Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-09-08

Wojciech Jóźwiak

Czy od astrologii można zwariować?
Astro-felieton z 1997 r.

Szukając tekstu, na którym mógłbym testować nowy edytor w Tarace, znalazłem na dnie twardego dysku tekst z 1997 roku, z cyklu "Okiem astrologa", pisany do tygodnika "Gwiazdy Mówią". Pod takim właśnie tytułem: "Czy od astrologii można zwariować?". A że wydał mi się ciekawy, to go oto wznawiam.

Kiedyś takie właśnie pytanie - "Czy od astrologii można zwariować?" - zadano mi w Radiu Zet. Odpowiedziałem, zgodnie z tym, co wiem, że tak. Ale problem niepokoi mnie i przyszła pora, by sprawę wyjaśnić bardziej szczegółowo. Tym bardziej, że parę lat temu, w książce "Cykle zodiaku", napisałem podobnie: "...astrologowie są nawzajem nieufni wobec siebie, w czym może nieco przypominają pacjentów zakładów psychiatrycznych, którzy w swoje urojenia wprawdzie wierzą, ale współtowarzyszy niedoli uważają już raczej za wariatów."

Cóż, astrologom także zdarzają się różne umysłowe przypadłości. Przede wszystkim astrologia dostarcza swoim wyznawcom nowych źródeł lęku. Ktoś kto się bał (na przykład) myszy, braku pieniędzy oraz chorób, po tym, jak nauczył się astrologii, zaczyna się bać... nadchodzących tranzytów.

Ale to tylko początek. To co dzieje się w umysłach niektórych adeptów astrologii, przypomina stan rzeczy znany ze wspomnień wielu schizofreników. Podobnie jak w schizofrenii, pewnym astrologom świat który ich otacza, zaczyna się wydawać hiper-znaczący. W filmie Romana Polańskiego "Lokator" jest piękna scena, w której kamera prowadzona przez owego arcymistrza kina ukazuje taki schizofreniczny świat. Ściany klatki schodowej zaciskają się i duszą. Błyszczące gałki klamek wpatrują się w nieszczęśnika. Zza sąsiednich okien nadawane są ukryte szyfry... Podobnie niektórym astrologom wydaje się, że cały świat nadaje do nich tajemne sygnały. Kasjerki na poczcie z pewnością knują spisek, no bo przecież Księżyc jest w Skorpionie. Wiadomości w dzienniku telewizyjnym są na pewno adresowane do niego, bo w tym czasie Merkury (wiadomości) przechodzi przez jego urodzeniowego Neptuna (telewizja). I tak dalej.

U innych znowu astrologia wzbudza skłonności, aby swoje kroki drobiazgowo planować z radiksem i efemerydami w ręku. Znane są opowieści o pewnym astrologu, który czekał przed sklepem z krawatami, aż wzejdzie jego urodzeniowy piąty dom, bo dopiero to dawało mu gwarancję, że będzie mógł dokonać dobrego wyboru.

W takim świecie nie ma miejsca na rzeczy dowolne, przypadkowe i niekonieczne. Astrologia wzmacnia to nastawienie, bo przecież wszystko musi być "zapisane" w horoskopie! Szczególnym przypadkiem tego nastawienia jest znana w astrologii praktyka odczytywania znaczeń planet i planetoid z nazw, jakie im nadali ich odkrywcy, zwykle poczciwi i nie wtajemniczeni okultystycznie astronomowie. Charles Kowal nazwał odkrytą przez siebie planetoidę Chironem, więc to z pewnością znaczy to, że samo owo ciało niebieskie w ten sposób powiadomiło ludzi o swoim charakterze. A więc skoro mitologiczny Chiron był centaurem-lekarzem, to Chiron-planeta musi patronować uzdrowicielom, a wraz z nimi całemu ruchowi Nowej Ery...

Astrologia stwarza też wdzięczne pole do ekspresji maniakom wielkościowym. Wiemy, kogo ten termin oznacza? Takich facetów, co uważają się za Napoleona albo Einsteina... Rzeczywiście, niejeden astrolog, zbrojny w wiedzę o tym, jaki los kogo czeka, może poczuć się istnym panem życia i śmierci, znawcą i zwiastunem wyroków boskich (lub karmicznych). Ktoś taki zapewne czuje się tak, jakby był sędzią, który w każdej chwili może wydać wyrok skazujący... z ilomaś latami odroczenia. Dlatego wydaje mi się, że do astrologii lgnie niebezpiecznie wielu osobników, którzy wyżywają się w "grzebaniu się" w osobistych tajemnicach klientów, straszą ich przyszłymi nieszczęściami oraz psychicznie uzależniają od siebie - wszystko to po to, aby jeszcze bardziej rozdąć swoje ego. Oczywiście astrolog z takim "przekrętem" jest także klasycznym energetycznym wampirem.

Pocieszę jednak Czytelników, że mimo wszystko wśród astrologów zdarzają się ludzie najzupełniej normalni i zdrowi na umyśle.


PS. Inną dolegliwością, która dręczy środowisko astrologów jest udawanie, że jest się kimś innym niż naprawdę. Świadczą o tym cudzoziemskie nazwiska w rodzaju Andy Collins czy David Harklay. Ja sam też nie jestem od tego wolny. Naprawdę jestem kobietą, nazywam się Sharon Crichton, urodziłam się 26 lat temu w stanie New Hampshire, a pseudonim "Wojciech Jóźwiak" przybrałam ze względów czysto komercyjnych.

27 listopada 1997, 13:57

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 5

[foto]1. Tekst niepotrzebnie straszy • autor: Wojciech Suchomski (2013-09-09 10:15:47)

Spotykam astrologów od 1992 roku i takich patologii NIGDY nie zauważyłem. "Zwariować"? To grube nadużycie. Było kilka osób, które próbowały zaimponować w towarzystwie, niektóre naginały interpretacje aspektów, ale schizofreniczna obawa przed tranzytami czy psychopatyczna kontrola nad klientami to grube przegięcie. Jeśli chodzi o pseudonimy, to stosowało je wielu twórców, że wspomnimy tu tylko o Bolesławie Prusie czy Januszu Korczaku (tak, to są ich pseudonimy!).
Mam wrażenie, Wojtku, że w tym artykule stworzyłeś słomianą czarownicę, po to aby ją okładać kijem.

[foto]2. Pokazuję astrologom... • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-09-09 11:30:44)

Ależ ja tu pokazuję astrologom, czego powinni się strzec!
Poza tym, to jest satyra :)
Która ma swoje specjalne "licencje poetyczne".

3. Kawał był co prawda o psychiatrach, ale... • autor: Przemysław Mirecki (2013-09-09 12:51:08)

też tu pasuje:
"Rano dwóch psychiatrów mija się na ulicy:
- Cześć - co u Ciebie?
- Dziękuję, w porządku.
- A u mnie?"

Przemek Mirecki

[foto]4. Astro sado maso • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-09-09 22:08:54)

Polecam też (bez satyry!) taką ideę:
2010-03-02. ♘ Wojciech Jóźwiak. Astro sado maso.

5. Ad sado maso • autor: Przemysław Mirecki (2013-09-10 10:17:31)

Szczera prawda. Sam takie poczucie "sado" odczuwałem jak zaczynałem działalność uzdrowicielską. Ty tu pacjencie jesteś bezradny, a ja zaraz wszystko będę wiedział. Ale czas nas uczy nie tylko pogody, ale i pokory :) . Okazało się, że wszystkiego nie wiem :D.