestantów.

Przejęta przez Kościół polityka uniwersalności i wyłączności prawdy powiązana z pogardą dla dzielących ludzi różnic, doprowadziła do nietolerancji. Narzucona przez Rzym standaryzacja wynikała z widzenia wszystkiego przez pryzmat racjonalistycznych dogmatów, ustalanych na soborach większością głosów. Stosy inkwizycji i wojny religijne są skutkami walki o prawdę i wprowadzenia w praktykę uniwersalistycznej wizji Pawła (por. Sieradzan, 2008).

Laing (1996, s. 29) - jak wcześniej E. Fromm (1973, s. 93) - dostrzegał prostą linię od przemocy dogmatycznej do przemocy fizycznej. Fromm pisał: "Logika paradoksalna prowadziła do tolerancji i wysiłku zmierzającego do przekształcenia samego siebie. Natomiast arystotelesowski punkt widzenia prowadził do dogmatu i nauki, do Kościoła katolickiego i odkrycia energii atomowej". Wrogowie po obu stronach konfliktu w obu wojnach światowych w większości byli chrześcijanami. Byli nimi zarówno żołnierze Mussoliniego, Franco, Hitlera oraz napadnięci przez nich Europejczycy, z wyjątkiem, być może, znacznej części mieszkańców byłego ZSRR (jednak nawet ateizm, zwłaszcza wojujący, a taki dominował w ZSRR, też można rozpatrywać w kategoriach religijnych). Zapewne większość z nich nie miała wyboru i siłą została wcielona do wojska, a inni zabijali "wrogów" dlatego, że zabito ich bliskich (nie należy przy tym zapominać, że w XX wieku tylko nieliczne jednostki myślały o życiu w pokoju i realizowały tę ideę w praktyce).

Zabijanie na wojnie jest uważane za zgodne z normą psychologiczną. To, że często czyni z ludzi kaleki psychiczne na resztę życia, nie zmniejsza optymizmu psychiatrów. Tymczasem, jak pisze Laing (1996, s. 122): "Doskonale przystosowany pilot bombowca może stanowić większe zagrożenie dla przetrwania gatunku niż hospitalizowany schizofrenik, przekonany, iż nosi Bombę w sobie".

O postrzeganiu innych nie decyduje rzeczywista wiedza, jaką posiada się na ich temat, lecz etykietki, a te zależą od plotki, powierzchownych opinii, dominujących trendów danej epoki itp. Zdaniem Lainga:

W świecie wszechogarniającego szaleństwa, które nazywamy normalnością, zdrowiem psychicznym, wolnością, wszystkie nasze układy odniesienia stają się wieloznaczne. Człowiek, który wolałby być martwy niż czerwony, jest normalny. Człowiek, który twierdzi, że utracił swą duszę, jest maszyną, uznawany jest w żargonie psychiatrycznym za "zdepersonalizowanego" (pozbawionego własnej osobowości). Człowiek twierdzący, że czarni są rasą niższą, może cieszyć się powszechnym szacunkiem [autor pisał to w 1964 roku - przyp. J.S.]. Człowiek mówiący, że jego biała skóra to forma raka, jest chory umysłowo (Laing, 1999, s. 12).

Przyczyn tego stanu rzeczy Laing upatruje w tym, że zostaliśmy "ograbieni z naszego doświadczenia" (Laing, 1996, s. 30). Ponieważ postrzegamy świat w sposób niewłaściwy, godzimy się na to, żeby wyzuwano nas ze wszystkiego, co właściwe dla nas i co stanowi o naszym człowieczeństwie: "Jeśli zostaniemy ograbieni z naszego doświadczenia, tym samym zostaniemy ograbieni z naszych czynów; jeśli zaś odbierze się nam nasze czyny, niczym zabawki z rąk dzieci, wówczas zostaniemy wyzuci z naszego człowieczeństwa". Umożliwia to społeczny system zależności, który w jego przekonaniu nie jest nastawiony na kreację, lecz destrukcję.

Wydaje się, że od momentu nawrócenia Zachodu na chrześcijaństwo, sprawy zaczęły iść w złym kierunku. Antyczni Grecy i Żydzi wraz z przyjęciem chrześcijaństwa nie stawali się bardziej religijni, gdyż życie wyznawcy religii starogreckiej czy judaizmu już było przesycone religią. Chrześcijaństwo natomiast wprowadziło wiele nowości. Paweł z Tarsu, twórca i pierwszy teolog chrześcijaństwa, jako pierwszy pisał o religii w kategoriach zysku i straty, pierwszy zaczął sprzedawać religię jako towar, swojego boga zaś reklamować jako spełnienie pragnień i nadziei ludzi wszystkich ludów. Jego listy są przesiąknięte ideami odwołującymi się do kwestii materialnych i finansowych (ofiara z życia Jezusa, mająca na celu wykupienie ludzi, chrześcijanie jako niewolnicy boży wykupieni przez Boga od szatana, opłacalność wiary itp.). Bruno Ballardini (2008) uważa Kościół katolicki za najpotężniejszą ponadnarodową korporację, która od początku istnienia, czasów Pawła z Tarsu, twórcy marketingu doskonałego, narzucała innym swój produkt (słowo dające nadzieję na zbawienie) na globalnym rynku idei jako jedyny mogący zaspokoić wszelkie pragnienia.

W pracy Podzielone "ja" Laing zanalizował kilka przypadków osobowości, które psychologia traktuje jako schizoidalne, czyli doświadczające siebie jako istoty podzielone na umysł i ciało, albo na dwa lub więcej "ja". Jego zdaniem psychika schizoidalna bywa kreowana przez rodzinę, najczęściej przez matkę żądającą od dziecka "nadgorliwego posłuszeństwa", które przeradza się u niego w obsesyjną chęć przypodobania się i naśladowania jej. Ten negatywny konformizm, jak nazywa go Laing:

jest przystosowaniem się do cudzych standardów i kryteriów, lękiem przed tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby taki człowiek musiał być rzeczywiście sobą. Ta niewolnicza uległość jest po części zdradą własnych realnych możliwości, lecz jednocześnie także i techniką ich skrywania i zachowania. Wiąże się to jednak z ryzykiem, że nigdy nie zostaną one wykorzystane w rzeczywistym działaniu, funkcjonując wyłącznie w obrębie wewnętrznego "ja", dla którego wszystko jest możliwe w wyobrażeniach, a nie w rzeczywistości (Laing, 1999, s. 122).

Laing zauważył, że na schizofrenię bardziej podatne są jednostki, które biernie się podporządkowują oczekiwaniom innych, a więc tzw. "grzeczne" dzieci, które nie były wymagające, nie sprawiały rodzicom kłopotów, a wręcz przeciwnie, zawsze robiły to, co im kazano. Problem jednak w tym, że w pewnym okresie życia (najczęściej podczas dojrzewania) zachodzi zmiana, i dziecko z posłusznego staje się nieposłuszne. O ile przedtem robiło wszystko, co mu kazano, teraz nie robi niczego, co mu się każe. Laing przekonuje, że w końcu konflikt pomiędzy chęcią realizacji własnych pragnień i oczekiwaniami innych kończy się popadnięciem w obłęd.

W napisanej wspólnie książce, będącej rezultatem badań nad kilkudziesięcioma rodzinami, Laing i Esterson (1995, s. 130, 152, 168, 189) zauważyli, że częstą przyczyną pojawienia się schizofrenii u dziecka w rodzinie jest dokładne kontrolowanie jego życia. Laing (1996, s. 117) doszedł do wniosku, że w przypadku osób z rozpoznaną schizofrenią, schizofrenia "jest specjalną strategią, którą osoba ta obmyśla, by móc przetrwać w sytuacji nie do wytrzymania" (podkr. R.D.L.). Jest to dla niej jedyne wyjście w sytuacji ostatecznego kryzysu, w której presja sprzecznych żądań i nacisków otoczenia staje się nie do zniesienia.

Również amerykański psychoanalityk Harold Searles pisał:

Moje kliniczne doświadczenie nauczyło mnie, iż jednostka staje się schizofreniczna po części z przyczyny ciągłego wysiłku - w dużej czy też całkowitej mierze nieuświadamianego - jednej albo wielu osób z jej otoczenia, żeby zrobić z niej szaleńca (cyt. za: Jaccard, 1993, s. 83).

Searles ukazuje szereg technik mających na celu zrobienie z kogoś wariata i porównuje je z metodami prania mózgu. W pewnym sensie jest to psychologiczne zabójstwo. Ma ono charakter zbrodni doskonałej. Osoba niemogąca wytrzymać ciągłej presji, stworzonej nierzadko przez tzw. "dobrą rodzinę", popełnia samobójstwo.

O tym, że nawet inteligentny fachowiec, który doskonale o tym wszystkim wie, może się niewolniczo uzależnić od własnej matki i nawet po przekroczeniu 50. roku życia jej słowa traktuje jako niepodważalne, niemal boskie nakazy, świadczy przypadek znanego krakowskiego psychiatry, wieloletniego celibatariusza z przymusu, bohatera dokumentalnego filmu Do bólu w reżyserii Marcina Koszałki (Wróblewski, 2008, s. 74-75). Jego przypadek przypomina opisaną przez klasyka antypsychiatrii D. Coopera (1981, s. 263) historię innego pięćdziesięciolatka, niewolniczo uzależnionego od matki, który popadł w chorobę psychiczną.

Niektóre szkoły wychowania zalecają wręcz, aby z obawy przed popadnięciem w narkomanię itp. sprawdzać, co dzieci czytają, jakiej słuchają muzyki, krótko mówiąc, ograniczać ich wolność i kontrolować jak policja. Dziecko przez samą tylko przekorę może zrobić to, czego mu rodzic zabrania, gdyż zakaz traktuje jako naruszenie wolności. W tym wypadku lekarstwo często okazuje się gorsze od choroby, ponieważ człowiek nade wszystko pragnie wolności, a kiedy zostanie jej pozbawiony, ma - poza buntem - do wyboru inne destrukcyjne alternatywy: narkomanię, wejście na drogę przestępstwa, ucieczkę w szaleństwo albo samobójstwo.

Laing zwraca uwagę na istnienie kategorii ludzi, których medycyna nie uważa za chorych - ponieważ są oni doskonale przystosowani do obowiązujących norm - ale którzy posiadają umysły "z gruntu wypaczone", psychotyczne. Mimo to doskonale wpisują się w kontekst społeczny, a przez niektóre kultury mogą być uznawani za mędrców, proroków itp. Wspomina Jaspersa, dla którego modelowym schizofrenikiem był biblijny Ezechiel. Z drugiej strony, "spękany umysł schizofrenika może być otwarty na światło, które nie ma dostępu do umysłów ludzi zdrowych psychicznie, lecz zamkniętych w sobie" (Laing, 1999, s. 32).

Na jeszcze inne aspekty niewłaściwego wychowania, które powodują taśmową produkcję sfrustrowanych jednostek, wskazał Wilhelm Reich - austriacki psycholog, uczeń Freuda - który wskutek głoszonych rewolucyjnych poglądów musiał uciekać z hitlerowskich Niemiec, a potem z tego samego powodu został skazany przez sąd amerykański i spędził 1,5 roku w więzieniu, gdzie zmarł. Jak pisał:

Moje publikacje zostały zakazane zarówno przez komunistów, jak i przez faszystów; były krytykowane i potępiane tak przez rządy policyjne, jak i przez socjalistów czy burżuazyjnych liberałów (Reich, 1996, s. 21).

W odróżnieniu od Freuda, który wyróżnił w człowieku id, ego i superego, Reich postulował trójpodział jednostki na:

To bardziej optymistyczne spojrzenie na człowieka i podkreślenie znaczenia wewnętrznego, duchowego znaczenia egzystencji sprawiło, że drogi Freuda i Reicha rozeszły się. Reich uważał, że źródłem większości problemów ludzi jest stłumienie nie tyle samej seksualności, co genitalności. Większe znaczenie przykładał do aspektu fizycznego, związanego z napięciami mięśniowymi, niż do aspektu psychicznego:

Człowieka wychowanego w atmosferze potępienia dla życia i seksu cechuje lęk przed przyjemnością, który fizjologicznie pojawia się jako chroniczne napięcia mięśniowe. Ten właśnie neurotyczny lęk przed przyjemnością stanowi źródło odradzania się w ludziach światopoglądów negujących życie i rodzących dyktatury. Jest jądrem lęku przed niezależnym, swobodnym życiem, on z kolei staje się najpotężniejszym źródłem siły dla wszelkich form reakcyjnej polityki i dominacji jednostek lub grup nad masami pracujących ludzi (Reich, 1996, s. 18).

Reich twierdził, że nie tylko człowiek, którego psychiatra określiłby mianem chorego psychicznie, ale w praktyce niemal każda jednostka broni się przed światem i poznaniem prawdy o własnej naturze. Nakłada na siebie tzw. pancerz charakterologiczny, który składa się z "izolacji, poczucia bezradności, żądzy władzy, lęku przed odpowiedzialnością, tęsknot mistycznych" (Reich, 1996, s. 19), neurotycznej buntowniczości oraz równie neurotycznego pogodzenia się z losem, czyli machnięcia ręką na wszystko, czego wyrazem jest stwierdzenie: "to wszystko i tak nic nie da".

Człowiek sam sobie narzuca cierpienie. Pochodzi ono z jego własnej struktury emocjonalnej. Jego częścią jest też omijanie z daleka problemów, dzięki którym mógłby stanąć wobec nich twarzą w twarz i spojrzeć w coś, co Stachura (1979) nazywał trupem (s. 135), czarną bestią, rakiem umysłu (s. 167-169), czarną dziurą (s. 113) albo piekielną czeluścią (s. 104).

Przyczyną tego jest nienawiść do życia i niechęć do prawdy, czyli do stawienia czoła własnej sytuacji egzystencjalnej. Prawdę uznaje Reich za równie naturalną funkcję człowieka, jak chodzenie czy jedzenie. Unikanie prawdy sprawia, że biologiczną prawdę własnej cielesności człowiek przekształcił w mistyczne mrzonki.

Negatywną funkcję spełnia według Reicha chrześcijaństwo. Religia ta określa jako "złe" naturalne instynkty cielesności, a jako "dobre" idealne, ale nieistniejące cnoty niebiańskie. Można się w tym dopatrywać wpływu Platona na chrześcijaństwo, które Nietzsche nazwał "platonizmem dla Ťluduť" (Nietzsche, 2001, s. 24). W ten sposób chrześcijaństwo ekshumowało odrzucone przez ucznia Sokratesa idee jako mistyczne prawzory ziemskiej rzeczywistości.

Mit chrześcijański można interpretować na wiele różnych sposobów.

Reich uważa, że sam Chrystus nauczał cielesnej miłości i etyki, natomiast ci, którzy tego nie dostrzegają, są jego "mordercami". Według Reicha proces kostnienia ludzkości z czasem ulega pogłębieniu:

Skostniała ludzkość osadziła skostniałych kapłanów w swych świątyniach i skostniali kapłani podtrzymują skostnienie w każdym nowo narodzonym pokoleniu. Na tym polega wina religii, ale nie pierwotnych, prawdziwych nauk Buddy, Chrystusa i Konfucjusza. Oni wszyscy dążyli do tego samego celu. Skostniała ludzkość nie mogła zrozumieć i przyjąć tych nauk i dlatego ustanowiła odpowiedni gatunek kapłana, który ma dbać o to, by nauka pozostała zamrożona, nieosiągalna, w lustrze (Reich, 1995, s. 245).

Reich uważa, że ten "emocjonalny pancerz charakterologiczny" został sztucznie narzucony przez liczącą 6000 lat judeochrześcijańską, patriarchalno-autorytarną kulturę, najpierw przez elitę polityczno-religijną judaizmu na własny naród, a następnie, wraz z rozprzestrzenieniem się chrześcijaństwa - na cały świat.

Zdaniem Reicha wojny są naturalną konsekwencją autorytarnego wychowania w opresyjnej rodzinie, w której przyjemność została zastąpiona przymusem obowiązku, a wszystkie potrzeby cielesne zastąpiono kultem jednostki: już to niebiańskiego Ojca, już to jego ziemskiego przedstawiciela: proroka, biskupa, czy ajatollaha. Tłumienie naturalnej seksualności u młodych ludzi kreuje jednostki sfrustrowane i omotane przez Wielkich Manipulatorów, gotowe stanąć i zginąć na wojnie w obronie mitów wykreowanych dla nich przez wodzów - państwa, patriotyzmu, partii, religii itp. - przed wyimaginowanym wrogiem.

Reich był chyba pierwszym psychologiem, który tak wyraźnie podkreślił bezpośrednią zależność, jaka istnieje między stłumieniem seksualnym a wojną i przemocą: "stopień intensywności instynktu destrukcji jest zależny od poziomu natężenia zastoju seksualnego" (Reich, 1996, s. 151). Zwycięstwo dyktatur w pierwszej połowie XX wieku uznał za skutek "masowej choroby psychicznej mieszkańców Europy" (s. 21). Jego zdaniem doszło do tego wskutek utraty kontaktu z własnym wnętrzem, czyli skomplikowanym organizmem, jakim jest psychika człowieka. Kontakt ten utrudnia kartezjańskie rozszczepienie na ciało i umysł, i wyobrażanie sobie, że umysł jest ważniejszy od ciała.

Reich uważał człowieka za wysoko zorganizowaną strukturę, która jest częścią kosmosu, ponieważ pomiędzy nią a nim nieustannie następuje wymiana energii. Wszelkie bloki w przepływie tej energii (w ludzkim ciele przyjmuje ona formę, którą Reich określił mianem energii orgonalnej) powodują schorzenia oraz problemy natury psychicznej i fizycznej: "Człowiek współczesny wyobcował się ze swojej własnej natury - z biologicznego rdzenia swojego istnienia - doświadcza jej więc jako czegoś obcego i wrogiego. Nienawidzi każdego, kto próbuje przybliżyć go do niej z powrotem" (s. 51).

Czy można poważnie traktować enuncjacje Lainga, uważanego bardziej za krytyka społeczeństwa niż psychiatrę sensu stricto? Laing - podobnie jak inny antypsychiatra D. Cooper - był nałogowym alkoholikiem. Mimo iż protestował przeciw stosowaniu przemocy wobec pacjentów szpitali psychiatrycznych, sam bił swoją córkę. Ponadto zażywał narkotyki, a za posiadanie haszyszu został usunięty ze środowiska lekarskiego (Laing, 1994). Jego propozycja przekształcenia szpitali psychiatrycznych - które Goffman (1961) i Szasz (1981b, s. 279) porównali do obozów koncentracyjnych - w otwarte ośrodki terapeutyczne, gdzie chorzy mieszkaliby wespół z kochającymi ich ludźmi i dysponowali niemal całkowitą wolnością, zakończyła się fiaskiem (Torrey, 1983, s. 172). Okazało się, że minimum przemocy jest niezbędne, jeśli chce się pomóc człowiekowi choremu.

Tymczasem, choć antypsychiatria należy już do przeszłości, idea zamknięcia szpitali psychiatrycznych nie umarła wraz z nią. Eksperci z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w opracowanym przez siebie Narodowym Programie Ochrony Zdrowia Psychicznego proponują, aby pacjentów ze szpitali psychiatrycznych przenieść do oddziałów psychiatrycznych zwykłych szpitali. W założeniu ma to na celu zdjęcie z nich odium stygmatyzacji (Lubelska, 2008, s. 31-32).

Takie podejście odzwierciedla światowe tendencje. B. Żukow (2008, s. 64) zwrócił uwagę na zmniejszającą się obecnie ilość zachorowań na wielkie psychozy oraz zwiększającą się zapadalność na schorzenia niepsychotyczne, takie jak neurozy, natręctwa czy depresje: "Powstaje paradoksalna sytuacja: chorych potrzebujących hospitalizacji jest coraz mniej, a ludzi wymagających pomocy psychiatrycznej - coraz więcej".

Choć świat znacząco zmienił się od lat sześćdziesiątych XX wieku, to niektóre z problemów, na jakie zwracał uwagę Laing, nie tylko pozostały nierozwiązane, ale nawet uległy nasileniu. Narcystyczna kultura konsumpcyjna w erze globalizacji znacznie się rozwinęła. Ludzie pokolenia Internetu mają jednak większe możliwości wyboru drogi życiowej niż ich rówieśnicy sprzed kilkudziesięciu lat.

Obecnie zarysowały się dwa stanowiska: o ile jedni preferują ideał państwa opiekuńczego, wzrost gospodarczy, stałą pracę, bezpieczeństwo narodowe, socjalne i ochronę własnej osoby, z czym wiąże się większa uległość wobec władzy, to drudzy - podobnie jak dzieci kwiaty ery hipisowskiej - przedkładają życie twórcze i samorealizację nad zadowolenie ze stałej, ale nieciekawej pracy, przedkładają ochronę środowiska nad wzrost gospodarczy za wszelką cenę, równouprawnienie płci nad rodzinę patriarchalną, kosmopolityzm nad patriotyzm i nacjonalizm, popierają tolerancję, świeckie państwo i swobodę wyrażania opinii, a w związku z tym rozwój demokracji uczestniczącej i organizacji pozarządowych kosztem rozwoju państwowej administracji i biurokracji (Barney, 2008, s. 196-197).

Od wyboru jednej z tych dwóch dróg zależy, jaki będzie świat przyszłości.


Jacek Sieradzan

Tekst opublikowany w periodyku "Albo-albo", 2008, nr 2, 31-46. Wydawnictwo Eneteia. Dostępny w witrynie Autora jako tekst w pdf.


przypisy

[1] Antysemityzm XXI wieku, film dokumentalny, reż. A. Goldberg, USA 2007, "Planete", emisja 2 IV 2008.

[2] Jesus Camp, film dokumentalny, reż. H. Ewing, R. Grady, USA 2006.

[3] Prime Minister Stephan Harper's statement of apology, Prime Minister Stephen Harper's statement of apology. Por. Przeprasza Indian, 2008, Forum, 25, s. 2.



Bibliografia

Ballardini, B. (2008), Jezus: i biel stanie się jeszcze bielsza - jak Kościół wymyślił marketing. Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.

Barney, D. (2008). Społeczeństwo sieci. Warszawa: Wydawnictwo Sic! Cooper, D. (1981). Psychiatria i przemoc (s. 254-275). W: M. Janion, S. Rosiek, Galernicy wrażliwości. Gdańsk: Wydawnictwo Morskie.

Cremo, M.A. (2004). Dewolucja człowieka: Wedyjska alternatywa dla teorii Darwina. Wrocław: Wydawnictwo Purana.

Delacampagne, C. (1981). Logika schizofrenii. W: M. Janion, S. Rosiek, Galernicy wrażliwości (s. 286-304). Gdańsk: Wydawnictwo Morskie.

Foucault, M. (1987). Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu. Warszawa: PIW .

Fromm, E. (1973). O sztuce miłości. Warszawa: PIW .

Goffman, E. (1961). Asylums: Essays on the Social Situation of Mental Patients and Other Inmates, Garden City: Anchor Books.

Hall, J. (1997). Sangoma. Warszawa: PIW .

Harner, M. (1980). The Way of the Shaman. San Francisco: Harper & Row.

Jaccard, R. (1993). Szaleństwo. Wrocław: Wydawnictwo Siedmioróg.

Laing, A.C. (1994). R.D. Laing: A Biography. New York: Thunder's Mouth Press.

Laing, R.D. (1996). Polityka doświadczenia. Rajski ptak. Warszawa: Wydawnictwo KR.

Laing, R.D. (1999). Podzielone "ja": Egzystencjalistyczne studium zdrowia i choroby psychicznej. Poznań: Rebis.

Laing, R.D., Esterson, A. (1995). Zdrowie, szaleństwo, rodzina: Rodziny schizofreników. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN .

Lewis, I.M. (1971). Ecstatic Religion: An Anthropological Study of Spirit Possession and Shamanism. Harmondsworth: Penguin Books.

Lubelska, K. (2008). Zamknąć psychiatryki. Polityka, 18, s. 30-35.

Nietzsche, F. (2001). Poza dobrem i złem. Kraków: Wydawnictwo "A".

Olchanowski, T. (2008). Wola i opętanie. Warszawa: Eneteia.

Reich, W. (1995). Mordercy Chrystusa. Warszawa: Wydawnictwo Jacek Santorski & Co.

Reich, W. (1996). Funkcja orgazmu. Warszawa: Wydawnictwo Jacek Santorski & Co.

Ripinski & Naxon, M. (1993). The Nature of Shamanism: Substance and Function of a Religious Metaphor. Albany: State University of New York Press.

Ruggiero, F. (2007). Szaleństwo chrześcijan: Poganie wobec chrześcijaństwa w pierwszych pięciu wiekach. Kraków: Wydawnictwo WAM.

Sieradzan, J. (2005). Szaleństwo w religiach świata: Szamanizm, religia starogrecka, judaizm, chrześcijaństwo, hinduizm, buddyzm, islam. Kraków: Inter-esse, Wydawnictwo Wanda.

Sieradzan, J. (2008). Paweł z Tarsu: geniusz cywilizacji zachodniej czy akwizytor wprowadzający na rynek nowy produkt - chrześcijaństwo? Artykuł złożony do druku w ALBO albo.

Stachura, E. (1979). Fabula rasa: Rzecz o egoizmie. Olsztyn: Wydawnictwo Pojezierze.

Szasz, T.S. (1974) (red.). The Age of Madness: The History of Involuntary Mental Hospitalization Presented in Selected Texts. New York: Jason Aronson.

Szasz, T.S. (1981a). Mit choroby psychicznej. W: M. Janion, S. Rosiek, Galernicy wrażliwości (s. 239-253). Gdańsk: Wydawnictwo Morskie.

Szasz, T.S. (1981b). Diabeł, masturbacja, choroba psychiczna: Aforyzmy. W: M. Janion, S. Rosiek, Galernicy wrażliwości (s. 276-285). Gdańsk: Wydawnictwo Morskie.

Torrey, E.F. (1983). Surviving Schizophrenia: A Manual for Families, Consumers, and Providers.

New York: Harper Perennial.

Wróblewski, J. (2008). W poszukiwaniu absolutu. Polityka, 24, s. 74-76.

Żukow, B. (2008). Gdyby kozetka mogła mówić. Forum, 18, s. 62-65.


Jacek Sieradzan

Komentarze: 8

1. Artykuł bogaty, piękny, zaangażowany... • autor: (2010-11-19 07:47:43)

...solidnie udokumentowany i ogólnie celny. Tylko trochę za dużo w nim ducha Nietzschego (czyli bezwzględnego krytycyzmu i destruktywnej „anihilacji” w podejściu do religii) – a za mało Junga (czyli za mało perspektywicznej głębi i syntezy). Siłą religii jako takiej była, jest i będzie jej zdolność do zagospodarowywania MROCZNYCH CECH LUDZKIEJ NATURY. Bez spójnego i logicznego zatrudnienia tego przysłowiowego „Mr Hyde’a” – każda, nawet najświatlejsza idea musi rychło runąć.
Odnoście ostatniego akapitu – muszę tu Autora zacytować pod całkiem innym kątem: Potrzeba państwa BARDZO opiekuńczego, o DUŻYM wzroście gospodarczym, gwarantującego właśnie stałą pracę, bezpieczeństwo narodowe, socjalne i ochronę własnej osoby, z czym wiąże się PEŁNA uległość wobec władzy – aby niektórzy ludzie o duszy „hippisów” mogli się samorealizować artystycznie, prowadzić wolny i swobodny tryb życia, zakładać alternatywne szkoły, zgłaszać inicjatywy ekologiczne itd... Taki właśnie „Raj” został stworzony przez kilkunastoprocentową mniejszość rodzaju ludzkiego – okrutna ironia jest w fakcie, że te luksusy stworzyli właśnie purytańscy barbarzyńcy, gnębieni mrocznymi obsesjami, chorobliwymi oambicjami, toczący krwawe wojny, narzucający srogie prawa innym... Kosztem oczywiście reszty Świata, która w dzisiejszej dobie nie ma już żadnych szans, aby dogonić w tym wyścigu Zachód... QUO VADIS???

[foto]2. Sprawa Poczobuta. • autor: Krzysiek Joczyn (2010-11-20 12:55:41)

Kompletnie niejasne jest dla mnie rozumowanie, jakoby wiedza, którą posługuje się Poczobut, miała by by nie być empiryczna. Pochodzi ona z doświadczenia a więc empiryczna jest. To, że nie jest to doświadczenie samego Poczobuta niczego tu nie zmienia. Wiedza z założenia jest rodzajem wiary, z tym że jest to wiara prawdziwa i uzasadniona.

3. Każda TEORIA na temat człowieka - jest rodzajem LOTERII! • autor: (2010-11-20 13:31:42)

"...To, że nie jest to doświadczenie samego Poczobuta niczego tu nie zmienia..."
OTÓŻ ZMIENIA BARDZO DUŻO! Jeśli ktoś bazuje na elemenatch CUDZEJ wiedzy i CUDZYCH doświadczeniach, nie sprawdzi tego empirycznie, a tworzy nową teorię - jest ona niewiele warta. (Czasem wystarczy jeden błąd - a piękna koncepcja zaprowadzi na manowce.)

[foto]4. * * * • autor: Krzysiek Joczyn (2010-11-20 13:42:57)

Przeciwnie Eryku, wiedza taka jest właśnie dużo warta. Gdyby każdy miał wszystko sprawdzać samemu to żadne badania nie posuwały by się w ogóle naprzód. Do tego nie jest możliwe sprawdzenie czegokolwiek jeśli nie jest się w tej sprawie odpowiednio wykwalifikowanym. A jak sobie wyobrażasz zdobycia kwalifikacji bez zawierzenia swym nauczycielom? Jak sobie też wyobrażasz aby własnoręczne sprawdzenie czegoś miało wpłynąć na pewność wiedzy? Przecież w ten sposób też może dojść do pomyłki.
Tak czy inaczej było to pytanie do autora tekstu (komentarz do jego tekstu) i wolałbym aby on się w tej sprawie wypowiadał. Niech będzie to tekst i komentarze do niego a nie panel dyskusyjny.
Do tego, jeśli piszesz do mnie, chciałbym abyś podarował sobie pisanie słów dużymi literami. Zapewniam Cię, że jestem w stanie zorientować się co jest w twym tekście ważne a co nieco mniej. Duże litery sprawiają wrażenie jakobyś krzyczał do mnie, a ja naprawdę nie chcę się tu przekrzykiwać. Pozdrawiam

5. Empiria • autor: (2010-11-20 15:49:20)

Wiedza empiryczna to wiedza oparta na doświadczeniu. Koniec kropka. Nie ma znaczenia czyje jest to doświadczenie.
A tak na marginesie to łatwo jest na owe badania empiryczne narzekać, problem jedynie w tym, że jeszcze nikt nic lepszego nie wymyślił.

6. Odzwyczaiłem się wierzyć jakimkolwiek autorytetom. • autor: (2010-11-20 20:53:21)

Im większy autorytet – tym większy zasięg i ciężar mają błędy. Dużymi literami sygnalizuję kwestie, które wypowiadam ze szczególnym naciskiem. Z założenia WIERZĘ tylko ludziom, którzy opisują tylko to, co widzieli i przeżyli osobiście. (A więc wierzę relacjom takich czy innych Świadków Historii.) Resztę uważam tylko za materiał na przysłowiowo „przyczynkową” pracę doktorską - w najlepszym wypadku za materiał wyjściowy, do szczegółowych badań. Za swój obowiązek sumienia uważam sygnalizowanie wszystkich przypadków, gdy dana teoria wymaga zdecydowanych poprawek, gdyż moje osobiste doświadczenie sięga nieco dalej i głębiej. Zbyt bowiem często ładne teorie (zbudowane tylko na literackich przesłanakach)- zaprowadziły rodzaj ludzki na manowce. „Naukowy socjalizm” był gorszy w skutkach od „nauki Kościoła” – jeszcze gorszy jest „naukowy liberalizm” – a ja po prostu spełniam swój obowiązek WIZJONERA. (Czyli faceta scalajacego podświadome zapisy EMPIRYCZNYCH doświadczeń całych pokoleń i widzącego przysłowiowe "światełko w tunelu".)Tacy trafiają się nieczęsto, licencji i uprawnień nie maja żadnych, z reguły działają na przekór uznanym trendom, a jednak TRAFIAJĄ – prawda ?

[foto]7. Komentarze to dialog z Autorem... • autor: Wojciech Jóźwiak (2010-11-21 11:27:09)

Witam. Komentarze to dialog z Autorem. Taka przynajmniej jest ich idea. Nie są forum dyskusyjnym. Proponuję by Jeden/dna z Osób wpisanych tutaj przeniosła/ósł na swój blog dyskusję o tym, czy mozna wierzyć tylko własnym zmysłom. (A co jeśli zmysły oszukują, ma się zeza?) A tymczasem poczekajmy na opinię Autora.

8. Słusznie - poczekajny na głos Autora... • autor: (2010-11-21 14:31:30)

Z tym, że dialog niekoniecznie musi polegać na potakiwaniu i przysłowiowym "basowaniu" - raczej na wyjaśnianiu sprzecznosći i "anihilowaniu" kontrowersji. Po drugie, granica rzeczowosci i fair play jest przekraczana wtedy, gdy poddawane wątpliwości są zdrowe zmysły i poczytalność Adwersarza. (Błędy mamy prawo popełniać wszyscy i jesteśmy zobowiązani z nich sukcesywnie wychodzić.)