Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-07-18

Marcin Hładki

Opera przy Dworcu

Szliśmy we trójkę przez podziemne korytarze Dworca Centralnego: mój kolega ze studiów, młody mężczyzna w jasnym płaszczu, nieco z przodu jego znajoma i moja przyjaciółka, której twarzy nie widziałem i nie zobaczyłem wyraźnie przez cały sen, i ja. Szliśmy rozmawiając, szybko mijając innych ludzi, chociaż właściwie nigdzie się nie śpieszyliśmy.
W pewnym miejscu skręciliśmy w nowy, boczny korytarz (którego nie ma tam w rzeczywistości), zastanawiając się, kiedy go zbudowali i dokąd prowadzi. W końcu przypomniałem sobie, że do nowej Opery. Znajomi potwierdzili entuzjastycznie i poszliśmy zwiedzać Operę.
Wchodziło się tam po szerokich schodach, na wysokość mniej więcej pierwszego piętra, chociaż wciąz pozostawaliśmy pod dachem. Schody prowadziły na szeroki korytarz, wyłożony czerwonym dywanem, biegnący łukiem, chyba do następnych schodów. Po drodze otwierała się szeroka wnęka, w której mieściła się księgarnia. Weszliśmy tam spodziewając się książek o muzyce i teatrze, jak zazwyczaj w takich miejscach, jednak księgarnia była dużo większa niż się z początku wydawało.
Rozproszyliśmy się między stołami i półkami, a ja przypomniałem sobie, że szukam jakiejś książki o prawie i przepisach. Odnalazłem sprzedawczynię, piegowatą dziewczynę, która jednocześnie wydawała się bardzo stara i doświadczona, i spytałem ją o książkę, której szukałem. Nie była pewna czy ją ma i poprowadziła mnie do stołu, na którym leżały stosy książek w białych, pozbawionych tytułu okładkach. Wszystkie wyglądały identycznie, różniły się tylko rozmiarem. Zajrzeliśmy do kilku, próbując zorientować się w porządku, w jakim leżały, sprzedawczyni była spokojna i pewna siebie, choć równie jak ja zagubiona w tym stosie.
Znajomi szybko znudzili się przeglądaniem, nie znaleźli niczego ciekawego i zawołali od drzwi, że wychodzą. Porzuciłem bez żalu białe tomy przepisów i poszedłem do drzwi wymieniając jakiś dowcip ze sprzedawczynią.
Kolega wyszedł pierwszy, do szatni po płaszcz, który jak się okazało, zostawił tam, a kiedy wyszedłem na korytarz zobaczyłem jak przyjaciółka, z którą tu przyszedłem, skręca za róg. Poszedłem tam szybko za nią, zaczęło mi bardzo zależeć na dalszej rozmowie i przebywaniu z nią. Mimo tego, kiedy szedłem do schodów zatrzymałem się na chwilę, żeby spojrzeć i dotknąć niezwykłego przedmiotu zawieszonego w korytarzu: kombinacji belek układających się w kształt jakby trójzębu, ale z rękojeścią zawiniętą wokół zębów, jak w znaku "@". Znak był swego rodzaju wiszącą rzeźbą, starannie wykonaną i pokrytą fornirem. Czułem do niej szacunek, była nie tylko ładnym przedmiotem, ale symbolem nie do końca znanej mi treści. Kiedy jej dotknąłem zakołysała się lekko, było właściwe tak postąpić.
Zbiegłem po schodach za przyjaciółką, dogoniłem ją w holu, gdzie obok była szatnia, do której stała krótka kolejka. Naszego kolegi nigdzie nie było widać, a przyjaciółka podała mi duży drewniany numerek do szatni, był na nim wyryty ten sam symbol. Oddałem go do szatni, mówiąc, że go znaleźliśmy, ale wiedziałem, że to gra, żeby zgubić kolegę.
Wyszliśmy na ten sam korytarz w podziemiach dworca, którym się tu dostaliśmy, ale skręciliśmy w przeciwną stronę. Po kilku metrach, gdzie korytarz łączył się z resztą podziemnych przejść było też inne wejście, z otwartymi stalowymi drzwiami, pomalowanymi szarą farbą. Weszliśmy tam, były to zupełnie inne korytarze, z surowego betonu, ciemniejsze, z biegnącymi na wierzchu rurami i wiązkami kabli. Były technicznym zapleczem całego tego wielkiego węzła i wiedzieliśmy, że udało nam się tu wejść tylko przez nieuwagę obsługi. Nikogo tam nie było, więc poszliśmy dalej, rozmawiając powoli o niczym, nagle rozleniwieni. Szliśmy dłuższą chwilę skręcając, kiedy było można w kierunku torów metra, które musiały gdzieś tam być. Coraz mniej mówiliśmy, korytarze zrobiły się bardziej zapuszczone, tu i tam widać było kałuże, wiele lamp nie działało, rury obłaziły z farby.
Doszliśmy do miejsca, gdzie było już słychać pociagi przez cienką ścianę i tutaj przyjaciółka skręciła w lewo, a ja poszedłem na chwilę w prawo sprawdzić, czy ten kierunek nie jest bardziej obiecujący. Prawie natychmiast okazał się ślepym zaułkiem, ale kiedy zawróciłem do rozwidlenia, nie zobaczyłem już przyjaciółki, tylko przez otwór w ścianie słyszałem jej oddalające sie kroki. Miejsce, w którym byłem wyglądało inaczej inaczej niż przed chwilą i zorientowałem się, że się tutaj zgubiliśmy. Podbiegłem do otworu, za którym gdzieś było wyjście i słyszałem przed chwilą jej kroki, nie dawało się przez niego przedostać.
Chciałem ją zawołać,ale nie mogłem sobie przypomnieć jej imienia. Mimo to zawołałem "Asia!", wiedząc, że to na nic, że nie zawróci. Zrezygnowany, osunąłem się pod ścianę, siadając na brudnym betonie.

Obudziłem się po chwili, spokojny i wypoczęty, pamiętając wszystkie szczegóły, nawet treść rozmów, jednak zanim je zapisałem zatarły się.

Marcin Hładki

Komentarze: 4

[foto]1. Podziemia, opera...? • autor: Wojciech Jóźwiak (2011-07-19 12:21:22)

Podziemia pod miastem, do Opery iść po książkę, piegowata Sprzedawczyni, znak "trójząb z owiniętym trzonkiem". bardzo ciekawe - muszę to rozgryźć... ~Wojtek

2. Opera - ty i bogowie • autor: (2011-10-02 20:25:11)

Jest was troje. Ty, dziewczyna bez twarzy, przyjaciel w płaszczu (skrzydlaty?), z którym zdobywasz wiedzę. Z tego samego miejsca skąd wyruszają wszyscy, wy, nieznaną nową drogą, idziecie w stronę niecodziennych elitarnych wydarzeń, wielkich wzruszeń i wzniosłych uczuć (opera). Księgarnia, przypomina mi bibliotekę zopowiadań Borgesa, nie zawiera jedynie wiedzy o muzyce. Zawiera wszystko. Szukasz w książkach prawniczych, ponieważ próbujesz odnaleźć reguł na wyprawie z przyjaciółmi. Nie wiesz czym się kierować w waszej relacji. Sprzedawczyni kojarzy mi się z Pipi, a ta ma w moim odczuciu atrybuty bogini/dziewczynki/triksterki. Jest spokojna, a więc niewzruszona wobec praw i rzucasz jej jakiś żarcik (czy któraś ze znanych Ci bogiń jest piegowata i pracuje w księgarni?). Wychodzisz nie znając reguł ale mało cie to obchodzi. Trójząb kojarzący mi się z tybetańskim młynkiem modlitewnym, jest symbolem potrójności waszej relacji. Ty, przyjaciel w płaszczu, ona. @ to symbol natury relacji tej trójcy (łączy was porozumienie, komunikacja, zrozumienie). Trójząb jest oczywistym atrybutem Posejdona/Neptuna - władcy morza (nieludzki inny świat). Posejdon to też trzeci bóg ( nie ten który włada i nie ten który włada w Hadesie). Sen zawija w momencie kiedy zostajecie we dwoje. Przyjaciółka podaje Ci symbol tym samym mówiąc: "rozumiemy się". Schodzicie głębiej w tę relację (wbrew zasadom, unikając strażników) ale się gubicie. Nie wiecie gdzie iść a Ty nie wiesz kim ona jest (nie widzisz twarzy, nie znasz imienia).
Mimo, że sen jest pełen bogów, trop grecki wydaje mi się trochę mylący.

3. Nie warto liczyć na bogów • autor: (2011-10-18 12:08:02)

Tak, to zasadniczo prawdziwa interpretacja. Ale ten sen jest też podsumowaniem historii mojego życia.
Porzuciłem kolegów z podwórka, wierząc w potęgę wiedzy, nauki i wartość sztuki. To była droga do górnego świata, przestrzeni powietrza i rozumu. Dziewczyna w bibliotece nie jest podobna do Pipi, była dorosła, choć młoda. Jeżeli to boginii to Atena: mądra, podstępna i bezwzględna, pod maską uprzejmości skrywająca swoje prawdziwe zamiary.
Nie wpuściła mnie do swojego świata, nie pomogła odnaleźć wiedzy, a i wiedza sama, której jest strażniczką, okazała się dla mnie niedostępna, bo bez przewodnika i bez okładek nie sposób się w tym odnaleźć.
To też jest część mojej historii - nie zostałem na poważnie człowiekiem nauki, choć chciałem. Kiedyś tego żałowałem ale w końcu porzuciłem wąski, redukujący racjonalizm, żeby zagłębić się w neptuniczny świat uczuć.
Trójząb jest oczywiście symbolem Posejdona, ale ocean to nie tylko nieludzki inny świat, ale też symbol potęgi namiętności i emocji. Tam właśnie schodzimy z przyjaciółką, rzeczywiście wymykając się regułom i zwyczajom.
W podziemiach w które schodzimy pełno jest rur i kałuż. To woda, tylko ujarzmiona albo odpadowa; uczucia, które nie porywają, ale stanowią kłopot, coś o co trzeba dbać i konserwować. Uczucia spętane przez zwyczaje, rozum, teorię, psychologię.
Gubię się w nich, ale co gorsza tracę przyjaciółkę, odchodzi głębiej w mrok.
Przyjaciółka najmniej przypomina bogów, ale może być Korą-Persefoną. Ona taka właśie jest: bardzo ludzka z początku i taka właśnie jest jej historia: flirtowała, zapuściła się gdzie nie trzeba i została porwana do świata podziemnego. Nie ja ją porywam, jestem tylko przynętą, porzuconą na progu Hadesu.
Miejsce w którym zostaję, w którym jestem obecnie to nieciekawa ziemia niczyja między światami. Między światem uczuć a podziemiem, do którego nie mam odwagi się zapuścić. Podziemie - Hades - jest pełne bogactwa, nie tylko materialnego, choć też, ale bogactwa duchowego (czymkolwiek by ono było).
Sen mówi, że jestem w miejscu w którym mogę rozpocząć drogę w jakieś głębiny. Ale nie robię tego, czekam, aż coś się wydarzy. Może Persefona wyjdzie z podziemia i poprowadzi mnie z powrotem, do świata zwykłych ludzi. Albo wydarzy się jeszcze coś innego. We śnie pozostaje faktem, że mam wybór tylko między dalszym zagłębianiem się w ciemne korytarze a biernym czekaniem na zmianę.

4. Pipi • autor: (2011-10-23 23:58:52)

Tak też sądziłam, że Pipi jest moim skojarzeniem. Nie pasowała. Skąd piegi u Ateny? Masz jakieś skojarzenia? Ja tylko, że piegi jak gwiazdy na niebie co trochę banalne