Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2008-11-15

Milena Alicja Niedzielska

Ogień i woda. Klucz do indoeuropejskiej mitologii Słowian. I. Mord założycielski
'Kronika Polska' Wincentego Kadłubka w świetle mitologii porównawczej

» Część II: Królowie z gwiazd » Część III: Koło czasu

I. Mord założycielski

"(...) Gdy więc [synowie Grakcha] doświadczyli po wielokroć otwartej męskiej walki i daremnej najczęściej próby sił, zmuszeni zostali wreszcie do podstępu. Bowiem zamiast bydląt podłożyli w zwykłym miejscu skóry bydlęce, wypchane zapaloną siarką. I skoro połknął je z wielką łapczywością całożerca, zadusił się od buchających wewnątrz płomieni.

I zaraz potem młodszy napadł i zgładził brata, wspólnika zwycięstwa i królestwa, nie jako towarzysza, lecz jako rywala. Za zwłokami jego z krokodylowymi postępuje łzami. Łże, jakoby zabił go potwór, ojciec jednak radośnie przyjmuje go jako zwycięzcę. Często bowiem żałoba przezwyciężona zostaje radością ze zwycięstwa.

Tak oto młodszy Grakch przejmuje władzę po ojcu, dziedzic zbrodniczy! Atoli dłużej skalany był bratobójstwem niż odznaczony władzą. Gdy bowiem wkrótce potem oszustwo wyszło na jaw, gwoli kary za zbrodnię skazany został na wieczne wygnanie (...)"[1]


Pracując niegdyś nad rekonstrukcją wierzeń Słowian i odtworzeniem pierwotnego mitu, wyznaczającego duchowe ścieżki naszych przodków, natknąłem się na samym początku pracy na nierozwiązywalny problem. Dotyczył on pary braci, pomiędzy którymi zachodzi antagonizm prowadzący do zabójstwa. Znamy go dobrze z historii o Kraku, którego synowie zabili wspólnie smoka, ale wkrótce doszło miedzy nimi do fatalnego mordu. Zabójstwa tym straszniejszego, że dotyczącego brata, istoty tej samej krwi, tego samego rodu. W dalszej części pracy niejednokrotnie będę powracał do tej i pozostałych opowieści, zawartych w pierwszym rozdziale Kroniki Polskiej Wincentego Kadłubka. Dlaczego? Jak stwierdził rosyjski badacz mitów, Władimir Toporow,[2] pierwsze rozdziały starych kronik, opisujące legendarne dzieje królów, w istocie przekazują, pod przykrywką historii, zasadnicze zręby dawnego mitu kosmogonicznego. Na ich podstawie można zrekonstruować postacie bogów i zachodzące pomiędzy nimi stosunki. Dla nas takim pierwotnym źródłem będzie opowieść o legendarnej dynastii władców Polan - Krakach i Lestkach, ale dla zrozumienia ich prawdziwego znaczenia konieczne będzie posiłkowanie również innymi źródłami mitologicznymi.

W pierwszej części mojej pracy zajmę się szczegółowo znaczeniem i źródłem motywu bratobójstwa. Druga, poświęcona będzie rozwikłaniu zagadek związanych z pozostałymi legendami Kroniki Polskiej. Postaram się w niej odpowiedzieć na takie pytania, jak: kim był rywal Lestka II w wyścigu o tron i dlaczego przyszły król biegł w poprzek pola wyścigów; kto kryje się za postaciami Krassusa i Juliusza Cezara, z którymi miał walczyć Lestek III; dlaczego Popiel uśmiercił swych krewnych; czym był złoty kielich, w którym podawać miała truciznę jego kochanka. Zidentyfikuję również mitologiczne odpowiedniki wszystkich bohaterów legendarnych dziejów władców Polan. Trzecią i ostatnią część pracy poświęcę zebraniu wszystkich uzyskanych informacji w spójną całość. Ukażę w niej, jak postacie wyryte na słupie ze Zbrucza i symbolika kręgu kultowego Góry Bogit, w którym był osadzony, ilustrują archetypy bohaterów legend Kroniki. Wyjaśnię złożoną symbolikę tajemniczego znaku w kształcie wpisanego w koło heksagramu, umieszczonego na tylnej części słupa i jego astralne odniesienia, obrazujące zapisane przez Kadłubka wydarzenia. Wskażę również, jak symbol ów został zachowany w późniejszych znakach herbowych. Pokażę wreszcie, opisane przez Kadłubka legendarne dzieje i ich bohaterów, w kontekście rocznego cyklu czasowego, związanego z postępującymi za sobą w ściśle ustalonej kolejności obrzędami.

Aby nie przedłużać wstępu, przejdę już do meritum sprawy i wzmiankowanego na początku problemu fatalnego mordu. Mimo że wielokrotnie usiłowałem odszukać pierwotną przyczynę leżącą u źródeł mitu bratobójstwa, odnaleźć jego rzeczywisty cel i korzenie, moje wysiłki spełzły początkowo na niczym. Zbyt wiele wersji podobnych opowieści, w których negatywna ocena przechyla się na stronę to jednego, to drugiego z bohaterów, nie pozwoliło mi na głębsze zrozumienie ich znaczenia. Próbując wyjaśnić różne wersje przekazów nałożeniem się na siebie rozbieżnych wariantów mitycznych opowieści rolników i pasterzy, nie osiągnąłem nic ponad to, że mit wyjaśnia i uprawomocnia istniejącą strukturę społeczną, w której nastąpił rozłam na bogatą, "jasną", pasterskiego pochodzenia arystokrację i biedną "czerń", czyli poddany jej lud rolników. Tym samym doszedłem do wniosków, które już dawno temu sugerował Georges Dumezil[3] i badacze mitów o socjologicznym spojrzeniu na ich genezę i zadania. Nie ujmując niczego owym badaczom, nie tłumaczy to, dlaczego poddani mieliby przyjąć bez większych problemów świętą opowieść wyjaśniającą dominującą rolę rządzących i dlaczego miałaby ona posiadać tak wielką moc oddziaływania. Przecież naturalnym odruchem byłby raczej bunt przeciwko ciemiężycielom! To, że tak nie nastąpiło sugerować może, że wersje mitu, które znamy, nie zostały od początku stworzone przez panującą plemienną arystokrację, ale musiały opierać się na wcześniejszych opowieściach, głęboko zakorzenionych w wierzeniach ludzi, a zapewne i w realnym doświadczeniu. Doświadczenie to, być może utracone w jakimś momencie historycznych dziejów, sprawiło, że możliwa stała się manipulacja mitem i wykorzystanie go do utrwalenia i ideologicznego wytłumaczenia takiego, a nie innego, układu stosunków społecznych w plemieniu.

Mit jednak, to nie tylko praideologia, swego rodzaju pierwotna antycypacja politycznej doktryny. U najgłębszych korzeni mitu leży realne, duchowe doświadczenie, nadające mu sens i moc oddziaływania. Mit wpływa na najgłębsze pokłady naszego umysłu, by nie powiedzieć - ducha i dlatego posiada realną moc sprawczą w zjawiskowym świecie zwykłego, codziennego doświadczenia. Skoro tak, jakie przeżycie legło u podstaw mitycznych opowieści o bratobójstwie? Opowieści tak powszechnych, występujących zarówno w wierzeniach Indoeuropejczyków, jak plemion tureckich, Indian i ludów Bliskiego Wschodu. Dotykających zdaje się czegoś, co dotyczy ogólnoludzkiej kondycji człowieka. Moje próby wyjaśnienia go, idące śladem konfliktu rolnik-pasterz nie zadowalały mnie, bo nie wyjaśniały skąd taka opowieść znalazła się również tam, gdzie takiego konfliktu nigdy nie było, gdzie plemienna społeczność składa się wyłącznie z hodowców stad lub zbieraczy plonów. Logicznym wnioskiem z takiego spostrzeżenia jest stwierdzenie, że musiała istnieć wcześniej niż gospodarka rolnicza i pasterska oraz konflikt pomiędzy jej reprezentantami. Skoro tak, mit musiał zrodzić się w społeczności zbieracko-łowieckiej, społeczności, w której nie istniało jeszcze rozwarstwienie społeczne powstałe na skutek gromadzenia dóbr, czy to w postaci stad zwierząt, czy spichlerzy wypełnionych plonami zbóż. Nie mógł więc pełnić roli ideologii stworzonej przez rządzących dla wytłumaczenia swej uprzywilejowanej pozycji, bo taka ideologia była niepotrzebna. Czytając książkę Barbary G. Meyerhoff "Pejotlowe łowy", dotyczącej najważniejszego kompleksu mitycznego Indian Huiczol z północnego Meksyku, dotarłem do niezwykle istotnego stwierdzenia: religia i mit w społeczności zbieracko-łowieckiej nie ma nic wspólnego ze strukturą społeczną. Spostrzeżenia Dumezila nie mają w takiej religii żadnego zastosowania. Podłożem mitu jest coś zupełnie innego - doświadczenie świata sacrum poprzez mistyczną partycypację w działaniach przodków i bogów, jedność z tworzącymi świat siłami i współdziałanie z nimi w podejmowaniu działań dotykających samej natury istnienia. Świadomie wzbraniam się tutaj przed użyciem zwrotu "ludzkiego istnienia", bo jak zobaczymy, siły i doświadczenia, o których będzie mowa, przekraczają wąsko rozumiany świat ludzi.

"Szamanizm jest ze wszystkich religii najstarszy. Pierwsi ludzie, którzy żyli na ziemi, byli szamanami." - to słowa nieznanego z imienia, mongolskiego szamana.[4] Czy rzeczywiście było tak, jak powiedział? Nie wiem i nie potrafię tego w niepodważalny sposób udowodnić. Nie będę usiłował za wszelką cenę bronić cytowanych słów. W istocie, dla moich potrzeb zupełnie tego nie potrzebuję. Wystarczy potwierdzona przez wielu antropologów i etnologów obserwacja, że szamanizm nieodłącznie pojawia się tam, gdzie człowiek utrzymuje się z łowów i zbieractwa. Na temat przyczyn takiego stanu rzeczy napisano już wiele tomów książek i nie warto bym powtarzał po raz kolejny coś, co dawno zostało odkryte i wyjaśnione. Odważę się jednak stwierdzić, że u źródeł wielu późniejszych, mistycznych doktryn religijnych, znajdujących wyraz w obrzędzie i micie, leży pierwotne duchowe doświadczenie, które byłoby niemożliwe bez znajomości przynajmniej najbardziej elementarnych praktyk i technik, które określane są mianem "szamanizmu". Sam szaman zostaje później ubóstwiony, a jego archetypowa postać stanowi wzorzec dla mitycznego boga - maga, czarownika i kapłana, dysponującego niezwykłymi mocami.

Jednym z najbardziej podstawowych zadań szamana, obok uzdrawiania jest, co dla nas bardzo ważne, pomoc w zdobywaniu pożywienia. Przyjmuje wówczas funkcję mediatora między ludźmi a bóstwem, w społeczności łowieckiej - Panem/Panią Dzikiego Zwierza. Zdobycie żywności nie zależy wszak wyłącznie od wysiłku myśliwego, ale również od przychylności bóstw opiekuńczych. Najbardziej sprawny łowca, szybki, zręczny, przebiegły, nie zdziała nic, jeśli na jego drodze nie stanie łowne zwierzę. Współczesny człowiek powiedziałby, że musi "mieć szczęście" i zależy to od przypadku, ale w pierwotnej wizji wszechświata nie ma miejsca na przypadek, wszystko jest jedną całością przenikniętą Wielkim Duchem, który nam sprzyja bądź nie, jeśli nie podążamy właściwymi ścieżkami.

Zdobywanie i spożywanie pokarmu to w pierwotnym znaczeniu czynność sakralna. Nie jest on wyłącznie materialnym obiektem, gaszącym głód i zaspokajającym potrzebę doznań smakowych, jak to ma miejsce u współczesnych ludzi. Resztki dawnego stosunku do pożywienia zachowały się jeszcze do niedawna w szacunku, z jakim odnoszono się do chleba, jako ciała boga. W kulturze chrześcijańskiej "chlebowym bogiem" był Chrystus, ale korzenie takiego podejścia znajdujemy w starszym zespole wierzeń, związanych z mitem umierającego i zmartwychwstającego boga, z którego krwi (ducha, siły życiowej) wyrasta zboże. Jedzenie posiada swojego ducha, a z duchem owym należy się obchodzić z odpowiednim szacunkiem, gdyż może opuścić roślinę, pozostawiając ją w postaci bezwartościowego, materialnego obiektu, pozbawionego przenikającej cały kosmos boskiej mocy - many, czy pory, jak zwali ją Słowianie. Pozbawiona many roślina traci swoją wartość jako zbiornik sił witalnych, przeznaczony do spożycia i wzmożenia czy uzupełnienia mocy człowieka. Traci również zdolność do odrodzenia: ziarno jest pozbawione sił potrzebnych do kiełkowania i obrony przed wrogami - konkurencyjnymi, polnymi chwastami i szkodnikami.

Skoro istotą pożywienia, w tym przypadku: zboża, jest jego duch, powróćmy do szamanizmu. Szaman to człowiek, który posiada zdolności i znajomość technik bezpośredniego kontaktowania się ze światem duchów. Jak więc ujrzy ducha zboża, jaką formę przyjmie ów duch w spotkaniu z człowiekiem? Z resztek zachowanych wierzeń wiadomo, że duch żyta, jęczmienia, kukurydzy, czy jakiejkolwiek innej rośliny stanowiącej podstawę pożywienia ma związek z rozlaną na ziemię krwią boga. Stąd zresztą etymologiczne pokrewieństwo, obecne w języku polskim, między zbożem, bogiem i bogactwem.[5] Po polsku "zboże" można wręcz rozumieć jako "to, co [wyrosło] z boga", z jego krwi, co ma ścisły związek z samą istotą jego siły witalnej. Krew jednak to płyn życiowy, który posiada zwierzę lub człowiek, a nie sama roślina. Za tym połączeniem stoi bardzo stare przekonanie o pokrewieństwie między rośliną a zwierzęciem i człowiekiem. U dawnych Irańczyków wszelkie zioła i zboża wyrastają z ziemi skropionej krwią zabitego przez Mithrę niebiańskiego byka Gaoczir. Huiczole widzą źródło życiowej siły kukurydzy w rozlanej krwi bardzo ważnego bóstwa - Starszego Brata Jeleniego Ogona. W dawnych cywilizacjach Bliskiego Wschodu rolę zwierzęcia, jelenia, byka, czy barana, przejmował czasami człowiek. I to nie byle kto, ale władca - święty król. Przyczyny takiego stanu rzeczy były dwojakie - po pierwsze, ofiara dla zapewnienia pożywienia powinna być dla otrzymania dobrego efektu odpowiednio cenna, po wtóre, między człowiekiem a zwierzęciem zachodzi ścisła bliskość, wymienność, odważę się powiedzieć - braterstwo, niezrozumiałe dla religii o nastawieniu antropocentrycznym.

Doskonałą ilustracją mistycznego pobratymstwa człowieka, zwierzęcia i rośliny są wierzenia Huiczoli, ludu, który do niedawna jeszcze utrzymywał się z łowiectwa i zbieractwa, a od niedawna zajmuje się uprawą kukurydzy. Można u nich zaobserwować, jak w praktyce następuje przekształcenie dawnych religijnych praktyk łowieckich w obrzędy ludu rolniczego. Ma tu miejsce ścisłe powiązanie między duchem rośliny - ściśle biorąc kukurydzy, z duchem jelenia, do niedawna najważniejszego zwierzęcia, podstawy wyżywienia. Duch jelenia, to jednak nie tylko dusza pojedynczego zwierzęcia, ale nade wszystko bóstwo i heros kulturowy - Starszy Brat Jeleni Ogon, pojawiający się w szamańskiej wizji również w postaci człowieka. Znamy go dobrze i z euroazjatyckiego kręgu kulturowego, jak Pana Dzikiego Zwierza, u Słowian Leszego i Dobrochoczego, przyjmującego postać leśnego człowieka jak i różne formy zwierzęce. Pierwotnie, gdy Huiczole byli jeszcze łowcami, Starszy Brat Jeleni Ogon również był związany z rośliną, tyle, że o zupełnie innym statusie - z pejotlem, dającym możliwość kontaktu ze światem duchów nie tylko szamanowi, ale wszystkim członkom plemienia. Podobny związek odnajdziemy u Indoeuropejczyków, gdzie księżycowy, umierający i zmartwychwstający bóg-byk Soma/Haoma, jest ściśle związany z identycznie nazywanym napojem o działaniu halucynogennym, wytwarzanym z nieznanej obecnie rośliny, być może ruty stepowej zawierającej harmalinę[6]. Zostawmy jednak na boku związki między duchem świętej rośliny a duchem zwierzęcia, z którego powstała, bo to zbytnio zaciemniłoby sedno sprawy, a skupmy na związku między zwierzęciem i człowiekiem.

Wychowani w kręgu kultury judeochrześcijańskiej przyzwyczailiśmy się, na bazie teologicznych założeń, do stawiania przepaści między człowiekiem i zwierzęciem, jako istotą posiadającą (człowiek) lub nie (zwierzę) duszę. W rozumieniu Biblii człowiek dostał zwierzę we władanie od boga Jahwe, w związku z czym, ma prawo zabijać je ze spokojnym sumieniem, szczególnie że nie posiada ono, w odróżnienia od istoty ludzkiej, nieśmiertelnej duszy. Oświeceniowy racjonalizm zrobił krok dalej i uczynił ze zwierzęcia rodzaj biologicznej maszyny zaspakajającej potrzeby człowieka i pozbawionej jakiejkolwiek formy świadomości i uczuć. Końcowy efekt to współczesne fermy przypominające fabryki śmierci i okrucieństwo wobec zwierząt wszędzie tam, gdzie wkracza kultura współczesnego człowieka. Czy jednak naprawdę jest tak, jak mówi Biblia i kartezjańskiej proweniencji naukowcy? Systemy religijne Indii, hinduizm i buddyzm, nie zgodziłyby się z takimi stwierdzeniami. Tam zwierzę to wciąż czująca istota, z którą mamy wiele wspólnego, człowiek może odrodzić się jako zwierzę, zwierzę jako człowiek, nie ma tu prawdziwej, sięgającej istoty różnicy, poza zdolnością człowieka do dyskursywnego myślenia, czyli tą formą świadomości, która związana zostaje z umysłem konceptualnym. Czyli formą świadomości, która według tych nauk najmocniej zniekształca doświadczenie natury świata i człowieka, stoi bowiem na przeszkodzie bezpośredniemu doświadczeniu. Według buddyzmu racjonalizm, tak jak go rozumiemy na Zachodzie, nie jest szczytem rozwoju, ale przeciwnie - chorobą umysłu, zaciemniającą jasne, bezpośrednie widzenie zjawisk. Systemy religijne Wschodu przedstawiają jednak sobą końcową, wysoko rozwiniętą formę mistyki, a dla odkrycia źródła mitu walczących braci potrzebujemy jej postaci pierwotnej. Znajdziemy ją w szamanizmie i w wierzeniach łowców.

Podstawową relacją, jaką odnajdziemy pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem jest tutaj stosunek: zabójca - ofiara. Łowca poluje na zwierzę, które jest dla niego (jak i wszystkich członków plemienia) podstawą pożywienia, gwarancją potrzymania sił i dalszego życia. Życie myśliwego okupione jednak zostaje śmiercią zwierzęcej ofiary, oba wiążą się z sobą w nierozerwalny sposób. Dla łowcy zwierzę nie jest biologicznym robotem, stworzonym przez boga w celu zaspokojenia potrzeb człowieka. Taki stosunek przyjdzie później, gdy ludzie zaczną udomawiać pewne gatunki i hodować je, przystosowując do własnych potrzeb. Myśliwy, a dokładnie pierwotny myśliwy, uzbrojony w łuk, dzidę i nóż, a nie wielostrzałowy sztucer z lunetą, staje wobec poważnego wyzwania. Przychodzi mu zmierzyć się jak równy z równym, a jeśli czasami szala zwycięstwa przechyla się, to częściej na stronę zwierzęcia, niż człowieka. Zwierzę radzi sobie w naturze lepiej niż człowiek, jest szybsze, silniejsze, zwinniejsze, sprytniejsze. Nic dziwnego, że staje się Starszym Bratem, tym, który posiada większe doświadczenie życiowe. Młodszy Brat człowiek może się od niego wiele nauczyć w kwestii radzenia sobie z trudnościami i zagrożeniami płynącymi z natury. Nie bez przyczyny lis staje się uosobieniem sprytu, sokół - szybkości, niedźwiedź - siły, kotowate - cierpliwości i opanowania potrzebnego do długiego wyczekiwania w zasadzce. Wszystkie te zdolności są wysoko cenione przez łowcę. Bez nich czeka go głód i śmierć. Dlatego pierwsze objawienia boskiej mocy, dające człowiekowi wskazówki i błogosławieństwo, przyjmują formy zwierzęce: Orła, Niedźwiedzia, Kruka, Lisa. Wszystkie one związane są z konkretną formą mocy i zdolności, wszystkie również stanowią jedynie jedną z wielu form przejawienia Pana Dzikiego Zwierza, postaci, pod jaką łowcy widzą Wielkiego Ducha. Potrafi się on przyjmować również ludzką postać, bo człowiek i zwierzę są jego potomkami. Sam łączy w sobie cechy zwierzęce i ludzkie, reprezentuje pełnię kosmicznej mocy.

Zwierzę jest Starszym a człowiek Młodszym z Braci. Aby przeżyć, Młodszy Brat zabija Starszego. Znamy to z wielu późniejszych mitów. W czasach, gdy ludzie odeszli od łowiectwa, nikt nie pamięta o przyczynie zabójstwa, opowieść przeinterpretowano, a pamięć o dawnych czasach zatarła się. U ludów rolniczych Młodszy Brat jest gwałtownikiem i zbrodniarzem, którego należy skazać na wygnanie za bratobójstwo, Starszy - zamordowanym, młodym księciem, którego ofiara z własnego życia daje roślinne pożywienie - zboże. U pasterzy, odwrotnie, Młodszy Brat, człowiek, staje się bohaterskim wojownikiem zabijającym Starszego Brata[7], z postaci łownego zwierzęcia sprowadzonego do formy potwora porywającego i więżącego młodą księżniczkę - dziewiczą boginię. To oczywiście skrajne postaci ewolucji mitu, bo może on przyjąć wiele form pośrednich. Gorzej, że przestał on odtąd wyrażać tragiczną prawdę o jedności życia i śmierci, stał się miast tego religijną ideologią służąca podbojowi, generującą nienawiść i poczucie własnej wyższości. Przyjrzyjmy się zatem, co wyrażał mit braci, nim stał się ideologią.

Łowca i zwierzę to bracia, synowie jednego ojca - Wielkiego Ducha, Pana Dzikiego Zwierza. Łowca posiada świadomość tego, że jego ofiara i on są braćmi i że rozlanie braterskiej krwi wywoła gniew ojca. Nie ma jednak wyboru - żeby żyć musi zabijać. Jego świadomość przewyższa świadomość współczesnego człowieka. Myślimy, że kupując jedzenie w sklepie, sami nie zabijając, jesteśmy usprawiedliwieni. Uciekamy od odpowiedzialności zrzucając ją na innych. Łowca zdaje sobie sprawę z pokrewieństwa między sobą a swoją zwierzęcą ofiarą. Wie, że rozlanie braterskiej krwi splami go winą śmierci. Dlatego zanim wyruszy na łowy, pierwsze, co uczyni, to nawiąże kontakt z Panem Dzikiego Zwierza, sam lub, jeśli nie potrafi - poprzez szamana. Wytłumaczy, dlaczego musi zabić swego zwierzęcego brata i ukaże konieczność tego czynu. Łowca nie zabija dla rozrywki, nie zabija również dla sławy, pozycji społecznej, czy samego trofeum. Zadaje śmierć, by sam jej nie ulec. Życie jednego okupione zostaje śmiercią drugiego. Wielki Duch rozumie tę konieczność i zgadza się na zabicie jednego czy kilku podlegających mu zwierząt. Wytłumaczy im, dlaczego powinny oddać swe życie i wyśle je naprzeciw łowcy. Dusza zwierzęcia będzie musiała zostać odprowadzona do zaświatów, skąd wróci odradzając się na ziemi. Żadna część ciała zwierzęcia nie może zostać zmarnowana i musi być potraktowana z odpowiednim szacunkiem, a kości złożone w ziemi dla odrodzenia przez Panią Zwierząt. Nie ma w tym układzie "dobrego" ani "złego", to wzajemny kontrakt, w którym człowiek i zwierzę rozumieją, że są ze sobą związani i zależni, człowiek nawet bardziej od zwierzęcia, bo ono poradzi sobie bez człowieka, a on bez niego - nie. Zwierzęcy brat jest godzien najwyższego szacunku - zgodził się pomóc człowiekowi, składając najwyższą z ofiar, ofiarę własnego życia. Łowca również nie jest zwykłym mordercą, gdyż zabił swego brata, by dać żywność i możliwość przeżycia swojemu plemieniu. Obaj są dawcami życia i obaj nieodłącznie związani są ze śmiercią. Jak to ujął wiele wieków później, w innym już kontekście, Budda Śakjamuni - narodziny są śmiercią. Śmierć to odwrotna strona życia, są jak awers i rewers tej samej monety, jak dwa oblicza jednej postaci.

Przyjrzyjmy się bliżej obu braciom. Jak będą reprezentowani w mitycznej opowieści? Starszy Brat reprezentowany jest z reguły przez dużego roślinożercę: jelenia, łosia, dzikiego kozła, tura, bizona, żubra. Powinien posiadać rogi, gdyż są one związane z siłami życia. Róg, w rozumieniu symbolicznym, jest widocznym naocznie elementem szkieletu, kości, z której odradza się, według archaicznych wierzeń, zabite zwierzę, także z płodnością, z męską potencją i zdolnością walki, ale w aspekcie rywalizacji o samicę i obrony, gdyż nie służy rozszarpywaniu mięsa ofiary, aby je pożreć, jak ostry dziób, kły i pazury. W opowieściach pojawiać się będzie jako postać rogata i wyposażona w imponującego fallusa, gdyż strategia przetrwania roślinożercy polega na dużej płodności, by drapieżnik nie zdołał pożreć całego potomstwa. Rogaci roślinożercy dzielą się na dwie grupy:

1. zwierzynę płową, czyli jeleniowate (jeleń, łoś, sarna, daniel); zrzucającą okresowo poroże, niczym drzewa listowie, o rogach przypominających konary drzew i ubarwieniu rudym, jakby ogorzałym od ognia, w zimie - poszarzałym;

2. pustorogi (tur, żubr, kozioł, baranwalokit), które nie zrzucają poroża i zachowują je na okres zimy, mają często ciemne ubarwienie, a kształt ich rogów daje skojarzenie z sierpem Księżyca.

Jeleniowate tracą poroże w połowie zimy, co daje symboliczny związek z grudniowym przesileniem Słońca i cyklem przemian dającym się zaobserwować w świecie roślin - utratą i odrastaniem liści drzew. Kształt rogów pustorożców kojarzy je z Księżycem i nocą. Z tego powodu w symbolice astralnej przydzielono im planetę Merkurego, w aspekcie gwiazdy wieczornej, tradycyjnie wiązanej w Grecji z bogiem Hermesem. Znak Merkurego w astrologii wygląda jak głowa rogatego byka. W micie reprezentowani będą przez postacie rogaczy (bogów, herosów) rywalizujących z przeciwnikiem o samicę, czyli dawną Panią Dzikiego Zwierza, później boginię lub księżniczkę.

U Greków koziołek/byczek jest młodzieńczym, wieczornym Merkurym, Hermesem, archetypowym bogiem płodności, identyfikowanym również z Dionizosem, wędrującym w orszaku gwiazd, którym przewodzi wieczorna Wenus. Z mitów wiemy, że rogaty bóg, zanim zginie, zapładnia młodą boginię, de facto samicę roślinożercy - łanię, kozę czy krowę, aby zachowana została ciągłość życia i dostatek pożywienia. U ludów rolniczych, gdzie rozwijane są wierzenia z nim związane, śmierć ofiary, zwierzęcej lub ludzkiej (świętego króla) poprzedza bezpośrednio ryt hieros gamos, świętych zaślubin. Jego ofiara daje początek roślinie, która pozwala na kontakt ze światem duchów, w szczególności światem umarłych, a później zbożu, stanowiącemu podstawę wyżywienia u rolników. Bóg-rogacz jest źródłem płodności i życia, od jego przychylności zależy rozrost stad i płodność pól. Dlatego religia rozwijana pod jego patronatem będzie kładła nacisk na mistykę ofiarowania i ofiary, zwłaszcza samoofiarowania oraz mistyczne znaczenie sakramentów ciała i krwi, oraz ich ekwiwalentów w postaci napoju i ciasta z poświęconych mu roślin, jako źródła życia. Ponieważ u rolników bóg-rogacz staje się najczęściej świętym królem, mężem (aczkolwiek tylko tymczasowym) wszystkich kobiet w plemieniu, co daje problem z ustaleniem ojcostwa, to plemiona pasterskie widzą w nim lubieżnego diabła, reprezentującego zwierzęce, seksualne rozpasanie, burzącego patriarchalny porządek dziedziczenia i reprezentującego świat pozostający pod patronatem Wielkiej Bogini. Niestety, również własna, sprytna i chciwa władzy arystokracja plemienna może wykorzystać jego postać jako wzorzec dla ludu, jako potrzebę podporządkowania się i ofiarowania dla dobra ogółu, czyli de facto - elit. W ten sposób dochodzi do powstania "religii niewolników", szczególnie, gdy deprecjonowanie postaci brata-zabójcy doprowadzi do odrzucenia aktywnej, męskiej mocy, związanej z walką i pokonywaniem przeciwności. Powstaje wtedy religia, w której kapłani umierającego boga unikają agresywnej, męskiej siły, jako źródła śmierci i zła. Typowy mit mówi o zaślubinach i śmierci dobrego, łagodnego jak roślinożerca, młodego boga-kochanka Wielkiej Bogini z ręki dzikiego zwierzęcia (łowcy-drapieżnika), lub agresywnego jak zwierzę człowieka. Religia może wówczas wypaczyć się ku obrzędom autokastracji i męskiego transseksualizmu, jak w misteriach Kybele, przez zbyt duży nacisk położony na samoofiarowanie lub przez zdegenerowanie się obrzędów płodności, ku pijackim orgiom, jak w rzymskim wydaniu bachanalii. Bóg wyrażający męskość w jej dającym życie, fallicznym, seksualnym aspekcie, staje się wtenczas uosobieniem pijanego rozpustnika. Zdolność do złożenia samego siebie w ofierze dla większego niż indywidualne dobra, może również zostać przekształcona w gloryfikację słabości i poddaństwa, w bierną zgodę na niesprawiedliwość, w zamian za obietnicę zmartwychwstania poprzez moc umierającego i odradzającego się boga. Ta sama zasada, oparta na samoofiarowaniu, może jednak uzyskać pozytywną postać prostej, bo nie wymagającej rozwijania wyższych mistycznych mocy i gnozy, religii ludowej. Skupiona będzie wokół postaci młodzieńczego boga, dawcy dóbr i płodności (życia), który umierając (oddając życie dla dobra żywych istot) przeciera szlak do szczęśliwych zaświatów. Dla wyznawców skupionych wokół kultu tego boga, staje się on przewodnikiem do królestwa szczęśliwości swego niebiańskiego ojca, Ducha Życia, czyli niegdysiejszego Pana Dzikiego Zwierza. Taką formę religijności, w której pokonanie ego następuje, dzięki współczuciu, na drodze przekroczenia własnego, ograniczonego dobra, przybrała w buddyzmie ścieżka bodhisattwy. Jej ucieleśnieniem jest postać Awalokiteśwary, bodhisattwy współczucia. Poświęcenie życia, dla nakarmienia własnym ciałem głodnych, czujących istot, przebija się poprzez znaną z Dżatak historię o głodnym potomstwie tygrysicy, któremu ofiarowuje się, w swym wcześniejszym wcieleniu, przyszły Budda Śakjamuni. Podobną ideę głosi egzoteryczny nurt chrześcijaństwa, skupiony wokół osoby Chrystusa. Zabity lub złożony w ofierze koziołek/byczek/baranek, powróci jednak pod odrodzoną postacią. Związana ona będzie ze słonecznym, porannym Merkurym. W istocie, solarny syn rodzi się wkrótce po śmierci lunarnego, rogatego ojca, ale przebywa w ukryciu. Mit mówi, że zostaje jako małe dziecko puszczony w koszyku na wody, lub oddany na wychowanie myśliwemu, a wykarmi go w lesie zwierzęca matka-niedźwiedzica, jak w greckiej opowieści o słynnym, trojańskim księciu, Parysie.[8]

Młodszy Brat, dla uzyskania zdolności potrzebnych do upolowania zwierzyny, nabyć musi mocy właściwych mięsożernym drapieżnikom, wcielić w siebie ducha walki. Identyfikując się z nim, przybierze w micie postać orła, sokoła, tygrysa, lwa, wilka, a więc zwierzęcia obdarzonego szponami i ostrym dziobem, kłami i pazurami - tym wszystkim, co służy do zabijania i rozszarpywania mięsa. Symbolicznie moc łowcy wyraża się w ofensywnej, służącej do ataku broni, dzierżonej mocno w dłoni, substytucie pazurów: mieczu, nożu, tym, co przebija i zadaje śmierć. Strategia przetrwania drapieżnika, to sprawność w zabijaniu. Ta gwałtowna, zadająca śmierć, męska moc, skojarzona została z niszczącą siłą burzy: grzmotu, błyskawicy i wichury. Burza może pojawić się zarówno w nocy jak i podczas dnia, trudno byłoby powiązać ją tylko ze Słońcem lub Księżycem, staje się przez to uosobieniem niszczącej mocy niebios. Burzowa chmura może przysłonić zarówno tarczę Słońca, jak i Księżyca, gromowy bohater występować więc będzie jako przeciwnik tak wieczornego, jak i porannego rogatego boga - Merkurego. Po wypełnieniu krwawego zadania i krótkiej fecie, musi jednak odejść. Dlatego u Kadłubka młodszy syn Kraka, po krótkich rządach (świętowaniu zwycięstwa) i wyjściu na jaw, że jest bratobójcą, zostaje wypędzony. Burza jest potrzebna tylko na chwilę, aby dać życiodajny deszcz, potem musi ustąpić miejsca Słońcu lub Księżycowi, bo doprowadziłaby do katastrofy, zalewając ziemię nadmiarem wód i niszcząc wichurą wszystko, co stanie jej na drodze. Dlatego bóg burzy nie zostaje królem ale, jak wedyjski Rudra, zostaje wypędzony za swoje gwałtowne czyny. Cóż, nie ma się co dziwić, rządy króla-drapieżnika to niezbyt dobry pomysł. W opowieści Kadłubka Wanda odrzuca więc propozycję zamążpójścia ze strony niezwyciężonego wodza Alemanów.[9] Jest to symboliczny wyraz krótkiego polecenia, skierowanego do mężczyzny: "naucz się panować nad swoim gniewem".[10]

Polowanie wymaga wykształcenia w człowieku zdolności, które nie są dane z natury, ale muszą zostać uzyskane przez ćwiczenia i opanowanie przynajmniej niektórych odruchów. Stąd dążenie do podniesienia fizycznej siły, wytrzymałości na zmęczenie i ból, zręczności, odrzucenia strachu oraz bojowej sprawności w walce orężem. Opanowanie naturalnych odruchów fizjologicznych snu i odpoczynku, konieczność oszczędzania przed wytężonym wysiłkiem swych sił seksualnych, prowadzić będzie w dalszym rozwoju do praktyk ascetycznych i jogicznych, uznających powstrzymanie się od kontaktów seksualnych jako ważne źródło mocy. Tak właśnie czyni pierwszy jogin - Śiwa. Łowca, a później wojownik musi jednocześnie opanować sztukę wchodzenia na czas walki w odmienny stan świadomości, charakteryzujący się niewrażliwością na ból i zmęczenie, oraz podniesieniem do maksimum wszystkich psychofizjologicznych (kontrola nad układem nerwowym, mięśniami gładkimi) i psychicznych (percepcja, intuicja, szybkość reakcji) zdolności organizmu. Rozwinie się w ten sposób system szkolenia, oparty na rytualnym, stopniowym procesie przełamywania naturalnych odruchów ciała i umysłu. W pierwotnej formie polega na długotrwałym zadawaniu bólu, pozbawieniu snu, jedzenia i napoju, jak w Tańcu Słońca Indian prerii. Stąd pochodzić będą późniejsze religijne obrzędy zadawania sobie ran i bólu. Później przekształci się w wysoko rozwinięte techniki jogi, prowadzące w efekcie końcowym do przekroczenia kondycji ludzkiej. Jeśli jednak w procesie inicjacyjnym zignorowane zostanie poświęcenie, charakterystyczne dla "brata-roślinożercy", grozi to powstaniem pogardy i braku wrażliwości wobec osób słabszych i ułomnych, prowadzącej czasami wręcz do ich fizycznej eliminacji. Tak stało się w Sparcie.

Rozlanie niewinnej krwi jest niebezpieczne, gdyż zadanie śmierci, oparte na stosunku dominacji zabójcy i podległości ofiary, upojenie zwycięstwem, wnieść mogą pokusę zastosowania tej samej mocy w łonie grupy plemiennej. Pierwotne społeczeństwo łowców i zbieraczy nie może sobie na to pozwolić, przetrwanie jest tam uzależnione od współpracy wszystkich członków rodu. Splamiony krwią, oznaką zadania śmierci i upojony bojowym szałem, łowca nie może przestąpić progów osady, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Musi zostać oczyszczony i ostudzony jak w micie o celtyckim bohaterze Cuchulainnie, gdyż moc ma naturę gorąca, ognia. Owo ostudzenie przybierać będzie często postać zanurzenia i obmycia w żeńskich wodach, mających naturę zimna i czystości, po którym następuje wyłonienie się z nich, tożsame z odrodzeniem, w zmienionej, zrównoważonej i spokojnej, co nie znaczy, że słabej postaci. Gwałtowny wojownik Rudra przekształca się w niewzruszonego jogina Śiwę. Późniejsze ryty oczyszczenia przez zanurzenie w wodzie, chrzest zmywający splamienia (pierwotnie: krew zabitego przeciwnika) - występki, tutaj właśnie mają swoje źródło. Destruktywna i gwałtowna moc śmierci przemieniona być musi w pozytywną moc zdecydowania i odwagi, stosunek dominacji i podległości drapieżnika oraz jego ofiary musi zostać pozostawiony poza ludzkimi siedzibami, gdyż tu panuje współzależność i współpraca. Intensywna, ognista energia męska, nim wpuszczona będzie w łono społeczeństwa, musi zostać zrównoważona i uspokojona przez żeńską energię wód.

Na bazie takiej symboliki rozwiną się ryty prowadzące do opowieści związanej z postacią rozpalanego w ogniu i zanurzanego w kadzi, hartowanego przez matkę, boginię lub siostrę herosa. Dlaczego jednak boginię, a nie boga wód? Wynika to z jej zdolności do oczarowywania swoją osobą, pokonania agresywnej męskiej energii przez żeńską moc miłości, działającą jak więzy krępujące napastnika. Z porywającego kobiety i mordującego mężczyzn wilka, drapieżnika o ziemskim charakterze, młodzieniec, przez próby zostaje przekształcony w wyższą, uczłowieczoną formę. Z tego powodu Hera prześladuje w greckich mitach Heraklesa. Odradzająca go bogini, będąca panią życia i uosabiająca ją kobieta, stanie się dlań obiektem kultu, opartego, identycznie jak w przypadku jego brata, na ofierze z samego siebie, wynikającej jednak tym razem z miłości do płci przeciwnej, a nie konieczności nakarmienia głodnych. Rozwinie się w ten sposób kult bogini, skupiający wojowników, przekształcony później w ideę rycerskości. Bogini staje się wtedy dla wojownika jego patronką i nauczycielką, inicjującą go w proces mistycznej transformacji, który doprowadzi do całkowitej przemiany osobowości. Zależność jest jednak obustronna, bo bóg-wojownik (rycerz) daje ze swojej strony gwarancję obrony bogini (królowej), stając zawsze w jej obronie, mimo że w mitach i opowieściach nie zawsze jest jej mężem. W szamanizmie, łowca przed wyruszeniem na polowanie musiał wpierw w wizji lub śnie odbyć stosunek z Panią Dzikiego Zwierza, małżonką Pana Zwierząt, toteż później pojawią się opowieści o miłosnej zdradzie królowej z najlepszym rycerzem królestwa. Któż nie zna historii tajemnej miłości Lancelota i Ginewry, żony króla Artura?

Aby pozbawić się wilczej natury łupieżcy, gromowy bóg przechodzi przez trzy walki. Po pierwsze, musi rozpłatać smoka, dokonując kosmogonicznego podziału jednolitej, pierwotnej natury wszechświata na dwie strefy, niebo i ziemię. Po drugie, zabija swego rogatego Starszego Brata, uwalniając młodą boginię i dając wiosenny rozkwit świata natury. W efekcie dokonanego zabójstwa zostaje wygnany. Powraca w letnie przesilenie, wiedziony pożądaniem do młodej bogini, łączonej w symbolice astralnej z poranną Wenus. W niektórych mitach mówi się, że dokonuje na niej gwałtu, inne, winą za całą sprawę obarczają boginię. Kto ma rację? Chyba żadna ze stron - są to echa pierwotnej opowieści o zawodach, których zwycięzca zostanie młodym władcą i mężem wenusjańskiej panny. Kończą się one śmiercią gromowego bohatera, który odchodzi ze świata, zrzucając swą wilczą skórę.

Młodszy, pojawiający się wiosną, gromowy brat, uosabiający moc burzy i pioruna powiązany jest astralnie z ruchem planety Mars, która porusza się do przodu, potem ucieka cofając się w biegu, a w końcu powraca. Podobnie czyni marsowy bóg, przystępując po wygnaniu do rywalizacji o rękę wenusjańskiej bogini. Przegra jednak i zginie w letnie przesilenie. Trafi do zaświatów, gdzie przejdzie inicjacyjny obrzęd, który oczyści go ze zbrodni, a przede wszystkim - nauczy panowania nad sobą, po czym dopiero powróci i zwycięży po trzykroć swego przeciwnika. Znamy ten schemat z niezliczonych filmów o młodym adepcie sztuk walki, który najpierw nauczywszy się czegoś o władaniu mieczem, albo zgoła własnymi pięściami, rzuca się wściekły na swych wrogów, dostaje baty, ranny ucieka do odludnego miejsca, tam spotyka mistrza sztuk walki, który uczy go cierpliwości i panowania nad swoim gniewem, po czym powraca i zwycięża przeciwnika. Drapieżnik-wojownik posiada skutkiem tego dwie postaci, jedną młodzieńczą i arogancką, wyrażającą groźne upojenie mocą oraz drugą - dojrzałą i zrównoważoną, w istocie dalece groźniejszą w walce. Pierwsza z nich związana została z wiosenną burzą i fantazją młodzieńca, następna - z potężną siłą i doświadczeniem człowieka dorosłego oraz czasem jesieni. Doświadczony bóg-wojownik, panujący nad swą mocą, więc nie tylko silny, ale i mądry, skojarzony został z planetą Jowisz, która obiegając dokoła niebiosa, stała się uosobieniem władcy. Na swój zwycięski powrót będzie jednak musiał poczekać do jesieni. Co ciekawe, w najstarszych wersjach mitów heros uczy się nie u męskiego nauczyciela, ale bogini-wojowniczki. Tak czyni największy bohater iryjskich Celtów, Cuchulainn, którego wprowadza w sztukę walki i poddaje próbom Scathach, "Mroczna", a pomaga mu jej córka Uathach, "Straszna". Nie jest to zresztą zwykła sztuka walki, ale inicjacja typu szamańskiego, w której heros musi dla przykładu przejść po cienkiej jak włos linie nad przepaścią pełną złośliwych duchów. Jego nauczycielka to w istocie potężna pani śmierci i czarów, hinduska Kali lub grecka Hekate. Patriarchalne religie uczyniły z niej prześladowczynię bohatera. Jednak bez tych prób nigdy nie zostałby po trzykroć zwycięskim Triherosem, jak pierwotnie zwano Heraklesa, "prześladowanego" przez Herę.

Cóż jednak się stanie, gdy obrońcy osady nie zdołają powstrzymać młodego furiata? Powstanie zagrożenie gwałtem i mordem. Wojownik nie chce wtedy ostygnąć, upojony własną, nieprzetransformowaną mocą i stosunkiem dominacji nad ofiarą, wprowadza je do siedziby ludzi. Osiąga, jak to się określa w Indiach, stan Rudry, czyli owładnięcia mocą, nad którą nie panuje, która powoduje rozdęcie ego i wrażenie wszechmocy, wyrażające się w chełpliwej i pompatycznej mowie oraz gwałtownych czynach. U tych plemion, gdzie wiosenny bóg burzy stał się kimś w rodzaju ponadjednostkowego, męskiego ego, zwierzęcy przeciwnik i każdy, również ludzki wróg, z nim utożsamiony, zostaje oceniony jako zły i winny naruszenia tabu, związanego z reguły z występkiem seksualnym. Jego zabójstwo nie wymaga skutkiem tego oczyszczenia z sił śmierci. Kobieta i bogini, ocenione negatywnie, jako rozpustne, co jest efektem zazdrości o przegraną rywalizację i wybór na męża konkurenta, zostają poddane woli wojownika, który sam weźmie przemocą, co zechce. Rodzi się społeczny, mizoginiczny gwałt, struktura z panem i niewolnikiem, pogarda dla słabszych, opresyjny patriarchat. Pasterscy wojownicy traktować będą niejednokrotnie podbitych, czczących boginię, spokojnych rolników jako podludzi i obchodzić się z nimi w okrutny sposób, mordując całą męską populację oraz gwałcąc i uprowadzając kobiety.[11] Nic dziwnego, że dla rolników patron wojowników będzie dla odmiany nieopanowaną bestią, zabijającą dobrego i łagodnego boga, mordercą i wrogiem społecznego porządku, którego należy wypędzić poza ludzkie siedziby.


Grzegorz Niedzielski



Przypisy

[1] Mistrz Wincenty (tzw. Kadłubek) - Kronika Polska; str. 15 - 16, Wrocław 1996

[2] W. Toporow; "O kosmologicznych źródłach wczesnohistorycznych opisów"; w: "Semiotyka kultury', praca zbiorowa, PIW, Warszawa 1977, str. 103 - 131.

[3] J. Banaszkiewicz: "O Dumezilu i jego badaniach - bardzo krótko"; w: "G. Dumezil - "Bogowie Germanów, szkice o kształtowaniu się religii", Oficyna Naukowa, Warszawa 2006

[4] E. i M. Taube, Schamanen und Rhapsoden; die geistige Kultur der alten Mongolei; w: A. Szyjewski, "Etnologia religii", Nomos, Kraków 2001, str. 285

[5] Źródłosłów "boga" i "zboża" znajduje się w ie. bhag- "dział, majątek, bogactwo". Zob. W. Boryś, Słownik etymologiczny jezyka polskiego, Kraków 2005.

[6] T. Mc Kenna, "Pokarm bogów", Okultura, Warszawa 2007. Patrz także: M. Zięborak Ariowie i zagadka Somy, w Tarace.

[7] Biblijne echo takiego mitu odkryć można w historii Jakuba i Ezawa.

[8] Chodzi tutaj o motyw heroicznego dzieciństwa. Wrzuceni do wody w naczyniu (skrzyni, koszyku itp.) zostają, dla przykładu: osetyński heros Arahzau, grecki Perseusz, rozsławiony współcześnie przez freudowską psychoanalizę syn króla Teb - Edyp, prześladowany, wraz z matką, przez Kadmosa - Dionizos, czy wreszcie, słynni, rzymscy bracia, Romulus i Remus. Z tymi ostatnimi, łączy się drugi element mitu - wykarmienie przez zwierzęcą matkę. W przypadku Romulusa i Remusa była to wilczyca, ale w polskiej baśni magicznej o Waligórze i Wyrwidębie matki (a w zasadzie - mamki) są dwie: wilczyca i niedźwiedzica. Niedźwiedzica karmi Parysa, podobnie jak arkadyjskiego herosa Arkasa. Czasami, jak w przypadku Achillesa, mit zostaje zreinterpretowany i bohaterem nie opiekuje się już zwierzęca matka, ale zjada on, związane ze źródłem świętej mocy, części ciała totemicznego zwierzęcia - np. szpik niedźwiedzi (kość w kulturze łowców zawiera życiodajną, odradzającą moc).

[9] Wódz Alemanów" z opowieści Kadłubka to jednak postać bardziej złożona niż się wydaje. Pochodzi ona z późniejszego okresu czasu, niż pierwotny mit łowców-zbieraczy i nie należy go utożsamiać w prosty sposób z bogiem gromu. Alemanie - Germanie za swego najwyższego boga i wojennego wodza mieli Odyna, kojarzonego astralnie z Merkurym, a nie Marsem. Problemem tożsamości przeciwnika Wandy zajmę się jeszcze w osobnym artykule.

[10] Takie jest znaczenie imienia Zbygniew.

[11] Przykładem może być podbój Ziemi Obiecanej i rzeź Kanaanejczyków, dokonana przez Izraelitów pod wodzą Jozuego.


» Część II: Królowie z gwiazd » Część III: Koło czasu


Milena Alicja Niedzielska

Komentarze: 1

1. Żywioły • autor: (2013-12-01 10:56:11)

Witam serdecznie ,

Przeczytałem pańską książkę '' Drzewo świata '' i bardzo intryguje mnie pytanie : czy  każdej ze stron posągu ( bóstw ) można  przyporządkowac jeden z kardynalnych żywiołów - ogień ,woda , powietrze i ziemia ? Czy Mokosz będzie boginią matką - ziemią ? Łada -wodą , Perun -ogniem , a Dażbog - powietrzem ? 

Pozdrawiam