Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-12-16

Porcelanka

Pościg. Podziemno-wodne przejście do podziemnego świata.

Byłam z moimi dziećmi (tyle że jakimiś innymi z wyglądu, a córka była młodsza niż w rzeczywistości, syn ma 6 lat, córka 14) oraz z partnerem. Ścigały nas jakieś osoby, miałam poczucie zagrożenia, uciekaliśmy przed nimi – wyłoniliśmy się z lasu na nieco wznoszącą się polanę leśną, na której stał dom taki jak w amerykańskich filmach wysoki (choć chyba parterowy), z jakby wieżą wkomponowaną w fasadę pośrodku, z wejściem z prawej strony frontu, koloru jasnego piasku. Pusty. Puste okna. Tam się schroniliśmy z nadzieją, że udało nam się ukryć. Niestety okazało się, że pościg nadal nas goni. Pojawiła się starsza czarnowłosa kobieta o długim warkoczu (ja mam długie jasne włosy), która była naszą przewodniczką i razem z nią udaliśmy się w dalszą drogę do lasu. Wejście na leśną ścieżkę było za tym domem, po prawej stronie polany. W lesie, jak i przedtem, było jasno, brak gęstwiny, drzewa raczej zielone. Ściółka – to suche, złotawe liście. Doszliśmy do miejsca po prawej stronie lasu, kilka metrów od skraju lasu. Tam w ziemi była jakby wystająca (jak „podwórkowa” za dawnych czasów piwnica, której wejście wystaje ponad ziemię), wykopana jama, nora. Wypełniała ją woda ciemna od naturalnych osadów podłoża. Mieliśmy tamtędy przejść do PODZIEMNEGO, „INNEGO” ŚWIATA. Liczyłam na to, że w ten sposób znajdziemy wreszcie spokój, że tam będziemy bezpieczni. Jakiś pakunek niosłam na plecach i ,wg wskazówek przewodniczki, nabrałam powietrza i zanurzyłam się (nie wiedząc nic więcej o tym przejściu). Okazało się, że pod wodą, gdzie stałam na nogach cała zanurzona było jasno, woda mętna, ale jasna, a zza niej dochodziło złote światło, rozświetlając wodę. No i wystarczyło nachylić głowę, zrobić parę kroków (nie umiem pływać ani nurkować w realu) i mimo, że czułam trudność tego przejścia na wdechu, to już za parę sekund czułam jak moja twarz wyłania się z wody i jak z ulgą nabieram powietrza. Znaleźliśmy się w jakimś pokoju, jakby hotelowym (łóżka bez pościeli). Niby POD ZIEMIĄ. Nagle okazało się, że znów te osoby nas znalazły i są za drzwiami, na korytarzu i dobijają się. Poprosili osobę z obsługi, by odkluczyła drzwi. Ukryliśmy się po kątach i nas nie znaleźli. Wtedy chyba wróciliśmy z powrotem, a potem znów do tego pokoju. Łącznie przechodziłam tym „przejściem” trzykrotnie. Ale ponieważ nie byliśmy tam bezpieczni, tamta starsza kobieta wyszła z moim partnerem na korytarz, by niby powrócić do „tego” świata, a celem było zaradzenie sytuacji. Ja z dziećmi czekaliśmy. Pokój zrobił się większy, miał 2 okna. Ale bez widoków, tylko tak jakby za nimi był jasnobrązowy piach, bo to pod ziemią. Syn potłukł czymś szybę od prawego okna, szyba pękła promieniście. Byłam przerażona, że teraz piach się tu wedrze. Podeszłam blisko i zerknęłam pomiędzy podłużnymi popękaniami, a tam rozległy widok, widoczny w promieniu 180 st. horyzont. Okazało się, że jesteśmy w jakby zamku, z dużych cegieł, który wyglądał jakby miał wiele setek lat (ale nie był zniszczony, tylko taki styl), wysoko, gdzie dolna część tej zabudowy, to był mur, wszystko koloru jasnego piasku (złotawy). Zamek ten był na łagodnym wzniesieniu, świeciło słońce - jakby popołudniowe - z lewej, a ziemia wokół to jakby pola, ale wszystko koloru piaskowego, złocące się w świetle słońca.

Porcelanka

Komentarzy nie ma.