Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-01-21

Alicja Baba

Otworzyć się i nie zwariować

To bardzo ładnie brzmi, świetnie się sprzedaje i nieźle dostaje się po tyłku, ale o tym mało kto mówi. I dobrze, bo gdyby się mówiło, nikt by nie chciał tego robić.

Czego?

Otworzyć się.

Ja sama na spotkaniach z ludźmi, wieczorkach literackich czy w swoich tekstach zachęcam do otwierania się przed światem i drugim człowiekiem, a prawda jest taka, że to jest bardzo trudne.

Otwieranie się jest koniecznym krokiem w dzisiejszej rzeczywistości i prędzej czy później zdamy sobie sprawę, że bez zanurzenia się w swoje cienie, bez przyglądnięcia się dokładnie swoim wzorcom, relacjom i powtarzanym mechanizmom, cierpienie i ciągłe poszukiwanie odpowiedzi brutalnie doprowadzi nas w końcu do pęknięcia, a może i nawet do błagania samego Boga o pomoc.

 

Jak trwoga to do Boga, mówią. A jak jest średnio, czyli całkiem znośnie, to możemy się tak jeszcze trochę pobujać. Nic nie zmieniać, nie zastanawiać się za bardzo, tylko usiąść na kanapie i zapomnieć. Ale to stety, niestety starczy tylko na jakiś czas, a potem nawet i tego nie będziemy już w stanie znieść.

 

Nie oszukujmy się: otwieranie się jest strasznym, wymagającym i pełnym niespodzianek procesem ludzkiego dochodzenia do człowieczeństwa. Tak, to jest proces powrotu do siebie, do swojej prawdziwej natury, bezwarunkowej miłości, akceptacji dziecka, niewinności i miękkości duszy. Ale jest to też proces bolesny, nieprzewidywalny i stawiający pod murem bardzo nieprzyjemnej prawdy o sobie. Dlaczego nieprzyjemnej? Dlatego, że chcemy być dobrzy, fajni i kochani. A gdy dotykamy naszego wstydu, strachu, lęków, nadziei, złudzeń, niedoszłych marzeń, porażek, poczucia straconego czasu, pomyłek i zaczynania od nowa - co tu dużo mówić, przyjemnie nie jest.

Piszą o tym w książkach i uczą na warsztatach rozwoju osobistego. Dzisiaj jest tak wiele narzędzi, które służą do poznawania siebie, że akurat na to, narzekać na pewno nie można. A co można? Można wszystko.


Można próbować wszystkich narzędzi, by znaleźć te, które najlepiej dla nas działają.

Te, które najbardziej się podoba.

Takie, które nic nie kosztuje.

Takie, które jest tak drogie, że na pewno musi działać.

Można powtarzać.

Można próbować nowego.

Można czytać.

Można wyjechać.

Można zaszyć się w domu, klasztorze, jaskini.

Można się modlić.

Ooo, w modlitwach to dopiero jest wybór! Możesz zatoczyć koło i powrócić do znienawidzonej i narzuconej wcześniej religii by odkryć jej inne dno.

Możesz rozsmakować się w swojej praktyce, jeśli od lat jakąś praktykujesz.

Możesz spróbować buddyzmu.

Możesz medytować.

Możesz nie robić nic.

Możesz przebywać w naturze.

Możesz pić, palić lub krzywdzić się na wszelkie możliwe sposoby.

Możesz doprowadzić się do obłędu.

Albo do fatalnego stanu fizyczno-psychicznego.

Możesz szukać pomocy w rozmowie z innymi.

Albo u specjalistów.

Możesz wszystko.

Możesz jeździć po jednym razie na każdy z ogólnie dostępnych warsztatów.

Możesz też wybrać jeden i jeździć tylko na ten, by kopać dołek w jednym miejscu.

Jest tyle drzwi i wszystkie stoją szeroko otwarte, że możesz wybierać i przebierać.

Coś nie działa? Nie czujesz korzyści? Szukaj dalej.

Znudził ci się rozwój osobisty? Odłóż go na półkę. Pójdź do pracy. Posprzątaj dom.

Nikt nikomu nie każe lewitować w rytm brzęczącej muzyczki.

Ale można, jeśli tylko chcesz.

 

Otwierając się na siebie, drugiego człowieka oraz otaczający świat, nie da się uniknąć konfrontacji ze swoją czarną dziurą, ze swoim tzw. cieniem, ze swoimi strachami i największymi bólami, które ciągną się za nami przez całe życie, jak właśnie cień za bohaterem nawet najlepszego filmu.

 

Otwieranie to zwierzanie się.

 

To dzielenie się sobą, swoimi potrzebami, oczekiwaniami, marzeniami, pasjami i bólami.

Zwierzanie się to odkrywanie rąbka tajemnicy twojej osoby, zarówno na tym fizycznym poziomie, jak i duchowym. To wspaniałe podzielić się z kimś tym, jaka jest twoja ulubiona potrawa, bo wtedy pójdziecie zjeść to razem. Równie wspaniałe jest podzielenie się swoimi poglądami, doświadczeniami i lekcjami wyniesionymi z przeszłości, bo to połączy cię z sercem drugiego człowieka.

Czy wiesz już jakie są twoje potrzeby?

A jakie oczekiwania?

Czy potrafisz ustalić swoje granice?

 

To, że nie powinniśmy mieć żadnych oczekiwań w stosunku do drugiej osoby czy relacji jest jednym z największych kłamstw dzisiejszej rzeczywistości. Jest wyparciem się swojego człowieczeństwa, jest sekretem, udawaniem, skrywanym wstydem i dostosowywaniem się do panujących norm, nie wychodzeniem przed szereg oraz udawaniem, że „everything is ok“. Nawet oczekiwanie, by nie mieć oczekiwań, jest oczekiwaniem.

Dzielenie się swoimi potrzebami jest najlepszą okazją dla dwojga ludzi, by zrobili dla siebie coś dobrego. Jeśli mamy nie mieć oczekiwań ani potrzeb, to stajemy się świetnie i samodzielnie działającymi jednostkami, które nikogo nie potrzebują i równie dobrze mogą spędzić resztę życia, mieszkając oddzielnie w tych naszych osobnych i dostosowanych do indywidualnych upodobań kawalerkach, mijając się na ulicy, pozdrawiając i uśmiechając, że wszystko jest ok. Po czym spędzić resztę życia samodzielnie i samowystarczalnie, nikogo o nic nie prosząc i ucząc się robić coraz więcej rzeczy samemu i bez niczyjej pomocy. A gdy pojawi się jakaś potrzeba, można rozwiązać problem samemu lub zadzwonić po fachowca. Umrzemy na tych naszych łożach śmierci w całkowicie rozpierającej klatkę piersiową samodzielności i samowystarczalności i ciekawe ilu z nas będzie dalej sypało prawdami z rękawa, że nie mamy oczekiwań, ani potrzeb i że poradzimy sobie sami?! Ludzkie i obłędne poszukiwanie niezależności oraz wolności doprowadza coraz bardziej do samotności, izolacji, braku porozumienia i tonięcia we własnych światach obawiając się opinii innych i trzymając kurczowo nowoczesnych teorii przekreślających bliskość i przyjacielskie podanie sobie dłoni.

 

Dlaczego tak trudno jest otworzyć się na drugiego człowieka? Dlatego, że w przeszłości  zostaliśmy skrzywdzeni i to pewnie nie raz. Dlatego, ze społeczeństwo i przytłaczające nowością teorie o wolności i niezależności skupiają się na „ja“, a nie na drugim człowieku i porozumieniu. Dodatkowo, jeszcze nie uczą tego w szkołach. Wciąż uczą bzdetów, dat, nazwisk generałów i pierwiastków, a dziś większość z nas nic z tego nie pamięta. A nawet jeśli, nie dostanie się za to lepszej pracy czy płacy.

 

To ufności potrzebujemy w dzisiejszych ludzkich relacjach i związkach, nie akceptacji. Co to znaczy, akceptować? Akceptować to znaczy przyjąć do wiadomości.

Ufność to otwarcie serducha i przyjęcie czegoś w sam środek siebie.

Najszybszą drogą do otwarcia się na drugiego człowieka jest zaufanie mu. Zaufanie, że nie zrobi nam krzywdy. Tak zaczynamy się otwierać.

Jak we wszystkim, tak i w otwieraniu się potrzebujemy równowagi i inteligencji.

Jesteśmy dorosłymi ludźmi, mamy jakieś zasoby rozsądku, doświadczenia życiowego i logicznego, samodzielnego myślenia.

Pamiętasz, jak rodzice uczyli nas, dzieci, by nie brać i nie jeść cukierków od nieznajomych?

Kierujmy się tą samą zasadą:

 

Nie chodzi o to, by naiwnie wierzyć w każde słowo, które słyszymy od obcego człowieka. Nie chodzi o to, by go od razu zapraszać do swojego domu, mówić ile mamy pieniędzy i pokazywać swój niewinny, różowy brzuszek narażając się na ciosy.

Choć i to, jeśli się zdarzy, może się okazać potrzebne dla naszego rozwoju. Tak, rozczarowanie i ból są również potrzebne by posmakować życia także i z tej strony.

W otwieraniu się chodzi o to, by do nowo poznanego człowieka podejść neutralnie, nie oceniając i poznając kawałek po kawałku.

Chodzi o to, by mieć otwartą głowę: nie wyprowadzać kogoś z błędu, tylko postarać się zrozumieć jego perspektywę. Rozmawiać. Otworzyć się na dialog. Otworzyć się na inność.

Poznałam w życiu ludzi, którzy kierują się zasadą: „gdy poznaję nowego człowieka, nie ufam mu. Dopiero, gdy pokaże, że można mu zaufać, zmienię nastawienie“.

Poznałam też ludzi którzy mówili: „ufam ludziom na dzień dobry, a gdy zawiedzie moje zaufanie, raczej go nie odzyska“.

A ja proponuję inne podejście:

 

Poznaję nowego człowieka. Nie wiem kim jest oraz przez co przeszedł. Nie muszę go od razu oceniać, wkładać w szufladkę, opisywać, określać i decydować do dalej. Daję czas naszej relacji, by stworzyła się przestrzeń, w której będę mógł tego człowieka lepiej poznać. I tyle.


Moja mama zawsze powtarza, że człowieka poznaje się po przysłowiowych czterech porach roku, czyli w różnych sytuacjach. I dopiero wtedy, po jakimś czasie, po wspólnych przygodach, wyzwaniach i zabawach okaże się, czy ta relacja trwa nadal, zazębia się czy kończy. Ogromnym ciosem dla nowej znajomości jest jej szybkie zaszufladkowanie. Nie dając jej naturalnego czasu, by się rozwinęła, możliwe, że przekreślasz coś całkiem fajnego.

 

Otwieranie się w relacji.

Jeśli nie chcesz lub nie możesz otworzyć się przed swoim partnerem lub kandydatem na partnera, to po co jest ci potrzebna ta osoba? Po to, by wypełnić ci niedzielne popołudnie? Tylko ponosząc ryzyko jesteś w stanie sięgnąć wysoko po to, o czym zawsze marzyłeś. Zaufanie, troska i bezpieczeństwo jest tym, co czeka po drugiej stronie lasu, ale by tam dojść, musisz najpierw ten las przejść lub przebiec. Bardzo często w samą wichurę.

Możesz też przebiec sam, przecież nikt cię nie zmusza do tworzenia związków i relacji z innymi ludźmi. Dla każdego coś innego.

Znajdź swoją drogę oraz swój sposób i trzymaj się tego, a zdanie możesz zawsze zmienić i nie musisz się z tego nikomu tłumaczyć.

 

Ciekawość drugiego człowieka jest tu esencjonalna. Jeśli nie interesuje cię co drugi człowiek lubi, co je, ile śpi czy jak pracuje to jak może interesować cię jak on lubi być kochany? Jeśli nie interesują cię błahe rzeczy, takie, w jakim kubku lubi pić herbatę, a w jakim kawę, to czy będzie cię interesowało co myśli na temat wszechświata? A może wręcz interesują cię tylko górnolotne sprawy? Po kilku latach związku nie będzie ci się chciało wiecznie rozkminiać czym bóg jest, a czym nie jest, tylko będziesz okazywać sobie miłość w najmniejszych gestach, takich, które roztapiają serce człowieka.

W jakim kubku pije kawę, a w jakim herbatę?

Czego potrzebuje rano, a czego wieczorem?

Ta ludzka zwykłość, ułomności i tajemniczość człowieka jest elementem, który będzie ci towarzyszył do końca twojego życia, więc warto zaznajomić się, a wręcz zaprzyjaźnić z nim już teraz.

W dwójkę zwyczajnie łatwiej idzie się przez świat. Życie jest piękne, ale jest też uporczywe. Wszyscy poeci, filozofowie, buddowie, malarze i śpiewacy, wspólnie narzekają na życie i każdy na inną jego część i każdy na swój sposób.

 

Ludzie zachwalający samotność mówią, że nie ma nic lepszego niż zdrowa miłość własna, uczucie wolności i samodzielności i nie potrzebują nikogo, by być szczęśliwymi, bo już są – kochają siebie.

Zgoda.

A co, jeśli nie musisz wybierać?

Czy przyszło ci kiedykolwiek na myśl, że prawdziwa wolność jest wtedy, gdy nie musisz być sam, by dobrze się czuć? To taka przyjemność do kwadratu:

samemu dobrze, ale z kimś, z kim jest ci dobrze, może być jeszcze lepiej.

 

Tak właśnie wygląda świadomy związek.

Nie musisz wybierać pomiędzy wolnością, a samodzielnością, możesz mieć i to i to.

Wyobraź sobie związek, w którym się nie kłócicie o to, kto gotuje, a kto zmywa, bo robicie to chętnie na zmianę.

Wyobraź sobie, że świetnie ci się wiedzie i spełniasz się w swojej pracy, a do tego masz partnera, który z otwartymi ramionami wita cię codziennie (lub prawie codziennie) wieczorem w domu. Świadomy związek nie jest wypełnianiem luk w psychice człowieka. Jest czeresienką na torcie. Jest pysznym ciasteczkiem na koniec wypasionego posiłku w pięknej restauracji.

 

Raz osiągnąwszy miłość własną człowiek widzi, że przed nim jeszcze bardzo długa droga. Tak bardzo i tak długo dążył do tego, żeby w końcu zaakceptować się takim jakim jest, ale gdy to się stało, pojawia się pytanie: co dalej? Ma przed sobą jeszcze ileś lat życia i czy nie byłoby mu trochę milej wiedzieć, że jest tam ktoś jeszcze, kto przechodzi dokładnie to samo i z kim może spędzić wspólnie trochę czasu? To jest właśnie świadomy związek.

 

Człowiek w dzisiejszej rzeczywistości zatacza pewne koło i zdaje sobie sprawę, że przeszedł już pewną drogę wyzwolenia. Zaczął od niewolnictwa, gdzie nie miał głosu, prawa wyboru, wolności, gdzie był przedmiotem i tanią siłą roboczą. Na dzisiaj jesteśmy na etapie samodzielności, wywalczonej samotności, przestrzeni, wolności, wyrwaliśmy się z klatki i biegniemy szybko do przodu, by od tej klatki jak najbardziej się oddalić. I gdy tak będziemy prędko biec ciesząc się nowym powietrzem, wolnością, innym, nowym życiem, po jakimś czasie zorientujemy się, że za nami nikt nie biegnie, a obok biegną inni, tak samo samodzielni ludzie jak my. Uciekamy od naszego rodzinnego miasta, domu, rodziców, dzieciństwa, bólu, zobowiązań, obowiązków i trzymamy mocno tę naszą samodzielność za rękę. A na łożu śmierci zorientujemy się, że nie posmakowaliśmy czym jest miłość, przyjaźń czy rozmowa. Że nie wiemy czym jest człowiek, że nie potrafiliśmy porozmawiać z innym „ludziem“, że przy tym łożu razem z nami i z tą naszą wywalczoną samowystarczalnością nie ma nikogo oprócz nas i tej głośno krzyczącej wolności. Ale czy to o to chodzi? Czy tak właśnie chcemy? Pamiętajmy, że jest zawsze trzecia opcja: oprócz „albo“ istnieje też „i“. Możemy mieć niezależność i możemy mieć bliskość. Naszym zadaniem jest znalezienie takich ludzi, którzy będą sami potrafili nawigować pomiędzy jednym i drugim, bo tylko to zagwarantuje, że będą wiedzieć o czym mówimy, a nasze podobne potrzeby, wartości i światopogląd sprawią, że zaczniemy łączyć się w drużyny, zespoły, a nawet plemiona. Wtedy poznamy, że człowiek nie musi być człowiekowi wilkiem, że jesteśmy z tego samego materiału, że pochodzimy z tego samego miejsca i wtedy dopiero zaczniemy wzajemnie uczyć się polegania na sobie, zwierzania się i otwartości.

 

 

 

 

 

Alicja Baba

Komentarze: 3

1. właśnie... • autor: (2017-01-21 22:03:12)

Kompletnie mnie to wszystko nie dotyczy, i chyba właśnie dlatego z taką przyjemnością czytałem. :)
Pozdrawiam

2. Gdzie diabeł nie może tam... • autor: (2017-01-24 00:35:10)

Bardzo dziękuję... 
Jakby z ust wyjęte, bardo ze mną rezonuje...
Wiele razy zbierałem się żeby to co czuję, co doświadczyłem i doświadczam pozbierać, poukładać i na papier przelać, a może i na ekran? A tu bach !!! jest Alicja Baba co to wszystko wspaniale napisała i podała. Wielkie dzięki dla panienki ;-)
Pozdrawiam ciepło 

[foto]3. Zapamiętam • autor: Przemysław Kapałka (2017-01-28 10:42:32)

Zapamiętam ten artykuł i zapiszę w zakładkach.