Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-03-05

Wojciech Jóźwiak

Po co nam ci Słowianie?

Słowiańszczyzna jest projektem jakoś konkurencyjnym do Międzymorza. Słowiańszczyzna to Międzymorze plus Rosja. (Terytorium zaskakująco się w tym momencie powiększa, ściany rozsuwają, gdzieś tam Pacyfik, Amur, Kamczatka, Alaska.) Pod tym kątem patrząc, Międzymorze to poszerzona-urosła Polska, a Słowiańszczyzna to urosła Rosja – czy tak? Ruch afirmujący w dawnej Rosji tradycję i osobność, własną ruską drogę, nazwał siebie słowianofilstwem. W tym podziale na słowianofilstwo i zapadnictwo widać prefigurację tego, o czym napisał Michał Kuś: słowianofile prefigurowali to, co on nazwał lokalizmem, a zapadnicy prefigurowali dzisiejszą globalizację (czy globalizm, jak to nazwać).

Oba te projekty – Międzymorze i Słowiańszczyzna (Wielka Słowiańszczyzna? Magna Slavia? ) – oparte są na innych bazach. Bazą Międzymorza jest terytorium, region, i aby przyjąć kogoś do tego klubu, nie patrzymy na jego język ani ród. („Kogoś”, rozumiem przez to: pewien naród lub kraj.) Bazą Słowiańszczyzny jest język lub ród, i bardziej ród, który zdaniem głosicieli tego poglądu jest niezmienny (bo i jakoś, po prawdzie, niezmienny jest), a języka można się nauczyć lub zapomnieć. (Co to ród, nie objaśniam na nowo – odsyłam do tego, co napisał komentator „odilootilo” w notkach pod figlarnymi tytułami „Oj oj oj” i „hejnow”.)

Pod tym terytorium albo rodem jest coś głębiej: w przypadku Międzymorza, poprzez zbieranie się na zasadzie wspólnego terytorium – „my, którym żyć przyszło między Bałtyckim a Czarnym morzem...” – wyraża się szukanie wspólnego interesu. W przypadku Słowiańszczyzny poprzez zbieranie się na zasadzie wspólnego rodu – „my, których przodkowie 1000 i 2000 lat temu byli Słowianami...” – wyraża się szukanie tego, co wspólnie niezmienne, wspólnego niezmiennika, a właściwie: wspólnego absolutu.

Wspólny i łączący pewną grupę ludzi niezmiennik, to coś bardzo cennego, a cena ta rośnie szczególnie w obliczu globalizacji, czyli powszechnego zrównania. – Ciekawe, że zjawisko to (zrównanie) dorobiło się mocnych nazw po niemiecku: Gleichschaltung, i po rosyjsku: urawniłowka. – Coś mieć, co jest i po prostu jest, jest nie do zmienienia i nie do obalenia, i prócz ciebie jeszcze pewna wielość osób ma to samo. To może być ten archimedesowy punkt podparcia, na którym można oprzeć swoją strzępioną przemianami jak flaga wiatrem tożsamość. Kiedy już wydawało się, że postępujący postęp zetlał-rozproszył wszelkie takie twarde punkty, to okazało się, że ten sam postęp, tu jako: postęp biologii molekularnej, wyłonił nowy i własny taki właśnie twardy punkt w postaci genów, a dokładniej haplogrup. Haplogrupy są, jak wiadomo, żeńskie (DNA mitochondriów dziedziczone tylko po matce) i męskie (DNA występującego tylko u mężczyzn i dziedziczonego po ojcu chromosomu Y). Większą sławę zdobyły haplogrupy Y, co dziwnie łączy się z tym, że pasja do genetyki i dyskurs o haplogrupach jest (prawie) wyłącznie męskim zajęciem, podobnie jak wojna, futbol, łowienie ryb, gra na trąbce, programowanie i zawody kapłana i klauna. Można w tym widzieć wyraz męskiego protestu przeciw globalizacji i urawniłowce, bo kobietom jakoś ten proces nie przeszkadza. (...Co warte osobnego doktoratu.)

Odkrycie haplogrup ukonkretniło, wręcz utechniczniło pojęcie przodka i rodu. Coś, co było dotąd sprawą mistyki, krytyk chętnie dopowie „mętnej”, stało się rzeczą mierzalną, sprawdzalną i wyznaczalną. Więcej, oparcie rodu o haplogrupy sprawia, że przynależność do określonego rodu przestaje być czymś, co przysługuje grupie o zatartych brzegach, ale schodzi na poziom jednostki. Już nie mglista zbiorowość „Polacy” lub jeszcze bardziej mglista „Ukraińcy” ma prawo być, co do rodu, „Słowianami” – jeśli Słowianina zdefiniować przez jego geny, to każdy jednostkowo może sprawdzić, czy sam ma geny (haplogrupę) „słowiańską” – lub raczej „inną”.

Tu można przeczuwać nadciągającą rewolucję. Może zacząć się od sportu. Oto fani futbolu, znużeni zawodami klubów, których gracze globalistycznie pościągani za kasę z całego świata, pokupowani jak konie wyścigowe, postanawiają rozegrać mecz pomiędzy reprezentacjami, powiedzmy, haplogrupy R1b1 a haplogrupy E1b1a. Niech się okaże, w surowej sportowej męskiej walce, kto lepszy. Oczywiście, globaliści-politpoprawnościowcy będą protestować, ręce załamywać, że to rasizm, ale prawdziwi mężczyźni to oleją. I tak to pójdzie. Pod hasłem: precz z przypadkowym państwem, które mnie niewoli, podatki drze, porywa do woja, precz z przypadkowym narodem, co nie wiadomo przez kogo zainscenizowany (wiadomo, narody, to tylko jakieś konstrukty), precz z przypadkową religią, co to każdy głupi może się do niej zapisać powtarzając jakąś formułkę. – Geny. Haplogrupa. To jest prawda, prawda mojego ciała i moich kości, moich przodczych kości (...my ancestral bones) i tego nikt nie zmieni ani sztucznie nie zadekretuje. (A swoją drogą, sam bym chciał wiedzieć, jaką mam haplogrupę. Czy Ktoś wie, gdzie to można sobie wyznaczyć i za ile?)

Więc taka jest perspektywa poszukiwań rodu i oparcia swojej tożsamości na rodzie. Nie mówię, czy to złe, czy dobre, a tylko, że coś takiego, jak wyżej, może z tego urosnąć. Jako szczególny przypadek poszukiwania brakującej tożsamości w urawniłowanym świecie. Na razie szukamy tożsamości w konstruktach, których przykładami Międzymorze i Słowiańszczyzna. Oba przeciwstawiają się zarówno tożsamościom światowym, globalnym, jak i bardziej szczegółowej, chociaż również uniwersalnej tożsamości europejskiej lub jeszcze ściślej: euro-unijnej. Co z tego wyniknie, pewnie zobaczymy.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 8

1. Analiza DNA • autor: (2015-03-05 17:03:46)

National Geographic prowadzi projekt Genographic. Za 200 dolarów można kupić zestaw do pobrania próbek.
https://genographic.nationalgeographic.com/

Znalazłem filmik, gdzie uczestnik projektu z Polski omawia swój wynik.
https://www.youtube.com/watch?v=XAHHJl2mFXU

2. numer buta praprzodka • autor: Jerzy Pomianowski (2015-03-05 18:31:56)

Haplogrupa jest bardzo słabym środkiem tworzenia więzi grupowych choćby dlatego, ze nie koduje żadnych wspólnych cech fizycznych, psychicznych, intelektualnych, czy choćby jakiegoś "charakteru haplogrupowego" w rodzaju zjawiska nazywanego charakterem narodowym. Mówi tylko o tym skąd przywędrował praprzodek linii męskiej przed tysiącami lat.
To przydatna informacja w badaniach nad genezą i przemieszczaniem się dawnych plemion, i właściwie poza tą dziedziną jest tylko ciekawostką dla człowieka ktory lubi coś tam wiedzieć o swoim bardzo dalekim przodku, skoro nawet trochę wyżej pradziadka nie jest w stanie nic znaleźć w papierach.

[foto]3. To tak się wydaje • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-03-05 19:15:14)

...Jerzy. Na tym przykładzie widać, jak działa konstrukt. 250 lat temu nikomu by w głowach nie postało, że może być jakaś narodowa solidarność, poczucie narodowej wspólnoty. Naród to była szlachta, reszta miała robić swoje, płacić, nie wtrącać się. Przecież nawet chłop mówił innym językiem -- co mu do "narodu"? Dopiero w wyniku konstruowania powstał konstrukt pt. naród. W tej chwili posiadanie jakiejś haplogrupy jest rzeczą dokładnie pustą, nic nie znaczy --- ale jeśli na tym polu zacznie działać konstruowanie wspólnoty --- o, to rzecz może szybko i lawinowo zacząć stawać się realna.
I ci co już dzisiaj dyskursują o haplogrupach, właściwie nie wiadomo po co, bo pożytek z tego, jak zauważył Jerzy, prawie żaden, jednak może nie wiedzą, co robią, ale -- CZUJĄ. Mają intuicję, że o tego może zacząć się coś potężnego. Bo haplogrupy to coś jak męskie szlechectwo, tyle że jego znaki nie w herbach tylko w genach, w ciele.
Niestety, nie mam wolnych 700 pln na badania, jakie zaleca Maszyna Trurla, żebym sobie oznaczył haplogrupę.

4. brak • autor: (2015-03-11 22:11:29)

Odradzam "National Geographic".Lepiej od razu w laboratorium do którego przesyłają próbki - FTDNA.(I można przyłączyć się do "projektów" - istnieje np. projekt "Polish" prowadzony przez L.Maykę)
_____________________
Jerzy Pomianowski>>>Mówi tylko o tym skąd przywędrował praprzodek linii męskiej przed tysiącami lat. 
Aby być precyzyjnym - umożliwia ustalenie tego faktu.
Natomiast posiadanie danej haplogrupy (a ściślej zestawu SNP-ów) z kimś innym (i zupełnie nam nieznamym) mówi nam że ta osoba miała z nami w bliższej lub dalszej przeszłości wspólnego męskiego przodka, w prostej linii męskej (czyli prapra...pradziadka).
__________________@Autor>>>Oba te projekty – Międzymorze i Słowiańszczyzna (Wielka Słowiańszczyzna? Magna Slavia? ) – oparte są na innych bazach.

Nie mam do tego przekonania. Międzymorze (pomiędzy trzema morzami) to również nie nazwana po imieniu Słowiańszczyzna, może na węższym obszarze, ale ludniejsza, bogatsza kulturalnie czy materialnie, od tej wschodniej. Pomijając wymierających Bałtów, to Węgrzy (którzy nie skończyli tak jak tureccy Bułgarzy, prawdopodobnie dzięki przyjęciu chrześcijaństwa w wersji łacińskiej) to przecież w zasadzie lud słowiański pod każdym względem oprócz języka. Dość podobnie jest z Wołochami (Rumunami - "biologicznie" są bardziej "słowiańscy" niż np. Czarnogórcy). Greków i Albańczyków nie wliczam do Międzymorza.Jeśli się nie mylę to podobnie podchodził do tej kwestii Długosz, wymieniając 18 ludów słowiańskich.
W zasadzie to mamy tutaj rywalizujące dwa modele Słowiańszczyzny - starszą - rozbitą, kłótliwą, różnorodną, ceniącą wolność, której naturalnym przywódcą jest Polska, i młodszą ale większą itd. której początki, wywodzą się prawdopodobnie w dużej również od Lachów (Wiatycze). Któryś model zapewne kiedyś wygra. Jeśli "międzymorska" zechce się "zjednoczyć", to ten drugi model przestanie istnieć, bo naturalnie wchłonie tą większą. I wydaje mi się, że młodszy ale duży brat o tym wie, i wie kto w tym kontekście jest kluczowy. :))
>>>> Większą sławę zdobyły haplogrupy Y, co dziwnie łączy się z tym, że pasja do genetyki i dyskurs o haplogrupach jest (prawie) wyłącznie męskim zajęciem
Może przyczyna tkwi w tym, że haplogrupy mają więcej związków z językiem, plemieniem, etnosem, nacją. "Ród matczyny" to mała rozdzielczość i w ostatecznym rozrachunku niewielki związek z językiem, plemieniem itd. Co powiązane jest ze zjawiskamiskami jak patrylokalność i patriarchat.Np. w przypadku Łużyczan jest przepaść jeśli chodzi o Y-DNA w st

[foto]5. Ród matczyny • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-03-11 22:55:50)

WILKU: "Ród matczyny" to mała rozdzielczość i w ostatecznym rozrachunku niewielki związek z językiem, plemieniem itd.
To przez to, że kobiety nie mają NAZWISK, przez co szybciej niż mężczyźni zapominają o swoim pochodzeniu, jak również -- przez brak świadomości swojego pochodzenia zapisanego w nazwisku -- są na te sprawy mniej uczulone. Inaczej niż mężczyźni.

Ciekawym przypadkiem byli (dawni) Żydzi, którzy (jako pewna cywilizacja) nie znali i nie używali nazwisk, podobnie jak kobiety, przez co przez "aryjskich" (mówiąc po norymbersku, a właściwiej: chrześcijańskich i post-rzymskich) mężczyzn byli odbierani jak dysonans z zakłóconą relacją męskie-żeńskie, analogicznie jak homoseksualiści.

Kobiety powinny mieć własne kobieco-rodowe nazwiska, odmatczyne, a nie odojcowsko-odmężowskie. Co by podniosło im od razu samoocenę!

[foto]6. Nazwiska • autor: Przemysław Kapałka (2015-03-12 21:17:59)

Jestem za tym, żeby nazwiska były dwuczłonowe, pierwszy człon po linii męskiej a drugi po żeńskiej, a przy małżeństwie żeby obie strony przechodziły na nazwiska: pierwszy człon od męża i od żony.

Przykład: pan młody jest Kowalski Jachimiak, panna młoda Wesołowska Nowak, po ślubie oboje są Kowalscy Nowak.

7. nazwiska nic nie pomogą • autor: Jerzy Pomianowski (2015-03-12 21:29:14)

Kobiet genealogia i ciagłość rodu nie interesują. Instynktownie szukają najzdrowszego dawcy genów (nie musi być nim mąż) zaś mężczyźni mają potrzebę przedłużania swojej linii DNA. To są zupełnie rożne podejścia, nie do pogodzenia.

[foto]8. Nieprawda • autor: Przemysław Kapałka (2015-03-12 21:50:17)

Spotkałem bardzo wiele kobiet, które interesują się swoją genealogią. Nawet w mojej rodzinie, szczególnie ze strony matki. Zainteresowanie to mogłoby być większe, gdyby miały jakieś prawa do swoich nazwisk.