Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-02-04

KK

Pieniądze i pismo z sądu

Jacyś ludzie ubrani na biało (żeby nie było ich widać) coś robili na śniegu na polach w okolicy mojego domu rodzinnego. Nad nimi latał samolot i ich szukał, chciał ich zastrzelić. W końcu pilot wysiadł z samolotu, wziął karabin i stał się snajperem - jednej osobie strzelił w plecy, drugą ranił, wiedziałam we śnie, że przeżyli.
Jest lato, idę gdzieś z mojego domu rodzinnego. Droga od niego była polną drogą(w rzeczywistości jest asfaltowana). Rosła na niej trawa, były jakieś liście, żołędzie, orzechy itd. W pewnym momencie zgubiłam buta, klapka i zaczęłam go szukać. Nie mogłam znaleźć, mimo, że to krótki odcinek, raz myślałam, że już znalazłam i go włożyłam, a to była skorupka orzecha i rozpadła mi się pod nogą, potem znalazłam metkę z tych butów.
Szukając butów znalazłam pieniądze i jakieś papiery. Były równiutko złożone, jakby ktoś je specjalnie położył na drodze. Kwotę pieniędzy na oko oceniłam na ok. 180 zł. Dokumenty były na różowym papierze. Pojawiła się jakaś starsza kobieta, myślałam, że to jej i zapytałam czy chce to odzyskać. Powiedziała, że nie i dała mi pismo z sądu administracyjnego. Pismo było w sprawie reklamacji, jaką złożyła w mojej firmie, niby nie chcieliśmy jej oddać 63 zł. Zaczęłam przeglądać te dokumenty jakie mi dała, był tego gruby plik. Były tam jej sentymentalne oświadczenia, że ze swoim mężem są małżeństwem od 1921 r (dokładnej daty nie pamiętam), były też piosenki jakie mu śpiewała (z podziałem na role). Było jeszcze jakieś oświadczenie, że ktoś podsłuchał moją rozmowę z kimś w sprawie tej reklamacji w pociągu do Grodziska Mazowieckiego. Podobno się zastanawiałam, dlaczego mój szef tak zwleka z rozwiązaniem tej sprawy.
W następnej scenie rozmawiam z szefem i mówię mu, że to niemożliwe, bo nie rozmawiam o takich sprawach publicznie.
W kolejnej scenie ktoś powiedział, że widział nasz firmowy samochód wożący mięso.

KK

Komentarzy nie ma.