Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-08-07

Wojciech Jóźwiak

Niedźwiedzie


(www.reference.com)

Był problem z niedźwiedziami. Że są i chodzą po okolicy. (Okolicy pewnego miasta, które „grało” w tym śnie.) Miasto w pewnym miejscu kończyło się i zaczynały zarośla, takie jak zwykle jak na porzuconych polach, które zarastają wysoką trawą, nawłocią, brzozą i inną „sukcesją”. W tych zaroślach chodziły niedźwiedzie, a że poruszały się niezwykle cicho i skrycie, to bardzo trudno było je zlokalizować i zobaczyć. Ja byłem wśród ludzi lub rozmawiałem z ludźmi, którzy próbowali zlokalizować (wytropić) te niedźwiedzie, i nie było to łatwe. Niedźwiedzie się kryły, a także udawały psy i wmieszywały się pomiędzy psy wyprowadzane przez właścicieli na spacer, tak że trudno było je odróżnić pomiędzy psami.

Ale namierzyłem (zobaczyłem) jednego niedźwiedzia, który był dość mały, pewnie niedorosły, i dziarsko maszerował poboczem drogi, wszedł do miasta i kierował się dokądś jak po swoje. Tam, dokąd szedł, była stołówka. Albo bar szybkiej obsługi, np. taki jak w Ikei, gdzie widać zawartość kotłów. W jednym kotle były wielkie porcje szynki w sosie. Niedźwiadek wszedł do baru, podszedł do kotła i łapą wygarnął kawał szynki, który włożył sobie do pyska. Był to widok tak wdzięczny, że podziwiałem prostotę, z jaką to wykonał: po prostu przyszedł i włożył sobie to, co smaczne, do pyska.

Dalej zrobiło się zamieszanie i dalszy ciąg snu był o czymś innym: ziemię w pobliżu tego miasteczka dzielono na działki, różne osoby odmierzały sobie kawałki ziemi różnej wielkości, rysując linie na ziemi butem albo patykiem, jedni większe, inni (jak pewien wysoki i masywny Murzyn) – mniejsze.


Ugory na obrzeżu Milanówka: takie miejsca lubią niedźwiedzie ze snu

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.