Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-02-28

Jakub Brodacki

Pochwała astrologii, której nie ma...

Miała to być krytyka astrologii, ale ponieważ krytykanctwo jest rzeczą łatwą i przyjemną, napiszę coś absolutnie kontrfaktycznego, to znaczy pochwałę alternatywnej astrologii – czyli tej, której wokół mnie nie ma.

Aby nie błąkać się po mgławicach - od razu podam swoją definicję astrologii. Jest to odrzucona przez nauki ścisłe przed-wiedza, którą dzisiaj widzimy jako pogranicze renesansowej astronomii i dwudziestowiecznej genetyki. Naturalnie wiele się zmieniło, doszły nowe odkrycia astronomiczne, więc astrologowie próbowali „uzupełnić” system o nowe planety, komety, planetoidy. Doszliśmy już do takiego galimatiasu, że stosunkowo prosty system siedmiu „planet”, dwunastu domów Placidusa i dwunastu znaków zodiaku przypomina stajnię Augiasza, którą swego czasu próbował oczyścić Teofan Sadowski, tworząc swoją, mało znaną koncepcję astrogenetyki. Szukając sobie miejsca w świecie, astrologia znalazła przytułek wśród psychologów spod znaku Junga, a jej formą masową są tzw. horoskopy gazetowe i wszelkiego typu związane z nią miracula. Wszystko to razem nie sprzyja astrologii jako pewnej spójnej koncepcji. No, ale miała być pochwała, a znowu wychodzi mi krytyka.

Napiszę więc, jak sobie wyobrażam astrologię idealną, a potem niech czytelnicy mi odpowiedzą, czy z czymś takim choć raz się zetknęli, bo ja nigdy. Co prawda interesowałem się tym zagadnieniem stosunkowo krótko i pobieżnie, bo tylko podczas intensywnego oddziaływania Neptuna w dyrekcji stuletniej. No, ale tu właśnie dochodzimy do zasadniczego pytania: czy ktokolwiek z czytelników lub blogerów Taraki rozumie, co przed chwilą napisałem? Powtórzmy jeszcze raz: podczas intensywnego oddziaływania Neptuna w dyrekcji stuletniej... Co to jest dyrekcja stuletnia? Jak rozumieć znaczenie Neptuna? W książkach, które czytałem próżno szukać dyrekcji stuletniej, a już o zrozumieniu Neptuna – tak jak go rozumiał Teofan Sadowski – trudno nawet pomarzyć. Ale może istotnie za mało czytałem lub zbyt pobieżnie...

No dobrze, więc istnieją rozmaite szkoły astrologiczne, rozmaici nauczyciele, rozmaite koncepcje. Niech i tak będzie. Ale czy prowadzone są jakiekolwiek wspólne debaty? Czy prorocy astrologii schodzą od czasu do czasu ze swojego piedestału, co nieco się odbrązawiając, i czy zniżają się do tego, by poddać pod osąd kolegów swoje metody opisywania horoskopu? Jeżeli to robią, to chyba w jakiejś alternatywnej, dalibóg, tajnej, rzeczywistości. Nie dziw, że lud prawicowy uważa astrologów za okultystów, a lud lewicowy uważa astrologów za oszustów (nieszkodliwych, bo dawno zdemaskowanych). Jedno i drugie na „o”, co może nie przypadek.

„Astrologię moją widzę wielką” - chciałoby się powiedzieć. Czy do pomyślenia jest, na przykład, konferencja astrologów, na której po wygłoszeniu referatów toczyłyby się w ogóle jakieś dyskusje i ktoś kwestionowałby metodę lub wnioski referentów? Nie idzie tu o prymitywne krytykanctwo typu, że „punkt równonocy wiosennej już dawno nie jest w Baranie”, albo że „nie ma związku przyczynowo-skutkowego między niebem a ziemią”, bo trudno dyskutować z samymi podstawami astrologii. Brzytwa Ockhama nie znajduje tu zastosowania. Ale jeśli nawet astrologia ma w sobie coś z dogmatycznej religii, to przecież teolodzy – nie podważając dogmatów – wdają się w wielowiekowe dyskusje nad naturą Bóstwa i jego objawieniami. Istnieją też swoiste procedury, które pozwalają uznać kogoś za świętego, istnieje instytucja adwokata diabła, w buddyźmie są też metody na rozpoznawanie „znaków”, w taoiźmie religijnym nawet instytucja wyroczni była sformalizowana, a przepowiednie starannie zapisywano, bo wierni niejednokrotnie okazywali wdzięczność za przepowiednie prawdziwe... Wszystko już dawno wynaleziono. Ale najwyraźniej astrologowie „wybrali przyszłość”.

No i coś jeszcze. Kiedy Odyseusz uczył mnie astrogenetyki Sadowskiego, pewnego dnia wpadł na pomysł, żebym może zapisał się do towarzystwa astrologicznego. Zadzwonił do jakichś znajomych, po czym na kolejnym naszym spotkaniu z przygnębieniem oznajmił mi, że ludzie, z którymi rozmawiał, nie zrobili na nim dobrego wrażenia i że lepiej byłoby, gdybym się nigdzie nie zapisywał.

Astrologia może wspaniale poszerzyć umysłowe horyzonty, może rozwinąć intelektualnie i zmusić umysł do poszukiwania prawdy. Ale w każdej nauce musi być jakaś prostota. Jak napisał Michał Sędziwój: „simplicitas veritatis sigillum” - prostota jest prawdy pieczęcią.

Jakub Brodacki

Komentarze: 18

[foto]1. Astrologię mą widzę ogromną... • autor: Włodzimierz H. Zylbertal (2015-03-01 10:21:34)

Szanowny Autorze, astrologia już od dawna nie wieszczy nieodwołalnych przeznaczeń i już od dawna nie jest wiedzą jednolitą, ultymatywną i spójną. Na dobrą sprawę ma tak wiele wydań, ilu jest jej twórczych praktyków. Na jeszcze lepszą sprawę, poszukiwana "szlachetna prostota" istnieje, i są to archetypy planetarne, zodiakalne, horoskopowe oraz ich wzajemne odniesienia. Co do reszty - dowolność panuje iście anarchiczna, techniki interpretacji i wyrosłe wokół nich szkoły astrologii mnożą się jak króliki Lejzorka Rojtszwanca i nic nie zapowiada kresu tego procederu. Właściwą astrologii formą debaty jest zaś... pobieranie przez adepta nauki od kilku nauczycieli i z, powiedzmy dziesięciu poznanych systemów złożyć jedenasty, czyli taki, który adeptowi zadziała. W taki oto sposób Astrologia dostosowała się do czasów, gdy każden jeden chce być niepowtarzalny i indywidualny, a jednak jakieś tam uniwersalia zachować trzeba. 
A ja sam, stworzywszy własną szkołę interpretacji, lojalnie uprzedzam swoich uczniów, żeby się mną nie warunkowali i śmiało terminowali u innych nauczycieli fachu - wtedy moja praca nauczyciela będzie wartościową cząstką ich umiejętności. A kiedy zadaje mi się pytanie: nie jesteś zazdrosny o to, że ktoś inny powie twoim uczniom być może coś zupełnie innego, niż ty im mówiłeś? - odpowiadam spokojnie, że "kształcę doradców a nie hoduję wyznawców"

[foto]2. Chwała komentatorowi! • autor: Katarzyna Urbanowicz (2015-03-02 16:14:49)


Jak ja kocham autorów którzy przeczytali jedną książkę (i przyznają się dobrowolnie, że na danej sprawie specjalnie się nie znają) i w oparciu o osąd własny i spojrzenie skierowane na sufit wygłaszają ważne tezy. Chwała komentatorowi, że ma do takich ludzi świętą cierpliwość!

3. @Katarzyna Urbanowicz • autor: (2015-03-02 19:58:37)

W 100% się z Panią zgadzam. W całym swoim życiu przeczytałem tylko jedną książkę - swoją własną, której zresztą też nie napisałem, tylko napisał ją mój rzecznik prasowy. A w wolnych chwilach zajmuję sie przede wszystkim rozwiązywaniem krzyżówek.

[foto]4. Lud prawicowy uważa astrologów za okultystów • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-03-03 09:01:40)

"Lud prawicowy uważa astrologów za okultystów". -- Co w tym dziwnego? "Okultysta" to (z def.) "ktoś zajmujący się wiedzą tajemną". Ponieważ astrologia zawsze była łączona z "wiedzą tajemną" lub raczej z jej różnymi odmianami (pominę, słusznie czy nie, i jak to było rozumiane), to powyższe zdanie ma sens bliski masła maślanego. A za kogo, btw. uważa astrologów lud lewicowy?

5. @Wojciech Jóźwiak • autor: (2015-03-03 12:57:47)

Wystrzegałbym się smiertelnej powagi, tak samo jak absolutnej prześmiewczości. Bywa i tak, że żyjemy, pół żartem, pół serio. Stąd właśnie mój styl wypowiedzi, który nazwałeś masłem maślanym. Wzorce do tego rodzaju konstrukcji czerpię ze stylu autorów staropolskich. Wyrażenia typu "opatrzna czujność, czujna opatrzność" są mi bliskie, jako drażniące korę mózgową czytelnika, sięgające do jego poczucia humoru i budzące z letargu, wywołanego przez rzeczy oczywiste. Nie należy przypisywać im treści zbyt daleko idącej, ale nie trzeba ich też lekceważyć, jako nieistotnych.

Jeśli domagasz się łopatologicznego wyjasnienia, to mam na myśli to, że mętny język, często spotykany w astrologicznym piśmiennictwie, sprzyja urabianiu opinii, że astrologia jest wiedzą tajemną. Podczas, gdy nią nie jest, a w każdym razie nie była nią w dawnych wiekach. Jeżeli uznawać ją za wiedzę tajemną, to tylko w sensie relatywnym, to znaczy w ocenie tych, którzy tak ją określają.

Co się tknie "ludu lewicowego", to miałem na mysli tych, którzy do oceny przydatności astrologii używają religii rozumu i brzytwy Ockhama. Czyli tzw. racjonalistów, choć to tylko obecnie używana nazwa.

[foto]6. A PO CO W OGÓLE TA ASTROLOGIA? • autor: Radek Ziemic (2015-03-04 14:20:13)

A może by podjąć się próby jakiegoś przybliżonego nie tyle zdefiniowania astrologii? No bo powiedzenie, że jest tyle astrologii, ilu astrologów to istny postmodernizm, i oznacza, że astrologii de facto nie ma. Ja kiedyś próbowałem czytać artykuł Wojtka Jóźwiaka na temat astrologii naukowej, ale jak na razie okazał się dla mnie za trudny. Interesowałby mnie też termin "przed-wiedza"? Drzewiej jednak przed-wiedzą astrologia nie była. Była częścią astronomii albo tworzyła z nią jedną całość. Czym jest dziś? Czy w ogóle jest poznaniem? Jakimi metodami poznawczymi się posługuje. Na przykład, kiedy jakiś czas temu czytałem na Tarace charakterystyki planet, to wydały mi się one mityczno-potoczne. Pre-kognitywnie bezkrytyczne. Ja wcale nie twierdzę, że wszystko musi być ścisłą wiedzą, ale czym jest przed-wiedza, jeśli nie nie-wiedzą jest? Dodam, dla wyjaśnienia, że nawet jeśli astrologia nie jest wiedzą, no bo nauką na pewno nie jest, to wcale nie musi jej jeszcze przekreślać. (Równie nieufny jestem do Tarota). Ale zapytam jeszcze raz na koniec, odrobinę prowokacyjnie: A PO CO W OGÓLE TA ASTROLOGIJA? TO NIE SĄ JAKIEŚ TAKIE BARDZIEJ SKOMPLIKOWANE PASJANSE?  

[foto]7. Nie dokończyłem pierwszego zdania w poprzednim komentarzu • autor: Radek Ziemic (2015-03-04 14:22:07)

Chodzi oczywiście o to, żeby nie tyle definiować, co w jakiś taki przybliżony sposób określić. 

[foto]8. @alchymista (Jakub Brodacki) • autor: Radek Ziemic (2015-03-04 14:24:58)

A dobrej krytyki to mało jest. Krytykanctwa łatwego pełno, ale krytyki to mało. 

9. @Radek • autor: (2015-03-06 07:06:07)

Mogę tylko powiedzieć czym astrologia jest dla mnie i po co mi ona.

1. istnieja rodzaje wiedzy, o których wiemy z historii, a które dzisiaj nie istnieją, nie są znane, lub sa znane w formie karykaturalnej. Jednak technolodzy wiedzą, że stare technologie po kilkuset latach moga znaleźć nowe zastosowanie, o ile pojawi się potrzeba. Amerykanie bodajże konserwują stare okręty wojenne, w których działa stara technika analogowa, bo może sie okazać to potrzebne, gdyby technika cyfrowa zawiodła. Istnieją też pasjonaci płyt analogowych do słuchania muzyki, a technika ta jest ulepszana. Słyszałem kiedyś o komputerze analogowym, którego projekt powstał w wieku XIX, ale go nie zrealizowano, bo nie znano metody produkcji odpowiednio precyzyjnych kółek zębatych. Ostatnio podobno zbudowano ten komputer dzięki nowym technologiom - i zadziałał.

2. Astrologia może być czymś w rodzaju historiozofii.  Epoki można opisywać cyklami planet i jest to ciekawe. Gorzej z horoskopami państw, które są czysto uznaniowe, bo trudno określić dokładną datę powstania państwa i rzecz ociera się tutaj o spekulację.

3. Astrologia jest także rodzajem autonomicznej filozofii. A przynajmniej czymś takim jest astrogenetyka Sadowskiego, o której może jeszcze coś napiszę. Historycznie rzecz biorąc symboli astronomicznych używano instrumentalnie w wielu nurtach nauk tajemnych, jako sposobu objaśniania własnych koncepcji. A więc planety, aspekty i znaki są zestawem piktogramów, przy użyciu których można tworzyć skomplikowane informacje.

4. Astrologia teoretycznie może pomóc w opisie konkretnego człowieka, jego charakteru i cech fizycznych. Z interpretowaniem horoskopów bywa różnie, no ale w teorii temu ma służyć astrologia.

5. Możliwe zastosowania astrologii to także ogrodnictwo (Maria Thun). Tu akurat mam spore wątpliwości, bo wszystko zależy od tego, jak interpretujemy żywioły ("powietrze" to nie powietrze, "ziemia" to nie gleba itp.). Drugi kłopot to nadmierne przywiązywanie wagi do znaków zodiaku, a pomijanie domów horoskopu. Trzeci problem, to mnogość czynników, które wpływają na rośliny: gleba, woda, pogoda. To trochę tak, jak by wymuszać poród dziecka w określonej minucie po to, by miało wiekszy rozum.

10. Panie Jakubie • autor: (2015-04-04 09:03:13)

Łączenie ludu lewicowego z racjonalizmem jest jak widzenie w przeciwieństwach podobieństwa. Z mojego doświadczenia i badań wynika, że im ktoś ma bardziej lewicowe poglądy, tym dalej mu do racjonalizmu, jako że ten wynika z konstruktywizmu (prawicowość), który jest antagonistyczny względem  liberalizmu(lewicowość).


Co do astrologii, to nadal jest wielkim polem do badań, a posługiwanie się czymś co nie do końca jest zbadane, jest jak posługiwanie się narzędziem bez pełnej znajomości tego jak działa. Wynika z tego ,że w astrologii kiedyś i dzisiaj" każdy orze jak może".


11. @marcus uranicus • autor: (2015-04-04 16:55:29)

Właśnie wczytałem się w swój poprzedni komentarz i widzę do czego Pan się odnosi.

Zgoda, jeśli racjonalizm jest rzeczywiście racjonalny, to można mu przypisać cechy prawicowe. Jeśli jednak rozum zastępuje Boga, to ewidentnie mamy do czynienia z ideą lewicową.

[foto]12. @marcusuranicus, @alchymista • autor: Radek Ziemic (2015-04-04 17:42:40)

Cytuję: "Im ktoś ma bardziej lewicowe poglądy, tym dalej mu do racjonalizmu". Czy tego samego nie da się powiedzieć o prawicowych poglądach? Im są bardziej prawicowe, tym dalej im do racjonalizmu? Czy też może prawicowość ex definitone daleka jest od skrajności?
 I dlaczego mielibyśmy utożsamiać konstruktywizm (co to w ogóle jest?) z prawicowością? Poza tym, takie pojęcia, jak prawicowość i lewicowość, nie są jednoznaczne. W dwudziestoleciu międzywojennym konserwatyści nie cieszyli się dużą popularnością ze względu na ich lojalność wobec zaborców, ale wtedy jeszcze konserwatyzm był silnie związany z wielką własnością (radykalny liberalizm gospodarczy Mikkego jest de facto konserwatyzmem ekonomicznym - programem silnych podmiotów ekonomicznych). 

A gdybyśmy się mieli oglądać na konserwatystów, to dziś nie byłoby prawa pracy, prawa kobiet (przykład konserwatyzmu obyczajowego: dyskryminacja kobiet w KRK), dzieci, mniejszości narodowych i seksualnych. Warto też wziąć pod uwagę to, co twierdził Croce już na początku lat 30. XX wieku, że podział na liberałów i konserwatystów zdezaktualizował się po I wojnie. Narodowa demokracja przejmowała postulaty lewicy (pewien pisarz twierdził, że nie ma czegoś takiego, jak narodowa demokracja, tak samo nie ma czegoś takiego jak narodowy socjalizm, to był Żyd, co mi nie przeszkadza); dziś PiS ma lewicowy (tak, lewicowy, mocno socjalny i socjalistyczny) program społeczny. Z kolei PPS była w znacznej mierze partią niepodległościową (zrobiła m.in. legiony) i dlatego ją wykończyli komuniści z PPR-u).

Antysemistyzm nazistów był racjonalny? Nie - bo choć powoływał się na naukę, to ją zarazem zafałszowywał, a w wywyższeniu rasy był bardzo podobny do konserwatywnego wywyższenia klasowego i religijnego. Po prostu mit klasy i mit religii ("przewodniej") zastąpiono mitem rasy. Mity, ze swej natury, są irracjonalne. Zanim jednak mit rasy zostanie zastosowany przez nazistów, zastosują go biali chrześcijanie na innych kontynentach. Tu ładnie widać, jak darwinowskie uzasadnienie wyższości zastępuje wcześniejsze, "konserwatywne". 

No i to zabawne twierdzenie: jeśli racjonalizm jest racjonalny, to jest prawicowy. Czyli są dwa racjonalizmy: dobry (prawicowy) i zły (lewicowy). Niech zgadnę jakie poglądy ma alchytmista! Wyjaśniam: racjonalizm, jeśli jest poważny, to jest świadom swoich ograniczeń, jest KRYTYCZNY, w jedynym rozsądnym, czyli zwrotnym rozumieniu tego terminu, a więc także auto-krytyczny. I tylko wtedy jest racjonalizmem. Inaczej przekształca się w fideizm, nieważne, czy wiara jest wiarą w Boga, czy wiarą w rozum. (Oczywiście, wiara w Boga jest "cacy".)

Panowie, należy unikać zbyt prostych, siekierą robionych dualizmów. 

 

13. @Radek sceptyk • autor: (2015-04-04 22:13:25)

Z tego co wiem istnieją dwa sposoby patrzenia na faszyzm, a właściwie na nazizm, bo o faszyźmie niewiele wiem. Można na nazizm patrzeć jako na nowoczesną formę prawicy i to konserwatywnej. Tak na to patrzą i patrzyli marksiści, i ogólnie lewica. Może liberałowie tez, ale tego nie wiem. Drugi sposób patrzenia na nazizm przyrównuje go do komunizmu i z tego porównania wynika wniosek, że oba reżimy są podobne, gdyż ich cechą wspólną jest totalitaryzm i szczucie klas/ras przeciw sobie.

Antysemityzm nazistów jest niewątpliwie efektem religii rozumu, chociaż w formie pop-kulturowej. Podkreślam: religii rozumu, nie Rozumu.

Mówiąc o wierze w Boga miałem na myśli Boga "szerokorozumianego", czyli nie tylko wiarę w Stwórcę, ale także wiarę w świat duchowy, np. animizm, alchemia, magia itp. Tak jest, uważam, że wiara w Boga jest lepsza, niż wiara w rozum.

[foto]14. @alchymista (Jakub Brodacki) • autor: Radek Ziemic (2015-04-04 23:25:06)

Alchymisto, Twoja odpowiedź jest wybiórcza, no ale niech będzie. Zatem...

A jakiej religii efektem jest antysemityzm nie-nazistów? Na przykład nasz polski antysemityzm. W co wierzył polski chłop i nie tylko chłop, wyłapując Żydów zbiegłych z gett, co tak niechlujnie opisał pewien amerykański profesor historii, choć z wykształcenia socjolog, polsko-(przy tym)-żydowskiego pochodzenia? Czy ten chłop-nie chłop nie chłop wierzył w rozum? Myślę, że za antysemityzm, również czeski i francuski (polski wcale nie był najgorszy) nie ma co akurat winić rozumu, nawet tego przez małe "r".  

Porównanie nazizmu z komunizmem jest jak najbardziej uzasadnione (już choćby dlatego, że obydwa miały charakter wyraźnie religijny), co nie oznacza, że nie można ich porównywać z niczym więcej. Jeżeli zwrócimy uwagę na dwie istotne cywilizacyjne zmiany, które je umożliwiły: demograficzną i techniczną, to bez trudu dostrzeżemy też podobieństwa tych systemów do tego, co było wcześniej. (Podkreślę, komuniści nie wymyślili mitu klasy, jest on widoczny w społeczeństwach stanowych. Wcześniej "klasą przewodnią" była szlachta, potem próbowała się na nią kreować inteligencja, ale i, przed nią jeszcze, aspirujące do szlachectwa mieszczaństwo. Komuniści de facto przenicowanym mitem klasy zasłonili możliwy za sprawą technicznego modernizmu regres do niewolnictwa. Tak samo z mitem rasy, nie wymyślili go naziści, ale wcześniej był on obecny i utożsamiany z mitem (przewodniej, wyższej) cywilizacji, i nierzadko łączony z chrześcijaństwem jako "religią przewodnią" (i wolnym, choć nie dla wszystkich, handlem!). Starodawne dzieje. Zawsze jakaś grupa próbowała uzasadnić swą wyższość - od pierwszych wybrańców, czyli Żydów, poczynając; potem byli chrześcijanie, Europejczycy itd.).  To tworzenie się elit można akurat wyjaśnić socjobiologicznie.

Wiara sama w sobie - zwłaszcza w tak ogólnym rozumieniu (równoznacznym właściwie duchowości) nie jest groźna, o ile tylko nie przyjmuje postaci religii (= nie jest figurą i formą sprawowania władzy, nie tylko politycznej). Właśnie wiara, może być nawet wiara w rozumu (bez jego, czyli rozumu, religii.) Życie tak jednostek, jak i zbiorowości potrzebuje wszak i tego, co racjonalne, i tego, co nieracjonalne, a my, jako ludzie rozsądni, nie zgodzimy się na żaden z tych dwóch redukcjonizmów. Nieprawdaż, Alchymisto?... 

I już na koniec. Ludzie o poglądach prawicowych mają skłonność do upraszczania pojęcia lewicowości, po drugiej stronie zaś jest skłonność przeciwna. Jako obraz tak prawicowej, jak i lewicowej uczciwości polecam "Księcia Niezłomnego" (mam nadzieję, że dobrze pamiętam tytuł), Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (który sam siebie zresztą określał liberalnym-konserwatystą lub konserwatywnym liberałem). 

15. @Radek • autor: (2015-04-05 16:11:36)

Odpowiedź oczywiście wybiórcza, tzn. odpowiadam tylko na to, na co umiem cokolwiek odpowiedzieć ;-)

Radku, przyrównywanie ustroju monarchii stanowej do nazizmu czy komunizmu jest wg mnie grubym przegięciem. Nazizm i komunizm z zasady dążyły do likwidacji "niższych" klas lub ras, definiowały je zasadniczo dowolnie i w krótkim okresie czasu. Mogę się zgodzić na to, że nazizm i komunizm oferowały "średniowiecze instant". Ale to jest tak jak z "błyskawicznym oświeceniem" - nie ma czegoś takiego ;-)

Średniowieczny ustrój, jak i wiele innych ustrojów hierarchicznych, rodziły się przez wiele dziesiątków lat, ewoluował i trwał wiele set lat, wytwarzając też niebagatelne dobra kultury, podwaliny pod gospodarkę itp. Nazizm i komunizm w sumie trwały krótko, a więcej zniszczyły, niż średniowiecze stworzyło przez ca. 1000 lat (jeśli liczyć sumarycznie w całej Europie, łącznie z Europą Środkową, a nawet wschodnią, w tym Moskowią).

Nie do końca przekonuje mnie Chodakiewicz szukając źródeł komunizmu w ruchach gnostyckich starożytności i średniowiecza. Tezę też zresztą w pewnym sensie lansowali komuniści, doszukując się swoich protoplastów w arianach i innych sektach, zaś ateiści szukali inspiracji w Brunie czy Łyszczyńskim. To chyba jednak nieporozumienie. Należałoby zniuansować obraz rzeczywistości średniowiecznej, biorąc także pod uwagę, że nie była ona wbrew pozorom podporządkowana jednej tylko ideologii - chrześcijaństwu. W tej kwestii papiestwo pilnowało tylko swojego "podwórka" teologicznego, a próby podporządkowania sobie władzy świeckiej tylko jej wyszły na dobre (przestrzeń wolności powstaje tam, gdzie książę kłóci się z biskupem). Natomiast komunizm i nazizm bezwzględnie i z okrucieństwem eliminowały konkurencyjne ideologie.

16. Panie Jakubie. Rozumu... • autor: (2015-05-10 19:41:02)

Panie Jakubie. Rozumu nie będzie bez rozumienia Boga, czyli pisząc bardziej współcześnie(naukowo)- rozumienia natury stworzenia. Bóg jest stwórcą, a to co stworzone istnieje w Bogu, czyli jedno wynika z drugiego.

Ignorowanie natury stworzenia(Boga), jest jednoznaczne z poglądami lewicowymi, jako że to co ogranicza wolność(Bóg ogranicza), jest w sprzeczności z lewicowością, podobnie jak wszystko to co działa destrukcyjnie(antybosko), jest w sprzeczności z naturą prawicowości. Lewicowcy chcą urządzać świat po swojemu, ignorując boskie prawa, czyli naturę, natomiast prawicowcy starają się maksymalnie dopasować do praw natury , aby nie narazić się na zjawiska, które mogą być szkodliwe dla nich.

Do sceptyka.

Nie,....... im bardziej ktoś ma prawicowe poglądy, tym bardziej jest racjonalny. Jeśli nie wie Pan czym jest konstruktywizm, to proszę zajrzeć do słownika i odczytać znaczenie słowa -"konstruktywny". 

Proszę wziąć pod uwagę, że nie każdy kto się przedstawia jako prawicowiec , rzeczywiście jest prawicowcem, nie każda idea przypisana prawicy, jest rzeczywiście prawicowa, nie każda partia uważana za prawicową, jest  w całości swego programu i postępowania prawicowa, poza tym nikt z nas nie jest do końca lewicowy, czy do końca prawicowy, ale zazwyczaj jedna z tych stron w nim przeważa. Naziści utożsamiani z prawicą robili  rzeczy , które z prawicą się nie kojarzą, jak wyznawanie fałszywej ideologii, czy zabijanie. Poza tym byli ateistami. Podłożem do ich ideologii była filozofia Nietschego, u którego "największy bezbożnik" był nadczłowiekiem.

[foto]17. marcusuranicus • autor: Radek Ziemic (2015-05-10 19:54:18)

Prawicowcy nie tylko starają się maksymalnie dopasować do praw natury, ale jeszcze dysponują takim specjalnym organem, taką epistemiczną trąbką, która im te prawa pozwala rozpoznawać (i dodatkowo oświecać tych, którzy tej trąbki nie mają). Jedyną prawdą w tej pokrętnej pochwale prawicowości jest to, że prawicowcy chcą uniknąć tego, co szkodliwe DLA NICH (bo innych mają i mieli gdzieś).

18. @marcusuranicus @sceptyk • autor: (2015-05-11 08:54:15)

Rzeczywiście chrześcijaństwo ma pewne narzędzia do rozpoznawania tego, co zgodne z naturą. Nie ma jednak w tym względzie monopolu. Chrześcijaństwo i jego idea budowało się w stałym zwarciu z pogaństwem i wiele od niego przejęło.

Sentyment polskiej szlachty do czasów pogańskich (Satyr Kochanowskiego to tylko jeden z wielu przykładów) również jest w nurcie naturalnym, życia przy naturze, także w sensie dosłownym.

W zasadzie akceptuję wszystkie te nurty, które odwołują się do natury (choć naturyści nie powinni jednak się opalac, bo jest to niezdrowe ;-))) ). Historia jest skarbnicą, z której można wybierać. Nie uznaję jednak za zgodny z naturą darwinizmu społecznego. Również światopogląd akademicki, zastosowany skrajnie, jest szkodliwy.