Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-02-04

Roman Kam

Opis zamiast zapisu snu

Miewałem sny piramidalne, w których śniłem, że śnię, potem się budziłem, żeby z kolei ponownie się obudzić, najczęściej z powodu dezorientacji, kiedy owa "jawa" okazywała się dalszym śnieniem. 
Tym razem w moim śnie, swój sen zaczęła mi opowiadać  kobieta w średnim wieku - lekko korpulentna, wesoła, pogodnego usposobienia. Okoliczności tego, co opowiadała, były bardzo zabawne. Opowiadała o mnie i ja, jednocześnie zacząłem przeżywać, jak na jawie, to co było opowiadane. Historia była długa, przygoda goniła przygodę, zapamiętałem jedną. Siedzimy paczką w czołgu, palimy jakieś huby z dużą liczbą innych, ziołowych domieszek, w małej przestrzeni niebiesko jest od dymu, gdy wpada dowódca:
- Co wy tu palicie? 
SAGUS SACHEM! Odpowiedział jeden z wesołych koleżków. Była to oczywista ściema, na zmylenie dowódcy pseudo łacińską nazwą. 
Jeszcze we śnie wiedziałem, że Sagus miał oznaczać sagowca, lecz "sachem" (wym. saszem) odszyfrowałem dopiero dnia następnego z pomocą googla, a oznacza to u niektórych Indian północnoamerykańskich, wodza lub lidera. 

Przepraszam, że własny sen omawiam, ale był trudny do przedstawienia i nietypowy z dwóch powodów. Po pierwsze: był zabawny, co w snach, jak się na Zawijawie okazuje, częste nie jest; po drugie: opowiadany bohater snu, czyli ja, przeżywa w sposób autentyczny, "na żywo", to co jest opowiadane.
Naprawdę mnie rozwesela, a i trochę zachwyca gdy Zawijawę czytuję, że nasze mózgi nocą wymyślają takie fantasmagorie. 

Roman Kam

Komentarzy nie ma.