Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2007-06-12

Wojciech Jóźwiak

Czy Nietzsche może być praktykowany? (Cz. IV)
Filozofia Nietzschego a rozwoj duchowy

odcinki:  I   II   III   IV 

(13)

Czy Zaratustra ma coś z szamana? A może i sam Nietzsche? Nie mam w pamięci wszystkich jego książek, ale wydaje się, że o szamanach nie pisał. Było za wcześnie: jeszcze pojęcie "szaman" nie zrobiło takiej kariery, jaką miało zrobić w XX wieku. O szamanach coś wiedziano w Rosji, ale Rosjanie zbytnio nie przejmowali się "tańczącymi z duchami" u swych syberyjskich sąsiadów, bo własnych mistyków, jurodiwych, nawiedzeńców i religijnych szaleńców mieli u siebie w nadmiarze. Szaman jako literacki bohater pojawił się u Słowackiego w poemacie "Anhelli", prawie pół wieku przed nietzscheańskim Zaratustrą, ale mało miał w sobie szamańskiego gatunku, upozowany był raczej na proroka Izraela: widać, że Słowacki niewiele jeszcze o szamanach wiedział; zresztą żaden to dla poety despekt. Jeśli szukać wzorów i typów, to Zaratustra tak samo został przez Nietzschego upozowany na proroka-pustelnika o biblijnych korzeniach: kogoś w typie Eliasza, Ezechiela lub Jana Chrzciciela; Mojżesz też tu należy. Swoją przemianę, swoją jakość Zaratustra uzyskuje jak tamci na pustyni, rozumianej zgodnie z pierwotnym sensem tego słowa jako miejsce odludne, ale niekoniecznie jako miejsce nieprzyjaźnie suche; są to zresztą góry, nie pustynia w sensie botanicznym; ślad rzeczywistych wędrówek autora po Alpach. Zdumiewające, ale Grecy w ogóle nie znali pustynnych proroków! To wynalazek Izraelitów, chociaż... tak wiele Żydzi zapożyczyli od swych przyjaciół i wybawców Persów, że może i swoich proroków pozowali na irański wzór, a wtedy właśnie Zoroaster-Zaratusztra byłby pierwszy? - Odkrywca i prorok Ahury-Mazdy (a raczej dokładnie odwrotnie: odkryty i powołany przez Ahurę-Mazdę), tak jak Mojżesz był odkrywcą Jehowy (lub odwrotnie).

Skąd ta kariera, jaką w ostatnich kilkudziesięciu latach zrobiła w euro-amerykańskim kręgu figura szamana? Dlaczego nagle pomysł na życie "zostać szamanem" stał się tak atrakcyjny wśród miejskich wykształconych Białych? Gdy porównuje się neo-szamanów z poprzednimi pokoleniami okultystów i religijnych kontestatorów, widać różnicę. Religijni kontestatorzy usiłują odtwarzać kościoły - tworzyć "prawdziwe kościoły", takie jakie być według nich powinny zamiast tych realnych, nieprawdziwych i wypaczonych. Skutkiem tego tworzą sekty: to jest ten rodzaj organizacji, który im wychodzi w wyniku. W przypadku teozofów od Bławatskiej, steinerowskich antropozofów, złotoświtowców (Golden Dawn) lub crowleyan uderzający jest wpływ tego, co usłyszeli o sanghach tybetańskich mnichów i o wtajemniczonych hinduskich joginach; a i własna europejska tradycja hermetycznych i wolnomularskich stowarzyszeń dodała się jako inspiracja. Wszyscy ci okultyści starszego pokolenia usiłują budować hierarchie wtajemniczeń - jak sekciarze kościoły - tak jakby zaistnieć mogli tylko w gromadzie, i nie w gromadzie byle jakiej, lecz ściśle ustrukturowanej, gdzie są "adepci" i "mistrzowie", z których jedni mają drugich pouczać, a drudzy pierwszym zazdrościć pozycji. Słysząc, że gdzieś takie hierarchie wtajemniczonych są (co było w podobnym stopniu echem faktów, jak i ich własną iluzją), usiłują podobne hierarchie zainscenizować pośród siebie. Tam zaś, gdzie budowana struktura wymagała "wysokich mistrzów", którzy powinni byli zasiadać na swych tronach, zmyślano ich, kłamiąc i fantazjując. U początku każdego chyba takiego ruchu leżał przecież założycielski blef.

Ruch szamańsko-naśladowczy, czyli biało-szamański, neo-szamański, miał przynajmniej trzech poprzedników i konkurentów o podobny gatunek (młodych) umysłów, które jako mem zasiedlał. Pierwsi, to wspomniani chrześcijańscy lub para-chrześcijańscy kontestatorzy-sekciarze; drudzy okultyści - jak wymieniłem: od Bławatskiej, Steinera, Złotoświtania, Crowleya; pewnie i Junga dałoby się w końcu pomiędzy tych ojców (i matki) założycieli zaliczyć. Trzeci prąd utworzyli orientalni guru, którzy swe nauki zaczęli głosić obywatelom Zachodu; było i jest ich wielu, zwłaszcza od czasu ich masowego napływu około roku 1970. Te trzy konkurencyjne propozycje trzeba brać pod uwagę, by zobaczyć przyczyny atrakcyjności drogi szamana. Chrześcijańscy radykałowie-sekciarze jawią się jako formacja nazbyt tradycyjna i przez to kulturowo oswojona; po każdym ich "A" wiadomo od razu, jakie powiedzą "B". Mimo to ich ruchy wciąż na nowo powstają, tworzone z dobrą lub złą wiarą, także u nas; intelektualiści lekceważą je, nie zauważają: w przekonaniu, że tamci nie mają im nic do dania. Wspólną zaś wadą okultystów i sangh orientalnych - w jeden wór wrzuciwszy buddystów obrządków japońskich, tybetańskich i cejlońskich, hinduistów od Kryszny i nie od Kryszny, a także bon, sufi i tak dalej... - jest to, że tam trzeba się słuchać starszych. Dostaje się gotowe nauki i praktyki - i wio! Przed tobą nieskończenie długa droga, ściśle zabudowana i przewidziana w szczegółach, ale gdzie nie widać ani mety ani podium zwycięzcy; Azjaci zresztą i tak nie dopuszczą cię do swojej elity. Tymczasem nowoczesny edukowany mieszkaniec Zachodu nie lubi nadmiaru pouczeń, za to lubi mieć widok na szybki sukces. Otóż droga szamana obiecuje mu i jedno, i drugie.

Pominę kwestię, czy biały miejski szamanizm ma cokolwiek wspólnego z szamanizmem oryginalnym; czy tylko zawłaszczono sobie to ładne tunguskie słówko, "szaman". Można uważać go za "byt" czysto zachodnio-nowoczesny. Jego atrakcyjność polega na jego indywidualizmie. Neo-szaman nie musi być posłuszny guru (jak w sanghach orientalnych), nie musi należeć do loży ani zdobywać kolejnych stopni wtajemniczenia. Nie jest zależny od jakiejkolwiek sakralnej lub parasakralnej społeczności z jej rolami i układami - co zgodne jest z potrzebą wolności, rzeczy rzadkiej i pożądanej w dzisiejszych nieznośnie przeregulowanych społeczeństwach. Wzorem ludów pierwotnych, głównym, a może jedynym tytułem do zostania szamanem jest wybranie przez duchy, co przełożone na świecki język oznaczać może tylko osobiste uzdolnienia w tym kierunku, co nie jest przeszkodą, lecz zachętą, bo każdy edukowany człowiek nowoczesny uważa się za jednostkę wybitną. Bycie szamanem oznacza w istocie praktykowanie wolności, dowolności i własnego wyboru także w sferze duchowej. Szaman przy tym jest inny (niż wszyscy), osobny, wybitny i wybrany, żyje poza społecznością zwykłych zjadaczy manioku bądź pieczeni z karibu, posiada wiedzę niedostępną innym, posiada wreszcie moce dające mu przewagę na innymi. Kiedy to przełoży się na nowoczesne stosunki, to czego można chcieć więcej?! I to wyjaśnia karierę bycia szamanem. Victor Sanchez (i inni) piętnuje tę modę, jednak leceważyć jej nie można.

Zaratustra Nietzschego nosi wiele podobieństw do typu szamana: zarówno tego "neo", jak i do bohatera starych mitów. Po swoją wiedzę udaje się nie do ludzkich mistrzów ani szkół, lecz na odosobnienie, na pustynię-anekumenę. (Ten atrybut wprawdzie dzieli z prorokami Biblii - jacy oni wciąż okazują się nowocześni!) Za rozmówców i na usługi ma swoje zwierzęta mocy, co jest ściśle szamańskim motywem. Tymi zwierzętami mocy u Zaratustry są orzeł i wąż, der Adler und die Schlange - po niemiecku istoty noszące nazwy rodzaju męskiego i żeńskiego, co ważne. O mitologicznych odniesieniach obu mam zamiar dalej rozwinąć. W końcowej scenie książki pojawiają się następne zwierzęta mocy: lew i gołębie. Ciekawa byłaby lista rozmówców Zaratustry, wśród których prócz postaci ludzkich, jak stary święty, dwaj linoskoczkowie i mrukliwy leśnik w Przedmowie, lub królowie, papież, czarownik i inni goście w czwartej księdze, są takie personae dramatis jak Dusza, Życie, Serce, Wieczność. Odróżnić by też należało te postaci, które Zaratustrze odpowiadają własnymi słowami - tu są jego zwierzęta chórem, czyli wąż i orzeł; dalej Karzeł, Dusza, nawet jedząca wieniec owca - oraz postaci milczące, chociaż bohater do nich przemawia, jak Słońce lub Wieczność. W jakimś sensie postaci te są odpowiednikami szamańskich duchów, gęsto otaczających szamanów, będących ich towarzystwem.

Szaman (pisałem o tym w "Tańczący z duchami czyli o czterech rodzajach odmiennej świadomości"), wśród różnych typów obcujących z duchami lub w ogóle stanami odmiennej świadomości, jest tym, który tamtej rzeczywistości stawia czoła we własnym imieniu, jako "ja" i jako im równy (choć raczej równy tak, jak myśliwy bywa równy ściganemu zwierzowi) - nie jako przedstawiciel bóstwa lub kościoła, i bez wsparcia, jakie mają za sobą kapłani. Nie mając jednak za sobą jednej religii, może brać potrzebne "narzędzia" z wielu - lub spoza nich. Nietzsche kreując Zaratustrę, dokonał przebiegłej operacji logicznej. Gdyby stwierdził zaledwie: Boga nie ma, świat idzie swoją drogą bez niego, ulokowałby się w długiej, przed nim i po nim, tradycji ateistyczno-naukowej. Tymczasem ogłosił, iż "Bóg umarł, umarły jest" (Gott ist tot - ta forma gramatyczna nie ma po polsku ścisłego odpowiednika) - i tą deklaracją uczynił dwie rzeczy: zarazem odciął się od jednej, zapewne chrześcijańskiej religii i grupy wyobrażeń o Bogu i poglądów na jego temat, jak i nadal pozostał wewnątrz religijnego dyskursu, nie wywracając stolika, jak to czynią zwolennicy naukowego ateizmu. Umarł, więc kiedyś żył i istniał... Był, i był kimś arcyważnym w innej fazie rozwoju świata i ducha, ale już nie teraz! "Na tym polega boskość, że Boga nie ma, ale są bogowie" - to inny, z "Zaratustry", wyraz tej wiary. Bóg wprawdzie umarł, ale pozostają duchy, energie, warstwy świadomości, mentalne prądy, nurty i wpływy - czyli pozostaje całe to "środowisko naturalne" w którym żyją i którym karmią się szamani.

C.d.n.


Wojciech Jóźwiak
adres
12 czerwca 2007


odcinki:  I   II   III   IV 


Z lektur dopisana książka:
Victor Sanchez. "The Toltec Path of Recapitulation". Rochester, Vermont, USA



Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 1

[foto]1. Osiem lat równo minęło • autor: Wojciech Jóźwiak (2015-06-11 11:11:12)

Osiem lat równo minęło od daty tego tekstu. Nie dokończyłem tego cyklu o szamańskim Nietzschem, chociaż to, co wtedy napisałem, dzisiaj czytam jako aktualne.
Te teksty o Nietzschem nie weszły do książki "Nowy szamanizm", 2008. Wydać by nową?