Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-12-04

AlissNox

Płyty tektoniczne, wiertła i dylematy sprintera

Zasypiam i budzę się w otwartym krajobrazie, w którym przeważają gołe i rozległe w szerokość płyty tektoniczne, po bokach w oddali drzewa, czasem mały budynek o odważnej futurystycznej architekturze. Czuję adrenalinę, wiem że muszę wykonać sprint w górę w poprzek płyt tektonicznych. Biegnę najszybciej jak umiem, każdy krok to walka z  czasem, by wejść na kolejną płytę, podczas gdy każda płyta za mną ściera się z kolejną - tą, z której robię krok do przodu. Towarzyszą mi osoby, wszyscy biegniemy w górę; na początkowych płytach odpada moja matka, którą już w poprzednich snach próbuję wysłać na zagraniczną wycieczkę po tym, jak umarła. Wiem intuicyjnie, gdzie mam dobiec i instruuję telepatycznie pozostałych za mną przed nadchodzącymi przeszkodami, które już pokonałam, oraz tymi, które nie były na mojej drodze, lecz wiem, że są na drodze innych. Jest nas coraz mniej, ostatnie skoki w górę i do przodu, coraz większe zmęczenie i coraz więcej energii, i rozeznania w terenie jednocześnie. Mówię innym, że ich droga się kończy, a sama biegnę dalej, ktoś mi towarzyszy, czuję obecność, mamy telepatyczny kontakt. Widzę wieżę - ma około 5 kondygnacji, nie ma ścian, są schody spiralne. Wbiegam z tą drugą osobą na szczyt. Podjeżdża (?) samochód. Czarna limuzyna, czarne szyby. Wysiada z niej ok. 5. ochroniarzy i Szef. Wszyscy w ciemnych okularach, ciemne stroje. Szef jest niższy ode mnie - to starszy pan, przypomina mi Al Pacino z gangsterskiego filmu. Ochroniarze mają zamiast pistoletów wiertarki z długimi i grubymi wiertłami. Nagle pojawiają się hologramy osób, które zginęły po drodze wciągnięte w szpary między płytami lub zostały za mną. Ochroniarze przewiercają te osoby między sercem a splotem i znikają. Boję się, że też zostanę przewiercona. Mówię do mojego towarzysza, którego twarzy nie widzę, coś pokrzepiającego, że nie możemy się teraz poddać i wycofać. Ku mojemu zdziwieniu podchodzi do mnie Szef i wręcza białego iPada. Mówi: Brawo. Pokonałaś wszystkie przeszkody, płyty, szczeliny, otchłanie. Pokonałaś żywioły i burze. To ja nimi steruję. Jestem już zmęczony i stary, przekazuję ci iPada i teraz przejmiesz moją rolę... Nie czuję się szczęśliwa z tego powodu ani wyróżniona. Czuję ogrom odpowiedzialności. Mam świadomość mojej nieświadomości, gdy biegłam, i zadaję sobie we śnie pytanie, czy gdybym wiedziała, co jest na końcu, to czy zdecydowałabym się na ten bieg? Myślę że mogłam jedynie wybrać, czy wygram, czy przegram, a sam bieg był scenariuszem znudzonego Szefa, którym może jestem ja sama ?

AlissNox

Komentarzy nie ma.