Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-09-12

Wojciech Jóźwiak

Poezja szamańska

Poezja szamańska to coś nie całkiem istniejące. Czym by to było?

Konieczny dodatek: po polsku. (Bo co się dzieje w innych językach, nie wiem i prawdopodobnie nie będę.)

Ale jak po polsku ma być coś szamańskiego, jeśli nie ma w Polsce szamanów? (Ktoś może mieć taką wątpliwość.) Ale już z dziesięć lat temu wyjaśnił to (sam) Victor Sanchez, który słusznie odróżnił instytucję szamana od doświadczenia szamańskiego. Szamanów jako pewnej instytucji społecznie uznanej, u nas nie ma (nie było w historycznych czasach i raczej nie będzie w przewidywalnej przyszłości), za to osób, które mają szamańskie doświadczenia (w sensie osobistych przeżyć) lub brały udział w szamańskich doświadczeniach (w sensie grupowych działań, ceremonii czy imprez) – jest mnóstwo i stale przybywa. Więc jeśli na szamanizm u nas w Polsce (i w krajach podobnie „ustawionych”) patrzymy jako na doświadczenie szamańskie (i dajemy sobie spokój z nieobecnymi szamanami-instytucjami), to używane słowa/pojęcia stają się jasne.

Z szamańską poezją jest tak, że czuję jej potrzebę, uwiera mnie jej brak, mam nastawione ucho/oko na jej pojawienie się, co jakiś czas o tym piszę lub rozmawiam, coś znajduję lub nie, sprawa przycicha i właściwie niewiele się zmienia, jak szamańskiej poezji nie było, tak nadal jej nie ma. No może nie tak całkiem nie ma, ale jest istnienie jest wciąż za słabe.

Kiedyś zainteresowałem się Leśmianem. Tak, jest w jego wierszach i „klechdach” duży ładunek szamański, ale jest i problem. Poezja szamańska powinna w jakimś stopniu działać/służyć jak przewodnik, powinna prowadzić. Idea jest taka, że w wierszu ktoś, kto go napisał, albo posłużył za channel przy objawianiu się wiersza, jeśli jest to dzieło natchnione, przekazuje nam stan ducha, który jest bardziej zaawansowany, dalej w szamańskim widmie (jak widział to F.H. MacEowen) niż ten, w którym teraz jesteśmy. Wiersz więc swoją wpisaną w niego siłą ma nas poprowadzić dalej. Wiersze i klechdy Leśmiana owszem prowadzą szamańską ścieżką, ale do czasu. Bo w końcu zawsze w każdym „leśmianie” przychodzi moment, kiedy wiersz (i jego Autor) stawia czytającego nad przepaścią lub w innej ślepej dziurze. („Marcin Dziura”, nie przypadkiem tak się nazywa bohater jednego z najbardziej szamańskich leśmiańskich utworów.) Dlaczego tak? Najprawdopodobniej dlatego, że oto w wierszu natrafiamy na próg, którego sam autor nie przekroczył, bo nie wszedł dalej w szamańskie doświadczenie, a nawet dalszą drogę obłożył klątwą. Tak, to mu się przydarzyło w klechdzie „Majka”, kiedy Marcin Dziura dostaje od zakochanej w nim Majki (bóstwa wodno-pszeniczno-narkotycznego) tajemną księgę. Którą rzuca w ogień. Tymczasem María Sabina, słynna mentorka Roberta Gordona Wassona, który dzięki niej „odkrył” grzyby Psylocibe dla Zachodu, opowiadała, że dostała od swoich duchów-przewodników księgę uderzająco podobna do tej, o której pisał Leśmian, i ją przyjęła – chociaż tak samo jak literacki Marcin Dziura była analfabetką! W Magivandze jest jej wypowiedź:

/.../ Sekrety, które ujawniły mi są zapisane w Wielkiej Księdze, którą mi pokazały i którą można znaleźć w rejonie bardzo oddalonym od ich świata, Wspaniałej Księdze. Dały mi ją kiedy Ana Maria zachorowała [siostra Sabiny]… i wydawała się odchodzić. /.../ w pewnym momencie wyszedł mi naprzeciw duende, duch. Spytał mnie o dziwną rzecz: ‘Ale czym chcesz się stać, ty, Mario Sabino?’
Odpowiedziałam mu bezwiednie, że chcę stać się świętą. Wtedy duch uśmiechnął się i od razu pojawiło się w jego dłoniach coś, czego nie miał wcześniej, była to Wielka Księga z wieloma zapisanymi stronami.
‘Oto’, powiedział, ‘Daję ci tę Księgę, żebyś mogła lepiej pracować i pomagać ludziom, którzy potrzebują pomocy oraz poznać sekrety świata, w którym wszystko jest jasne.
Przejrzałam karty Księgi, wiele zapisanych stron i pomyślałam, że niestety nie umiem czytać. Nigdy się nie uczyłam i nie będzie z tego dla mnie za wiele pożytku. Nagle uświadomiłam sobie, że czytałam i rozumiałam wszystko co było napisane w Księdze, i że stałam się jakby bogatsza, mądrzejsza, i w tym momencie nauczyłam się milionów rzeczy. Uczyłam się i uczyłam… Spojrzałam na zioła, które Księga mi wskazała i zrobiłam dokładnie to, czego nauczyłam się z Księgi. A Ana Maria w końcu wyzdrowiała.
Nie musiałam oglądać Księgi ponownie, ponieważ nauczyłam się wszystkiego, co było w środku./.../ [Całośc: patrz Magivanga]

Scena jest uderzająco podobna do tej, jaka się wyobraziła Leśmianowi... No ale on najwyraźniej przestraszył się tego i kazał Dziurze księgę spalić. Innych przykładów cofnięcia się Poety z progu jest w wierszach Leśmiana mnóstwo. Więc szamańskie zastosowanie jego tekstów z koniczności musi być ograniczone.

Zostawmy Leśmiana. Na warsztatach Twardej Ścieżki latem 2009 poprowadziłem praktykę z wierszem-poematem mojego Tarakowego kolegi Jacka DobrowolskiegoRaróg”. (Też tu zobacz.) Dzieło to bardzo cenię i powstało ono pod duchowym prowadzeniem tytułowego ducha-Raroga. Fragmentów poematu używaliśmy też jako energetyzujących okrzyków podczas ceremonii szałasie potu. „Raróg” razem z „Dziewanną”, drugim dziełem Jacka, stanowczo wciąż jest niewystarczająco użyty jako tworzywo dla podobnych działań. Ale... W obu tych wierszach-poematach-dramatach natrafiłem na pewien próg, inny całkiem niż ten u Leśmiana, próg właściwie tego samego rodzaju, co ten, który dzieli szamanów od pogan-rodzimowierców. Otóż rodzimowierstwo jest neolityczne. Sięga do neolitycznych rolniczych warstw naszego ducha, umysłu, tradycji, infosfery, imaginerium. Na jesieni rodzimowiercy zbierają się by celebrować Dożynki. Co mnie obchodzą Dożynki? Bo zbiór których ziemiopłodów mógłbym sensownie świętować? Wyliczę: piołun na ceremonie przy ogniu, dziurawiec do herbaty, nasiona powoju i kolorowej fasoli na przyszłoroczne wysianie. Resztę plonów które jem czy inaczej użytkuję, zbierają rolnicy-przemysłowcy kombajnami i niekoniecznie u nas, bo np. w Kanadzie. Co mnie obchodzi tradycja siewu, koszenia, młócenia, tarcia w żarnach itp.? Plus cały nadbudowany nad tym feudalizm? A szamanizm, szamańskie praktyki, tym się od tamtego różnią, że (jednak) są osobiste.

Niedawno pisałem o postaci Szamana w poemacie „Anhelli” Słowackiego. Że jest szaman jako postać, to jeszcze nie szamanizm. Ale próbowałem głębiej prześledzić przekaz, myśl Słowackiego, bo przecież nie dla zabawy odwołał się do postaci szamana i to z Syberii. Tam też jest próg. Próg polega na tym, że za fasadą z napisami „Syberia, szaman” znajduje się coś przeciwnego do szamanizmu: gnoza, czy gnostycyzm.

Słuchałem „Bema pamięci żałobnego rapsodu” Norwida z muzyką i głosem Niemena. O jego „szamańskości” nie chcę na razie się wypowiadać, ale uderza to, jak wysoce pogańska jest jego treść. Żałobna pieśń, w której nie pada ani jedno nawiązanie do Boga, Jezusa itd. Jedyna biblijna wzmianka to ta o murach Jerycha („Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody”). I te obrazy, całkiem nie-kościelne... Nie cytuję, odsyłam do oryginału, zresztą pewnie masz na półce.

To tyle na razie, pewnie wrócę, bo temat ledwie ruszony.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 1

[foto]1. Wciąż nic • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-07-11 10:43:43)

3 lata temu, kiedy to pisałem, temat "szamańska poezja" był jak ten zbiór pusty, no prawie pusty. Przez te trzy lata chyba też nic się nie ruszyło, przynajmniej do mnie nic nie dotarło.
Znaczący jest też brak komentarzy pod tym tekstem przez trzy lata. O Ukrainie, UPA, islamie, kościele lub o haplogrupach "wszyscy" chcą mówić, "wszyscy" się znają, --- a poezja leży osierocona, gorzej, jak ten zarodek z in vitro zamrożony.