Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-06-13

Wojciech Jóźwiak

Odkrywanie Międzymorza
Geograficzna logika naszego regionu Europy

Żeby zobaczyć Międzymorze, trzeba obrócić mapę o 54 stopnie w lewo:

Powyższa mapa jest sprzed 2006 r. i nie pokazuje Czarnogóry i Kosowa jako państw odciętych od Serbii.

Widać wtedy niezwykłe symetrie. Równolegle, a na obróconej mapie poziomo, przebiegają:

Ta ostatnia linia najgłębszych wcięć mórz w kontynent Europy z grubsza pokrywa się z zachodnią granicą Rosji.
Linie te zaznaczono żółto.

Bryła „kontynentu” Międzymorza ma też wyraźną pionową oś symetrii – na mapie linia granatowa.
W pobliżu tej linii – osi symetrii – leżą, patrząc od dołu: Rzym, Zagrzeb, Budapeszt, Lwów i Moskwa.

Tak wyodrębnione Międzymorze, niejako „ciało kontynentu europejskiego” ma wyraźne otoczenie:

– A więc morza A, B i C ustawiają się symetrycznie po trzech stronach tego kontynentalnego masywu.
W kierunku góry Międzymorze przechodzi w Rosję, która ma inną logikę swojej geo-budowy.

Na kolejnej kopii mapy zaznaczam cztery stolice państw-sąsiadów, które to państwa zamykają Międzymorze razem z trzema morzami:

Centra ościennych mocarstw oznaczono na czarno, prócz Rzymu, który biały – z oczywistego powodu: od Rosji, Turcji i Niemiec wychodziły w Międzymorze zabory. Ze strony Italii od czasu upadku Cesarstwa Rzymskiego (zachodniej jego części) nie było w naszą stronę żadnej politycznej ani militarnej ekspansji (Wenecja i Mussolini zaledwie przechwycili wybrzeża Adriatyku), za to szedł ciągły wpływ kultury i kulturowe inspiracje. Jesteśmy, w wielkim stopniu, wciąż uczniami wielkiej kultury Italii!

Trzy czarne kwadraty, moskiewski, berliński i stambulski, wskazują także trzy wciąż aktualne centra siły wobec Międzymorza konkurencyjne, realnie je opanowujące (w tej roli najbardziej Berlin, samodzielnie lub via Unia Europejska) lub mające zamiary ekspansji, dominacji i rekonkwisty, realne lub potencjalne. Czarny kwadrat Moskwy reprezentuje siłę Rosji, agresywną polityczną i militarną, i centralistyczną. Czarny kwadrat Berlina reprezentuje siłę Zachodu Europy, obecnie skupioną w instytucjach Unii Europejskiej – siłę głównie gospodarki i pieniądza, ale także atrakcyjnych nowoczesnych i ponowoczesnych wzorów kulturowych. Czarny kwadrat Stambułu (chociaż urzędową stolicą Turcji jest mniejsza Ankara) reprezentuje siłę Turcji, opierającą się na szybkim wzroście gospodarczym, a jeszcze bardziej na wzroście liczby ludzi, w przeciwieństwie do wyludniającej się Europy, na niewygasłych osmańskich sentymentach imperialnych i na sile chaotycznej masy ludów islamskich, siedzących na tyłach Turcji, którą to masą i chaosem Turcja uczy się skutecznie manipulować dla swych celów. Ciekawy i groźny jest rozwijający się alians między Czarnym Kwadratem Stambulskim a Czarnym Kwadratem Berlińskim: kanclerz Niemiec ściągając islamskich i afrykańskich migrantów do Niemiec działa jako wehikuł interesów Turcji. Wyrażany jest też pogląd, że etniczni Niemcy wkrótce wymrą i zostaną zastąpieni przez niemieckich Turków.

Chociaż Międzymorze definiuje się poprzez sąsiedztwo z trzema morzami, ABC, więc Adriatyckim, Bałtyckim i Czarnym, to charakterystyczna dla tego regionu lub subkontynentu jest niedostępność tych mórz i ich kulturowa obcość – jako zjawiska trwające przez wieki i mające trudne skutki do dziś. Na kolejnej mapie te trudne wybrzeża zakazanych mórz oznaczono białymi owalami:

Najbardziej znany jest przypadek Morza Czarnego, które od reszty kontynentu wzdłuż jego północnych brzegów oddzielone jest Stepem Pontyjskim („Dzikimi Polami”), który przez tysiąclecia był odrębną jednostką geo-kulturową, z gospodarką, organizacją społeczeństw i polityką z gruntu odmienną od Europy, żyjąca w innym niż reszta kontynentu rytmie historycznym. Wpływ Stepu Pontyjskiego na ciało Międzymorza i na resztę kontynentu był jednoznacznie i radykalnie destrukcyjny. (Chociaż stąd, według jednej z koncepcji, przyszły ludy-nosiciele języków indoeuropejskich, czyli językowi przodkowie większości Europy.) Mimo wielu wcześniejszych prób chwytania przyczółków w tym regionie (Grecy, Rzym, Bizancjum, Genua, Litwa i Polska) cywilizację rolniczo-przemysłową zaprowadziła tam dopiero Rosja od XVIII w., a właściwie dopiero w XIX wieku. Wcześniej przez kilka stuleci Dzikie Pola służyły Turcji za „ochronną tarczę groźnego chaosu”, którą otoczyła się od północy; w roli psa gończego zatrudniwszy Tatarów Krymskich – zdumiewający anachronizm na mapie świata. Przez to Dzikie Pola stały się jedną z Nowych Europ – w jednym szeregu z Ameryką Północną, Argentyną i południem Brazylii, Południową Afryką i Australią – zasiedlanych i zagospodarowywanych przez ludzi z Europy dopiero w epoce pary i kolei. (Rosjanie próbowali powtórzyć to przedsięwzięcie jeszcze raz w Mandżurii, ale tam za późno się za to wzięli.) Dopiero od XIX wieku północne wybrzeże Czarnomorskie zaczęło służyć za handlowy łącznik, okno na świat, dla swojego zaplecza (głębokiego przecież) – głównie dzięki Odessie, założonej 1794.

Dzikie Pola do dziś są „niepewną strefą” w obrębie Międzymorza: nazywane przez Rosjan „Nową Rosją” są przedmiotem jej roszczeń, tu zaistniała rewolta w Donbasie, Krym został przez Rosję anektowany (i nie wiadomo, czy do Ukrainy wróci), tutaj wreszcie pozostaje rosyjska ostroga wbita w ciało Międzymorza, jedna z dwóch, czyli Naddniestrze, kolejny przykład na to, jak ościenne mocarstwa lubią otaczać się strefami chaosu. (Chaotyczne jest to, że Naddniestrze będąc faktycznie rosyjską enklawą nie ma żadnego prawnego statusu.)

Mimo oczywistych różnic: stara „stała” kultura, odwieczne miasta, wysoki poziom rozwoju, okresowo (Hanza) przodujący w Europie – wybrzeże Bałtyku przypomina nieszczęsny los Pontu. Tak jak Step Pontyjski był residuum agresywnego koczownictwa, tak kraje nad Bałtykiem długo – najdłużej w Europie – pozostawały residuum przed-państwowej, plemiennej lub rodowej organizacji społeczeństw połączonej z trzymaniem się rodzimych wiar i oporem przed chrześcijaństwem, niejednokrotnie – i na tak wielka skalę tylko tutaj z całej Europy – przełamywanym i pacyfikowanym wojną, podbojem i terrorem, idącym głównie z Niemiec. W ten cykl wpisują się krucjaty Franków przeciw Sasom, Sasów przeciw Połabianom i Pomorzanom, Szwedów przeciw Finom i największa krzyżaków przeciw Prusom, Żmudzi, Łotwie i reszcie Inflant. Jeśli pominąć Finlandię poza Międzymorzem, długotrwałą pozostałością owych krucjat była dominacja Niemców nad Bałtykiem i zasiedlenie przez nich miast, w tym wielkich portowych, jak Gdańsk, Królewiec, Ryga, a także częściowo ich wiejskiego zaplecza. Aż do polskich przesiedleń po 1945 r. kraje wybrzeżne Bałtyku były etniczne różne od interioru: na wybrzeżu żyli i mówili po swojemu Niemcy, Litwini, Łotysze i Estończycy, podczas gdy wnętrze zamieszkiwali Słowianie: Polacy, Białorusini i Rosjanie. Nawet nadbałtycka gałąź Polaków mówiła osobnym językiem: po kaszubsku. Wybrzeża Bałtyku względem interioru przez stulecia były obce. Gdy Inflanty zostały wzięte przez Cesarstwo Rosyjskie, nadal zachowywały swoją etniczną i religijną odmienność, a inflanccy Niemcy stali się szczególną wyróżniona kastą wśród carskiego aparatu. Także za komuny Rosji nie udało się zasymilować „Pribałtyki” mimo masowego osiedlania tam Rosjan. Ponowne wyzwolenie Estonii, Litwy i Łotwy w 1991 r. jest kolejnym przypadkiem odrębności bałtyckiego wybrzeża.

O ile Dzikie Pola swoją odmienność zawdzięczały nadmiarowi otwartej przestrzeni w postaci stepu, o tyle nadbałtycka odmienność wzięła się z przyczyny przeciwnej: trudnej komunikacji i zamknięcia w pogiętym i pociętym krajobrazie moren lodowca czyli pojezierzy. (Pisałem o tym więcej w: „Chrystus i szerszenie. O osobliwościach historii Pojezierza”, i mniej tu: „Wołanie ziemi o dęby”.) – Stąd ta nazwa ad hoc „Dzikie Pojezierze”. – Zapewne mokre pojezierne doły skłaniały do uporczywego trzymania się stariny, więc do pogańskiego konserwatyzmu, który prowokował pobożnych drapieżników.

Wschodnie dalmatyńskie wybrzeże Adriatyku, trzeciego z mórz zakazanych, swoją niedostępność ma z przyczyn najbardziej widocznych: stoi tam bariera gór, prawie nigdzie nie przeciętych dolinami rzek (Neretwa wyjątkiem, ale i tak ta dolina głębiej nie prowadzi), w większości będących erozyjną krasową pustynią, gdzie nadmorskie miasta i osady żyły swoim rybactwem i handlem, z morza, nie z lądu, często jak Dubrownik przyklejone do niegościnnego wybrzeża niby jaskółcze gniazda. Wybrzeże mówiło po swojemu – język dalmatyński wygasł dopiero w początku XX w. – i było osobnej religii: katolickiej wobec prawosławnego lub islamskiego, a wcześniej bogomilskiego interioru. Politycznie smuga weneckich (najrdzenniejszy Zachód!) posiadłości odcinała się od orientu tureckiego imperium we wnętrzu. Również obecnie dziwaczny kształt Chorwacji, niby bumerang, sygnalizuje to zjawisko obcości wybrzeża, o tym samym „mówi” oderwanie się nadbrzeżnej Czarnogóry (ale właściwie zamkniętej między górami) od Serbii, oraz osobność Albanii, „czarnego Piotrusia” Europy.

Drugą stroną niedostępności, obcości i odmienności wybrzeży było to, że większe organizmy państwowe Międzymorza były formacjami z gruntu lądowymi. Litwę przed dostępem do Bałtyku powstrzymywał Zakon, a przed Morzem Czarnym Tatarzy i Turcja. Podobnie było z Polską, długo odepchniętą od Bałtyku przez Niemców zakonnych, w końcu przyssaną doń wąską rurką gdańską. Rosja-Moskwa zrazu nie miała żadnego z tych akwenów, wychodząc nad morze dopiero w odległym arktycznym Archangielsku. Ciekawe, że Piotr I przebił się nad morza w miejscach najdalszych ich wcięć: u ujść Newy i Donu, jakby idąc za narysowaną tu najbardziej zewnętrzną „poziomą” linią Międzymorza – czyżby miał mapę podobną na naszej? Także Węgry miały dojście do morza bardziej niż skromne i wciąż je traciły: Rijeka, wyspa Rab – przecież obce etnicznie i za górami lasami. Austria wojowała o nadmorza północnej Italii, też przecież nie-niemieckie, w końcu musiała zadowolić się jednym Triestem. Podobne stało się udziałem Rumunii, gdy powstawała w XIX wieku: brzeg Morza Czarnego udało się jej uchwycić poprzez pozostałości Dzikich Pól tylko cienką wypustką przy ujściu Dunaju. Nawet Mołdawia została zakneblowana przez pasek ukraiński, co już intrygą Sowietów, jak wiele granicznych pułapek, które zastawili na swoje mniejszości.

Coś jest w Międzymorzu, że do morza z interioru dostać się trudno... Jakieś przeszkody, zapory, obce rygle wyrastają. Po rozpadzie Sowietów został upiorny „Kaliningrad”, po niedawnej agresji rosyjskiej – Festung Krym. Dwie rosyjskie ostrogi wbite w ciało Międzymorza wcinają się dokładnie w najwęższą talię kontynentu, obok linii Gdańsk-Odessa; drugą jest Naddniestrze.

Równolegle do poziomych czysto geograficznych linii organizujących ciało Międzymorza, wyłaniają się wały podwyższonej ludzkiej cywilizacyjnej i politycznej działalności – niby fale idące wzdłuż naturalnych wybrzeży, krawędzi kier litosfery, gór i przewężeń linii brzegowej. Na zwykłej mapie te wały aktywności są widoczne jako ciągi stolic i regionalnych ośrodków:

Od północy idą:

Zgęszczenie stolic jest też widoczne na skrajnym dole, trochę w głąb od Adriatyku: leżą tu Lublana, Zagrzeb, Sarajewo, Podgorica, Prisztina (jeśli uznać Kosowo...), Tirana, Skopje i Ateny. Choć stolice, to (prócz Aten i Zagrzebia) mniejsze i o mniejszej wadze niż niejeden lokalny ośrodek dalej na północ, a nagromadzenie czerwonych punktów na mapie w tym obszarze nie wynika z jego podwyższonej cywilizacyjnej aktywności, tylko z bałkanizacji.

Prócz tych stołecznych dodajmy wał bez stolic, choć wyraźny i ważny:

Poza wałami znalazły się tylko dwie stolice: Tallin i Bukareszt. Tallin znajdzie się w wale Dźwiny-Dniepru, gdy tę strefę trochę zakrzywić, a Bukareszt w wale Dunaju, gdy dopasujemy go do biegu tej wielkiej rzeki.

Spinają te wały linie biegnące z grubsza prostopadle do nich – stare szlaki komunikacji i kulturowych oddziaływań, na mapie w kolorze różowym. Pierwsza to Kolej Warszawsko-Wiedeńska, a właściwie dobre tysiąclecie starszy od niej szlak z Rzymu przez Wenecję i Akwileję, przez Wiedeń z Preszburgiem-Bratysławą, Kraków do Warszawy i dalej do Wilna, z dalszym namiarem na Nowogród, Petersburg i Moskwę.

Druga linia wychodzi z Rijeki przez Zagrzeb i najważniejszy na tej drodze Budapeszt – do Lwowa; dalej gubi się na równinach Polesia lub skręca na Kijów.

Gdzie jest środek, centrum, wirtualne stołeczne miejsce Międzymorza? – Najbardziej centralnie leży Lwów: na półdrożu najbardziej środkowego („warszawskiego”) wału Wisły-Dniestru. Patrząc na geopolitykę, centrum najbardziej ciąży jednak tam, gdzie Dunaj przepływa bramą między Alpami a Karpatami, więc w Wiedniu i sąsiedniej Bratysławie. Gdyby jednak doszło do zakładania realnej stolicy zjednoczonych państw Międzymorza, lepszym miejscem wydaje się Budapeszt, lepiej chroniony z każdej strony górami – jakoś tam czujemy się bezpieczniej.

Kolejne szczegóły dają się zobaczyć, gdy z mapy fizycznej przeniesiemy się na mapę gęstości zaludnienia. Zaznaczyłem na niej obie osie: pionową oś symetrii i poziomą talię; na biało pogrubiona zachodnia krawędź Międzymorza (granica z Niemcami i Włochami):

W dolnej-lewej części wyraźnym fioletem świeci tak zwany „europejski banan” czyli pas najgęstszego zaludniania i zurbanizowania od Florencji przez Mediolan, Szwajcarię, ziemie wzdłuż Renu w Niemczech, Francji i Niderlandach, po Anglię. Właściwie jest to „banan z kropką” – Paryżem.

Ta struktura w zachodniej Europie każe szukać podobnych wykwitów zaludnienia i urbanizacji w naszej części Europy – i znajdujemy. Jest to Kwadrat Wyszehradzki – tak można go nazwać; na mapie objęty grubą zieloną linią. Obejmuje większą część Polski bez pustszych krańców na północnym wschodzie (u góry) i północnym zachodzie (z lewej), prawie całe Czechy, Austrię Dolną z Wiedniem, zachodnią Słowację z Bratysławą i przyległą część Węgier z Budapesztem. To jest rdzeń, jądro, serce Międzymorza. Stąd też, od tych czterech krajów Wyszehradu plus Austria („Trójkąt Sławkowski”) trzeba wychodzić z próbami sklejania Międzymorza, jeśli w ogóle taki zamiar ma kiedykolwiek rokować.

Kwadrat Wyszehradzki dominuje nad całym Międzymorzem. Jego część górna, na zewnątrz od gdańsko-odeskiej talii, jest słabo zaludniona, a część bałkańska jest mozaiką nierównych i rozproszonych regionów.

Dodatek: Polska za ostatnich Piastów i pierwszych Jagiellonów rozprzestrzeniała się zgodnie z topo-logiką Międzymorza:

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 21

[foto]1. "W dolnej-lewej części... • autor: Tomasz Żywy (2016-06-15 00:46:48)

"W dolnej-lewej części wyraźnym fioletem świeci tak zwany „europejski banan” czyli pas najgęstszego zaludniania i zurbanizowania od Florencji przez Mediolan, Szwajcarię, ziemie wzdłuż Renu w Niemczech, Francji i Niderlandach, po Anglię. Właściwie jest to „banan z kropką” – Paryżem."
Wygląda to też jak islamski półksiężyc (żyzny/gęstoludnościowy?, ciekawy zbieg okoliczności zważywszy na mieszkańców dawnej Mezopotamii ;)

[foto]2. Euro-banan • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-06-15 08:14:06)

To pojęcie dobrze znane: https://en.wikipedia.org/wiki/Blue_Banana
eu banan

3. wow :) • autor: (2016-06-15 12:13:09)

Jeden z najbardziej ciekawych artykułów jakie czytałem przez ostatnie 10 lat :)

[foto]4. Dzięki, Sivyrze. Mapę powinno się wydrukować • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-06-15 12:27:15)

Dzięki, Sivyrze za docenienie.
Mapę powinno się wydrukować, w dużym formacie do wieszania na ścianie i mniejszą składaną. Normalnie: z górami, morzami, nizinami, rzekami, szosami, kolejami i granicami państw i województw, ale właśnie w tej orientacji i z wszystkimi napisami tak zorientowanymi. Żeby nie przekrzywiać szyi przy czytaniu. I tę mapę powinno się spopularyzować w 21 państwach Międzymorza.

5. Dużo • autor: stefanurynowicz (2016-06-18 13:39:19)

dobrej roboty. Uznanie. 
A Niemcy wyglądają jak ułamany rożek z prostokąta Międzymorza.  Wiemy z historii,  że tak właśnie jest,  jeśli porównamy Międzymorze do Słowiańszczyzny. 

[foto]6. Będzie więcej • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-06-18 16:45:44)

Dzięki, Stefanie. Będzie więcej, bo ta matryca, obrót o 54 stopnie i symetrie, pozwala wiele zauważyć.

[foto]7. Pierścień BAM: Berlin-Ankara-Moskwa • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-06-29 08:45:34)

Zalecam pilne obserwowanie co się dzieje w trójkącie Berlin -- Ankara -- Moskwa. Rządzący tych trzech regionalnych mocarstw wykazują, że coraz bardziej zacieśniają swój pierścień. Coraz wyraźniej wyłania się ten pierścień, który wyrasta na "głowę" naszego makroregionu, obejmującego zachodnio-wewnętrzną część Azjo-Europo-Środziemnomorza. Ta trójka jest coraz bardziej świadoma własnej jedności-mimo-sprzeczności. Działa tu logika geopolityki, a nie widzimisię jednostek. Turcja jest świadomą czołówką islamskiej masy chaotycznej. Arabowie idą na ślepo, napędzani i trzymani "siłami krótkiego zasięgu". Turcja inaczej, to jest Naród, który nie zapomniał o swoim Imperium i wie, że ma szansę stać się hegemonem Europy.

8. Co do mapy Międzymorza, • autor: stefanurynowicz (2016-07-02 14:47:34)

to mam sugestię, by ukazywać ją w przeciwnym obrocie,  czyli "na płask". Obecne,  pionowe zorientowanie z pewnością jest "bliższe" oryginalnemu, ale na ścianie lepiej by prezentowała się mapa szersza niż wyższa i takie proporcje płacht się zwykle stosuje. 

[foto]9. Ale wtedy... • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-07-03 09:16:28)

...zanika symetria -- a raczej nasze oko przestaje ją wychwytywać, podobnie jak przy normalnym ułożeniu mapy. Mamy tek ustawioną percepcję, żeby symetrię widzieć w pionie -- żeby ocenić czy symetryczna jest twarz lub ludzka sylwetka, bo takie budzą zaufanie i podobają się.

Międzymorze nie ma takiego szczęścia, żeby być (a) rozciągnięte poziomo i jednocześnie (b) symetryczne w pionie -- jak to ma Australia.

10. Wojtku • autor: stefanurynowicz (2016-07-03 20:23:14)

To jest argument. O tym nie pomyślałem.

11. Bardzo ciekawy koncept • autor: (2016-07-12 08:16:19)

Zalinkuję na blog-n-roll.pl

Logika rozwoju państwa Kazimierza Wielkiego (próba przejcia Słupska zamiast Gdańska) i Jagiellonów - 100% racji.

Jedna uwaga bardzo istotna: Wisła jako droga handlowa Gdańsk-Warszawa-Kazimierz-Sandomierz dalej szlak czarnomorski przez Lwów i Mołdawię. Lwów jako stolica? Czemu nie? Budapeszt leży na uboczu a ponadto padł juz kiedyś ofiarą ekspansji islamskiej. Lwów natomiast opierał się dłużej.

[foto]12. @ Alchymista, Lwów, drogi handlowe itd. • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-07-12 10:38:28)

To co wymieniłeś wyżej, Alchymisto, to historia. Jeśli myślisz o przyszłości, to dawne wzory mogą być zawodne. Np. drogi handlowe. Kiedyś wędrujący handlowiec lub transportowiec fizycznie przedeptywał (lub przewiosłowywał) każdy metr drogi i mógł zatrzymać się w każdym miejscu po drodze. Dlatego drogi-szlaki działały tak rozwojowo. Obecnie autostrada, szybka kolej, a zwłaszcza samolot omijają teren, przez który lub nad którym przechodzą. Więc ich rola jest inna niż szlaków wozowych lub łodziowych.
Turcy islamiści kiedyś szli frontem, zajmując każdy kilometr kwadratowy ziemi między startem-Stambułem a celem, np. Wiedniem. Teraz kolonizują nas od środka, od centrów miast. Itd.
Pomimo tego teren, ziemia, obszar, krajobraz ma swoją pamięć, zresztą znacznie starszą niż cywilizacje, i warto ten zapis pamięci wydobyć z mapy. Bo kto w przyszłości będzie na tym terenie coś budował, będzie oddziaływany przez jego pamięć. O tym piszę, może nie zawsze jawnie.

[foto]13. Prorosyjscy analitycy a Międzymorze • autor: Michał Mazur (2016-07-26 15:56:13)

Dziś zauważyłem na FB pewnego publicysty (autor jest absolwentem MGIMO), co na prorosyjskim portalu Duran opublikował nt. rozpadu UE i możliwych przyszłych bloków, jakie by się z tego procesu wyłoniły.
http://theduran.com/post-brexit-eu-regional-breakdown-full-blown-dictatorship/

Niezłe zaskoczenie - na mapie wyrasta... Międzymorze. Nazwane u nich wzorem dawnej Rzplitej - "Neo-Commonwealth". Rozrysowali nawet jego wersję "mini" i wersję "max". Tylko ciekawe czemu kolorem czerwonym. Takim odcieniem najbardziej niemiłym dla oka :)

Mam nadzieję, że nas nie podpuszczają.

14. teoretyzowanie • autor: Jerzy Pomianowski (2016-07-26 20:18:00)

Dosyć naturalny jest ten podział na bloki, ale nie uzwględnia interesów mocarstw, a to one ustalają granice wpływów. Znamienne jest milczenie na temat Białorusi.
Plotki z Pałacu głoszą, że za L. Kaczyńskiego przygotowywany był wariant zjednoczenia Polski z tym krajem, minister Skrzypek uzbierał skutecznie zapas dewiz na ten cel. Nie wiadomo czy był to tylko "plan B", czy realne działanie.

[foto]15. Na mapie wyrasta... Międzymorze • autor: Wojciech Jóźwiak (2016-07-26 20:36:36)

Faktycznie, jako blok z Ukrainy, Polski, Litwy, ale bez Białorusi z ewentualną wersją maxi ze Słowacją, Czechami, Węgrami, Rumunią, Mołdawią, Estonią i Łotwą:

theduran.com/wp-content/uploads/2016/07/Screen-Shot-2016-07-24-at-6.44.04-PM-e1469375215702.png


Imperium aż miło popatrzeć! Jednak myślę, że u autorów takich mapek (których widziałem wiele) działa nawyk, że podobne mapy już widzieli - historyczne, i że skoro kiedyś PL i UA tworzyły jedno państwo to i w przyszłości "muszą" się zrosnąć. Tymczasem proste pytanie: w jakiej sytuacji polski rząd miałby chcieć sobie na głowę brać Ukrainę? Jaki z tego miałby zysk? Póki trwa wojna o secesję Doniecka i Ługańska, i Krym jest nieprawnie wzięty przez Rosję, Ukraina jest antypartnerem zjednoczeniowym dla kogokolwiek; zresztą po to została celowo "naruszona" przez zielone ludziki. Prócz tego ich oligarchia, ich nielegalna gospodarka, ich korupcja -- w razie zjednoczenia natychmiast to by się wlało do kraju-partnera. Znów żeby stawiać warunki i zmuszać wielkiego sąsiada do wewnętrznych reform, na to jesteśmy za ciency i w widocznej perspektywie będziemy.

16. jak najdalej od Ukrainy • autor: Jerzy Pomianowski (2016-07-26 21:57:30)

Ukraina nie pasuje do żadnej konfiguracji, w każdej jest czynnikiem niszczącym. Jest całkowicie rozgrywana i sterowana z zewnątrz, od zawsze. Najemna armia służąca (niezbyt lojalnie, i do czasu) zawsze temu kto więcej obieca i lepiej zapłaci.

[foto]17. Nowa Ukraina? • autor: Michał Mazur (2016-07-30 18:02:14)

No właśnie. Na razie Ukraina nie pasuje, jest elementem destabilizującym. 
NA RAZIE. A może w sercach wielu jej obywateli kształtuje się już Nowa Ukraina?

Blisko 100 tysięcy pielgrzymów przeszło w środę ulicami Kijowa domagając się zakończenia wojny domowej na Ukrainie (wideo). Mimo formalnego zakazu ze strony władz (od Arsena Awakowa), utrudnień a także gróźb ze strony różnych bojówek - które zniechęciły wielu, część pielgrzymów zmuszając do zawrócenia z trasy nawet zaraz przed miastem, jak np. mieszkańców Odessy - w uroczystościach w Kijowie wzięło udział 100 tys. osób! Szli tak ze wschodu i z zachodu... wśród nich nawet i paru "cyborgów". Do stolicy przybyły dwie kolumny pielgrzymów - zachodnia, idąca z ławry poczajowskiej na Wołyniu, i wschodnia idąca z ławry świętogórskiej w Donbasie. Okazją do pielgrzymki był fakt, że na wzgórzu św. Włodzimierza odbyły się uroczystości z okazji rocznicy chrztu Rusi.

Różni bojówkarze blokowali wyjazdy, straszyli kierowców, że spalą im pojazdy, "mienty" (gliny) przeszukiwały plecaki i torebki po kilkanaście razy a policjantki obmacywały starsze kobiety. I co - wszystko na nic. Pielgrzymi i tak doszli, Prosiak i banda wściekli. W mediach państwowych podano, że w uroczystościach wzięło udział 8-9 tys. wiernych - a ludzie wyśmiali te ich "szacunki", w internecie krążą zdjęcia z komentarzami, jak fachowo szacować ilość uczestników.

Coś się zmienia... Zacharczenko mówi, że jest za pojednaniem - wygląda na to, że ma ambicje zostać politykiem ogólnoukraińskiego formatu. Przy innych ustawieniach miałby szansę. Do tego Nadia Sawczenko mówi podobnie - że jest gotowa podjąć negocjacje z "separami" nawet na własną rękę w imieniu swojej części Ukrainy. Dość wojny! 

Nadchodzi Nowa Ukraina. Ambasador amerykański Pyatt wycofany z Kijowa, a to zawsze twardy gracz był. Imperium najwyraźniej odpuszcza, bo widzą, że pewnych zmian społecznych już nie zatrzymają. Gdybym był polskim rządem, to mógłbym nawet próbować rozegrać tę kartę, pomóc im stworzyć tę Nową Ukrainę - współdziałając np. z Iranem, bo sami jesteśmy za słabi. PS. Niech was nie zdziwi wybór takiego sojusznika. Iran od samego początku nie chciał "szczuć" na żadną ze stron. Do tego mają dużo inwestycji na Ukrainie. Podobnie jak "przyczajony tygrys" - czyli Chiny. Sojusznik Iranu, no i Polsce też sprzyjają.

[foto]18. Europa jak ją widzieli Sowieci • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-11-24 12:28:52)

Nie tylko ja obracałem mapy na skos.
Tu przykład skądinąd:
https://niezlomni.com/europa-widziana-oczami-zwiazku-sowieckiego-a-obecnie-rosji-niezwykla-mapa/

Tu pomniejszenie:


19. Ależ ta mapa... • autor: Krabat (2017-11-24 17:40:37)

Ależ ta mapa to wyobrażenie kogoś o tym jak Europę widzieli Sowieci. Napisy są po angielsku, nie cyrylicą.

20. Tutaj ciekawy wpis... • autor: Krabat (2017-11-24 17:46:37)

[foto]21. Wpis ciekawy... • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-11-24 18:50:23)

tamta mapa jest faktycznie o tym jak w USA (lub W. Bryt.?) wyobrażono sobie widok z Kremla na zachód, co nie zmienia, że to jest dobre uchwycenie strategicznej przestrzeni.
Na tamtej mapie widać też "linię Giedyminowiczów" (którzy później zamienili się w Jagiellonów), na której tamta dynastia usiłowała się oprzeć na wschodzie, czyli z grubsza na wschodnim dziale wodnym Dniestru. Czyli na środku tamtej jasnej plamy-wyżyny przed Moskwą. U pani Johanny Haase też jest podobna mapa:

mapa