Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-06-16

Marcin Hładki

Śpiewająca foka

Narysowałem tuszem wnętrze chińskiego pokoju i pokazywałem to A., która leżała w łóżku, jak małe, przeziębione dziecko, zabawiane przez dorosłych. Razem z nami była M., w rzeczywistości osoba z którą kiedyś pracowałem, a we śnie, ktoś blisko zaprzyjaźniony. Szukaliśmy razem lepszego obrazka dla A., przeglądaliśmy zeszyt z rysunkami, w większości wykonanymi tuszem, w podobnym stylu jak mój rysunek pokoju, część z nich autorstwa M.

Po chwili nie był to już zeszyt, tylko dość zniszczona książeczka dla dzieci, w której były zabawne historyjki o zwierzętach. Wiedziałem, że jest tam też śpiewająca foka, bardzo chciałem, żeby A. to zobaczyła. Historyjka o foce rzeczywiście była, a śpiewający okazał się obrazek, podobnie naiwny jak rysunki w elementarzu. Obrazek był śpiewający dosłownie, były na nim duże białe nuty, które się poruszały a z bliska było słychać jakieś słabe dzwięki. Wiedziałem, że foka najchętniej i dużo głośniej śpiewa w duecie, przy czym nie jest ważne, kto jest jej partnerem. Ktokolwiek by to był, foka śpiewa tak, jak on.

Przyszło mi do głowy, żeby śpiewała ze świerszczem. W pokoju był świerszcz, nieduży, brązowy, nie skakał ani nie uciekał tylko sobie chodził po podłodze. Kiedy wziąłem go na dłoń, żeby zbliżyć do obrazka śpiewającej foki, ugryzł mnie w palec. I to nie tak, jak robią zazwyczaj koniki polne, które delikatnie skrobią skórę. Świerszcz wgryzł się w palec, jak buldog, jakby zamierzał zanurzyć się w moje ciało. Oderwałem go, nie pozostała żadna rana i spróbowałem jeszcze raz, z tym samym skutkiem. Przypomniałem sobie w końcu, że świerszcza podnosi się za pomocą trzcinowej rękawicy. Założyłem ją więc, świerszcz wszedł chętnie i schował się między źdźbłami.

Obudziłem się, z poczuciem, że ktoś jest we wnętrzu mojego palca.

Marcin Hładki

Komentarzy nie ma.