Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2018-10-11

Wojciech Jóźwiak

Palenie odpadów

Jestem w wielkiej hali drewnianej. Jak wiejska stodoła, ale dużo większa. Może jak wnętrze stodoły widziane i zapamiętane przez dziecko. W „połowie drogi” halę przedziela podwyższenie, jak scena-estrada, tam przez cały sen nie wchodzę i traktuje te część jako nie służącą do wchodzenia. Na zewnątrz zapewne pada deszcz, ponieważ hala dachem przecieka, pośrodku jest wprawdzie sucho, ale przy ścianach, a zwłaszcza w narożnikach, woda się z góry leje, aż to jest niepokojące, czy drewniana konstrukcja nie zbutwieje. Hala ma w sobie coś historycznego i zabytkowego. Chociaż nie ma okiem, w środku jest widno, półmrok w którym jednak wszystko widać.

Mam zadanie zrobić tam porządek. Zgarniam na środek na kupę różne „treści” z podłogi łopatą i oddzielam, odkładam na bok te, które mogą się przydać. Jakieś nieokreślone przedmioty odkładam na tamtą estradę. Wśród zgarnianych łopatą przedmiotów są drewniane i nadpalone, a także bryły węgla z nadpalonego drewna, jakby tam palono kiedyś ogniska. Tym węglem nie kłopoczę się, zgarniam go do ponownego spalenia. Ktoś za mnie ułożył na pryzmie tamtych „treści” do spalenia podpałkę. Kawałki papieru nasyconego (zapewne) parafiną. Zrobił to jednak tak, jakby się bawił i nie wiem, czy ta podpałka dobrze zadziała. W tamtym sprzątanym miejscu znalazłem jeszcze coś niepotrzebnego i do spalenia. To coś wygląda jak grube kawałki chałwy, ale nie jest jadalne. To są jak się w śnie domyślam, pozostałości zabaw dzieci z różnymi masami plastycznymi do robienia figurek. Podpalam tę „chałwę”, która zaczyna tlić się wydzielając masy żółtego, ciężkiego i gęstego dymu. To tyle, potem sen zaczyna zajmować się czymś całkiem innym.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.