Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-01-14

Wojciech Jóźwiak

Numerologia czyli zabobon bardziej idiotyczny niż szkodliwy

Odpowiadam Maurisowi na:
7. pytanie • autor: mauris 2012-01-11 10:30:46

O ile znaczenie imienia w jego semantycznym sensie z jednej, a symbolicznym z drugiej strony jest oczywiste, to co sądzić o liczbowym znaczeniu imion i nazwisk, gdzie każdej literze przypisywana jest jakaś cyfra, a ich suma dopiero ma jakieś wróżebne znaczenie?


Drogi Maurisie,

najprościej byłoby odpowiedzieć słowami Józefa Bocheńskiego, iż numerologia to „dziwaczny zabobon, na szczęście bardziej idiotyczny niż szkodliwy”. (Całe zdanie: „Jednym z najdziwniejszych faktów współczesności jest to, że poważni ludzie wierzą nieraz w ten dziwaczny zabobon. Na szczęście jest on bardziej idiotyczny niż szkodliwy. Inne filozoficzne zabobony wyglądają mniej śmiesznie, ale są często śmiertelnie niebezpieczne. ” Więcej>>)

Bo co musiałoby być zapewnione, żeby numerologia – wraz z „literologią” - działała? Musiałyby mieć ze sobą coś wspólnego i nieść pewien wspólny sens, słowa mające jednakową swoją „liczbę”. Ta liczba bierze się z zsumowania liczb liter. Litery mają liczbę równą jej kolejności w alfabecie, czyli a=1, b=2, c=3 itd. Nie bawiąc się w liczenie, wynika stąd, że jakiś wspólny i „magiczny” lub wróżebny sens miałyby słowa złożone z tych samych liter, tylko przestawianych, np. kot, tok, kto. Ale już słowa kot, kotu, kotem, koty miałyby inne liczby, więc i inny sens i ten sens byłby wspólny z całkiem innymi słowami niż kot. Kot i matka mają te samą liczbę 1. Czy cokolwiek z tego wynika?

Numerologia-literologia – czyli gematria – była praktykowana przez żydowskich „uczonych w piśmie” i była ściśle związana z tamtymi wierzeniami i z hebrajskim językiem i pismem. W hebrajskim litery służyły do zapisywania zarówno słów jak i liczb. Każdy znak pisma miał wartość dźwiękową i jednocześnie liczbową. (Tak samo było we wszystkich systemach starożytnych przed wynalazkiem zera i pozycyjnego czyli dzisiejszego zapisu liczb - w języku greckim i w łacinie; pozostałością tego są cyfry rzymskie.) Każde słowo hebrajskie mogło być odczytane jako liczba. Żydowski „uczony” widząc słowa w księgach jednocześnie widział liczby! Działało to w drugą stronę: każdą liczbę można było odczytać jako słowo. Niektóre z tych słów istniały w języku, inne nie i dlatego mogły się wydawać imionami jakichś demonów. Gdyż litera w hebrajskim nie zapisywała fonemu (jak u nas, w grackim, w łacinie...) tylko sylabę – w której spółgłoska była zapisana jawnie, a samogłoska domyślna. Dlatego każdy ciąg hebrajskich liter da się odczytać na głos, a w naszym piśmie i języku – nie. Plus jeszcze jeden czynnik: Żydzi od jakiegoś czasu zaczęli wierzyć, że Tora nie jest ludzkim dziełem, ale została stworzona przez Boga i to nawet wcześniej niż świat. Wobec tego oni nie mieli tych wątpliwości, które mamy my. To co widzieli w literach, słowach i Torze, było w ich mniemaniu starsze, pewniejsze i bardziej „zagruntowane” w bycie niż świat przyrody. Było mocniejsze niż fakty świata materialnego. W piśmie nie mogło być żadnej dowolności. Skoro litera bet była równa liczbie 2, to był to dla nich fakt obiektywny i równie mocny lub mocniejszy niż dla nas prawo grawitacji. Przez to każdy tekst zapisany dla „uczonych” miał dwa sensy, dwa „czytania”: jedno zwykłe, dla niewtajemniczonych w pismo, i drugie dla wtajemniczonych, to znaczenie wynikające z „liczb” słów i imion. „Uczeni” hebrajscy myśleli dwoma szlakami: jednym zwykłym, drugim gematrycznym.


Ta sztuczka z gematrią nie wyjdzie w innym języku. W hebrajskim przy odmianie słów litery-spółgłoski pozostają (przeważnie) stałe, zmieniają się samogłoski, których się nie pisze, więc nie wpływają na liczbę. U nas po polsku zmienia się cały zapis. Jakiej by nie przyjąć konwencji, słowa (powiedzmy) noga, nodze, nogami będą mieć różne liczby.

Ale przede wszystkim, o czym my mówimy? Żeby z czystym sumieniem stosować gematrię (czyli żeby nie popadać w idiotyzm wg opinii Bocheńskiego), trzeba by zapomnieć o tym, że język jest konwencjonalny i zmienia się w czasie, a pismo, zapis literami jest konwencją do kwadratu. Trzeba by zacząć zastanawiać się, czy może ważniejszy od pisma, bo bardziej obiektywny, jest język mówiony z jego fonemami. Ale w takim razie gdzie mamy fonemy w literach? Czy w słowie koński mamy fonemy k,o,ń,s,k,i czy k,o,j,s,k,i ? – bo to „ń” jest fonetycznie „nosowym 'i' niesylabicznym” czyli „nosowym j”. Albo czy „kot” i „kod” są gematrycznie równe czy różne?

I dalsze pytania, które warto rozważyć, na przykład: Czy w polskiej gematrii litera d ma liczbę 4 (jak w łacinie lub angielskim) czy może 6. Dlaczego? - Ponieważ przed nią są a, ą, b, c, ć. Ale Szwedzi swoje litery ze znaczkami wstawiają na koniec alfabetu. Więc może my je powinniśmy też przestawić na koniec? Niemcy znowu w swoim alfabetycznym porządku zrównują litery ze znaczkami i bez znaczków. Czy wobec tego również po polsku mąż i maź mają tę samą liczbę? W konwencji niemieckiej słowo ćma miałoby liczbę 8, w szwedzkiej 6, w polskiej 4. Policz!


Wnioski:

Obiektywnie, Józef Maria Bocheński ma rację: numerologia to dziwaczny zabobon, na szczęście bardziej idiotyczny niż szkodliwy.

Gematrii warto uczyć się tylko na gruncie języka hebrajskiego. Pytanie, po co? - Żeby odtworzyć sposób myślenia żydowskich „uczonych w piśmie” i odkryć sens pisanych przez nich tekstów, ma się rozumieć, jeśli kogoś to interesuje. To jest jedyne zastosowanie jakie widzę.

W języku polski, angielskim czy jakimkolwiek dzisiejszym gematria może być tylko zabawą literacką. (Jak układanie palindromów - słów czytanych tak samo wprost i wspak - w czym celował Stanisław Barańczak.) Przyznam się, że bawiłem się taką zabawą w mojej książce o imionach. Żeby czytelnicy nie traktowali tamtej gematrii zbyt poważnie, jej system wymyśliłem na nowo, tak żeby liczby imion były inne niż według innych numerologów. Tamten system bardzo dowcipnie uzasadniłem :)


Jeszcze jedno. Gematria czyli podwójne świecenie słów „światłem” zwykłego znaczenia i „światłem” liczby ma sens taki, że rozmnaża prawdopodobieństwo zaistnienia serii w sensie prawa serii Paula Kammerera. Dostarcza więcej surowca seriom czyli koincydencjom lub synchronicznościom. Co jest osobnym tematem, dużo ciekawszym niż wróżenie z imion.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 1

[foto]1. Niby masz rację, ale... • autor: Przemysław Kapałka (2012-01-19 20:13:42)

Niby się z Tobą zgadzam i mógłbym jeszcze dorzucić garść innych wątpliwości i uwag na temat bezsensu.
Ale.
Kiedyś jednak poszedłem do numerolożki. Ona rozpisała sobie moją datę urodzenia, rozpisała po swojemu moje imię, nazwisko i imię z bierzmowania. Po czym powiedziała mi, jaki jestem i jaki byłem przed bierzmowaniem, i zgadzało się wszystko z wyjątkiem jakichś drugorzędnych spraw. I przy tym cały czas bardzo uważnie studiowała tą moją rozpiskę, a na mnie - nawet nie zerkała. Dodam, że znała mnie niezbyt dobrze i dużo krócej, niż minęło od mojego bierzmowania.
Ja po tym doświadczeniu uznałem, że po prostu zetknąłem się ze zjawiskiem, którego nie jestem w stanie zrozumieć.
Czy jej zalecenia mi pomogły - nie wiem. Owszem, wiele się zaczęło zmieniać na lepsze, ale czynników, które mogły to wywołać, było więcej i nie potrafię określić, ile w tym zasługi jej zaleceń.