Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-10-23

ANNA

Pilotowanie

Uciekałam przed jakimś gościem. Droga prowadziła przez ogromną bramę, która byłą zastawiona u dołu strasznie ciężką belką. Wytężając wszystkie siły przesuwałam tą belkę. Gdy brama dała się otworzyć na tyle, że prześliznęłam się przez szczelinę, razem ze mną otwierając coraz szerzej bramę popędził do przodu tłum uciekających ludzi. Cud, że nikogo nie stratowano. Wszyscy biegliśmy do samolotu. Był pasażerski, nie miał okna w kabinie ani siedzeń. Nie wszyscy się mieścili, był straszny ścisk, ludzie siedzieli na podłodze pokładu, niektórzy zajmowali półki na bagaże, wisieli na drążkach (jak w pociągu 2 klasy PKP za PRL).
Byłam pilotem tego samolotu obok mnie jako drugi pilot siedziała (chyba) moja siostra. Obie trzymałyśmy stery siedząc na podłodze, a nasze nogi były przykryte kocami. Między nami siedział wciśnięty między koce mały chłopczyk. W moich nogach siedziała około pięcioletnia dziewczynka, miała ciemne włosy. Mówiłam do niej, że to niedobre miejsce, że jak ruszymy, to może wypaść, ale ona tak kurczowo trzymała się koca, że nie miałam siły, żeby ją z stamtąd wygonić.
Poderwałyśmy ten samolot do góry w ostatniej chwili uciekając przed goniącym mnie facetem. Koła się odrywają od ziemi, dziób wędruje w górę, dostajemy silny podmuch wiatru, w kabinie nie ma okna, dziewczynka siedząca w moich nogach już poza kabiną, jeszcze chwilę trzyma się koca, ale jest tak mała, a podmuch tak ostry, że znika za samolotem.
Później tylko wylądowałyśmy, chłopczyk siedział między nami.

ANNA

Komentarzy nie ma.