Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-06-21

Włodzimierz H. Zylbertal

O co naprawdę jest ta wojna?

"Tylko Duch, jeśli tchnie w glinę, może stworzyć Człowieka"

Antoine de Saint-Exupery

I.

Już niemal 14 lat trwa pierwsza wojna XXI w. Walczą w niej przeciwnicy zda się nierówni: z jednej strony uzbrojone w najnowszą technikę supermocarstwo, aspirujące do wieloaspektowego przewodnictwa w świecie, z drugiej - społeczność spojona fanatycznym przywiązaniem do wartości niezbyt nawet dla większości jej członków atrakcyjnych, lecz tradycyjnych, własnych i lokalnych, a przez to wartych każdej ofiary. Wynik tej wojny wcale nie jest przesądzony, bo nieraz już tak w historii bywało, że fanatyzm i determinacja okazywały się potężniejsze od najwymyślniejszych nawet broni. Aby zatem cokolwiek wyrokować, musimy zrozumieć charakter tej wojny, spróbować pojąć, dlaczego wybuchła i jakie ukryte siły napędzają żołnierzy wrogich armii. Bez tego zdani będziemy tylko na rozwrzeszczaną propagandę obu stron i zalew patriotyzmem podlanego kłamstwa, nieodmiennie towarzyszącego takim zmaganiom.

Wojny miewają różne podłoże: ekonomiczne, religijne, ideologiczne, honorowe, klasowe i wiele innych. Stosunkowo najprościej jest użyć wytłumaczenia ekonomicznego, gdy wojnę wszczyna biedniejszy przeciw bogatszemu, twierdząc, że bogatszy dorobił się kosztem biedniejszego i teraz biedniejszy zabiera, co mu odebrano. Takie motywy można bez trudu odnaleźć w dzisiejszych zmaganiach tzw. wolnego świata z tzw. terroryzmem. Są komentatorzy radzi, by wszystko wyjaśniać w tych kategoriach, twierdząc jeszcze, że ideologia tak wojującego islamu, jak i praw człowieka, jest tylko przykrywką dla brutalnej walki o sukces materialny. Jednak takie wyjaśnienie jest zdecydowanie zbyt prymitywne. Trzeba poszukać dalej, np. pójść tropem pytania o ideologiczne podłoże tej wojny. Bo, że walczą tu dwie nijak do siebie nie przystające ideologie, to widać na pewno.

II.

Ideologia islamu jest tyleż znana, co i wypaczana w powszechnym odbiorze. Dziś kojarzy się on głównie z islamem wojującym, skrajnie nietolerancyjnym, sprymitywizowanym i nauczanym przez ludzi dalekich od mistycznych uniesień. Warto więc przypomnieć, że samo słowo "islam" oznacza "poddanie się Bogu", zaś religia na tym założeniu oparta, jako jeden ze swych filarów, ma pełne zaufanie do Boga. Bóg islamski jest w wizjach założycieli religii muzułmańskiej dawcą pomyślności i rozkoszy - tak na Ziemi, jak i w niebie. Pod jego błogosławieństwem kupcy pomnażają swój majątek, rzemieślnicy udoskonalają wyroby, uczeni zdobywają wiedzę, artyści tworzą arcydzieła. Sam fundator tej religii był zamożnym kupcem, w którego interesie nie leżało prowadzenie wyniszczających wojen. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nędza nie sprzyja duchowości, stąd w jego nauce nie ma potępienia bogactwa, a wręcz przeciwnie. Jest jednak i zalecenie, aby bogactwo nie było celem samym w sobie, aby każdy wierny pamiętał, że jest ono darem Boga.

Utopia społeczna islamu maluje obraz społeczeństwa rządzonego szariatem - prawem surowym, lecz sprawiedliwym, społeczeństwa opartego na dużym poczuciu wspólnoty (prawo koraniczne nakazuje ludziom zamożnym oddać pewien procent swych dochodów na potrzeby gorzej sytuowanych), które w sumie jest tolerancyjne i życzliwe innym wyznaniom. Na przykład pierwsi muzułmanie zalecali tolerancję a nawet szacunek dla innych "narodów Księgi", chrześcijan i Żydów, uznając ich wkład w filozofię i myśl społeczną islamu.

Mahomet - jak wszyscy wybitni wizjonerzy - pozostał niezrozumiany. Jego odbiorcami byli koczowniczy beduini, przywykli bardziej do grabieży niż do jakiegokolwiek poddania się, choćby Bogu. Stał się więc islam protoplastą późniejszych utopii społecznych, pięknych w założeniach, lecz okrutnych w praktyce. Przy tym wszystkim jest to jedyna z wielkich religii monoteistycznych kręgu śródziemnomorskiego, która w swych założeniach cele ziemskie zrównuje z pośmiertnymi, nie faworyzując ani życia ziemskiego kosztem pośmiertnej pustki (jak czyniły to pogańskie religie antyczne), ani też pośmiertnego raju kosztem marności świata, co zapoczątkowało żydostwo, a do skrajności doprowadziło chrześcijaństwo. Warunkiem tak powodzenia w życiu ziemskim, jak i nagrody po odejściu z tego świata, jest dla muzułmanina bezwarunkowa wiara i zaufania do Allaha.

Postulowanej przez Mahometa równowagi społeczeństwa islamskie nigdy nie osiągnęły. Najbliższe tego sielskiego obrazka były czasy szczytowej potęgi państw arabskich, między IX a XIII wiekiem naszej ery. Potęgę tę podkopały z jednej strony wewnętrzne procesy w państwach arabskich, z drugiej - europejskie wyprawy krzyżowe, które zapoczątkowały trwający do dziś konflikt między obu religiami.


III.

Procesy, które doprowadziły do ukształtowania się dzisiejszej kultury euroamerykańskiej są wielce złożone. Za ich początek zgodnie przyjmuje się załamanie średniowiecznego modelu społeczności teocentrycznej i wynikającą z tego załamania nieufność najpierw do religii, rozdartej w wiekach XVI - XVIII wewnętrznymi sporami, a w końcu i do Boga, który według tej religii stworzył człowieka na swoje podobieństwo. Parząc na człowieka tamtych czasów,+ nie można było mieć dobrego zdania o jego stwórcy. Stąd wypływa oświeceniowy bunt przeciwko takiemu Bogu i jego ziemskim przedstawicielom; stąd postanowienie zbudowania raju już tu, na Ziemi, za pomocą środków dostarczanych przez naukę i pochodną od niej technologię. De facto cywilizacja naukowo-techniczna u swego podłoża ma głęboką nieufność do wszelkich form duchowości pozaświatowej; stąd tak szybkie awansowanie nauki do rangi nowej religii. Dziś w świecie zachodnim tylko to, co "naukowo stwierdzone i naukowo dowiedzione" uważane jest za godne uwagi i mające sankcję wiedzy pewnej, dawniej zarezerwowanej dla objawień danych z Niebios.

Gdy zaczęło się okazywać, że technologiczne raje, oparte na wydzieraniu naszej planecie jej zasobów, dostępne są tylko tym, którzy je w porę zawłaszczą, rozpoczął się obłędny zaiste wyścig o opanowanie jak największej ilości tych zasobów. Tylko ci, którzy wystarczająco dużo podbili i zawłaszczyli, mieli okazać się godni używania zdobyczy nauki. Ceną takiego izolacjonizmu okazała się zatrata zdolności współodczuwania. Nie jest bynajmniej przypadkiem, że nauka rozkwitła w szybko rozwijających się ekonomicznie, kolonialnie i militarnie krajach zachodnich; tylko w społeczeństwach ogarniętych obsesją wydarcia światu jak największych bogactw możliwa jest taka zatrata wrażliwości duchowej i społecznej, jaką obserwujemy obecnie. Kolejnym etapem tego procesu stało się zastąpienie religijnej spowiedzi "naukową" psychoterapią, w efekcie czego człowiek coraz częściej rozmawia sam ze sobą, co tylko pogłębia osamotnienie i napędza milionowe zyski przemysłowi "zagłuszaczy samotności" (konsumeryzm, pornografia, narkomania, rzeczywistość wirtualna, kursy rozwoju duchowego, etc).

Nie popełnimy więc wielkiego błędu, twierdząc, że współczesna kultura zachodnia oparta jest na nieufności, wręcz awersji do wszelkich pozaświatowych sił kierujących ludzkim losem. Można się w tym dopatrywać pierwiastka prometejskiego, czyli ubóstwienia człowieka i jego buntu przeciw Stwórcy-ciemężycielowi; można podziwiać niewątpliwy heroizm takiej postawy - ale fakt pozostaje faktem: w końcowym etapie tego procesu człowiek Zachodu, coraz bardziej nieufny, coraz bardziej przez to jałowy duchowo, coraz silniej staje się więźniem technicznych "protez boskości".


IV.

Potrzeba duchowa, czyli pragnienie kontaktu z siłami subtelniejszymi niż materialne ciało i trwalszymi niż przemijająca egzystencja, wydaje się być jedną z ważniejszych potrzeb rozwiniętego człowieka. Duchowość jest najpewniej tak samo ważnym składnikiem człowieczeństwa jak ciało i psychika. I - podobnie jak inne składniki - wymaga odżywiania. Można to robić za pośrednictwem religii, która powinna przyciągać moce duchowe dla swych wyznawców i wśród nich je rozprowadzać; można też czerpać z Matki-Ziemi. Społeczeństwom koczowniczym, do jakich zaliczają się dzisiejsze społeczeństwa zachodnie, właściwy jest sposób pierwszy. A właśnie to źródło zasilania Duchem zostało, w wyniku rewolucji naukowo-technicznej, spostponowane!

Gdy w człowieku nie ma Ducha, człowiek szybko się degeneruje. Podstawowe stają się potrzeby niższe, o biologicznej proweniencji. Wtedy społeczeństwo przypomina ekosystem, w którym panuje ostra konkurencja w dostępie do zasobów środowiska. W odróżnieniu od mieszkańców ekosystemów przyrodniczych, ludzie nie zadowalają się opanowaniem jakiegoś kawałka środowiska; w dążeniu do dającego pewność "raju" bogactwa - tracą człowieczeństwo, a cel zaczyna uświęcać środki. Nigdy nie ma pewności, czy ma się wystarczająco wiele, stąd bezwzględna walka o status majątkowy, sztuczne rozbudzanie potrzeb, podsycanie niepewności przez szybko zmieniające się mody i trendy.

Taką właśnie degenerację obserwujemy w dzisiejszym świecie zachodnim.

Na ogół potrzeba duchowa nie może być właściwe zaspokojona, jeśli nie są wcześniej zaspokojone potrzeby ciała i psychiki. A jeśli w jakiejś kulturze potrzeba duchowa jest uznawana i rozbudzana w procesie wychowania, zaś materialne i społeczne warunki życia są kiepskie, to duchowość szybko się degeneruje i staje się przykrywką mniej lub bardziej chorych ideologii. Jeśli jeszcze uświadomimy sobie, że w kolonialnej i imperialistycznej fazie swego rozwoju kultura Zachodu zrujnowała społeczne i ekonomiczne podłoże duchowości, m. in. w krajach islamskich, zrozumiałe staje się zwulgaryzowanie islamu i sprowadzenie go do roli ideologicznej przykrywki dla aspiracji ekonomicznych i politycznych krajów biedniejszych.

V.

W świetle tego, co już powiedzieliśmy, odpowiedź na tytułowe pytanie tego tekstu powinna być czytelna: w górach Afganistanu i na pograniczu iracko-tureckim ścierają się dziś dwie wizje prawdy życia: jedna oparta na pełnym zaufaniu do świata i Boga, druga zaś na totalnej do nich nieufności. Obie są w dzisiejszym swym wydaniu jednako kalekie, albowiem zarówno wpajana islamskim fanatykom pogarda dla życia, jak i wiara zachodnich żołnierzy w doskonałość ich cywilizacji i chroniących ją maszyn, nie uczy ani refleksji, ani pokory, ani samodzielności. Jako takie nie rozwijają człowieczeństwa, bez którego wiara wyradza się w ślepy fanatyzm, zaś postęp technologiczny prowadzi do bezwzględnej rywalizacji. Nie widać dziś na horyzoncie siły zdolnej skłonić islamskich fanatyków do refleksji, ani też nie ma pancerza chroniącego przed każdym pociskiem. Jeszcze mniej jest szans na porozumienie obu kaleczących dusze ideologii. Jak pokazuje praktyka, umieją one tylko jedno: podporządkowywać sobie całość życia, nie zostawiając miejsca na choćby zwykłą tolerancję. Ideologia często bywa namiastką duchowości, gdyż umie wyzwolić społeczną energię, ale wykorzystuje ją do sobie tylko wiadomych celów, dalekich od realizacji członków społeczności przez ideologię rządzonej. Najsilniej widać to w ideologiach właśnie się ścierających, jakimi są zarówno neototalitarna idea globalizacji (której celem jest całkowite poddanie człowieka władzy kapitału), jak i "tradycyjnie totalitarny" fundamentalizm religijny, który za cel stawia sobie narzucenie wszystkim ludziom własnych abstrakcyjnych dogmatów.

Nie jest więc pierwsza wojna XXI w. aż tak nowa w swym rodzaju, jak twierdzą wojskowi, zawsze zaskakiwani przez nowości, których na poprzedniej wojnie nie było; nowy jest tylko sposób jej prowadzenia w sensie technicznym. Idee napędzające walczących dziś ludzi są aż za dobrze już znajome i oswojone. To tylko totalizmy w nowym przebraniu. Nie płynie z tej wojny żadna pociecha, ani też nadzieja, że jest to wojna ostatnia, że ludzkość wreszcie zaczyna dorastać do zrozumienia jedności Ducha, Świata i Człowieka; jawi się ona raczej jako kolejny etap procesu, który trwa od zakończenia II wojny światowej, a który polega na bieżącym rozładowywaniu agresji w niezliczonych konfliktach lokalnych, które nie oszczędzają nikogo. W wyniku tych wojen najbardziej agresywni osobnicy naszego gatunku po prostu wyrzynają się wzajemnie, zaś przypadkowe ofiary tych zmagań - jeśli przeżyją - uświadamiają sobie często, jak złudna jest serwowana przez masową propagandę, którą karmią się te ofiary, ideologia panowania jednej społeczności nad drugą. Jak złudna jest ta ideologia wobec załamania się nadziei, utraty najbliższych osób, czy - w lżejszych przypadkach - dorobku części lub całości życia.

Dopóki zatem nie zrozumiemy rzeczywistego podłoża współcześnie toczonych wojen, jakim jest pustka duchowa ludzkości, nieważne - religijna, czy technologiczna - darmo się entuzjazmować zwycięstwem praw człowieka nad fundamentalizmem lub na odwrót. I jeśli ta bezsensowna w sumie wojna stanie się dla kogoś okazją do przypomnienia sobie, że człowieczeństwo bez duchowości szybko się degeneruje i że droga do pokoju wiedzie raczej przez odnowienie duchowe ludzi niźli odnowienie techniczne uzbrojenia - przynajmniej taki sens będą miały ofiary już poniesione i przyszłe, jakich zapewne jeszcze wiele będzie poniesionych, zanim dojrzejemy do zrozumienia prawd oczywistych i - jak się właśnie okazuje - najtrudniejszych do przyswojenia.

Włodzimierz H. Zylbertal

Komentarze: 18

[foto]1. Kto kogo • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-22 09:57:52)

Zrównywanie, co do wartości, Zachodu i Islamu, to początek klęski, tym bardziej negowanie wartości Zachodu. Islam prowadzi wojnę z NAMI, nie tylko z tą paskudną Ameryką. Także z Europą. Fanatycy Islamu atakują nie tylko gdzieś daleko od nas, w jakimś Afganistanie lub Iraku -- są w Europie, można powiedzieć, w jej sercu. Są naszym problemem. Islam jest nie tylko religią, bo przede wszystkim jest agresywną i destruktywną totalitarną antyhumanitarną ideologią. Wojna ich z nami (bo nie my jesteśmy agresorem) nie jest zwykłą wojną. Jest wojną o przeżycie i przetrwanie nas albo ich. Na ciaśniejącej Ziemi nie ma jednocześnie miejsca na nas i na nich. Wola, zapał i fanatyzm islamistów, rozumiany jako ich siła ducha, może imponować -- zgadzam się. Podobnie jak bolszewicy pod Leninem, Trockim, Stalinem imponowali niektórym ludziom Zachodu w swoim czasie. Ale my jedziemy z Zachodem, nie z Islamem i nie mamy wyboru, po której stronie się opowiedzieć. Gdybyśmy nawrócili się na islam albo skapitulowali przed nim (zostając jakimiś dhimmi czy zimmi), nie będziemy już sobą, a ludzka rasa musiałaby czekać następne 2 tysiąec lat na renesans, albo nigdy.
Dla równowagi (jeśli nie dla opamiętania) polecam znakomity wywiad: http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/493329,dziennikarz-marek-orzechowski-w-rozmowie-z-dziennik-pl-o-kalifacie-u-drzwi-europy.html

(Marek Orzechowski dla dziennik.pl: Islamiści chcą, byśmy wszyscy podlegali szariatowi)

2. A ja myślę, że p. Włodzimierz ma rację • autor: (2015-06-23 09:16:08)

Jeśli dobrze zrozumiałem... W każdym razie sądzę, że islam (a raczej "laicka utopia islamska") w tym wypadku podobny jest do tzw. "roslin inwazyjnych", które w rzeczywistości wcale nie są inwazyjne. Te rośliny wkraczają tam, gdzie człowiek porzucił uprawne pola. Przykładowo: robinia akacjowa. Rośnie tam, gdzie kiedyś rosło żyto, ale obecnie rośnie perz. Rośnie tam, gdzie nic innego nie chce rosnąc, bo człowiek nadużywał nawozów, oprysków i został sam piasek...

Ateizm jest dla mnie rodzajem perzu - ekspansywny, inwazyjny, prosty do przyjęcia przez prosty rozum, "logiczny", apeluje do podejrzenia tkwiącego w każdym z nas, że istniejące instytucje nas "oszukują", bo zboże nie chce już rosnąć, bo sypanie nawozów i opryski nie pomagają... W sumie ateizm jest ideologią każdego cwaniaka, któremu wydaje sie, że każdemu powodzi sie lepiej, niż jemu. Ale jest też wynikiem błędów tych, którzy zachęcali do zbyt intensywnej uprawy duchowej, którzy zbyt ochoczo tępili chwasty i zadrzewienia śródpolne, tępili CIEŃ.

Przychodzi jednak czas, że cwaniak zaczyna rozumiec, że dalsza uprawa perzu jest jałowa. Nie dojrzewa w nim jednak myśl, że warto by powrócić do uprawy żyta. Pozwala więc rosnąć robinii akacjowej. Robinia jest odporna, nie wymaga chemii, daje znakomity miód - ostatnio właśnie zrabowałem taki miód moim pszczołom ;-) Naprawdę polecam.

Oczywiście nie chciałbym, żeby wszędzie rosła akacja. Wolałbym, żeby ludzie wrócili do uprawy roli, żeby siali rosliny miododajne, takie jak gorczyca, gryka, facelia, nostrzyk i wiele innych... Utopia islamska triumfuje na zwycięstwie ateizmu. Dlatego trzeba wrócić do duchowej uprawy ziemi!

[foto]3. Utopia islamska kolonizuje umysły muzułmanów, nie ateistów • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-23 09:25:29)

Ależ, Alchymisto! Utopia islamska kolonizuje umysły muzułmanów, nie ateistów.
Ilu ateistów konwertowało się na islam? Oraz, ilu z nich doszło do jakiegoś znaczenia, jako politycy, przywódcy, przekaziciele idei?
Metafora z robinią ładna, ale chybiona.

4. bo nie my jesteśmy agresorem • autor: (2015-06-23 09:37:20)

trudno mi się z tym zgodzić, to tak jak powiedzieć: nigdy się nie zezłościłem na nikogo.

Wszyscy to zrobiliśmy, a co stalo się ze zlością?  Podobno w naturze nic nie ginie.

Specjalna grupa zostaje stworzona aby skanalizować tą zlość, kiedyś to byli Niemcy/Nazzi, obecnie najbardziej do tego nadają się tzw. terroryści.

5. @Wojciech Jóźwiak • autor: (2015-06-23 10:30:40)

Sprecyzuję. Oczywiście ideowy ateista to trochę co innego, niż "ateista zwyczajowy". W Polsce wiele tysięcy ludzi w rodzinach wojskowych i milicyjnych było wychowywanych w "duchu" ateizmu. W tej grupie pojawiają się konwersje na islam, znam takie przypadki. Oczywiście nie tylko w tej grupie i nie tylko na islam, ale gdybym był misjonarzem, to bym właśnie w tę grupę uderzał najsilniej i z przekazem możliwie najprostszym.

Ateizm jako "obowiązujący światopogląd", uzewnętrzniony, ale nie przyjęty wewnętrznie, oznacza podatność na pierwszą lepszą utopię religijną jaka się nawinie pod rękę. Bez wiary człowiek istnieć nie może.

[foto]6. Polecam "Opowieści fukuyamiczne", 11 lat temu • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-23 11:49:52)

Polecam cykl "Opowieści fukujamiczne", które pisałem 11 lat temu:
http://www.taraka.pl/opowiesci_fukujamiczne_5
http://www.taraka.pl/opowiesci_fukujamiczne_6 .

Tam jest o "cywilizacyjnych wilkołakach", do których jeszcze wtedy nie zaliczało się islamizmu, bo go jeszcze -- w takim rozmiarze jak teraz -- nie było. Albo o procesie wilkołaczenia cywilizacji.
Europa przerobiła takie wilkołaki dwa: komunistyczny i narodowo-socjalistyczny. Teraz w jej łonie rozwija się trzeci, islamski.

Przy okazji: w tamtych samych tekstach jest o Słowianach i dlaczego z takim sukcesem zajęli kiedyś pół Europy.

7. Brak spoiwa • autor: mechlinski.pawel (2015-06-23 13:23:57)

Przypadków radykalizacji młodych muzułmanów z Europy pod wpływem islamistów jest multum, jest to ważna siła wspierająca kalifat. Ujawnia to cały problematyczny mechanizm w kulturze zachodniej - postmodernistyczny relatywizm moralny i "śmierć Boga" sprowadzają zamęt w młodych umysłach, poszukujących stałości, którą jednoznacznie da im chociażby radykalny islam.
Europa strzeliła sobie w kolano, albo lepiej - kultura europejska odpiłowała gałąź na której sama siedziała i zastanawia się "co teraz z nią będzie?". Nie sugeruje się chrześcijaństwem, ale nie da się ukryć że u podstawy każdej cywilizacji stoi jakaś religia, czy system duchowy, którego pozbawiona zaczyna się chwiać. Może potrzebne jest stworzenie nowego systemu? Latynoamerykanie mają Kościoły ayahuaskowe, a Kościół Peyotlowy "uratował" Indian. Albo inny przykład - dorobek rzymski przetrwał głównie przez istnienie Kościoła Katolickiego (chcąc nie chcąc), a buddyzm tybetański jest spoiwem dla Tybetańczyków nawet pomimo tego, że państwo Tybet de facto nie istnieje.

Bardzo aktualny tekst znalazłem w sieci:
"Konflikty współczesnego świata"
Rozdział II - Zmierzch zachodu? Problem cywilizacji na przestrzeni wieków.
http://winntbg.bg.agh.edu.pl/skrypty2/0073/roz02.pdf
Z 2001 roku, tym bardziej rzuca się w oczy profetyczność prognoz - napływ emigrantów do Europy, wzrost siły cywilizacji islamskiej i islamizmu etc.

[foto]8. Zmierzch...? • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-23 20:18:25)

Oswald Spengler napisał "Zmierzch Zachodu" (Der Untergang des Abendlandes) równo sto lat temu, a jednak ten Zachód jakoś uporczywie nie chce zmierzchnąć.
Wnioskuję stąd, że kolejni prorocy jego zmierzchu są w błędzie.

Linkowany artykuł ciekawy, chociaż w literaturze brakuje Ph. Bagby, "Kultura a historia".

[foto]9. Jan z Damaszku. Islam i (post)komuniści? Szok • autor: Michał Mazur (2015-06-23 20:40:22)

O ile dobrze pamiętam, to św. Jan z Damaszku definiował islam jako religię sprytnego kupca, który dużo podróżował po świecie i stąd znał różne idee, które mógł połączyć i sprzedać jako nowy "towar". Który się przyjął zaskakująco dobrze - i zaskakująco szybko. 

Konwersje na islam w rodzinach ludzi związanych ze służbami i armią w PRL? Przyznam Jakubie, jednocześnie zszokowałeś mnie i nie zszokowałeś... z jednej strony niby trudno pojąć, jak element ateistyczny byłby w stanie uwierzyć w cokolwiek innego niż ideologię opartą mocno na materializmie, z drugiej strony... ludzie ceniący bezwzględną siłę i likwidowanie fizyczne swoich "wrogów" mogą sympatyzować z radykalizmem islamskim. Natomiast pełni niechęci do religii, ale szczególnie tej jednej, konkretnej... biorąc pod uwagę też coś takiego jak "głód duchowy" - tacy ludzie mogą pójść w coś dużo gorszego...Jakbyś mógł coś więcej napisać o tych przypadkach... rozumiem, ochrona danych osobowych itp. ale to może być ciekawe. I pouczające

Coś było na rzeczy, bo wielu islamskich radykałów akceptowało komunizm, na czele z ajatollachami (zaś w l. 40-tych mufti Jerozolimy romansował z narodowo-soclajistycznymi Niemcami). Z drugiej strony... ludzie z rozformowanego obecnie batalionu "Tornado" (a oto dlaczego rozformowanego, skoro mówicie że kresy24 są bardziej obiektywne, to daję linka do nich) fotografowali się z flagami ISIS (info tu). Złota myśl ich dowódcy „Bez tortur życie byłoby nudne” jest zapewne bardzo bliska także oprawcom z ISIS...

[foto]10. Zasadniczo się zgadzam • autor: Przemysław Kapałka (2015-06-23 21:19:04)

Z głównymi tezami artykułu się zgadzam. Gdyby nie zachodnia pustka, brak duchowości i brak szacunku do wszystkich, ta wojna nie mogłaby wybuchnąć. W tej chwili jest to wojna dwóch diabłów. W którą należy się nie mieszać tak długo, jak się da.

[foto]11. @ Przemysław Kapałka • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-23 21:39:11)

To nie jest "wojna dwóch diabłów". To jest wojna diabła z człowiekiem.

[foto]12. @Wojciech • autor: Przemysław Kapałka (2015-06-24 16:14:56)

Wojtku, chyba nie będziesz twierdził, że to, co niesie z sobą Zachód, a szczególnie Ameryka, , jest ludzkie? Ten brak jakichkolwiek wartości poza pieniężnymi, brak szacunku do kogokolwiek i czegokolwiek (w tym Ziemi), jątrzenie gdzie się da, biurokratyzowanie wszystkiego co się da - poprzestając na tym najkrótszym i najpłytszym ujęciu zagadnienia. Chyba nie będziesz nam wmawiał, że to wszystko jest ludzkie? To jest wojna dwóch diabłów, z tą różnicą, że z jednym z nich obcujemy na codzień i się jako tako przyzwyczailiśmy. Kilka innych diabłów się czai (Rosja, Chiny), niezliczona ilość mniejszych diabełków wywołuje wojny lokalne. Jeśli damy się w to wciągnąć (a niewykluczone, że w końcu będziemy musieli), dojdzie do sytuacji podobnej jak w czasie II wojny światowej, kiedy znaleźliśmy się między Hitlerem a Stalinem.

Patrząc na to wszystko dziwię się, że ludzkość jeszcze istnieje i wcale nie jestem pewien, czy to dobrze.

[foto]13. Pomiędzy... • autor: Włodzimierz H. Zylbertal (2015-06-24 18:29:18)

Panie Przemysławie! Podczas oblężenia Leningradu jeden z broniących go sowieckich generałów zanotował: "Mieliśmy wybór między dwoma dyktatorami. Wybraliśmy tego, który mówił po rosyjsku."

[foto]14. Jeśli... • autor: Przemysław Kapałka (2015-06-24 18:41:48)

Jeśli będę musiał wybierać, wybiorę tak, jak ten generał - tego naszego diabła. Na razie staram się nie wybierać w ogóle.

[foto]15. Polemika w osobnym tekście • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-25 16:59:28)

Zapraszam do polemiki, która zamieściłem jako osobny tekst:

"Czytanie.... Włodzimierza Zylbertala o Islamie i o nas. Polemika z tekstem ′O co naprawdę jest ta wojna?′"

[foto]16. islam, chrześcijaństwo itd • autor: Łukasz Łuczaj (2015-06-25 20:09:05)

Wojtku, jestem zaskoczony u Ciebie aż tak wielką krytyką islamu. To co głosi islam samo w sobie można różnie interpretować (podobnie jak chrześcijaństwo i wcale nie jest od niego gorszy ani lepszy). Wg mnie problemem w islamie jest silna seksualna represja w sferze emic, która kumuluje dużo energii w młodych mężczyznach i zwiększa ich agresję.Dopóki się islam seksualnie nie rozluźni będą z nim ciągle problemy. Islam powstał jako religia ograniczonych pustynnych zasobów, religia obrony swoich kobiet i walki o nie. Jedyna droga w walce ze "złym" islamem to liberalizacja seksualna w tych krajach. Znam wielu muzułmańskich młodych mężczyzn. Oni są totalnie seksualnie sfrustrowani.

[foto]17. @ Łukasz Łuczaj • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-25 22:24:13)

>>> To co głosi islam samo w sobie można różnie interpretować (podobnie jak chrześcijaństwo i wcale nie jest od niego gorszy ani lepszy).
Ale chrześcijaństwo wcale nie jest moim ideałem:) ---Tu napisałem więcej: "Czytanie.... Włodzimierza Zylbertala o Islamie i o nas".
>>>problemem w islamie jest silna seksualna represja w sferze emic
Co to jest "sfera emic"?

[foto]18. Tytułem prasówki... • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-25 23:15:43)