Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-10-16

Nadia

Ogród

Byłam na starówce dużego miasta. Szukałam drogi do swojego mieszkania, ale nie pamiętałam gdzie mieszkam, jak tam dojechać, gdzie jest jakiś przystanek autobusowy. Niczego nie rozpoznawałam. Nie byłam nawet pewna czy jestem w Warszawie czy w Krakowie. Próbowałam dzwonić do znajomych, żeby pomogli mi zidentyfikować miasto i by przypomnieli ulicę, na której mieszkam, ale nikt nie odebrał telefonu. Chodziłam więc po tym mieście z nadzieją, że rozpoznam coś znajomego.
Trafiłam na dużą bramę. Za nią był wielki ogród, a w nim całe łany kwiatów w różnych odcieniach fioletu. Liście kwiatów pokryte były białym puchem, dotykałam go i myślałam, że wygląda jak bawełna. W tych łanach fioletu zdarzały się też pojedyncze żółte kwiaty o innych kształtach. A w rogu ogrodu rósł ogromny kwiat, który mnie zachwycił. Miał białą strzelistą łodygę, bardzo, bardzo wysoką. Pomyślałam, że jak jak słup albo antena telefoniczna. Z wierzchołka zwisały długie gałęzie, jak kwitnące gałązki wierzbowe z kotkami. Te gałęzie sięgały niemal ziemi i udało mi się usiąść na jednej, jak na huśtawce. Gdy usiadłam kwiat zaczął wirować, zrobiła się z niego karuzela. Odchylałam głowę i patrzyłam na wirujący ogród, byłam bardzo szczęśliwa. Potem zobaczyłam, że do ogrodu wchodzą ludzie. Nie ucieszyło mnie to, pomyślałam, że muszę przestać się kręcić, bo nikt tak nie robi w miejskim ogrodzie. Poszłam zobaczyć dokąd idą. Szli na wykład. Posłuchałam trochę, był o wychowaniu przedszkolnym. Uznałam, że mnie nie interesuje i wyszłam z ogrodu.

Nadia

Komentarzy nie ma.