Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-12-29

Wojciech Jóźwiak

Precz z gurami!

W zamieszczonym dzisiaj artykule pt. Czy szamanizmu można nauczyć się przez internet?, Nes Havason zaleca ostrożność przy korzystaniu z usług szamańskich guru:

Jeśli chcesz skorzystać z internetowej oferty, prześledź historię prowadzącego, opinie o nim (wystarczy wygooglać imię i nazwisko - warto poświęcić czas, by przyjrzeć się osobie, której chce się zawierzyć własny rozwój). Nie opieraj się na autobiografii, bo każdy sprzedawca zachwala swój towar. Bądź sceptyczny/a i nie bój się pytać.

Plus jeszcze kilka podobnych rad.

Od siebie dodam, że „guruizm” jest jedną z najbardziej przeszkadzających – mnie i pewnie innym też – przeszkód w szamańskim, nowo-szamańskim lub w ogóle ezoterycznym ruchu.

Co to jest „guruizm”? Przejawia się w takich np. wygłaszanych zdaniach:

Wypisałem te zdania, jak mi przychodziły do głowy, i widzę, że ten „guruizm” to nie jest nic nowego, tylko zwyczajne i stare sekciarstwo. Duch sekty. A sekciarstwo to szczególny przypadek archetypu przynależności: „To jest moje plemię, mój klan, moja sitwa – każdy kto spoza, to wróg, nieczysty, podejrzany”.

Guruizm-sekciarstwo wychodzi nie tylko od uczestników-wyznawców, też od samych guru. I to właściwie nie wiadomo jak! Działa jakoś tak jak (o zgrozo, co ja piszę!) antysemityzm: jakieś „psst! fuj! uś! Icek...” „Ten-tam, kto te-tamte rzeczy prowadzi to uś... psst... jakiś taki... no nie znam, nie wiem... ale...” - Guru to powie i wyznawcy za nim, nawet jeśli tylko zaznaczą sobie w duchu: uś... psst. I duch sekty poszedł w eter jak puszczenie bąka. Czasem nie trzeba przy tym być, wystarczy przeczytać w internecie na stronie danego guru.

Drugą rzeczą jest złamanie bezpiecznika. Pisałem o tym parę miesięcy temu w odcinku „Blef założycielski ” bloga „Elita ”. Wtedy robi się po prostu sekta.

Kiedyś zastanawialiśmy się, także „na łamach” Taraki, jak tych guruizmów unikać, jak praktykować poza nimi. Warto byłoby spisać jakieś zasady duchowo-praktycznej otwartości.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 10

[foto]1. guru a nauczyciel • autor: Nes W. Kruk (2011-12-29 19:33:41)

To co opisujesz Wojtku, to moim zdaniem objawy patologii, nie samego sposobu nauczania. Są ludzie, którzy potrzebują przewodnika, nauczyciela. Guru to przewodnik. Nas razi hinduistyczne podejście do guru, bo wolność kojarzymy z indywidualnością, niezależnością. Importowanie idei guru jest błędem, bo wyrywa ideę z kontekstu kulturowego. Kiedy człowiek wierzy w iluzję ego, własnego Ja, wówczas zawierzenie guru może być oznaką, że nie przywiązuje wagi do ego, do iluzji. Dzięki temu może korzystać z nauk, nie powtarzać błędów swojego mistrza. Dlatego na wschodzie czci się guru jak boga. U nas to nie przejdzie. Jeśli coś takiego się pojawia, jest patologią.
Nie znaczy to, że powinniśmy odrzucać każdego nauczyciela, samemu szukać. Ja wierzę, że można samemu iść własną ścieżką, ale niektórzy chcą iść za kimś. Jest to jakaś forma zależności. Zarówno ja, jak i Ty nie posiadamy tego, ale są ludzie, którzy szukają nauk u innych. I tu pojawia się problem, bo ci dobrzy nauczyciele zazwyczaj się nie ogłaszają.

Moja definicja dobrego nauczyciela?
1. Uczy, bo przynosi to korzyść jemu i uczniom.
2. Nie trzyma uczni przy sobie, nie hamuje ich rozwoju ze strachu przed utratą kontroli. Cieszy się, gdy uczeń może dalej iść sam lub korzysta z pomocy innych nauczycieli.
3. Nie wierzy, że ma monopol na prawdę.
4. Bierze odpowiedzialność za błędy swoje i uczni - nie zrzuca niepowodzeń uczni na nich, ale jako nauczyciel też odpowiada za ich rozwój, skoro zgodził się ich prowadzić.
5. Nie boi się pytań. Każdą wątpliwość co do swoich nauk sprawdza, bada i nie boi się zostawić tych nauk, które uzna za błędne, nawet za cenę utraty autorytetu.
6. Pamięta, że też kiedyś był uczniem. I jest nim wciąż.
Itd

Problem w tym, że większość sekt zachodnich zakładanych jest przez guru, a nie przez nauczycieli. Jeśli taki guru czerpie przyjemność z uwielbienia, to znak, że coś tu nie gra. Jeśli jest mądry, będzie potrafił rozpoznać ów wampiryzm. Jeśli nie, to mamy kolejną sektę z jaśnie oświeconym guru na czele.

Osobiście współczuję tym guru, którzy wierzą we własną nieomylność. Im najtrudniej odejść z sekty, bo włożyli w nią najwięcej energii, z ich punktu widzenia tracą najwięcej. Zwłaszcza utrata twarzy jest tu bolesna.

A więc. Precz z guru - tak. Precz z nauczycielami - nie.
Nauczyciele są wręcz potrzebni zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy autorytetem są gadające głowy w tivi i gwiazdeczki MTV. Instytucjonalnie szaman jest takim nauczycielem, strażnikiem i przewodnikiem. Gdybyśmy odrzucili nauczycieli razem z zachodnimi guru, wylalibyśmy dziecko z kąpielą.
Moim zdaniem nie ma jednego naczelnego nauczyciela. Jest to pewien rodzaj człowieka, który widzi więcej, wie więcej niż ludzie w jego otoczeniu i tę wiedzę przekazuje dalej. Owszem, czasem jakaś postać jest wyrazistsza w danym czasie i miejscu. I to wszystko. Ktoś mi kiedyś powiedział, że mistrzów jest średnio 1/100. Pomijając ich faktyczną liczbę, ma to dla mnie jakiś sens.

Ostrożność zachowałbym szczególnie w stosunku do nauczycieli duchowych. Tu bardzo łatwo się wyłożyć. Sam nauczyciel może wpaść w pułapkę przywiązania do własnego wizerunku nauczyciela i automatycznie będzie zwalczał wszelkie próby podważenia jego autorytetu. Przekonałem się na własnej skórze, jak w jednej chwili guru może obrócić całą wspólnotę przeciwko temu, kto otwarcie zadaje pytania. ;)
Co innego nauczyciele, którzy uczą nas jakiejś wiedzy lub technik. Ci są mniej szkodliwi, choć też mogą szkodzić, jeśli przekazują błędne informacje lub techniki. Przynajmniej nie wierzą w swoją "Wszechwiedzę" i bezpośrednie połączenie z bogiem.

[foto]2. Brakuje komunikacji • autor: Wojciech Jóźwiak (2011-12-29 23:20:06)

Nes, ależ ja nie neguję nauczycieli! Przeciwnie, uważam, że są ogromnie potrzebni, bez nauczyciela człowiek głupi i ślepy, a szczególnie na naszej działce, sztuk szamańskich i podobnych, osobisty przekaz jest konieczny jak roślinom deszcz.
Również nie zamierzam krytykować Hindusów, że tak czczą swoich guru.
Ja sam mam wiele szacunku do moich nauczycieli, lub "poprzedzicieli". W każdym szałasie potu ich wspominam.

W tym tekście chodziło mi o coś innego. Chodziło mi o to, że często wokół osób prowadzących takie lub inne zajęcia robi się atmosfera "grupy wtajemniczonych" łatwo przechodząca w sekciarstwo, a sami prowadzący zajęcia zbyt łatwo i chętnie wchodzą w rolę idoli.

Czego innym skutkiem jest to, że nie ma komunikacji POMIĘDZY PROWADZĄCYMI. Lub ta komunikacja słabuje.

Czego kolejnym skutkiem jest to, że nasze środowisko jest rozproszone, zdezintegrowane. Każdy swojego guru lub pseudoguru chwali, z drugimi sie nie koleguje.

Brakuje mi wzajemnego otwarcia i jakiejś "poziomej" komunikacji.

O, i jeszcze to: kiedy ludzie zaczynają praktykować rozwój duchowy, to od razu ustawiają się w pionie, widzą siebie w jakichś hierarchiach.

To jest trochę jak z drogami w Polsce i w Rosji: u nas jest normalnie, są drogi z województwa do sąsiedniego województwa, z powiatu do sąsiedniego powiatu itd. W Rosji są drogi z powiatu do województwa i z województwa do Moskwy. W poprzek nie ma - tzn. mnóstwo dróg kończy się na granicach tamtejszych województw lub powiatów. Więc mam wrażenie że w naszej ezoteryce jest właśnie tak: wiele dróg kończy się na granicy "województwa", czyli grupy skupionej wokół pewnego prowadzącego zajęcia. Osobnym problemem jest nadymanie się prowadzących.

[foto]3. góra i guru • autor: Nes W. Kruk (2011-12-29 23:41:11)

"Nes, ależ ja nie neguję nauczycieli! Przeciwnie, uważam, że są ogromnie potrzebni, bez nauczyciela człowiek głupi i ślepy, a szczególnie na naszej działce, sztuk szamańskich i podobnych, osobisty przekaz jest konieczny jak roślinom deszcz."
Eh, to niepotrzebnie prostuję coś, co proste już jest. Już myślałem, że do jednego worka wszelkich rabinów, księży, uczycieli i guru. Źle zrozumiałem tekst. :)

Brakuje mi wzajemnego otwarcia i jakiejś "poziomej" komunikacji.
Czy nie jest tak, że w zasadzie jak nauczyciel dobry, to robi swoje i zazwyczaj nie chce mu się i nie ma potrzeby nawracać tych, co to myślą, że są nauczycielami? Że to jak grochem o ścianę? A w zalewie udawaczy, oszustów i mitomanów taki prawdziwek znika, albo błyszczy, ale gdzieś w ukryciu, a na pewno nie na stronie internetowej, gdzie legion wróżek i wróżów (nie wiem jak inni, ale ja mam jakąś podskórną niechęć do takich stron, tak jakby roiło się tam od głodnych duchów)...
To na pewno zniechęca, że ezoteryka, duchowość jest przez laików postrzegana jako coś mocno zwiewnego i subiektywnego. Przez co otwiera się furtkę tym, którzy kontaktu z Duchem nie mają, za to z Mamoną jak najbardziej. Wówczas takie prawdziwki może nabierają nawyku zamykania się i ostrożności. I tak każdy sobie rzepkę skrobie...

kiedy ludzie zaczynają praktykować rozwój duchowy, to od razu ustawiają się w pionie, widzą siebie w jakichś hierarchiach.
Mugole kontra Magiczni? Może ta hierarchiczność to też jakiś taki spadek w genach, żeby było wiadomo kto jaką pozycję ma w stadzie. Na pewno hierarchia to jedna z najczęstszych form zakonów, bractw, i kościołów, zwłaszcza tych okultystycznych.

[foto]4. Hierarchia i regresja • autor: Wojciech Jóźwiak (2011-12-29 23:57:27)

>>> Może ta hierarchiczność to też jakiś taki spadek w genach, żeby było wiadomo kto jaką pozycję ma w stadzie.

Jasne, że to w genach. Tylko problem taki, że w innych kontekstach te geny hierarchii i przynależności do stada udało się społeczeństwu wytłumić przez kulturę i elegancję. Społeczeństwo się zdemokratyzowało i porobiło sobie poziome powiązania, a tylko na polu rozwoju duchowego straszy hierarchia i instynkt przynależności do klanu.
Wiesz dlaczego? Bo wielu guru (czyli trenerów prowadzących zajęcia duchowo-rozwojowe, po prostu) działa REGRESYWNIE, swoich kursantów wprowadza w stan regresji. To ma wiele wspólnego z hipnozą. Podobnie jak przy uwodzeniu seksualnym. (Ja o regresji dużo napisałem tu: 14. Zodiak Księżyca czyli Księżyc w znakach, na stronie Akademii Astrologii. Relacje międzyludzkie "poziome" czyli "demokratyczne" są dojrzałe i zdrowo-rozumowe. Hierarchiczne, jeśli ich nie wymusza organizacja pracy, są regresywne. W hierarchii łatwo popadasz w regresję. W stanie regresji szukasz hierarchii. Geny i odruchy.

[foto]5. hieros a demos • autor: Nes W. Kruk (2011-12-30 01:29:49)

"Relacje międzyludzkie "poziome" czyli "demokratyczne" są dojrzałe i zdrowo-rozumowe. Hierarchiczne, jeśli ich nie wymusza organizacja pracy, są regresywne."
Z czego wnioskuję, że wszelkie "dojrzałe" układy hierarchiczne są tymczasowe i umowne, na zasadzie podziału obowiązków (no i przywilejów). Jeśli ktoś ma lepsze zdolności organizacyjne, to pełni funkcję kierowniczą, ktoś, kto lepiej operuje finansami, będzie skarbnikiem, itd.

Jak połączyć hierarchię z demokracją? Czy to się w ogóle da? Ja wiem, że demokracja w znanej nam formie niby łączy te dwa stany uporządkowania społeczności, ale jak dla mnie jest to demokracja pozorna, bo to nie lud (demos) rządzi, a jest traktowany jako bezmyślna masa napędowa, którą trzeba kształtować i popychać, z konieczności jedynie tolerować. Czego przykładem są wybory niby-demokratyczne, w których to nie lud wybiera spośród siebie, ale nieświadomie wybiera pewien wizerunek sztucznie tworzony, towar, który mu się sprzedaje. I wybiera spośród z góry danych kandydatów. To też jest pozór demokracji bo obywatel nie ma tu co wybierać, tak jak konsument nie wybiera między produktami tworzonymi w jednej fabryce (sprite czy coca cola, polsat czy tvn). Jemu się tylko wydaje, że coś wybiera.
Demokracja dojrzała siłą rzeczy musi obejmować jednostki dojrzałe.
W układzie mistrz-uczeń w obrębie nauczania ten pierwszy jest dojrzały, ten drugi dąży do dojrzałości. Czy ten układ może tolerować demokrację dojrzałą? Moim zdaniem na pewno nie w obrębie przedmiotu nauczania, ale relacji społecznych już tak. Tu hierarchia jest niejako pożądana. Co innego, gdy chodzi o duchowość. W sferze idei i technik mistrz stoi "wyżej", ale w sferze ducha jest równy uczniom.
Ciekawe, że słowo hierarchia ma swoje źródło w kapłaństwie...

Na koniec. Tak jeszcze myślę o marketingu, który też ma znaczenie w przypadku guru i sekt. Tam też się sprzedaje pewien wizerunek. Trafiłem ostatnio na stronę o wyborach do parlamentu, gdzie są instrukcje, jak zostać posłem. Ani słowem nie wspomina się o społecznej użyteczności posła. Całą uwagę skupia się na technikach manipulacyjnych. Cytuję tylko fragment: "warto określać strategię działań promocyjnych na najbliższe miesiące w zakresie poprawy rozpoznawalność oraz budowania odpowiedniego wizerunku." Do kogo skierowane są te słowa? Do społecznika, który chce coś zmienić, poprawić? Czy ktoś kto działa w obrębie swojej społeczności potrzebuje pracować nad rozpoznawalnością, promocją? Jak dla mnie wskazówki żywo wzięte z biznesu. I to chyba też odróżnia sekciarza od nauczyciela. dla pierwszego wizerunek jest podstawą budowania wspólnoty i swojej pozycji w niej. Drugi musi opierać się na autentyczności.

6. Witaj Nieguru! • autor: (2011-12-31 16:45:38)

Z pewnością - racja! Guru to prosta droga do... nikąd!

7. o guru na żywo • autor: (2012-01-03 22:09:30)

Wojtek napisał:
•O moim guru nie powiem nic, co by mogło zabrzmieć jak wątpliwość lub krytyka – więc na wszelki wypadek nie powiem nic. (Przez to nie ma w Tarace relacji i recenzji z warsztatów różnych guru.

Słuszne spostrzeżenie; decydując się na nauki u guru warto uświadomić sobie, że bez guru-ucznia we własnym wnętrzu wiele nie skorzystamy; gurów i warsztatów sie nam namnożyło ostatnimi czasy; zobowiązanie ucznia do zachowania tajemnicy co do głoszonych nauk to niestety spotykana praktyka; najczęściej jest to zwykła manipulacja wykorzystująca proste psychologiczne chwyty; zazwyczaj też idzie w parze z równolegle umieszczaną informacją, że jedyny skuteczny przekaz, to przekaz bezpośredni; tak też oczywiście może być; tylko jeśli konkretna nauka tej bezpośredniości wymaga,to po cóż te asekuracyjne narzucanie milczenia? Motywacje i wiedza rozmaitych guruw są rózne, podobnie i uczniów. Dlatego, między innymi,warto rozmawiac na forum o warsztatach i o tym, co możemy z nich wartościowego wynieść( za całkiem niemałą kasę zazwyczaj). Osobiście byłam uczestniczką zeszłorocznego, wrześniowego Ho'oponopono w Sopocie, organizowanego przez Manawę. Zapraszam zainteresowanych; bez problemów podzielę się własnymi spostrzeżeniami.

8. Guru. • autor: (2012-02-08 13:46:27)

Przyznaję że bardzo mnie boli to iż słowo Guru kojarzy się wyłącznie w sposób pejoratywny a oznacza ono nauczyciela. Nie wiem doprawdy jak można cokolwiek na ścieżce duchowej osiągnąć bez pomocy nauczyciela. Nawet w ewangelii znajduje się fragment gdzie do Jezusa zwracano się Rabbi czyli nauczycielu. W tradycji Chasydów Cadyk również był rodzajem guru.Moim Guru jest Shri Mataji Nirmala Devi, którą bardzo szanuję jest Ona założycielką Sahaja yogi. Może problem polega na znalezieniu właściwego nauczyciela.

9. Kto był pierwszym guru? • autor: Krabat (2012-02-08 17:28:49)

Jeżeli niczego nie da się nauczyć bez Nauczyciela, kto uczył pierwszego z nich?

[foto]10. Pierwszym guru był • autor: Wojciech Jóźwiak (2012-02-08 18:05:53)

Śiva.