Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2017-08-14

Mirosław Piróg

O pewnym wrednym gatunku

Oryginalnie pod tym samym tytułem w blogu Autora „Inne myśli”, 13.08.2017. W Tarace za uprzejmą zgodą.

Życie biologiczne to niesamowite zjawisko. Nikt dokładnie nie wie, jak pojawiło się miliardy lat temu na Ziemi, a następnie jak rozwinęło się i ewoluowało. Biosfera ogrania dziś całą planetę, i pomimo iż zagrażało jej zniszczenie wiele razy, trwa jak dotychczas w najlepsze. Wszelkie zagrożenia dla życia, w postaci wielkich i mniejszych wymierań, zawsze były dotychczas efektem naturalnych procesów. Czy to zmiany klimatu, wybuchy gigantycznych wulkanów lub też asteroida uderzająca w Ziemię – żadne z tych zjawisk nie miało zamiaru zniszczenia życia. Dopiero wraz z pojawieniem się gatunku, który stanowczo na wyrost nazwał się homo sapiens zaistniała fascynująca nowa możliwość, czyli intencjonalna życia destrukcja. Bo homo sapiens to wyjątkowo wredny gatunek, tak patologicznie zapatrzony w siebie, że nawet posunął się do tego, iż wymyślił Boga, który miał stworzyć ludzi jako swe najlepsze dzieło. Ta idea jest zaiste wyrazem niesamowitej pychy, karzącej temu gatunkowi deptać wszelkie przejawy życia, które wykraczają poza jego osobiste wyobrażenia i interesy. Źródłem tej pychy jest coś, z czego owe małpoludy są bardzo dumne, czyli ego-centryczna świadomość, bąbel narcystycznej energii poszukującego jedynie samozaspokojenia. W ciągu ostatnich tysięcy lat Ziemię opanowało wielomiliardowe stado wyłysiałych małpoludów, radośnie i bezmyślnie oddających się prokreacji niczym namnażające się bakterie. Świadomość tych małpoludów charakteryzuje się tak zwaną integracją prymitywną, którą Kazimierz Dąbrowski opisywał jako spoistą strukturę działających automatycznie impulsów i popędów, a której jest podporządkowana inteligencja pełniąca wobec nich funkcje instrumentalne, co owocuje brakiem psychicznego środowiska wewnętrznego oraz licznymi konfliktami z otoczeniem. Dysponując tak prymitywną strukturą psychiczną małpolud uważa się za lepszego od całego życia na tej planecie, ale też oczywiście za lepszego od wszystkich innych małpoludów. W efekcie każdy zachowuje się tak, jakby istniał tylko on, a reszta świata dookoła była tylko sensoryczną pulpą do urabiania. Doskonale ujął to Stanisław Lem, który w jednym ze swych tekstów nazwał homo sapiens monstroteratum furiosum – co się tłumaczy jako ohydek szalej – nie będący niczym innym, jak tylko podrzędnym gatunkiem zamieszkującym najciemniejszy zakątek galaktyki.

Eckhart Tolle pokusił się o taką diagnozę ohydka szaleja: „Gdyby historia ludzkości była klinicznym przypadkiem historii jednego człowieka, diagnoza musiałaby brzmieć: ‚chroniczne omamy paranoidalne, patologiczna skłonność do mordowania oraz czynów skrajnie brutalnych i okrutnych w stosunku do osób uznanych za wrogów – przypisywanie innym własnej nieświadomości. Osobowość psychicznie chorego kryminalisty, z krótkimi i rzadkimi przebłyskami normalności’”. Że to jednostronne, bo nie ma tu nic o Buddzie, Hypatii, Bachu i Einsteinie? Tak, te słowa są jednostronne, bo odnoszą się do całej ludzkości, a nie do jednostek genialnych, które są tylko listkiem figowym dla reszty populacji, a ta jest jeno pożywką dla najniższych instynktów, wypaczających największe osiągnięcia kultury i cywilizacji. Jeśli homo sapiens robi coś dobrego, jest to zawsze wyjątkiem, jeśli czyni coś złego – jest to regułą. Cokolwiek wymyślił, od razu wykorzystywał to do dręczenia pobratymców i destrukcji życia. Religia, jakże miły środek pocieszenia dla maluczkich, od zawsze była wspaniałym sposobem na stygmatyzowanie i mordowanie innowierców, a cudowny sposób napowietrznego przemieszania się jakim jest samolot, od razu wykorzystano do bombardowania wrogów i defoliacji lasów. Zjawisko to nasiliło się obecnie, gdy już trudno mówić o kulturze, bo zamiast tego mamy do czynienia z cywilizacją techniczną, potęgującą dysfunkcje ludzkiego umysłu do tego stopnia, że możemy nie przetrwać do końca wieku. W drugiej połowie XIX wieku Henry David Thoreau powiedział: „Ludzie stali się narzędziami w rękach swoich narzędzi”. W wieku XX stali się samymi narzędziami, jak o tym świadczy eksperyment sprzed kilku dekad, w którym zespół jurorów przeprowadzał wywiad z siedmioma informatykami i siedmioma komputerami, zaprojektowany tak, by nie było wiadomo, kto udziela odpowiedzi. Żadnemu komputerowi nie udało się wmówić jurorom, że jest człowiekiem. Niestety, aż pięciu z siedmiu informatyków odpowiadało tak, że zostało wziętych za komputery.

Niegdyś, przed tysiącami lat, kolejne innowacje kulturowe umożliwiały przetrwanie gatunku ludzkiego, jego ekspansję i wzrost demograficzny. Obecnie, w epoce rewolucji technologicznej, obserwujemy pojawianie się trendu przeciwnego, prowadzącego do samozagłady. Po raz pierwszy w dziejach mamy środki, które mogą unicestwić życie ludzkie na tej planecie – i pozostają one we władaniu ludzi współczesnych, którzy nie wiedzą dokąd zmierzać, których istotą jest rozmijanie się z samym sobą i wynikające stąd błądzenie, jak pisze Giorgio Agamben. Jedynym imperatywem współczesnego człowieka jest pomnażanie zysków i rozwój technologii, co ma sprawić, że nasze życie stanie się „łatwiejsze”. Jednak łatwe życie to najkrótsza ścieżka do autodestrukcji, czy to w wymiarze indywidualnym, czy zbiorowym. Nikt dziś nie może zagwarantować, że gatunek ludzki przetrwa, i to nie z powodu klęski naturalnej, takiej jak uderzenie asteroidy, które zakończyło 65 milionów lat temu epokę dinozaurów. Ekstynkcja gatunku homo sapiens będzie najprawdopodobniej wynikiem naszych własnych działań, gdyż katastrofy naturalne kończą tylko egzystencję gatunków, które prowadzą życie naturalne. My, czyli ludzie prowadzący życie nienaturalne, gotujemy sobie katastrofę nienaturalną, będącą naszym własnym dziełem.


Mirosław Piróg

Komentarze: 13

1. Strach ma wielkie oczy • autor: aldona10 (2017-08-15 09:10:03)

Zgadzam się z autorem, że jesteśmy paskudnym przejawem życia. Może właśnie dlatego musimy doprowadzić do samozagłady aby dać szansę czemuś nowemu? Ja bym tak bardzo się nie przejmowała. Życie powstało bez naszego  udziału. Jest więc szansa, że wciąż będzie dalej trwało z nami lub bez nas. A że nikt nie będzie po nas płakał? No to co? 

[foto]2. Jesteśmy kosiarkami którym... • autor: Jarosław Bzoma (2017-08-15 09:20:57)

Jesteśmy kosiarkami którym się zdaje, że są Kosiarzem :)

[foto]3. Raczej by się... • autor: Mirosław Piróg (2017-08-15 18:50:02)

Raczej by się tu nadawało miano Żniwiarz, jakże obecnie aktualny harvester :)

[foto]4. Art ma... • autor: Roman Kam (2017-08-16 08:42:15)

...przepraszam, czkawka. Art ma prowokujący charakter i dobrze. Przerysowując autor zachęca do poszukiwania jasnej strony człowieka, a że taka istnieje, wiemy wszyscy i wszyscy, poza nieszczęsnymi depresantami, tę nadzieję w sobie mamy. W końcu to my wychowujemy nasze dzieci i wnuki, to my tworzymy grunt pod ich twórcze życie. Czy w świetle powyższego artu, życie jego autora ma sens? Czy autor zalicza siebie do homo sapiens, a jeśli tak, to dlaczego tak lekko przychodzi mu innym tego miana odmawiać? Rozumiem, wziąłem zbyt dosłownie, ale co warta jest abstrakcja bez odniesienia do konkretnych, żywych i czujących ludzi?
Wokół siebie widzę tyle ludzkiego heroizmu, że to mnie zawstydza. Coś mi mówi, że Autor też tak patrzeć potrafi.

[foto]5. Roman Kam - • autor: Mirosław Piróg (2017-08-16 17:44:34)

 tak, ma Pan rację, też widzę wokół siebie wiele jeśli nie heroizmu, to przynajmniej poczciwej dobroci ludzkiej. Ale, jak to już starożytni mawiali, "senatores boni viri, senatus autem mala bestia", czyli, jak tu ująłem w swoim tekście "Jeśli homo sapiens robi coś dobrego, jest to zawsze wyjątkiem, jeśli czyni coś złego – jest to regułą" . I moje spojrzenie na ludzkość jest spojrzeniem nie na ludzi, lecz na całość ludzkości. W tym sensie mój paszkwil na ludzkość - bo taką kategorię literacka by tu można zastosować - stawia mnie poza nią, gdyż autor paszkwilu nigdy nie jest tożsamy z przedmiotem paszkwilu. A patrząc na całość tu trudno być optymistą. Jasne strony jednostek są obecnie przyćmiewane przez procesy masowe, które  indukują raczej ciemniejszą stronę ludzkiej natury. Dużo by pisać. Tylko jeden przykład. Miliard ludzi głoduje. Kilkaset milionów w bogatych państwach obżera się ponad miarę i, uwaga, wyrzuca 30-40 procent żywności (w Polsce też). Jak sobie z pomocą ludzkiego heroizmu z tym poradzić?
A co do optymizmu - każdego inne stany wewnętrzne trzymają przy życiu :), nadzieja nie jest tu monopolistką. 

[foto]6. A ja się zastanawiam • autor: Przemysław Kapałka (2017-08-18 21:27:11)

czemu ten tekst ma służyć, poza wylaniem frustracji i jadu autora? Bo nic konstruktywnego w nim nie widzę.

[foto]7. Miliard ludzi głoduje • autor: Wojciech Jóźwiak (2017-08-18 22:12:13)

"Miliard ludzi głoduje. Kilkaset milionów w bogatych państwach obżera się ponad miarę"
Dodam: I do tego pomiędzy państwami i narodami (oraz plemionami i religiami) trwa wyścig: kto się szybciej namnoży. Bo kogo będzie więcej, ten wygra i swoją gołą liczbą zdominuje, wyprze i pokona innych. Populacje najbardziej dzietne, najbardziej głodne i najbardziej skonfliktowane w dużym stopniu pokrywają się.
Będą dziesiątki (albo setki?) miliardów wijące się na przegrzanych betonowych klepiskach.

[foto]8. Przemysław Kapałka • autor: Mirosław Piróg (2017-08-18 23:15:48)

Niestety nie każdy tekst jest niczym instrukcja obsługi. Ten akurat miał na celu obnażanie umysłów czytelników. Na razie idzie nieźle :)

[foto]9. Wojciech Jóźwiak • autor: Mirosław Piróg (2017-08-18 23:18:55)

Podobno do końca wieku ma być 11-12 miliardów ludzi. Może tyle planeta by zniosła, ale sami ludzie tego raczej nie zniosą. Obecne zamachy, jak ten w Barcelonie, to mikropodrygi samobójczych tendencji, które będą narastać. Nie będę prorokował, kiedy osiągną poziom planetarny, bo nie chcę tego dożyć :)

[foto]10. Człowiek ma taką... • autor: Arkadiusz (2017-08-19 09:03:35)

Człowiek ma taką jowiszową potrzebę ekspansji. Są trzy możliwości, kolejno wg prawdopodobieństwa: albo zniszczymy siebie i planetę, albo znajdziemy sposób ekspansji kosmicznej i wtedy zniszczymy "tylko" Ziemię a sami się rozprzestrzenimy po kosmosie, albo wymyślimy inny, ekologiczny, sposób manifestacji naszej potrzeby ekspansji. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia czy ta trzecia możliwość jest realna, IMO marne szanse.

[foto]11. Ad 5 • autor: Roman Kam (2017-08-19 10:33:51)

Obawiam się, Panie Mirosławie, że to właśnie owe "inne niż nadzieja" motywacje, są źródłem problemów ludzkości, które Pan opisał.

12. iskierka nadziei • autor: Jerzy Pomianowski (2017-08-19 01:29:04)

Nie sądzę. Będzie tyle miliardów, ile potrzeba by Zachód porzucił jałowe dla banków budowanie dobrobytu bez własnej pracy. Nadmiar miliardów zostanie wymordowany.

[foto]13. Ad12 • autor: Mirosław Piróg (2017-08-19 15:20:42)

Oj, tośmy się w intuicjach rozminęli. Bom ja na myśli miał wiedzę. A źródłem kłopotów ludzkości jest raczej jej brak albo i częściej jej aktywne odrzucanie w imię jakowyś pokręconych ideologii, czego dobrym przykładem jest denializm klimatyczny.