Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-05-30

Wojciech Jóźwiak

Pawła Droździaka. Polityka jako pedagogia

Paweł Droździak jako autor jest bardzo dobrym uwodzicielem, więc kiedy czytamy jego „Echnaton przegrywa mimo sondaży” (znakomity tytuł!), możemy łatwo wynieść wrażenie, że jest dokładnie tak, jak on w tym tekście zasugerował: że oto jesteśmy świadkami masowej przeprowadzki odlecianych idealistów (których prefigurantem jest tytułowy Echnaton) do polityki, która jednak z konieczności jest brudząca ręce, więc oni w tej polityce ponoszą (znów: z konieczności) klęski, jak poniósł był ich przedchorągiewny Echnaton.

Ale gdy rozejrzeć się szerzej, to nie jest prosto. Ponieważ i w przeszłości i teraz byli licznie reprezentowani politycy, których można określić jako brudnych idealistów. Czyli zamiast dwóch biegunów na schemacie, jak u Pawła, gdzie czyści idealiści postawieni są przed brudnymi realistami, mamy bieguny trzy: czyści idealiści, brudni realiści i brudni idealiści. Z tej kombinatoryki wynikają jeszcze (po czwarte) czyści realiści: być może tacy są lub byli, być może nie są tak interesujący jak poprzednie trzy kategorie – pomińmy ich na razie.

Brudnymi idealistami byli ci ludzie polityki, którzy szli do władzy i sprawowali ją po to, by zrealizować swoje i swojej grupy ideały, ale czynili to w sposób brudny, a niekiedy skrajnie brudny. Brudny, czyli mając kłamstwo na ustach i krew na rękach, a często do tego (chociaż nie dotyczy/ło to wszystkich) miliony w sejfach. Przykłady łatwo znaleźne: Władimir „Lenin” Uljanow, Adolf „Heil” Hitler, Josif „Stalin” Dżugaszwili... i długa lista podobnych. Ze współczesnych obaj sławni Wenezuelczycy: Hugo Chavez i Nicolás Maduro. Kryteria, kogo na tę listę zapisać, należałoby doprecyzować, bo np. przy pobieżnym jej przeglądaniu jawi się różnica między brudnymi idealistami ponurymi (Lenin, Stalin, Hitler, Maduro...) a wesołymi (Lew Trocki, Che Guevara, Hugo Chavez...) – i tych drugich jakoś łatwiej przychodzi zaakceptować, szczególnie gdy nie wpadło się w ich tryby-łapy.

Kiedy zauważymy, że polityczni idealiści nie zbierają się w punkt, tylko rozciągają się na skali od czystych do brudnych (i aż do obrzydliwie brudnych), to powstaje pytanie, co ich wyróżnia, jako idealistów właśnie? Bo już nie czystość, czyli niechęć do brudzenia się łgarstwem, przemocą i prywatą – bo ta właściwość już nie odróżnia ich od realistów; nie jest relewantna.

Odróżnia ich traktowanie polityki jako pedagogii. Jako sposobu na wychowanie ludzi, ich przekształcenie, uformowanie, przeformatowanie. Nie chcę pisać o „stwarzaniu nowego człowieka”, ponieważ to wrzuciłoby ten tekst do szuflady teorie spiskowe, brrr. Narodowi socjaliści używali państwa (czyli polityki) do wychowania nowych, idealnych Niemców. Komuniści pod Leninem, a Stalinem zwłaszcza wychowywali „człowieka radzieckiego”, w istocie niewolnika; Aleksander Wat nazwał to „stalinowską paideią”.

Polit-idealiści różniliby się od polit-realistów tym więc, że idealista chce ludzi zmieniać i udoskonalać, podczas gdy realista pozostawia ich takimi, jakimi są. Tu od razu trzeba jednak zauważyć, że ludzie tak czy siak zmieniają się i kto bierze ich takimi jacy są, traci kontrolę nad ich przemianami. (Przez frazę „ludzie zmieniają się” rozumiem, że zmienia się społeczeństwo, jego dyskurs, jego mody, jego sposoby myślenia, klisze mentalne itd.) Paweł Droździak w omawianym traktacie o Echnatonie zakłada istnienie jakiegoś „stratum”, jakiejś warstwy podstawowej i niezmiennej, pewnego społecznego constans, do którego można wracać i które (chociaż często intelektualistę wkurza) może być bazą do której można się odnieść, jakimś prętem w Sevres lub wodowskazem w Kronsztadzie. W tym stratum niezmiennie „światy mężczyzn i kobiet różnią się; plemiona wolą swoich od obcych; ludzie preferują dzieci własne nad cudze” – cytuję Droździaka. Fakt: pewne grube cechy ludzi i społeczeństw są stałe, ale tych stałych trzeba się specjalnie doszukiwać, nie są one wcale aż tak jawne, raczej przyjmujemy je jako coś domyślnego, warstwę poniżej faktycznej kultury. Kultura zmienną jest. Realiści podobnie jak idealiści nie mogą sterowania nią (kontroli nad nią) zostawić jak jest, czyli wypuścić z rąk – pod grozą przegranej. Realiści nie inaczej niż idealiści muszą toczyć swoje kulturkampfy. (Nie przypadkiem tamto niemieckie słówko Kulturkampf wynalazł polityczny arcyrealista Otto Fürst von Bismarck. Fürst=książę.)

Do czego zmierzam. Nie tylko LiP czyli Lewica i Postęp, ostatnio pod sztandarami Koalicji Europejskiej, Wiosny i Razem, ale również PiK („Prawica i Konserwa“) uprawiają swoje polityczne pedagogie i toczą swoje kulturkampfy. Żadna z obu stron nie pozostawia ludźmi jakimi są. Klęska pierwszych i sukces drugich nie są od tego, że pierwsi uprawiają, a drudzy nie uprawiają, tylko od tego, że ci drudzy (prowadzeni przez Jarosława Kaczyńskiego, tak) robią to sprytniej.

Na czym ten spryt polega, to już rzecz osobna i rozległa, w którą nie wchodzę.

Miłośnikom astrologii pokazuję horoskop Bismarcka. Z Księżycem w realistycznym do obrzydliwości Koziorożcu, ale którego władca Saturn w idealistycznym Wodniku. I ze Słońcem w realistycznym jak cep Baranie, ale którego władca Mars na szczycie tegoż idealistycznego Wodnika.

Bismarck
Link do tego kosmogramu: Otto von Bismarck.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 5

[foto]1. No i dodam... • autor: Mirosław Czylek (2019-05-30 12:07:40)

No i dodam leniwie za Wikipedią, inny wątek polityki Bismarkowej:

"Bismarck wprowadził emerytury, ubezpieczenia następstw nieszczęśliwych wypadków, opieki medycznej i ubezpieczenia od bezrobocia. Zdobył konserwatywne wsparcie, podciął slogany socjalistów" (...) "System opieki społecznej, wprowadzony przez Bismarcka, zwolnił ludzi z konieczności przedkładania lojalności względem swojego rodzinnego klanu (który poprzednio gwarantował opiekę członkom rodziny niezdolnym do pracy), ponad lojalność wobec państwa. Niemcy mogli poświęcić wszystkie swoje siły na pracę na rzecz państwa, bo mogli ufać, że w przypadku choroby, wypadku lub na starość państwo się nimi zaopiekuje".

[foto]2. Ale można grać... • autor: Roman Kam (2019-05-30 16:21:22)

... ze społeczeństwem w grę pozornego, demokratycznego wyboru, dawać mu paszę intelektualną, igrzyska wyborcze na zabetonowanej politycznie scenie. Nie wiem skąd ten wstręt do teorii spiskowych, które są moim zdaniem nie mniej racjonalne w swej idei niż wiara, że oto społeczeństwa wymykają się pedagogice polityki i prą cywilizacyjnie naprzód kierowane niczym, czy najwyżej napięciem kosmicznym, że oto politycy usiłują zaledwie zdążyć za spontaniczną i samoistną przemianą. Gdyby przyjąć, że wysiłki religii są szczere, to wyniki w kształtowaniu człowieka są niezmienne, czyli bliskie zeru. Świat polityki, dzięki naukom stosowanym, ma obecnie dużo lepsze wyniki i dlatego nie budzi mojego zaufania za grosz (co nie przeczy temu, że z radością, czy bez, jarzma polityki i religii na swym biblijnie oślim grzbiecie noszę).      

[foto]3. progresi vs. powstrzymy? • autor: Arkadiusz (2019-05-30 22:07:27)

Tym razem słowo "powstrzym" ukradzione Panu Pawłowi w innym znaczeniu i kontekście. Polityka w pewnym aspekcie to gra pomiędzy siłami postępowymi a siłami konserwatywnymi, blokującymi zmiany światopoglądowe. Można w tej grze "przesadzić" w obie strony, gdy się źle odczyta nastroje społeczne (Ducha Historii? lepiej rokujące narracje?), niemniej siły polityczne, którzy mają w danym momencie władzę, mają większe możliwości manewru zarówno w kierunku postępowym jak i wstecznym. Moim zdaniem nie warto próbować polityki postępowej, progresywnej, jeśli nie sprawuje się w danym momencie władzy, bo zwyczajnie brakuje wtedy narzędzi propagandy, by taką politykę osłonić i skutecznie propagować. A taki przypadek wydarzył się obecnie w Polsce. Opozycja rzuciła progresywne hasła, władza zrobiła medialny szum mając publiczne media do dyspozycji  i postawiła na baczność miliony wyborców. O pieniądzach tylko wspomnę.

[foto]4. O teoriach spiskowych • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-05-30 23:24:23)

...pisałem dość niedawno tu:
7-04-2019 Jóźwiak: Teorie spiskowe - do art.: Snydera: Polityka wieczności przyszłością dla świata?

5. Tekst Pana Pawła... • autor: calkiem.inny.mail (2019-05-31 21:42:01)

Tekst Pana Pawła Droździaka skrytykowałam na jego blogu m.in. właśnie z powodu przedstawiania swojej filozofii, jako prawdy o człowieku, gdy w istocie jest to po prostu typowa filozofia konserwatysty, a co do tego jaki ten człowiek jest ostatecznie nie ma zgody, nie tylko filozoficznej, ale i naukowej. Dodatkowo był tam aspekt zasady działania ewolucji, jako argumentu na konserwatywne tezy, gdzie ewolucja ta staje się magiczną mocą skrytego, instynktownego sterowania ludźmi zawsze na drodze do utrzymania konserwatywnego modelu świata. W istocie jest to zawsze model po prostu o 2 kroki wstecz, niezależnie od momentu, w którym rozpoczyna się krytyka. Rozmyślałam ostatnio także o tym o czym Pan tutaj pisze - polityk a zmiana. Doszłam do wniosku, że nie ma możliwości zmiany ktoś, kto jest przystosowany do systemu, w którym żyje. A warunkiem wygranej w wyborach jest przystosowanie do tego systemu. Nawet jeśli jest to wbicie w nurt chwili rewolucyjnej. Jedna opcja to oszukanie wyborców - udawanie, że chce się tego, czego oni chcą i zrobienie tego, co cały czas miało się w planach. To znowu ryzykowne dla polityka w demokracji. Dlatego w naszym systemie nie można mówić o żadnej próbie realnej zmiany kulturowej. Ludzie są cały czas kim są, a polityka w obszarze kultury w warunkach demokracji nie ma na to wpływu i jedynie robi pozory, dając nieco sentymentalizmu typu szkoła mojego dzieciństwa lub trochę przygody w postaci multimedialnych tablic. Za realną zmianę z jej oporami i kryzysami psychologicznymi, to politycy wylecieliby ze stołków w kilka lat.