Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-06-27

Jarosław Markiewicz

Orgon i energie świadomości
O niezwykłych i zapomnianych odkryciach Wilhelma Reicha


Wilhelm Reich wciąż donosił o tym, że odkrył energię potężniejszą od atomowej; działo się to tuż po użyciu pierwszych atomowych bomb w Japonii, w atmosferze narastającej histerii zimnowojennej, kiedy atomowa rywalizacja stawała się faktem - ludzie dość mieli tej przeklętej energii - a tu pojawiały się wiadomość o następnej. To była chyba jedna z przyczyn muru jaki napotykał.

Bardzo obawiał się też, że wyspecjalizowani przez Dzierżyńskiego ludzie radzieccy odkryją orgon lub wykradną jego odkrycie, szybko znajdą zastosowanie techniczne i skolonizują całą planetę, a także kilka przyległych - Reich był Wschodnioeuropejczykiem, miał osobiste raczej złe doświadczenia z bolszewikami.

Intelektualiści amerykańscy żyli pod presją słynnej komisji dekomunizacyjnej - a tu ich kolega głosił hasła komunożercze - to była tylko uczuciowa niechęć, ale kiedy przyszło do naukowych weryfikacji odkryć "szalonego Reicha" - to okazało się, że nauka ze względu na swe obciążenia metodologiczne nie dostrzega orgonu, a narzędzia badawcze do badania wszelkich energii pola - nie rejestrują tej energii.

Reich na to: bo wy uważacie ze energię skutki działania, np. prędkość rozchodzenia się światła - tej energii, której nie dostrzegacie, która w odróżnieniu od waszej "martwej", "zamierającej fali" - jest żywa, jest praenergią i pramaterią zarazem.

To są zbyt śmiałe teorie, jakie są dowody na to, że tak jest, toż to teoretycznie rzecz biorąc - czysty platonizm, etc. - odpowiadali przeciwnicy Reicha.


Tamten spór byłby może sporem czysto teologicznym, gdyby nie okrutne fakty. W 1947 słynne Ministerstwo żywności i Leków rozpoczęło badania urządzeń Reicha i dopiero w 1954 roku ocknęło się i wydało werdykt - zabrania się rozpowszechniania akumulatorów orgonalnych. Dotychczasowe urządzenia mają być zdemontowane, a SZKICE, NOTATKI mają być zniszczone.

Decyzja to została potwierdzona jako wyrok sądowy, prawdopodobnie sprawę wniósł Reich, w uzasadnieniu wyroku podano, że przecież energia, o której mowa - wcale nie istnieje.

Reich stwierdził, że nie będzie odpowiadał, gdyż "wszelkie kroki uznałyby autorytet komisji, która nie jest powołana do tego, aby wyrokować o występowaniu lub nie występowaniu pierwotnej energii istniejącej przed powstaniem materii..."

I tu znowu spór poszybował w górne rejony - i byłoby dobrze, gdyby nie fakty.

W maju 1956 roku Reich został aresztowany, bo został wraz ze swymi przyrządami przyłapany na badaniach pogody. Oskarżono go i skazano na dwa lata więzienia, a w sierpniu tego roku wszystkie jego notatki i książki zostały spalone...

I w ten oto sposób Reich stał się męczennikiem i świętym New Age.

Ten sukces jest jeszcze jedną klęską Reicha, dalej nie zajmuje się nim nauka.

A i sama jego śmierć jest ciągle zagadkowa, istnieją poważne podejrzenia, że ktoś pomagał w jego zawale serca, który uznano za oficjalną przyczynę zgonu.. I wszyscy odetchnęli z ulgą.


Dzisiaj istnieje kilka niezależnych grup badaczy-amatorów, którzy kontynuują badania Reicha, ale są to już raczej badania czysto praktyczne tzw. dział orgonalnych, cloudbusters.

Reich odkrył je w 1950 roku, kiedy z Komisji Energii Atomowej otrzymał promieniotwórcze materiały i umieścił je w akumulatorze orgonalnym. Promieniowanie drastycznie wzrosło i obecne było poza obiektem badanym, kilku współpracowników zostało napromieniowanych powyżej dopuszczalnej dawki, musieli zrezygnować z badań, później jednak - wszyscy oni wydawali się bardziej energiczni i pełni wigoru.

Rychnowski zapisał taki rezultat badań nad swoim eteroidem - "Wiązka promieni przechodząca przez pole magnetyczne nie tylko ulega zakrzywieniu, lecz rozszczepia się na dwie smugi świetlne, zieloną i czerwoną, w miejscu rozszczepienia widać ultramarynę. Zieleń ujawnia własności absorpcyjne, czerwień emisyjne."


Warto zreflektować się nad tym, że Reich otrzymuje preparaty promieniotwórcze od Komisji Atomowej, widocznie mają do niego pełne zaufanie i do jego rangi naukowej, i psychicznego zdrowia. Nie ulega też wątpliwości, że jego badania były tajne, pracował więc dla agencji rządowych, które ukrywały swoje istnienie. Być może Reich raz po raz wyskakiwał poza reguły gry w tajne służby, i te same tajne służby go zlikwidowały, wylewając dziecko razem z kąpielą.

Tymczasem niepoprawny Reich ogłaszał rewelację za rewelacją - i dokonywał cudów. "We wrześniu 1950 roku eksperci od pogody byli przekonani, że huragan Edna wali prosto na Manhattan. Reich użył wtedy swego "ujeżdżacza chmur". I udało mu się. Ocalenie Nowego Jorku uznano za cud, ale niewielu uwierzyło, że jego sprawcą był Wilhelm Reich a nie Bóg."

Zagadki się mnożą, bo Reich do spółki z Teslą i Einsteinem uważany jest za współtwórcę tzw. eksperymentu filadelfijskiego. Niestety nikomu nie udało się w znanych mi opisach tego eksperymentu oddzielić legend od faktów, odpowiednie służby rządowe podobno dalej zaprzeczają, że coś takiego się zdarzyło, a ponad setka marynarzy po prostu "poległa na polu chwały".


Reich wielokrotnie stwierdzał, że orgon jest świadomy, że dysponuje inteligencją.

Włodzimierz Sedlak w artykule "Biofizyczne podstawy świadomości" (1964) pisał, że Teihard de Chardin miał rację, gdy mówił, że świadomość jest cechą wszelkiej materii, choć nie wiedział dlaczego. Szukał bowiem "rozkurzonej" świadomości ludzkiej we wszechświecie. Tymczasem Sedlak dochodzi do wniosku, że materia jest zbryloną świadomością, ale oczywiście zbryloną nie na tym poziomie energetycznym, gdzie występuje świadomość teoretyka tego zbrylenia.

Jednak nikt nie może zaprzeczyć, że drewno, kość, mięsień, kwarc czy lód są półprzewodnikami, że świadomość "leży" u podstaw życia i zarazem tworzy "szczyt" życia - powiada Sedlak.


Świadomość jest energią, co do tego nikt nie ma dzisiaj wątpliwości. Dyskusje budzi natura, właściwości tej specyficznej energii. Energia świadomości przejawia się w polu ludzkiego ciała i wówczas mówimy o osobie. W tej chwili uznaje się, że osoba ludzka przestaje istnieć, kiedy na monitorze rejestrującym pracę mózgu (który utożsamiany bywa ze świadomością) pojawia się fala płaska.

Jedni badacze twierdzą, że mózg (czy w ogóle cały organizm) ludzki jest wytwórcą świadomości, Drudzy, że jest odbiorcą świadomości i swoistym jej użytkownikiem. Przedstawiam tutaj z grubsza tylko skrajne stanowiska.

Z moich doświadczeń i badań wynika, że te przeciwieństwa nie są istotne, osoba rejestrująca u siebie świadomość nie jest świadoma jej pochodzenia, jej własna projekcja udaje wiedzę - istotne jest natomiast to, że występuje świadomość świadomości.

Na jawie mogę wypowiadać te zdania i być swoim świadkiem, że wypowiadam te zdania. We śnie często uświadamiam sobie, że śnię i nakazują sobie się obudzić - ale nie do stanu jawy, tylko w inny sen.. W pewnym sensie mogę budzić się także ze stanu jawy - jeśli moja świadomość uzyska odpowiednią wysoką wibrację energii.

Zacznijmy jednak bardziej systematyczny przegląd stanów świadomości.

Ten stan, który Jung nazywa świadomością, w innych systemach bywa nazywany świadomością średnią, świadomością rozróżniającą, świadomością ego - posiada ona zdolność rozumowania, mówienia i posługiwania się symbolami.

TERAZ dla średniego ja trwa ok. trzech sekund. (Wnikliwe badania tego stanu świadomości możemy przeczytać. u Ernsta Poppela w arcyciekawej książce Granice świadomości, PIW, 1989.)

TERAZ dla "niższego ja" jest niepojęcie małe, liczone w nanosekundach.

Jeśli chcemy cokolwiek utrzymać w wewnętrznym wyobrażeniu, co trzy sekundy musimy ponawiać nakaz powrotu do tego wyobrażenia, inaczej samorzutnie pojawia się inne wyobrażenie, które rodowód swój czerpie z bodźca zewnętrznego lub wewnętrznego.

Średnia świadomość "odżywia się" bowiem wrażeniami. Bez bodźców zewnętrznych, wspomnień, wewnętrznych przedstawień, myśli - średnie ja umiera. To umieranie jest zwykle poprzedzone bezbrzeżną nudą.

Od usadowienia ciała tak, żeby przestało być źródłem wrażeń, rozpoczyna się praktyka zen. Wówczas - jak diabeł z pudełka - wyskakuje umysł, który myśli, że myśli, wysnuwa z siebie sny na jawie, przypomina sobie zdarzenia, projektuje, fantazjuje, boi się i robi wszystko, żeby się nie dać. Po kilku latach praktyki - umysł się najwyraźniej wyczerpuje w swoich szaleństwach i od czasu do czasu zaczyna widzieć coś, czego istnienia nigdy przedtem nie podejrzewał.

"Średnie ja" posiada niewielką pamięć operacyjną, pokładową. Po około 15 minutach materiał z pamięci pokładowej transmitowany jest do "niższego ja", które jest naszym "twardym dyskiem". Pojemność tego dysku jest nieprawdopodobna, z tym, że część danych na nim zawarta w ogóle nigdy nie pojawia się w "świadomości średniej". Bo świadomość średnia ma swoje własne cele, swoją własną politykę, jest logiczna, apodyktyczna, najważniejsza, ciągle coś kombinuje, odmierza, przymierza - a przede wszystkim werbalizuje, język jest jej głównym terytorium działania, to czego nie da się powiedzieć, czego nie da się zrozumieć - tego po prostu nie ma. Średnie ja nie lubi być samotne, żywi się wrażeniami, a najsmaczniejsze są nowe wrażenia, szybko się nudzi, szybko klasyfikuje, ocenia ludzi.

W swoistym zaślepieniu "świadomość ja" sądzi, że w całości opanowało kanały percepcji - widzenie, słyszenie, wąchanie, dotykanie. Na szczęście ta totalitarna dyktatura ego jest pozorna, chociaż często może prowadzić do chorób i nieszczęść.


Niekiedy używa się także pojęcia "zegar mózgowy" na wzór zegara w mikroprocesorze komputera, wiadomo, że zegar mózgowy dzieci jest wielokrotnie szybszy niż zegary mózgowe ich dziadków.

W wielu tradycjach mówi się, że teraz jest bramą do wieczności, nieskończoności, nieśmiertelności, do raju, do Boga.

Praca tzw. fizyczna, zwłaszcza ta, która wymaga ciągłej a nawet wytężonej uwagi, np. praca przy taśmie fabrycznej, kierowanie samochodem, cięcie blachy palnikiem acetylenowym, spawanie, malowanie obrazów czy malowanie mieszkania (oczywiście dotyczy to także tzw. praktyk duchowych, np. liczenia oddechów czy pracy z koanem w zen, odmawiania różańca, "nieustająca modlitwa" w prawosławiu, a także układanie pasjansa) sprawia, że "średnie ja" jest w całości zajęte - i wówczas w obszar "średniego ja" wlewają się spontanicznie obrazy z "niższego ja" lub "wyższego ja".

Ma to ogromne znaczenie, kiedy chcemy się sami zorientować w wewnętrznych, tzw. nieświadomych procesach, kiedy chcemy projektować swój los, czy mieć wglądy w losy innych ludzi. Ale to jest zbyt obszerny materiał, który spróbuję przedstawić w osobnym artykule.

"Średnie ja" swoimi apodyktycznymi, jedynie słusznymi sądami - potrafi także zabijać siebie, a przy okazji całego człowieka. Zdarzenia takie opisuje np. Viktor Frankl, austriacki psychiatra wtrącony do Auschwitz, kiedy obserwował tzw. załamania, kiedy to człowiek orzekał, że dalsze życie w tych warunkach nie ma sensu, muzułmaniał i umierał.

W annałach Rewolucji Francuskiej opisane jest takie oto zdarzenie. Dwóch rewolucyjnych lekarzy wyprosiło u Robespierre'a do eksperymentu medycznego dwóch arystokratów, którzy w Bastylii czekali w kolejce na pracowitą gilotynę. Arystokratom lekarze powiedzieli, że przetną im żyły powyżej przegubów dłoni, że umrą zatem szlachetną śmiercią arystokratów rzymskich, a nauka na tym skorzysta, bowiem lekarze chcą się dowiedzieć ile to krwi mieści się w żywym organizmie ludzkim. Zawiązano biednym królikom doświadczalnym oczy, założono opaski uciskowe na przeguby rzekomo w celu uwydatnienia żył, przywiązano ręce do oparć foteli. Niewidoczne dla arystokratów, zjawiły się kobiety z czajnikami zawierającymi kleisty krochmal o temperaturze ok. 37 stopni C.

Lekarze bardzo boleśnie nakłuli każdą rękę powyżej opaski uciskowej i natychmiast na opaskę "buchnęła" ciepła krew, czyli klajster z czajnika.

Efekt tego eksperymentu był taki, że obydwaj arystokraci zmarli z wszystkimi objawami wykrwawienia, chociaż nie wypłynęła z ich ciał ani jedna kropla krwi.

Ale ich "średnie ja" nie miało co do tego najmniejszych wątpliwości. Jakże zbawienne byłoby dla nich najmniejsze nawet zwątpienie! To zwątpienie, które tak cenił sobie św. Augustyn, że ogłaszał je prawdziwym wiatrem podsycającym ogień wiary.

Przyjrzymy się jeszcze raz temu zdarzeniu: "średnie ja" naszych "królików doświadczalnych" zostało wprowadzone w błąd, ale jak powiedzieliśmy wyżej, nie miało wątpliwości co do rzeczywistości całego zdarzenia, poza tym wolało taki właśnie rodzaj śmierci "z godnością", bez wiezienia na haniebnym wozie na plac Vandome, bez wchodzenia po schodach na podest gilotyny przy wrogich okrzykach tłumu.

Wszystkie te złożone sugestie zostały wysłane do "niższego ja", bo to przecież tzw. "niższa świadomość" zarządza całą złożoną fizjologią naszego organizmu, biciem serca, obiegiem krwi, trawieniem itd.. Nasza "średnia świadomość" nawet najbardziej wykształconego współczesnego lekarza uzbrojonego w tomografy, USG, komputery, elektronowe mikroskopy nie wie - jak można podejrzewać - 1/10 tego, co "wie" i w czym bez przerwy, od narodzin do śmierci, nawet wtedy kiedy jesteśmy nieprzytomni, wyraża się praktycznie i pracuje "niższe ja", zwane w różnych tradycjach, ja instynktownym, ja zwierzęcym. Ta nasza "niższa świadomość", obok tysiąca cech i nieprawdopodobnych możliwości wielokrotnie przewyższających "średnią świadomość", ma także jedną fatalną wadę - przyjmuje i wykonuje wszystkie praktycznie sugestie "średniego ja" - ale tylko wtedy, kiedy "średnie ja" jest przekonane o swojej absolutnej racji.

Amerykańska moda na tzw. "pozytywne myślenie", ciągnąca się od Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych, tak świetnie wyrażona w poezji Whitmana, w mistycznej eseistyce Emersona, w książkach Prentice Mullforda (od co najmniej kilku lat przedwojenne reprinty książek tego ostatniego ciągle dobrze się sprzedają na naszym rynku) opiera się właśnie na tej przemożnej sugestii, ale rezultaty "pozytywnego myślenia" rzadko są w pełni pozytywne, bo średnie ja jest zmienne, kapryśne, raz chce tego, raz chce tamtego, jest zbyt krytyczne, żeby dało się "opętać" jakiejś jednej myśli.


Wilhelm Reich odkrył orgon, który zachowuje się jak Bóg, miłość Boga w opisach mistrza Eckhardta.

Miłość i mleko matki są tożsame w pierwotnym doświadczeniu miłości, mleko jest symbolem i pokarmem miłości, mleko jest materią miłości, dla dziecka wszelka materia jest miłością - później poczucie miłości znika, poczucie materii zostaje i utwardza się w lotniskowiec dla doświadczenia, stąd startujemy i tutaj lądujemy, poczucie materii-lotniskowca się rozrasta do całej rzeczywistości. Miłość w asyście nadziei (która skądinąd jest matką głupich) i wiary (ale w co?) przenoszona jest na górną półkę cnót chrześcijańskich, rzadko się tam sięga. Miłość odłączona od seksu na skutek powikłań genitalno-edypalnych szacownych Ojców Kościoła, nie może pojawić się jako doświadczenie mistyczne, bezpośrednie, niosące czystą energię w życie dorosłego człowieka, chociaż pojawia się np. w dziennikach snów Swedenborga, czy u Blake'a - a także u św. Jana od Krzyża, którego nauczycielką była św. Teresa, ale omal nie skończyli na stosie.

Bezpośrednie, mistyczne doświadczenie miłości - rozrzedza materię, jest na poziomie serca i seksu doświadczeniem stabilizującym tzw. odmienne stany świadomości, odmienne stany bez tego stabilizatora obserwowane są jako schizofrenie, depresje, wybujałości, schorzenia psychiczne.


Wynika z tych uwag, że odkrycia Reicha są znowu do odkrycia. W tych nowych badaniach pomocne byłoby ustalenie "linii", czy "szkoły lwowskiej" - Rychnowski, Reich, Sedlak...


Jarosław Markiewicz


Jarosław Markiewicz

Komentarzy nie ma.